Dodaj do ulubionych

To i ja się pożalę

05.11.22, 09:58
Login nowy nie na potrzeby wątku, tylko wylogowało mie i nie pamiętam hasła, a starej poczty już nie mam.
Postaram się zwięźle
Jestem dda i z rodzicami (po rozwodzie)nie utrzymywałam kontaktu, z braćmi też nie, bo poszli w ślady rodziców. Tylko z siostrą ale nie jakiś bliski, mamy 17 lat różnicy, ona jest z drugiego związku matki. Pracujemy razem, ale od dłuższego czasu prosiłam ją, żeby nie mówiła mi co się dzieje zwłaszcza z jednym z braci bo ciągle się w coś ładował, a to już nie na moje nerwy. I tak to sobie wzięła do serca, że właściwie nie mówiła o niczym, jak pytałam co u mamy, to zwykle odpowiadała, że Ok. W wakacje okazało się że nie jest ok, po 10 latach odnowił się u mamy nowotwór. Jak pojechałam do niej to się okazało że już cień człowieka na opiece paliatywnej( nieoperacyjny, chemia i naświetlanie niemożliwe że względu na stan organizmu) ale całkiem świadoma, można względnie dobrze się z nią dogadać. Mąż obrazony( od dłuższego czasu się nie układa między nami) bo wie, że matka mocno nam dla w kość, a ja czasem jeżdżę ( zwykle 2x w tyg żeby odciążyć siostrę, że trzy razy na noc) Jak już jadę to mama mówi o braciach, jeden za granicą mieszka na ulicy, wielokrotnie próbował popełnić samobójstwo, ciągle na jakich dopalaczach, drugi na miejscu z marskością wątroby, w kiepskim już stanie. W październiku okazało się że pies ma nowotwór i wczoraj się dowiedziałam, że czas się z nim pożegnać, czekam na starsza córkę a z wprzjedzie w przyszłym tygodniu i trzeba będzie podjąć decyzję o uśpieniu. Do kompletu mąż w zeszłym tygodniu poinformował mnie, że on już ma tego dość( 2 lata temu kupiliśmy domi i ciągle go remontujemy) bo go nie wspieram, i chyba dłużej tak nie wytrzyma. Teraz tak sobie wegetujemy w zawieszeniu. Jakby tego wszystkiego było mało, wczoraj miałam iść do mamy na noc, żeby siostra mogła sobie wyjść ze znajomymi, ale po wizycie u weta pies po narkozie i zadzwoniłam, że jednak nie dam rady, to usłyszałam, że może jak się nie wybudzi, to może jednak dam radę przyjechać. Mąż widząc że płacze, zapytał czy nadal jestem chora( właśnie miałam covida po wizycie w szpitalu)
Wiem, że każdy ma swoje racje, siostra jest zmęczona, Mąż się obawia jak to się na nas odbije, ale już nie daję rady. Chodzę na terapię od dwóch lat, to mnie chyba trzyma w pionie, byłam na wizycie u psychiatry, dostałam leki, ale na tą chwilę nie biore( mam silne zaburzenia lękowe od kilku lat, na początku wyciszone lekami, ale teraz nie chce wracać, wolę terapię) mam też lek doraźny w razie w. Nie liczę na rady, tak tylko wygadać się chciałam.
Obserwuj wątek
    • powodzenia_juno Re: To i ja się pożalę 05.11.22, 10:08
      Jak tyle się zbiega, to dla mnie to jest sytuacja, by użyć leku w razie w.
      No ale jak chcesz się tylko wygadać, to ok, tyle że bez podjęcia jakichś działań może być gorzej.
    • berdebul Re: To i ja się pożalę 05.11.22, 10:13
      Zajmij się przede wszystkim swoją rodziną - mężem, a nie kimś, kto zniszczył Ci dzieciństwo.
      • moze_sprobowac_inaczej Re: To i ja się pożalę 05.11.22, 16:14
        Ale Iona nie zajmuje się stricte matką. Ona chce pomóc siostrze, z którą ma dobry kontakt.
    • pade Re: To i ja się pożalę 05.11.22, 10:24
      No tak, niby mąż ma swoje racje, ALE w tej sytuacji to on powinien Cię wspierać, a nie dokładać swoje fochy. To Tobie umiera matka, a Ty chcesz być przy niej w ostatnich chwilach i chcesz odciążyć siostrę. To bardzo przyzwoite z Twojej strony.
      Bardzo dużo się na Ciebie zwaliło. Nie wiem co jest grane w Twoim małżeństwie, o co chodzi Twojemu mężowi, czy masz skłonności do angażowania się w życie innych a mąż czuje się wiecznie zaniedbany, czy też tylko teraz wykazuje się takim brakiem empatii i egoizmem, ale może warto mu uświadomić, że Ty też potrzebujesz wsparcia i odpoczynku?
      • ursydia Re: To i ja się pożalę 05.11.22, 10:58
        Zgadzam się z pade.
      • kk345 Re: To i ja się pożalę 05.11.22, 11:24
        >czy masz skłonności do angażowania się w życie innych a mąż czuje się wiecznie zaniedbany, czy też tylko teraz wykazuje się takim brakiem empatii i egoizmem,

        Może wie, ile kosztowały ją wcześniejsze relacje z matką, jak to wpłynęło na nia i rodzinę i nie chce powtórki z cierpienia?
        • pade Re: To i ja się pożalę 05.11.22, 11:48
          Jeśli nawet, to i tak powinien uszanować jej decyzję i ją wesprzeć.
          A nie strzelać focha i pokazywać jej dobitnie, jak bardzo ma gdzieś jej emocje.
      • eriu Re: To i ja się pożalę 05.11.22, 11:49
        Ale wspierać w czym? Że jak się zajęła matką to już jest wciągana w rodzinne piekiełko, bo już się pojawia temat braci jak to jest im źle i że nimi też się trzeba zająć? Zobacz jakie tam jest uwikłanie. A co jak matka na łożu śmierci zacznie na dziewczynie wymuszać, że ma się braćmi zająć? Czy dziewczyna będzie w stanie odmówić?

