Dodaj do ulubionych

Kryzys a bliscy

07.11.23, 10:39
Jak zachowałybyście się gdyby wasi najbliżsi nie zdali testu i w chwilach dla was kryzysowych nie tylko nie byli wsparciem ale przyczyniali się do gorszego samopoczucia, dowalając.
Dodam że rodzina zawsze była ok, nie byli to źli czy toksyczni ludzie ale jak się okazało słabość i niemoc innych ich odrzuca i odpala u nich złe zachowania. Wszystko mija, ja z kryzysu wyszłam ale ze świadomością że mogło być łatwiej i szybciej gdybym nie dostawała dodatkowego łomotu od bliskich. Ich zachowanie wróciło do normy ale ja czuje niesmak bo nie tak to powinno wyglądać, żyje teraz ze świadomoscią że bliscy będą mnie topić psychicznie przy pierwszym lepszym kryzysie. Jakie wy miałyście doświadczenia ze wsparciem bliskich, czy zawsze dobre?
Obserwuj wątek
    • daniela34 Re: Kryzys a bliscy 07.11.23, 10:49
      Jeśli chodzi o bliskich to zawsze dobre.
    • iberka Re: Kryzys a bliscy 07.11.23, 10:57
      Nie zdali egzaminu, zostałam sama w najgorszym momencie życia, z myślami o jakich nawet boję się mówić. Kiedy przez prawie 6 m-cy nie byłam w stanie wyjść z domu, to sąsiedzi dbali o moje dzieci.
      • hosta_73 Re: Kryzys a bliscy 07.11.23, 11:07
        Współczuję, naprawdę.
      • theafterlife Re: Kryzys a bliscy 07.11.23, 12:13
        Ale to by realny ich test i realne nie zdanie egzaminu.

        A autorka watku chyba mowi o gderaniu.
    • purchawka2020 Re: Kryzys a bliscy 07.11.23, 11:01
      Opuściłabym takuch bliskich i poszukała fobie nowych, lepszych.
      • 35wcieniu Re: Kryzys a bliscy 07.11.23, 11:04
        poszukała fobie nowych, lepszych.

        A potem przeszła kolejny kryzys, żeby sprawdzić jak ci nowi się sprawdzą big_grin
    • zona_mi Re: Kryzys a bliscy 07.11.23, 11:03
      Odsunęłam się od takich ludzi.
      Nie daję już kolejnej szansy.
    • 35wcieniu Re: Kryzys a bliscy 07.11.23, 11:05
      Zależy jaki kryzys i jakie zachowania.
      Jak po prostu brak wsparcia i bagatelizowanie to bym pewnie uznała że mają swoje problemy i nie mają obowiązku się jeszcze mną przejmować.
      • szarmszejk123 Re: Kryzys a bliscy 07.11.23, 12:03
        "Dodatkowy łomot" sugeruje coś więcej, niż brak wsparcia i bagatelizowanie.
        • 35wcieniu Re: Kryzys a bliscy 07.11.23, 12:11
          Tak, ale znamy autorkę i wiemy że konkretów i tak nie będzie, więc można gdybać. tongue_out
          Osoba w kryzysie różne rzeczy może odebrać jako dowalanie, no ale nie wiemy o co chodzi i co to było, soooł...
          • memphis90 Re: Kryzys a bliscy 07.11.23, 14:15
            W praktyce i tak zawsze chodzi o indywidualną percepcję, wiec jeśli uważam, ze „dostałam łomot”, to się odcinam. Przecież jak kolejni bliscy zaczną mi tłumaczyć, ze nie dostałam łomotu od bliskich nr1, tylko rodzina miała swoje sprawy - to obrazę się na kolejnych bliskich, ze tez mnie łomoczą…
    • beataj1 Re: Kryzys a bliscy 07.11.23, 11:09
      Na rodzinę mogę liczyć zawsze. Rodzina może na mnie liczyć zawsze. Do tej pory.
      W przypadku gdyby zawiedli.
      Zaakceptowałabym, że inni mają prawo nie dawać rady, mieć swoje ograniczenia czy niemożności. Tak jak ja mam do tego prawo. Nie zrywałabym kontaktu ani nie wykonywała symbolicznych gestów jeżeli na innych polach działa.

      Ale jednocześnie zadbała o zbudowanie innej nogi - skoro tu nie mogę na ludzi liczyć poszukałabym innych na których zakładałabym liczyć bym mogła.
      A i tak każda sytuacja jest inna, w innym czasie. Inni jesteśmy my i nasi bliscy. Scenariuszy są miliony.
      • lidiaxx Re: Kryzys a bliscy 07.11.23, 11:23
        To nawet nie chodzi o to że ktoś nie daje rady, ja przyjmuje ze może nie dawać o ile zachowuje neutralność i spokój to może się nawet odsunąć skoro nie wie jak reagować ale jak się okazuje są ludzie którym słabość innych odpala najgorsze zachowania, będą ci dowalać i to jest straszne.
        Teraz się zastanawiam czy każdy ma na to potencjał tzn w każdym może się obudzić taki oprawca czy to osobnicze cechy osobowości, z czego to się bierze?
        • beataj1 Re: Kryzys a bliscy 07.11.23, 12:15
          W każdym może obudzić się oprawca. Tacy po prostu jesteśmy jako gatunek.