        Takie wciąganie w rodzinne piekiełko, z którego ktoś się wyrwał jest strasznie obciążające psychicznie. Ja się nie dziwię mężowi, że on tego nie wspiera. Ale jestem w stanie zrozumieć autorkę, że chce być z matką w tym momencie.
        • juztubylam Re: To i ja się pożalę 05.11.22, 11:53
          nawet bez wymuszania matki autorka z siostrą będą jeździć do brata tego w kraju jeśli się rozchoruje i osłabnie na tyle, żeby od niego nie oberwały.
          • fafunia78 Re: To i ja się pożalę 05.11.22, 12:04
            Nie, akurat tu nie mam żadnego poczucia obowiązku. Co nie zmienia faktu, że jest mi zwyczajnie przykro, że tak się nasze życie toczy.
        • pade Re: To i ja się pożalę 05.11.22, 12:10
          Eriu, ja nie wiem jak jest.
          Z jednej strony autorka jest w terapii, więc pewnie omawia obecną sytuację i wszystko to, co tu nam napisała. I pewnie decyzja o opiece nad matką też była omawiana. Oraz związane z nią zagrożenia. (powinny być)
          Z drugiej zaś, pisze tu o faktach nie swoich emocjach i potrzebach, jest dość powściągliwa. Jasne, to jest forum, nie ma obowiązku, itd., ale pewnych rzeczy możemy się tylko domyślać.
          Uważam, że mąż nie musi popierać decyzji autorki, może mieć obawy z nią związane, ale pisząc o wsparciu mam na myśli szacunek do jej emocji, a nie lekceważenie ich.
          To, że on nie lubi psa nie oznacza, że może nie zauważać, że ona jego stan przeżywa. To, że ma złe doświadczenia z rodziną pochodzenia autorki nie oznacza, że może lekceważyć jej emocje.
          A potem co? Będzie ignorował jej żałobę i oczekiwał, że będzie się zachowywała jak gdyby nigdy nic?
          Poza tym, mąż na bank ma swoje deficyty. Tak to zwykle w parach bywa. I deficyty zwykle są komplementarne.
          • eriu Re: To i ja się pożalę 05.11.22, 14:59
            Po zapoznaniu się z innymi wpisami sądzę, że kwestia małżeństwa to osobny problem, nad którym nie chcę się aż tak teraz rozwodzić.
      • amsterdama Re: To i ja się pożalę 05.11.22, 12:09
        Zgadzam się z pade.
    • lilia.z.doliny Re: To i ja się pożalę 05.11.22, 10:41
      Kocham.twoj nowy nick smile
      To moja Fafunia
      • fafunia78 Re: To i ja się pożalę 05.11.22, 10:47
        Jak na prawdziwą ematkę przystało, jest młodsza i piękniejsza 😉
        • lilia.z.doliny Re: To i ja się pożalę 05.11.22, 10:52
          smile
          A w temacie- masz prawo do swoich emocji, nawet jeśli inni się z nimi nie zgadzają. Masz prawo towarzyszyć matce w umieraniu. Po prostu.
          Jeśli mąż tego nie rozumie, to trudno. To jest twoja i tylko twoja decyzja. Zwizualizuj sobie wszystko za dwa lata- dzisiaj ulegasz chłopu, nie chodzisz do.matki, ona umiera bez pożegnania. Dasz radę emocjonalnie? Utrzymacie małżeństwo? Nie sądzę.
          Siły życzę. I wierności sobie samej.
          Pozdrawiam.
          • aguar Re: To i ja się pożalę 05.11.22, 11:07
            No weź jej nie strasz, że niezajmowanie się alkoholiczką, która zrujnowała jej życie, ma ją doprowadzić do jakichś wyrzutów sumienia! Ma do niej chodzić ze strachu przed tym kosztem własnej rodziny i zdrowia???
            • pade Re: To i ja się pożalę 05.11.22, 11:12
              Aguar, wyobraź sobie, że ludzie mają różne motywacje, nie tylko "bo to matka", ale np. "chcę się z nią pożegnać, dla siebie", albo nawet, o zgozo! "chcę wybaczyć".
              Z tego co pisze autorka nie wynika, że została wkręcona, tylko sama podjęła takie a nie inne decyzje.
              • fafunia78 Re: To i ja się pożalę 05.11.22, 11:21
                Dokładnie tak. Nie czuję się wkręcona, o dziwo nie jestem mocno zaangażowana czasowo i emocjonalnie, tak jak to by było kilka lat temu. Po prostu czuje, że matka tego potrzebuje i daje tyle ile jestem w stanie. Jadę gdy młodsza córka jest na dodatkowych zajęciach i nic innego mnie nie blokuje, staram się naprawdę nie obciążać mojej rodziny, ale emocjonalnie się posypałam i to, że zrzucę wszystko na siostrę nic nie zmieni, bo ogólnie za dużo tego i brak wsparcia nie spowoduje, że jak powiem radźcie sobie sami to stanę na nogi.
                • pade Re: To i ja się pożalę 05.11.22, 11:27
                  fafunia78 napisała:

                  > Dokładnie tak. Nie czuję się wkręcona, o dziwo nie jestem mocno zaangażowana cz
                  > asowo i emocjonalnie, tak jak to by było kilka lat temu. Po prostu czuje, że ma
                  > tka tego potrzebuje i daje tyle ile jestem w stanie. Jadę gdy młodsza córka jes
                  > t na dodatkowych zajęciach i nic innego mnie nie blokuje, staram się naprawdę n
                  > ie obciążać mojej rodziny, ale emocjonalnie się posypałam i to, że zrzucę wszys
                  > tko na siostrę nic nie zmieni, bo ogólnie za dużo tego i brak wsparcia nie spow
                  > oduje, że jak powiem radźcie sobie sami to stanę na nogi.

                  Czekaj, czekaj, matka tego potrzebuje, siostra potrzebuje oddechu, a Ty?
                  Jaka jest Twoja motywacja, po co to robisz?
                  Czego Ty w tej sytuacji potrzebujesz?
                  • pade Re: To i ja się pożalę 05.11.22, 11:37
                    I jeszcze jedno. Nie wiem czy dobrze to ujmę, ale zdumiewa mnie oczekiwanie czy przekonanie, że przeżywanie odejścia dwóch bliskich istot ma się odbywać bez uszczerbku dla własnej rodziny, bez uszczerbku dla męża i dzieci. Po pierwsze, to jest niewychowawcze podejście, bo uczy dzieci, że są pępkami świata. No chyba, że dziecko ma lat 5 lub mniej, to to jest zrozumiałe, ale starsze dzieci powinny być uczone, że są sytuacje, kiedy mama czy tata nie mogą być przy nich na 100%, bo dzieje się coś ważnego, bo ktoś inny bardziej potrzebuje uwagi i opieki. Oczywiście nie chodzi mi o totalne zawieszenie rodzicielstwa na kołku, bardziej o nie dobijanie się "mam mniej czasu dla dzieci". Jeśli zaś chodzi o męża, to owszem, małżeństwo wymaga pielęgnowania, ale w takiej sytuacji to pielęgnowanie polega na otoczeniu partnera potrzebującego troską. A tym potrzebującym jesteś teraz Ty autorko, a nie Twój mąż.
                    Nie waż się mieć wyrzutów sumienia, chyba, że się zagalopujesz i zamieszkasz u siostry. Bo tymi wyrzutami dołożysz sobie dodatkowy ciężar, a to Ci zupełnie niepotrzebne.
                    • pade Re: To i ja się pożalę 05.11.22, 11:46
                      I zapomniałam o po drugiesmile
                      Po drugie, to jest totalnie nierealne. Nie da się przeżyć życia, nigdy nikogo nie zaniedbując ani na jotę.
                    • fafunia78 Re: To i ja się pożalę 05.11.22, 11:46
                      No właśnie to chyba jest największym problemem. Ze każdy oczekuje, że nadal będę w ciągłej gotowości jakby nic się nie działo. Ja mam ochotę schować się w skorupę jak żółw i wyjść jak się to wszystko skończy.
                      • pade Re: To i ja się pożalę 05.11.22, 11:51
                        Każdy czyli kto?
                        A nie jest tak, że też i Ty przyjmujesz taką postawę? Że też od siebie tego oczekujesz?
                        Ile lat ma córka?
                        • fafunia78 Re: To i ja się pożalę 05.11.22, 11:59
                          9 i nikłe pojęcie o tej babci. Niby wie, że jest ale nie ma z nią żadnych relacji przez brak kontaktu od lat. Ciężko teraz jej wytłumaczyć, że babca jest ale umiera, zwłaszcza, że rok temu zmarł teść i bardzo to przeżyła
                          • pade Re: To i ja się pożalę 05.11.22, 12:18
                            Czyli córka nie wie, że babcia umiera? Chronisz ją przed tą wiedzą?
                            Może i dobrze, ale zawsze możesz powiedzieć, że nie utrzymywałaś z mamą kontaktu, bo była dla Ciebie niedobra, ale teraz babcia mocno choruje (bez szczegółów) i chcesz jej pomóc, ale też przeżywasz chorobę babci oraz psa i dlatego jest Ci źle i czasem jesteś bardzo smutna, a czasem potrzebujesz odpocząć.
                            Dziecko tak czy siak czuje, że się coś dzieje. I potrzebuje wiedzy bo inaczej tworzy sobie w głowie różne scenariusze i czuje lęk. Dlatego trzeba mu wytłumaczyć, adekwatnie do wieku i osobowości dziecka, jaka jest sytuacja. Choćby po to, żeby nie obwiniało się o np. kłótnie między rodzicami.
                            • aqua48 Re: To i ja się pożalę 05.11.22, 12:52
                              pade napisała:

                              > Dziecko tak czy siak czuje, że się coś dzieje. I potrzebuje wiedzy bo inaczej t
                              > worzy sobie w głowie różne scenariusze i czuje lęk. Dlatego trzeba mu wytłumacz
                              > yć, adekwatnie do wieku i osobowości dziecka, jaka jest sytuacja. Choćby po to,
                              > żeby nie obwiniało się o np. kłótnie między rodzicami.

                              Dokładnie tak.

                      • aqua48 Re: To i ja się pożalę 05.11.22, 12:28
                        fafunia78 napisała:

                        > No właśnie to chyba jest największym problemem. Ze każdy oczekuje, że nadal bę
                        > dę w ciągłej gotowości jakby nic się nie działo.

                        A może te oczekiwania są to tylko Twoje wyobrażenia plus brak umiejętności odmawiania? Masz prawo powiedzieć nie, nie dam rady, nie, nie zrobię tego czy owego teraz. Siostrze też masz prawo powiedzieć że zajmujesz się czymś innym (psem czy czymkolwiek) i mimo wcześniejszej zgody jednak nie dasz rady w ten dzień do mamy podjechać.
                • aqua48 Re: To i ja się pożalę 05.11.22, 11:31
                  fafunia78 napisała:

                  > ale emocjonalnie się posypałam

                  Ale to całkowicie zrozumiałe i normalne w tej sytuacji. Pozwól sobie wewnętrznie na przeżywanie emocji i również na tę emocjonalną rozsypkę. Masz też prawo oczekiwać w tym wsparcia od męża, własnych dzieci i siostry.
              • aguar Re: To i ja się pożalę 05.11.22, 11:23
                No podjęła, ale chyba nie jest jej z tym dobrze, stąd ten watek. Była na dobrej drodze, odcięła się od większości rodziny, siostra to szanowała. Tę siostrę to w sumie może wesprzeć finansowo, jak ona jest w porządku i autorkę stać, właśnie dołożyć do tej pielęgniarki.
                Ale jak już musi wybaczać i się żegnać, to chociaż nie z powodu takiej motywacji - żeby potem nie żałować. Bo osoby DDA czy DDD są bardzo podatne na takie manipulacje społeczeństwa, właśnie łatwo się dają wpuścić w poczucie powinności i winy, przez spaprane dzieciństwo czują się wciąż nie dość dobre i jakby na coś musiały zasłużyć.
            • aqua48 Re: To i ja się pożalę 05.11.22, 11:23
              aguar napisała:

              > No weź jej nie strasz, że niezajmowanie się alkoholiczką, która zrujnowała jej
              > życie, ma ją doprowadzić do jakichś wyrzutów sumienia!

              Ale dopuszczasz, że może zwyczajnie tę matkę mimo wszystko kochać, współczuć jej albo tylko chcieć pomóc w tej sytuacji siostrze?
              To zupełnie normalne, że po śmierci bliskiej osoby zadajemy sobie pytanie czy zrobiłam wszystko co mogłam? A jeśli odpowiedź brzmi nie to może być przyczyną kolejnych traum ciągnących się latami. Więc też dla spokoju własnego sumienia warto zrobić więcej by czuć się w porządku.
              • aguar Re: To i ja się pożalę 05.11.22, 11:28
                Moim zdaniem w przypadku patologicznych rodziców, którzy nas skrzywdzili, to jest bardzo złe podejście - czuć, że się jest w porządku, o ile się coś dla nich robi, a nie w porządku, jak się ich olewa, odetnie. To jest podstawa, żeby się z tego wyzwolić. A dopiero potem ewentualnie można coś dla nich robić, jak się ma jakiś inny powód.
            • lilia.z.doliny Re: To i ja się pożalę 05.11.22, 11:28
              No weź jej nie strasz, że niezajmowanie się alkoholiczką, która zrujnowała jej życie, ma ją doprowadzić do jakichś wyrzutów
              A owszem, może. Zwłaszcza jeśli ona tam chodzi dla siebie. Może chce. Może potrzebuje zamknąć pewne sprawy. Może czeka na jakieś slowa. Może coś chce powiedzieć.
              • aguar Re: To i ja się pożalę 05.11.22, 11:43
                "Może czeka na jakieś slowa."
                No waśnie te dzieci z rodzin dysfunkcyjnych całe życie czekają, aż rodzic przeprosi, doceni, zrekompensuje i zazwyczaj się nie doczekują. Życzę autorce, aby się doczekała, ale z doświadczenia wiem, że takie happy endy to tylko na filmach. Zazwyczaj kończy się to rozczarowaniem, któremu można zapobiec, godząc się z tym, ze się pewnych rzeczy nigdy nie dostanie, trzeba nad tym pracować.
          • homohominilupus Re: To i ja się pożalę 05.11.22, 13:58
            Lilia, jak zwykle z wyczuciem i taktem. I zrozumieniem.
            Zgadzam się z tym, co piszesz.
      • ursydia Re: To i ja się pożalę 05.11.22, 10:59
        O matko, dostałam cukrzycy!
    • aqua48 Re: To i ja się pożalę 05.11.22, 10:50
      Strasznie dużo masz na głowie, ponad siły jednego człowieka. Przede wszystkim powinnaś zdjąć i przekazać innym tyle obowiązków ile możesz. Porozmawiaj z siostrą i zatrudnijcie do mamy pielęgniarkę na kilka nocy w tygodniu przynajmniej. Sprawę psa sceduj na męża. A w zamian znajdź dla niego trochę czasu, i rozmawiaj z nim. Niekonieczne w tym momencie remonty na razie odłóżcie. I zadbaj dla siebie o wsparcie farmakologiczne. może mężowi też by się przydało?
      • fafunia78 Re: To i ja się pożalę 05.11.22, 10:56
        Mąż nie przejmie psa bo go nie lubi. Nawet wczoraj jak mnie odwoził z nim po narkozie i trzeba było odebrać młodsza córkę od koleżanki kilka ulic od nas, stwierdził, że nie odwiezie mnie najpierw a potem po młodą, mam jechać z nim bo i tak trzeba go wysikać więc co za różnica gdzie. W pracy też nie przekażę obowiązków bo pracuje z siostrą w jednym dziale i teraz to ją muszę odciążyć właśnie, więc większość spada na mnie.
        Szukamy pielęgniarki.
        • yenna_m Re: To i ja się pożalę 05.11.22, 11:00
          Pielegniarka nie jest glupim pomyslem.

          Rozważ te leki, bedzie Ci latwiej funkcjonować w tej niezwykle trudnej sytuacji.

          Mocno przytulam.
        • pade Re: To i ja się pożalę 05.11.22, 11:08
          Twój mąż z opisu wygląda mi na buca i rozkapryszonego bachora.
          Psa nie lubi, biedaka po narkozie, co za palant!
          On ma jakieś zalety?
          • yenna_m Re: To i ja się pożalę 05.11.22, 11:13
            Pewnie jest tym glupim bucem. Tylko nie wiem, czy teraz jest odpowiedni moment aby sobie dokladać i otwierać kolejny front walki.
            • pade Re: To i ja się pożalę 05.11.22, 11:15
              Ale ja nie o tym. Zwyczajnie się zbulwersowałam się na taką nieczułość.
          • fafunia78 Re: To i ja się pożalę 05.11.22, 11:14
            No jakieś ma, wg niego dobry mąz i ojciec to taki, który zapewnia byt, o emocjach nie słyszał chyba nigdy.
            • aqua48 Re: To i ja się pożalę 05.11.22, 11:19
              fafunia78 napisała:

              > No jakieś ma, wg niego dobry mąz i ojciec to taki, który zapewnia byt, o emocja
              > ch nie słyszał chyba nigdy.

              Ale wiesz, wymagać od Ciebie w tej sytuacji abyś GO wspierała jest wyjątkowym chamstwem. To ON powinien Ciebie wspierać i odciążać, a nie dokładać Ci zmartwień. Nawet jeśli psa nie lubi. I powinnaś mu to powiedzieć i Ty i Wasza córka wprost i bez ogródek.
              • juztubylam Re: To i ja się pożalę 05.11.22, 11:45
                Przypuszczalnie już wcześniej mąz był zmęczony zajmowaniem się problemami w domu i problemami autorki. I już w nim nie ma współczucia dla jej kolejnych potrzeb. Może też mąz nie jest w ogóle zbyt uczuciowy i przytłaczają go bardziej finanse i remont, niż chory pies autorki którego obsługę się na niego chce narzucić, może mąz z tych co uważają że miejsce psa jest w budzie a nie priorytetowe przed odebraniem własnego dziecka. Autorka od lat jest na antydepresantach, z zaburzeniami lękowymi- mogło się mężowi to wszystko już "ulać". Może on też ma problemy na których nawet opowiedzenie nie ma miejsca w ich małżeństwie.
                Nie wiemy tego.