          Nie bronię twoich bliskich.
          Naucz się na tej sytuacji że tak mogą zrobić. Ograniczaj potencjalne szkody na przyszłość i oceń czy sytuacja wymaga zerwania kontaktu. Jeżeli na co dzień kontakt jest dobry to po prostu odcinaj ich w sytuacjach kryzysowych a w codzienności niech sobie będą.
          Chyba że w totalu przynoszą więcej szkody niż pożytku.
    • snakelilith Re: Kryzys a bliscy 07.11.23, 11:40
      To zależy co to za kryzys i jak go "komunikowałaś". Nie należy oczekiwać, że bliscy są telepatami i zawsze wiedzą, co się w tobie dzieje i czego akurat potrzebujesz. Niektórzy ludzie w kryzysach zachowują się jak ranne zwierzęta, które starają się pomimo bólu nie pokazywać słabości, by nie zostać przez innych zadziobane. Bliscy mogą wtedy nie wiedzieć, że coś ci dolega, albo problem jest aż tak poważny.
      Albo kryzys zmienia nam tak percepcję, że wymagamy od bliskich rzeczy, które dla dnich też mogą być sporym obciążeniem i przekraczać możliwości pomocy.
      Czasem bliskim brakuje też po prostu kompetencji do pomocy i z desperacji udają, że nic się nie dzieje, albo nawet negują wymagając od ciebie normalności, co ty odbierasz jak "łomot", bo są w stosunku do ciebie i twojego problemu bezsilni. Nikogo nie chcę tu usprawiedliwiać, ale bliscy to też ludzie, ze swoimi ułomnościami, brakiem wiedzy i z własnymi kryzysami, a nie empatyczni terapeuci na etatach, którzy zawsze wiedzą, co w kryzysie się robi.
      Więc pytanie jest, czy dorośle akceptujesz tych ludzi ze wszystkimi ich słabościami, nie stawiając się w pozycji ofiary i nie oczekując od nich za wiele, co może mieć naturalnie konsekwencje w głębi waszej realacji, czy chcesz dalej ładować w nich oczekiwania, których prawdopodobnie nigdy nie spełnią.
      • lidiaxx Re: Kryzys a bliscy 07.11.23, 11:53
        Są granice, rzeczy nieakceptowalne takie jak dowalanie ludziom, uważam że nic tego nie tłumaczy.
        • pani_tau Re: Kryzys a bliscy 07.11.23, 12:13
          No bo nie tłumaczy. A rodzina potrafi dowalić na ostro, łącznie ze zbrodniami najcięższego kalibru.
          Ci, którym się to w głowie nie mieści są bardzo szczęśliwymi ludźmi.
        • aqua48 Re: Kryzys a bliscy 07.11.23, 12:36
          lidiaxx napisała:

          > Są granice, rzeczy nieakceptowalne takie jak dowalanie ludziom, uważam że nic t
          > ego nie tłumaczy.

          Ale jeśli ktoś Twoje granice przekracza, to TY musisz zareagować.
          Najprostszą reakcją jest zerwanie kontaktu, można też wprost powiedzieć co Ci nie odpowiada w zachowaniu tych osób, na co liczyłaś w tej konkretnej sytuacji i na czym się zawiodłaś.
          A można też po prostu przestać się zwierzać z problemów i ochłodzić mocno kontakt.
          • kariwitch00 Re: Kryzys a bliscy 07.11.23, 12:44
            Tak się dzieje wtedy kiedy ludzie cię nie lubią, rodzina tez może cię zwyczajnie nie lubić choc jest wiez. Zawodowo jest tak ze jak ludzie cie nie lubią tylko się ciebie boja to dopóki ci się nie podwinie noga będzie u ciebie wszystko dobrze będą za tobą ale w kryzysie wbija ci nóż w plecy. W rodzinach tez może tak być.
            • aqua48 Re: Kryzys a bliscy 07.11.23, 13:59
              kariwitch00 napisała:

              > Tak się dzieje wtedy kiedy ludzie cię nie lubią, rodzina tez może cię zwyczajn
              > ie nie lubić