                • juztubylam Re: To i ja się pożalę 05.11.22, 11:48
                  A dodatkowo niejedna z was by była podskórnie wkurzona na teściową, która spieprzyła życie waszemu mężowi, a teraz on zawala sprawy domowe i chodzi w stresie i nie ma go w domu, bo patologiczna teściowa chora i wasz mąz znowu na uwięzi emocjonalnej w domu rodzinnym.
                  • pade Re: To i ja się pożalę 05.11.22, 11:54
                    juztubylam napisała:

                    > A dodatkowo niejedna z was by była podskórnie wkurzona na teściową, która spiep
                    > rzyła życie waszemu mężowi, a teraz on zawala sprawy domowe i chodzi w stresie
                    > i nie ma go w domu, bo patologiczna teściowa chora i wasz mąz znowu na uwięzi e
                    > mocjonalnej w domu rodzinnym.

                    Ale to nie jest sytuacja "teściowa złamała nogę a żona rzuciła się na ratunek i zaniedbuje dom" tylko ta teściowa umiera! Tak samo pies! To wszystko się niedługo skończy.
                    Ja pierniczę, żeby w takiej sytuacji mieć focha, trzeba być kompletnie pozbawionym uczuć.
                    • juztubylam Re: To i ja się pożalę 05.11.22, 12:03
                      Autorka ma od lat sytuację : brat próba samobójcza, drugi pewnie wiecznie awantury i choroby i strach że zapity gdzieś zamarza w rowie, strach o matkę pijącą albo akurat bitą, a onkologiczną już 10 lat temu - myślisz, że kolejna dawka "mężu matka chora!pies chory! to JA CIERPIĘ I JA MUSZĘ POMÓC" zrobi na mężu wrażenie, jeśli miał ten hardkor przeniesiony od jej rodziny już od wielu wielu lat?
                    • juztubylam Re: To i ja się pożalę 05.11.22, 12:07
                      nota bene - to siostra autorki powiedziała, że może pies już się nie obudzi, więc niech autorka przyjeżdża zając się matką by ona mogła wyjść ze znajomymi.

                      -więc postawa jej siostry to nie jest wina męza autorki.
                      • pade Re: To i ja się pożalę 05.11.22, 12:19
                        Przeczytaj może post startowy od początku do końca.
                        • juztubylam Re: To i ja się pożalę 05.11.22, 12:26
                          Czego nie rozumiesz?

                          "Jakby tego wszystkiego było mało, wczoraj miałam iść do mamy na noc, żeby siostra mogła sobie wyjść ze znajomymi, ale po wizycie u weta pies po narkozie i zadzwoniłam, że jednak nie dam rady, to usłyszałam, że może jak się nie wybudzi, to może jednak dam radę przyjechać."
                          • pade Re: To i ja się pożalę 05.11.22, 12:32
                            Jestem dda i z rodzicami (po rozwodzie)nie utrzymywałam kontaktu, z braćmi też nie, bo poszli w ślady rodziców. Tylko z siostrą ale nie jakiś bliski, mamy 17 lat różnicy, ona jest z drugiego związku matki. Pracujemy razem, ale od dłuższego czasu prosiłam ją, żeby nie mówiła mi co się dzieje zwłaszcza z jednym z braci bo ciągle się w coś ładował, a to już nie na moje nerwy.
                            po wizycie u weta pies po narkozie i zadzwoniłam, że jednak nie dam rady, to usłyszałam, że może jak się nie wybudzi, to może jednak dam radę przyjechać. Mąż widząc że płacze, zapytał czy nadal jestem chora( właśnie miałam covida po wizycie w szpitalu)

                            Coś jeszcze?
                            • juztubylam Re: To i ja się pożalę 05.11.22, 12:41
                              no i ładnie podkreśliłaś, że autorka problemy ze swojej rodziny od lat przeżywała, wiedziała o próbach samobójczych i wiecznym hardkorze i sama wylądowała na lekach psychiatrycznych z zaburzeniami lękowymi , a dopiero "od dłuższego czasu.." się odcięła czyli przypuszczam góra kilka lat, co jednak nie zniwelowało jej lęków
                              dla jej siostry jej chory pies nie jest istotny, bo istotne jest autorki zaangażowanie w chorą matkę by siostra mogła realizować swoje potrzeby wyjścia ze znajomymi,
                              a mąż nie domyśla się że autorka płacze nad nad psem tylko pyta o konkrety podejrzewając że coś się dzieje żonie po cowidzie bo znowu płacze.


                              • pade Re: To i ja się pożalę 05.11.22, 12:59
                                Zgrabnie pominęłaś to o wysikaniu psa.
                                Ok, masz swoją tezę i będziesz się jej trzymać, a ja pozostanę przy swoim zdaniu.
                                • juztubylam Re: To i ja się pożalę 05.11.22, 13:09
                                  A ty zgrabnie omijasz fakt, że to siostra autorki liczyła że pies już uśpiony i autorka może się zająć matką. Siostra autorki psa uważa za psa w randze użytkowej a nie w randze członka rodziny. mąż autorki też ma takie podejście do zwierząt- że nie stawia ich na równi z człowiekiem. Autorka ma do nich pretensje, ze nie rozumieją jej emocjonalnego zaangażowania w chorobę psa.
                                  No ale na tym forum to tylko facet jest nieczuły buc.
                                  • powodzenia_juno Re: To i ja się pożalę 05.11.22, 13:12
                                    Mnie też uderzył ten tekst o psie... Wyjątkowo niedelikatny i w ogóle nie wiem, jak można tak powiedzieć, ba pomyśleć...
                                  • pade Re: To i ja się pożalę 05.11.22, 13:34
                                    Siostrze można wybaczyć, bo uczestniczy non stop w umieraniu matki, może palnęła bez zastanowienia. Też by mnie ta uwaga zabolała i to bardzo, ale jakoś bym ją sobie wytłumaczyła.
                                    Ale. Gdyby ponownie zlekceważyła moje uczucia związane z psem, zwróciłabym jej uwagę.
                                  • lumeria Re: To i ja się pożalę 05.11.22, 20:23
                                    >nie stawia ich na równi z człowiekiem.

                                    Bo pies to nie człowiek.

                                    Uwielbiam psy, mam i miałam głębokie emocjonalne więzi z psami, ale wybacz, nie oczekuje, ze inni psa będą traktowali na randze człowieka.

                                    I rozumiem, ze są ludzie, którzy psów nie znoszą - albo ogólnie, albo jednostkowo. Mimo to myślę, ze to dosyć hardcorowe, ze mąż w opisanej sytuacji nie chce nawet tego psa wyprowadzić. Podejrzewam, ze autorka wie dlaczego tak jest.
                            • yenna_m Re: To i ja się pożalę 05.11.22, 14:03
                              Niemniej, teraz autorka zamyka pewien bolesny okres w życiu.

                              I to jest taki moment, że jak zdecyduje się wymiksować z sytuacji z matką, to nie da się do tego za parę lat wrocić i naprawic tych relacji.

                              Pielegniarka jest jak najbardziej potrzebna. Potrzebne też jest żegnanie się z matką w zgodzie z sobą, tak, jak sie czuje i potrzebuje, bo to są sprawy (niestety) ostateczne. I 3,14eprzyć zaszłości.

                              Niestety, czasami zdarzają się w zyciu czlowieka okresy wysypu nieszczęść i wtedy też trzeba sobie z tym jakoś poradzić.

                              Mąż niekoniecznie moze sobie z tym radzić. Tez jest czlowiekiem i też mogą gonpewne rzeczy przerastać. Oczywiście powinien to i tamto ale nie zawsze kazdemu z nas udaje sie w trudnych sytuacjach dzialać modelowo.

                              Myślę, że warto probować przegadać te sprawy z mężem. Zapytać jak on to widzi. Powiedzieć o swoich obawach i potrzebie nieodtrącania chorej matki pomimo wczesniejszych trudnych relacji. Posluchać o obawach męza i jego pomysle na poradzenie sobie w tej sytuacji. I sprobować wspolnie wypracować jakies rozwiazanie.
                  • lilia.z.doliny Re: To i ja się pożalę 05.11.22, 12:07
                    bo patologiczna teściowa chora i pies
                    Jezu, ale oni umierają. Nie stawiają na nogi rodziny z powodu jelitowki i pcheł, tylko ODCHODZĄ. Nie będzie więcej szans, żeby wysłuchać i podrapać pod brodą. Nigdy więcej nie będzie . Autorka jest rego świadoma i chce to zamknąć w zgodzie z własnym sumieniem, własną potrzeba, własnymi emocjami. I to jest jej, kurwa, przenajświętsze prawo
                • eriu Re: To i ja się pożalę 05.11.22, 11:55
                  Fafunia powinnaś zacząć brać leki. To nie jest moment na to żeby brać na siebie ponad miarę i nie dać sobie komfortu w postaci leków. Na terapii będziesz sobie spokojnie przepracowywać tematy. Chodzi o to żebyś się nie załamała teraz i nie weszła w poważny kryzys.
                  • powodzenia_juno Re: To i ja się pożalę 05.11.22, 12:08
                    Zgadzam się całkowicie.
                  • karo481 Re: To i ja się pożalę 05.11.22, 15:41
                    Koniecznie brać leki. Gdybyś miała wysokie ciśnienie/ cukier/ bolał Cię ząb/ wyrostek itp. brałabyś leki bez mrugnięcia okiem. Teraz jest taki czas, że sama terapia nie wystarcza. Życzę dużo siły, po burzy przychodzi spokój.
            • pade Re: To i ja się pożalę 05.11.22, 11:20
              Czyli niedojrzały emocjonalnie, zazdrosny o Twoją uwagę poświęcaną komukolwiek i skupiony na sobie.
              Ok. Nie przez przypadek się tak dobraliście, niestety. Jeśli będziecie chcieli (oboje) uratować małżeństwo to jedyną drogą jest terapia (pewnie o własnej nie chce słyszeć?).
              Ale to pieśń przyszłości. Teraz skup się maksymalnie na tym, żeby odreagowywać swoje emocje, nie trzymać ich w sobie, relaksować się, dobrze odżywiać, wysypiać itd. Ja wiem, że czasu brak, ale to jest naprawdę ważne. Inaczej się wypalisz.
              • aqua48 Re: To i ja się pożalę 05.11.22, 11:26
                Warto też ustawić sobie i uporządkować priorytety. Własne zdrowie, matka, siostra, pies, mąż, remont - co jest mniej ważne, a co więcej. Co ODPUSZCZASZ w tej sytuacji, a na czym się skupiasz.
    • aguar Re: To i ja się pożalę 05.11.22, 10:59
      Niepotrzebnie dałaś się wkręcić w matkę. Nad siostrą się nie lituj, jej decyzja, czy się zajmie matką, może matka dla niej nie była taka zła.
      Skup się na sobie, dzieciach, mężu, żałobie po psie. Bo więcej to już jest dla Ciebie za dużo.
    • brytyjska.mgla Re: To i ja się pożalę 05.11.22, 11:16
      Czy byłaś kiedyś na terapii dda? Bo brzmisz jak ratowniczka, która bierze wszystko na siebie, wciąż czuje się winna i nie potrafi stawiać granic. Gorąco polecam ci zaoopiekować się tym aspektem. Zresztą tyle rzeczy na raz zwaliło ci się na głowę, że wsparcie psychologa bardzo by ci się przydało.
      Co do mamy, może pora zacząć szukać hospicjum albo zatrudnić kogoś do opieki. Przecież to absurd, żeby funkcjonować cały dzień, a w nocy zajmować się kimś obłożnie chorym. I ty i siostra też potrzebujecie odpoczynku!
      Męża na razie olej, bo masz teraz na głowie ważniejsze rzeczy. Ale to bardzo niepokojące, że nie potrafi okazać ci wsparcia w najtrudniejszym momencie, kiedy właśnie tracisz dwie, bliskie ci istoty.
    • lilia.z.doliny Re: To i ja się pożalę 05.11.22, 11:32
      Czytam. To nie umierajaca matka jest twoim.probkemem. jej konanie spuściło tamę na jakieś szambo emocjonalne.
      Kochana, czas na terapię. Będziesz klientka, nie pacjentką. Zrób coś, orosze, dla siebie. Ale niech się zamkną pewne sprawy
      • pade Re: To i ja się pożalę 05.11.22, 11:40
        Autorka jest w terapii.
        • marta.graca Re: To i ja się pożalę 05.11.22, 16:24
          Dwa lata! Coś ta terapia nie działa.
          • pade Re: To i ja się pożalę 05.11.22, 16:34
            To, co się psuło kilkanaście lat, co było kolejne kilkanaście albo i lepiej utrwalane, raczej nie naprawi się w rok czy dwa. To proces.
    • asfiksja Re: To i ja się pożalę 05.11.22, 11:33
      Ciągłe jeżdżenie do matki jej w niczym nie pomoże, ona potrzebuje opieki hospicyjnej, a potem umrze, oby była to jak najlżejsza śmierć, ale na to nie masz wpływu. Matka cię nie pokocha od tego, że będziesz do niej ciągle jeździć, a nawet od tego, że sobie rozwalisz małżeństwo i życie. To się nie stanie.
      Natomiast mężowi na tobie zależy (sądząc z opisu). W twoim życiowym interesie jest zadbać o relację z mężem.
      Ale jak znam życie i wybory osób DDA to będziesz do upadłego niańczyć rodzinę pochodzenia, która zepsuła ci dzieciństwo i poprzestawiała w głowie, a potem będziesz obwiniać za to męża, z którym się w końcu rozejdziesz. Niestety jest ogromne ryzyko, że tak właśnie będzie, ale na to nadal MASZ WPŁYW i temu możesz zapobiec.
      • pade Re: To i ja się pożalę 05.11.22, 11:44
        Dla mnie to co napisałaś brzmi tak: opieka nad umierającym rodzicem rozwala małżeństwo. Powinnaś wybrać męża, który ma w dupie to, że rozpaczasz nad chorym psem, albo to, że wracają wspomnienia z dzieciństwa, pojawia się z powrotem otchłań smutku, lęku, żalu i rozpaczy.
        Wiesz, ja w opisanej sytuacji o rozpad małżeństwa obwiniłabym męża, bo na uj mi żyć z kimś, kto nie umie wspierać i nawet gdy przeżywam traumę, widzi tylko własny czubek nosa?
        • eriu Re: To i ja się pożalę 05.11.22, 12:00
          Kwestia małżeństwa to bym powiedziała kwestia, którą może warto teraz odłożyć na półkę i potem się zastanowić nad jego stanem. Natomiast w tej wypowiedzi jest dużo racji odnośnie mechanizmów DDA. Ta opieka nad rodzicem nie spowoduje, że zasłuży na miłość matki. A może się wykończyć psychicznie i fizycznie. Dlatego powinna zadbać o siebie żeby się nie spalić w tym wszystkim.
        • asfiksja Re: To i ja się pożalę 05.11.22, 12:02
          To jest matka, która jej zgotowała alkoholowe piekło (nie wnikam, czy sama piła, czy usprawiedliwiała i nie broniła - na jedno wychodzi). DDA charakteryzują się tym, że do upadłego próbują zasłużyć na miłość rodziców. Bo w dzieciństwie im się to nie udało, nie byli "wystarczająco dobrzy", żeby rodzice ich kochali. Robią wszystko, żeby tego dokonać w dorosłości, oczekują też wsparcia swoich partnerów. Nie każdy partner go udzieli - może sam już psychicznie goni w piętkę (z opisu bym to obstawiała), a może jest świadomy, że to bezsensowna gra, w którą nie da się wygrać. Bo ta matka nie pokocha, choćby się autorka skichała. A nie zapewni jej takiej opieki paliatywnej, jak hospicjum, bo nie ma możliwości.
          • fafunia78 Re: To i ja się pożalę 05.11.22, 12:23
            I tak i nie. Ja niczego od matki już nie oczekuje. Mam żal ale uważam, że jednak powinnam być przyniej w tym czasie zwłaszcza, że nie uważam, żeby czasowo odbywało się to kosztem mojej rodziny jak już pisałam. Tym bardziej, że na początku rozmawiałam z mężem na ten temat bo jak wiadomo każdy ma inne granice i coś co mi się wydaje Ok, dla niego już może być za dużo. I wspólnie zgodziliśmy die, że ta dwa popołudnia w tygodniu i od czasu do czasu jedna noc, jest dla nas akceptowalne. Tylko nie wiem jak to wytłumaczyć, wydaje mi się, że on by chciał, żebym ja była w tej sytuacji tylko w ustalonym czasie, a zwyczajnie tak się nieda odłączyć emocji poza godzinami.
            • powodzenia_juno Re: To i ja się pożalę 05.11.22, 12:33
              To "powinnam" dla mnie brzmi tutaj trochę, nie wiem jak to ująć, podejrzanie? Skoro jesteś w terapii, to bym ten temat poruszyła. Jeśli to z powinności narażasz się na te wszystkie trudne sprawy, emocje... To wszystko staje się jeszcze bardziej zagmatwane imho.

              Moim zdaniem (które tu jest kompletnie nieistotne, a piszę, abyś zobaczyła, jak to wygląda z zewnątrz) wszelkie Twoje powinności wobec rodziny pochodzenia dawno wygasły.

              Czy mąż przypadkiem nie boi się Twoich emocji, bo sam ma jakieś deficyty - i dlatego chciałby je włożyć w jakieś przewidywalne ramy czasowe (co to w ogóle za pomysł...)? Ale nawet jeśli tak, to teraz się może na tym nie skupiaj, nie jego masz chronić, a siebie.
              • pade Re: To i ja się pożalę 05.11.22, 12:35
                "Czy mąż przypadkiem nie boi się Twoich emocji, bo sam ma jakieś deficyty - i dlatego chciałby je włożyć w jakieś przewidywalne ramy czasowe (co to w ogóle za pomysł...)? "

                Na bank tak jest.
            • asfiksja Re: To i ja się pożalę 05.11.22, 13:09
              >on by chciał, żebym ja była w tej sytuacji tylko w ustalonym czasie, a zwyczajnie tak się nieda odłączyć emocji poza godzinami.
              On prawdopodobnie nie może patrzeć, jak jesteś non stop nieszczęśliwa i udręczona. Owszem, powinnaś starać się wyciszać destrukcyjne emocje, a kierować myśli ku weselszym i bardziej konstruktywnym sprawom. Ale to jest bez leków bardzo trudne, jak już jesteś w takiej koleinie.
              OK, odbyliście kiedyś rozmowę, zaplanowaliście. Ale doszły nieprzewidziane okoliczności (pies, przedłużający się remont, stan matki i jej gadanie o braciach, i związane z tym twoje jazdy psychiczne). Może rozmowę trzeba ponowić i ustalić nowy, mniej wyczerpujący grafik? Może trzeba poinformować matkę, żeby nie chcesz słuchać o braciach? Może trzeba jednak wziąć leki, żeby być w stanie zacząć odganiać natrętne emocje?
              Bo tak to się zajedziesz i zniszczysz małżeństwo, a matka i tak umrze.
              • pade Re: To i ja się pożalę 05.11.22, 13:28
                O matko boska...
                Jakie destrukcyjne emocje? Związane z odchodzeniem matki i psa? Skąd pomysł, że są destrukcyjne?
                Żal, smutek, złość, rozpacz nie są destrukcyjnymi emocjami tylko adekwatnymi do sytuacji!
                Roisz to samo co mąż autorki czyli "ogarnij się kobieto i nie okazuj co się z tobą dzieje".
                I jeszcze to określenie "jazdy psychiczne", rany boskie, skąd to wzięłaś?
                Autorka owszem, jest DDA, ma za sobą patologiczne dzieciństwo i traumy z tym związane, ale to nie oznacza, że to co przeżywa jest patologiczne/destrukcyjne i bóg wie jakie jeszcze.
                Ja na jej miejscu czułabym się identycznie, a nie mam za sobą takiej przeszłości.
                Nie wiem też skąd pomysł, że autorka non stop jest nieszczęśliwa i udręczona. Ale nawet gdyby taka była, odkąd się dowiedziała o chorobie matki, a teraz doszła jeszcze choroba psa, to nie oznacza, że mąż ma prawo wymagać zostawiania emocji za drzwiami.
                Po co komukolwiek mąż, przy którym trzeba udawać?
                Kiedy odszedł pies moich teściów, oboje płakali tygodniami. Mieliśmy wtedy małe dzieci i do głowy mi nawet nie przyszło oczekiwać, że zajmą się wnukami podczas odwiedzin, zamiast przeżywać żałobę. Przeciwnie, bardzo im współczułam. Kiedy odszedł pies koleżanki z pracy, płakałam razem z nią.
                Przecież to jest naturalne, że człowiek przeżywa to, co się dzieje z członkiem rodziny. Bo pies to członek rodziny. Matka zaś, to członek rodziny pochodzenia i jaka by nie była, jej odchodzenie też jest bolesne.
                Mąż autorki najwyraźniej sam nie przeszedł żałoby po swoim ojcu (i miał z nim pewnie przejścia), skoro tak bagatelizuje emocje żony. Być może obawia się, że pod wpływem stanu żony dojdą do głosu jego uczucia i sobie z nimi nie poradzi.
                • aqua48 Re: To i ja się pożalę 05.11.22, 14:34
                  pade napisała:

                  > Mąż autorki najwyraźniej sam nie przeszedł żałoby po swoim ojcu,
                  > skoro tak bagatelizuje emocje żony. Być może obawia się, że p
                  > od wpływem stanu żony dojdą do głosu jego uczucia i sobie z nimi nie poradzi.

                  A może zwyczajnie obawia się wywrócenia życia domowego do góry nogami przez emocje żony? Sorry, ale mimo takich bardzo trudnych okresów, ciężkich chorób, śmierci itp. życie wokół toczy się nadal, nie zatrzymuje.

                  • pade Re: To i ja się pożalę 05.11.22, 15:47
                    Aqua, ma prawo się obawiać. Tylko, że zakneblowanie żony spowoduje rozpad małżeństwa, a nie ustawi życie na właściwe tory.
                    Unieważnianie emocji i potrzeb żony/męża to jest przepis na katastrofę a nie ratowanie małżeństwa.
                    • aqua48 Re: To i ja się pożalę 05.11.22, 16:00
                      pade napisała:

                      > Aqua, ma prawo się obawiać. Tylko, że zakneblowanie żony spowoduje rozpad małże
                      > ństwa

                      Ależ ja to rozumiem i dlatego polecałam szczerą rozmowę z mężem. Powinni sobie powiedzieć jakie mają wobec siebie w tej sytuacji oczekiwania wspólnie zastanowić nad priorytetami.
                • eriu Re: To i ja się pożalę 05.11.22, 14:49
                  Pade a skąd wiesz, że te emocje nie są destrukcyjne? Jej choroba się zaostrza, ona czuje, że już nie wyrabia, stawia potrzeby wszystkich innych ponad swoje i nie chce brać leków nadal. To ma być ok i objaw zdrowych zachowań? Żeby dziewczyna się nie doprowadziła do stanu, że potrzebna będzie hospitalizacja.

                  Jedna rzecz to jest sytuacja obiektywnie trudna. Druga rzecz to przechodzenie przez sytuację obiektywnie trudną i nie dbanie o siebie mimo dostępnych środków ku temu. To jest czynnik ryzyka chorobowego w przypadku zdrowego człowieka. W przypadku osoby, która już ma chorobę stwierdzoną to jest po prostu przepis na katastrofę i autodestrukcyjna jazda. To się zawsze zemści. Te emocje, stres nie pozostaną bez wpływu. Inaczej mówiąc teraz może wytrzyma ale szambo wybije.
                  • pade Re: To i ja się pożalę 05.11.22, 15:45
                    Nie wiem. Ale też nie zakładam z góry.
                    Czytając ten wątek mam wrażenie, że autorka kisi w sobie emocje, że może porozmawiać tylko z terapeutą, a przed dziećmi udaje, że wszystko jest ok. No i jeszcze robi za dwoje w pracy.
                    Gdyby mogła porozmawiać z mężem i dostałaby od niego wsparcie, na pewno byłoby jej łatwiej.
                    O dbaniu o siebie już pisałam, powtarzać się w każdym poście nie widzę potrzeby.
                  • marta.graca Re: To i ja się pożalę 05.11.22, 15:56
                    Tym bardziej, że jest w terapii od dwóch lat i problemy są nadal.
                    • lumeria Re: To i ja się pożalę 05.11.22, 19:40
                      marta.graca napisała:

                      > Tym bardziej, że jest w terapii od dwóch lat i problemy są nadal.

                      Terapia to nie jakieś panaceum, które działa kilku sesjach, najdłużej po roku, i finito na zawsze.

                      Dla osób z głębokimi traumami rozwojowymi - a wszystko wskazuje, ze w rodzinie autorki wszyscy sa silnie straumatyzowani - to jest *wieloletni* i skomplikowany proces.

                      • marta.graca Re: To i ja się pożalę 05.11.22, 20:41
                        Wiem o tym, zwłaszcza że w międzyczasie pojawiły się nowe kłopoty i okoliczności. Tym bardziej się dziwię, że autorka jest tak negatywnie nastawiona do pomocy farmakologicznej.
          • pade Re: To i ja się pożalę 05.11.22, 12:26
            asfiksja napisał:

            > To jest matka, która jej zgotowała alkoholowe piekło (nie wnikam, czy sama piła
            > , czy usprawiedliwiała i nie broniła - na jedno wychodzi). DDA charakteryzują s
            > ię tym, że do upadłego próbują zasłużyć na miłość rodziców. Bo w dzieciństwie i
            > m się to nie udało, nie byli "wystarczająco dobrzy", żeby rodzice ich kochali.
            > Robią wszystko, żeby tego dokonać w dorosłości, oczekują też wsparcia swoich pa
            > rtnerów. Nie każdy partner go udzieli - może sam już psychicznie goni w piętkę
            > (z opisu bym to obstawiała), a może jest świadomy, że to bezsensowna gra, w któ
            > rą nie da się wygrać. Bo ta matka nie pokocha, choćby się autorka skichała. A n
            > ie zapewni jej takiej opieki paliatywnej, jak hospicjum, bo nie ma możliwości.

            Wiecie co, łatwo się pisze takie rzeczy, jak się siedzi przed kompem i na sucho analizuje czyjeś wpisy.
            A autorka już się opiekuje matką, szuka opiekunki, jest w procesie żałoby.
            Mleko się wylało.
            Co ma teraz zrobić? Powiedzieć matce "baj, jutro nie przyjdę, bo już nie chcę i tak mnie nie pokochasz"? A siostrze "wiesz co, ja się jednak zastanowiłam i stwierdziłam, że to mnie za dużo kosztuje/wkręcam się w ratowanie/whatever, nie przyjdę więcej, daj znać kiedy pogrzeb"?
            • powodzenia_juno Re: To i ja się pożalę 05.11.22, 12:35
              A jakby zabrzmiało np: Jednak sytuacja mnie przerosła, jak tylko znajdziemy opiekunkę, która cię (siostro) odciąży, będę musiała więcej czasu poświęcić własnej rodzinie (że sobie, by się nieco zregenerować, to już przecież nie musi mówić)?
              • pade Re: To i ja się pożalę 05.11.22, 12:42
                Przecież szukają opiekunki.
                Nie wiem czy dobrze zrozumiałam autorkę, ale ją chyba bardziej rozwala i męczy zaangażowanie emocjonalne, nie fizyczne. I oczekiwanie męża, że zostawi swoje emocje za drzwiami.
                • powodzenia_juno Re: To i ja się pożalę 05.11.22, 12:52
                  Ok, ale jak wycofać się emocjonalnie bez ograniczania fizycznego kontaktu? Pewnie że można próbować, jednak to jeszcze trudniejsze.
                  Zresztą to Autorka decyduje, czy chce coś spróbować zmienić.
                  Męża w tym momencie raczej nie zmieni... Chyba nie ma wyjścia jak nie liczyć na niego bardziej niż tylko najwyższej w sprawach praktycznych.
            • beaucouptrop Re: To i ja się pożalę 05.11.22, 12:53
              Bardzo trafna uwaga Pade.
            • chatgris01 Re: To i ja się pożalę 05.11.22, 13:25
              pade napisała:


              > Co ma teraz zrobić? Powiedzieć matce "baj, jutro nie przyjdę, bo już nie chcę i
              > tak mnie nie pokochasz"?

              Tak patrzac z boku, to takim rodzicom by sie nalezalo (wiem, nierealne, no ale).
              • pade Re: To i ja się pożalę 05.11.22, 13:42
                Pewnie tak, ale ja bym zrobiła to dla siebie, wyłącznie dla siebie.
                Mając świadomość, że zrobiłam co byłam w stanie zrobić, byłoby mi lżej.
                • eriu Re: To i ja się pożalę 05.11.22, 14:56
                  A ja bym nie robiła nic kosztem mojego zdrowia. Tej matce zrujnowanie swojego zdrowia nic nie przyniesie dobrego. A jak ona odejdzie to tym zrujnowanym zdrowiem psychicznym i może fizycznym jeśli się zajedzie po covidzie osłabiony organizm trzeba się jakoś zająć. Tylko, że jak się przekroczy swoje wszystkie granice "bo trzeba pomóc" to to wstawanie może zająć ogrom czasu i może kosztować ogrom energii. Bo fajnie powiedzieć być z matką dla siebie. A ile potem trzeba się będzie sobą zajmować żeby wrócić do formy, bo wszystkie zasoby psychiczne zostaną zużyte? Miesiące albo lata bo wszystko jest bez leków.
                  • fafunia78 Re: To i ja się pożalę 05.11.22, 15:13
                    Ja fizycznie się nie wykańczam, psychicznie bardziej bo nawet z własnym mężem nie mogę porozmawiać, on się wyłączył z tego. Matka nie kest największym problemem, miałam czas żeby sobie wszystko poukładać i faktycznie przed terapią może bym rzuciła wszystko i się poświęciła dla niej, ale dziś już nie. A mąż ma swoje projekcje i nie widzi, że to głównie ogrom tego wszystkiego i brak kontaktu z nim daje efekt jaki jest.
                    • aqua48 Re: To i ja się pożalę 05.11.22, 16:02
                      fafunia78 napisała:

                      > Ja fizycznie się nie wykańczam, psychicznie bardziej bo nawet z własnym mężem n
                      > ie mogę porozmawiać, on się wyłączył z tego.

                      Próbuj do skutku. Powiedz mu że jest dla Ciebie ważny, bo zapewne wcale tak się nie czuje teraz, okazujesz mu że wszystko jest od niego ważniejsze..
                  • pade Re: To i ja się pożalę 05.11.22, 15:40
                    Eriu, ja nic nie pisałam o wychodzeniu z siebie i zużywaniu wszystkich zasobów.
        • volta2 Re: To i ja się pożalę 05.11.22, 12:06
          ta matka rozwaliła jej życie, ja na miejscu autorki skupiałabym się jednak na mężu, dzieciach a matka przed psem, bo osobiście nie znoszę szczekaczy.
          szczęśliwe życie ta kobieta ma dzięki temu, co z mężem wypracowała/wypracuje nie dzięki matce. nic się jej nie należy na ten moment, poza odrobinką uwagi.
          • brytyjska.mgla Re: To i ja się pożalę 05.11.22, 12:14
            Ale cz wy nie rozumiecie, że ona może chcieć być przy matce dla SIEBIE. Może chciałaby w ten sposób pojednać się z nią, wybaczyć i zamknąć ten rozdział w zgodzie ze sobą. To naprawdę tak nie działa, że jak rodzic był dysfunkcyjny to się go wykreśla z życiorysu i po sprawie. Czasem chcemy i potrzebujemy wybaczyć, dla własnego spokoju. Bo wybacza się tak naprawdę dla siebie.
            • pade Re: To i ja się pożalę 05.11.22, 12:27
              Dokładnie tak.
            • eriu Re: To i ja się pożalę 05.11.22, 12:30
              Wybaczyć nie oznacza warować u boku kosztem swojego zdrowia i poświęcać się w każdej dziedzinie. Zobacz, że ona każdą dziedzinę życia temu podporządkowuje. Nawet jeśli chodzi o robotę to na sugestię żeby ją ktoś odciążył to jest skupienie na każdym innym tylko na sobie nie. A przecież jej też choroba matki dotyka, ona też się matką zajmuje, dlaczego jej się wsparcie w pracy nie należy tylko jej siostrze?

              Rany zadane DDA nie są takie proste, że je się tak łatwo samemu przepracowuje.
              • pade Re: To i ja się pożalę 05.11.22, 12:40
                Jeżeli autorka jeździ do matki 2 x tydzień na kilka godzin plus raz na jakiś czas noc, to siostra jest zdecydowanie bardziej obciążona. I trudno jeszcze by wyręczała autorkę w pracy. Chyba, że jest ktoś inny, kto mógłby pomóc.
                • eriu Re: To i ja się pożalę 05.11.22, 12:43
                  Przecież nikt nie mówi żeby siostra ją wyręczała. Natomiast w działach bywa bywają więcej niż 2 osoby, więc ktoś mógłby je wspomóc. Albo może jest jakiś stażysta czy ktoś kto mógłby przyjść do nich i pomóc jeśli są we 2. Może to jest kwestia po prostu pogadania.
    • migafka357 Re: To i ja się pożalę 05.11.22, 11:52
      Przyłączam się do rady, żebyś zadbała teraz przede wszystkim o siebie. Jesteś po covidzie, w bardzo trudnym momencie życia, wytłumacz mężowi, że potrzebujesz teraz pomocy i znajdź innych pomocników - pielęgniarka, hoapicjum, sprzątaczka itd. Ja bym na twoim miejscu poszła do psychiatry, to też jest duże wsparcie. Rozmawiaj ze sobą, pytaj siebie, jak się czujesz, czego potrzebujesz, co może ci pomóc - i dawaj sobie to. Ważne, żebyś była przy sobie, po swojej stronie.
    • marta.graca Re: To i ja się pożalę 05.11.22, 12:04
      Jako osoba z zaburzeniami lękowymi podpowiem, byś może jednak rozważyła wsparcie się lekami, przynajmniej na jakiś czas.
    • powodzenia_juno Re: To i ja się pożalę 05.11.22, 12:04
      Wszystko fajnie, ale moim zdaniem, żeby to wszystko ogarnąć i to przy średnio wspierającym mężu (już nieważne na ten moment powody, dlaczego tak się zachowuje, bo może je ma, może właśnie nie), należy zacząć jednak od leków, potem ułożyć priorytety i trzymać się ich choćby nie wiem co, a wśród nich po prostu musi być dbanie o siebie - bo wygląda na to, że w tej rodzinie, zarówno pochodzenia jak i własnej, można liczyć wyłącznie na siebie.

      Dodatkowo z taką historią po prostu nie uwierzę, że można być na tyle silnym psychicznie, by to wszystko przyjmować na tyle spokojnie na ile się da w sposób naturalny. A leki ten względny spokój czy kawałek niezbędnej stabilności mogą dać.

      Za to kiedy sytuacja się przewali, to na spokojnie odstawić leki, uporządkować emocje, małżeństwo i układy z rodzeństwem.
      • juztubylam Re: To i ja się pożalę 05.11.22, 13:03
        No właśnie. Autorka nie miała przerobionych emocji z tak bardzo toksycznego domu. Jedynie odcięła się od informacji z domu i to jej dało przez chwilę względny spokój. Ten spokój runął gdy dowiedziała się, że matka jest bardziej chora niż przypuszczała. Zaangażowała się w opiekę, ale łączy się to z faktem, że matka znowu zatruwa jej duszę i emocje toksynami z rodziny, autorka znowu chłonie opowieści o zdegenerowanych alkoholem braciach. I puszka Pandory znowu otwarta i pozornie wcześniej uspokojone emocje znowu zaczynają nakręcać się w spiralę nie do opanowania.

        *jak rozumiem za tydzień pożegnasz z córką psa i już nie będzie cierpiał
        *matkę można kierować do opieki hospicyjnej, mają większą wiedzę nad tym jak się pacjentem paliatywnym zajmować
        *nawet chorej matce warto powiedzieć, że jej ciągłe opowieści o braciach ci ciążą.
    • klaramara33 Re: To i ja się pożalę 05.11.22, 13:52
      Eh nieszczęścia chodzą parami. Też miewałam takie w życiu, na szczęście minęły, i oby tobie ten ciężki okres minął szybko życzę.
    • igge Re: To i ja się pożalę 05.11.22, 15:05
      Przytulam, przytulam, przytulam. Przetrwaj.
    • asia_i_p Re: To i ja się pożalę 05.11.22, 16:21
      Bardzo dużo na raz.

      Zaczęłabym chyba od męża. Od uświadomienia mu, że teraz jest bardzo kiepski czas na robienie rozliczeń małżeńskich i że tak, teraz go nie wspierasz, bo ci się świat wali na głowę i nie masz sily wesprzeć nawet siebie. Jak nie może wesprzeć, to chociaż niech dodatkowo nie obciąża. Jak nie może przejąć psa, bo go nie lubi, niech się więcej zajmie córką.

      Odezwanie siostry paskudne, pewnie do wybaczenia ze względu na zmęczenie i na to, że ewidentnie cię lubi i szanuje (podejrzewam, że trzymanie języka za zębami, skoro pracujecie razem, łatwe nie było, i możliwe tylko ze względu na ciepłe uczucia wobec ciebie). Tym niemniej, oprócz wybaczenia tu też chyba trzeba jednak trochę nogą tupnąć i wyjaśnić, że ją wspierasz i pomagasz, ale oczekujesz szacunku dla swoich uczuć i swoich priorytetów.

      Bo to rzeczywiście jest tak, że wszyscy mają swoje racje, tylko że ty też je masz. I oni muszą dbać o przedstawienie swoich, a ty swoich. Masz prawo bronić swoich racji przede wszystkim. Nie tylko dlatego, że są rozsądne - chory pies wymaga opieki, niestety nawet kosztem utraty przez siostrę wyjścia, a z możliwych czasów na remont ciężko mi sobie wyobrazić mniej sprzyjający - ale przede wszystkim dlatego, że są twoje. Nie musisz być ideałem, żeby mieć prawo stać po swojej stronie i bronić siebie. I to nie jest tak, ze ja lekceważę to, że twojemu mężowi czy siostrze jest trudno, bo na pewno jest im trudno. Ale jednak mają dość sił, żeby zrobić to, czego ty nie robisz - żeby stanąć po swojej stronie, forsować swoje racje. Czyli nie jest z nimi tak źle i to nie nimi, tylko sobą powinnaś się zaopiekować.

      Bardzo mocno przytulam i bardzo współczuję tej nadchodzącej żałoby, to boli, aż się nie wyboli, nie da się obejść, nie da przyspieszyć - trudny czas. Dbaj o siebie podwójnie.
      • pade Re: To i ja się pożalę 05.11.22, 16:39
        Dokładnie tak. Autorka powinna wziąć przykład z siostry i męża.

Nie pamiętasz hasła

lub ?

 

Nie masz jeszcze konta? Zarejestruj się

Nakarm Pajacyka