              Lubią nie lubią, bliscy mają się zachowywać PRZYZWOICIE. Rodzina nie musi od razu rzucać się do pomocy w kryzysie, ale z całą pewnością nie wolno wtedy dowalać.
        • snakelilith Re: Kryzys a bliscy 07.11.23, 12:51
          Ja nikogo nie tłumaczę. Co najwyżej procesy mentalne, które pod takimi zachowaniami często leżą. I jestem zdania, że bardzo niekorzystne jest wychodzenie zawsze z najgorszego i dopatrywanie się u innych zła. Ludzie nie zawsze są źli, a po prostu głupi, niezbyt empatyczni, niekompetentni, zajęci swoimi własnymi problemami/kryzysami/traumami. Jeżeli potrzebujemy od nich pomocy i wsparcia, to należy zakomunikować to jasno i konkretnie, a nie oczekiwać, że oni POWINNI widzieć, POWINNI wiedzieć, POWINNi sami z siebie wyjść z inicjatywą, a na dodatek jeszcze mieć lepsze pomysły od nas.
          Jak jesteśmy uczciwi, to przyznamy się przed samymi sobą, że my też nie zawsze wiemy, czy ktoś bliski potrzebuje pomocy, czy specjalnego traktowania i co się w nim dzieje, w jakich psychicznych kryzysach się akurat znajduje. Przypisywanie więc sobie zawsze roli biednej, ale moralnie lepszej ofiary, a innym wszechmogącego sprawcy, jest niepoważne.
          Nie każde rozczarowanie z powodu braku wsparcia, to też łomot i dowalanie. A granice dorośli ludzie stawiają sobie sami, to znaczy, jak ktoś nas wyraźnie i stale krzywdzi, i nie chodzi tu tylko o odmowę pomocy, to należy wyciągnąć z tego konkretne konsekwencje, a nie nakręcać się w swoim gniewie i negatywnych emocjach do końca życia.
          • y_y Re: Kryzys a bliscy 10.11.23, 22:49
            Snake, od bardzo dawna uważam ze jesteś bardzo mądrą kobietą. Nic nie jest takie jak nam sie wydaje, wszystko filtrujemy przez siebie...
    • bei Re: Kryzys a bliscy 07.11.23, 11:52
      Dowalanie jest słabe, tylko mali ludzie robią sobie takie podpórki. Przestałabym na nich liczyć, i nie byłoby w moich priorytetach pomagać im w potrzebie.
    • aqua48 Re: Kryzys a bliscy 07.11.23, 12:31
      Moi najbliżsi bliscy są fantastyczni w kryzysie i można na nich liczyć pod każdym względem. Innym po prostu o kryzysach w ogóle nie wspominam, bo już kiedyś, dawno temu tak miałam, że..oczekiwali że to ja ich będę wspierać i pocieszać że mam kryzys. Nigdy więcej.
      Na łomot ani topienie psychiczne nikomu nie pozwalam. Takim ludziom nigdy więcej nie zaufałabym i utrzymywała z nimi jedynie zdawkowe kontakty jeśli w ogóle.
    • grruu.u Re: Kryzys a bliscy 07.11.23, 12:31
      Jestem złym człowiekiem, czekałabym na dogodny moment do rewanżu
    • conena Re: Kryzys a bliscy 07.11.23, 12:41
      nie wiem jakbym się zachowała, bo na swoich najbliższych mogę zawsze liczyć, co nie oznacza, że są święci, o nie wink
      ale jakiś czas temu miałam dosyć poważną sytuację i jak już naprawdę nie mogłam wytrzymać, to zadzwoniłam do kogoś, kogo sytuacja również dotyczyła, a kogo nie uważałam za sprzymierzeńca i udało się nie tylko zbudować wspólny front, ale też uzdrowić relację. różnie to bywa.
    • heca7 Re: Kryzys a bliscy 07.11.23, 13:15
      Moja matka jest "specjalistką" od pocieszania tongue_out
      Ostatnio mojego syna pogryzł pies, o czym pisałam na ematce. No i tego samego dnia miałam moją matkę zawieźć do lekarza. Jedziemy. Ja jeszcze zdenerwowana czekam na info o szczepieniu. I taka rozmowa...
      Matka- widzę, że jesteś zdenerwowana. Mam żart, który powinien cię rozweselić!
      Ja- taaak? Jaki? (już czuję pismo nosem)
      Matka- wiesz co oznacza nazwisko TUSK?
      Ja- nie? (aha, czyli miałam rację)
      Matka- Teraz Usłyszysz Same Kłamstwa! Śmieszne, nie?
      Ja- nie... sciana
      • danaide2.0 Re: Kryzys a bliscy 07.11.23, 13:56
        Z perspektywy tego, jak w kryzysie zachowywali się członkowie mojej rodziny powiem, że widzę tu odcinanie się od problemu, być może by siebie chronić. W sumie nie wiem, czy nie wolałabym takiej reakcji. Równie dobrze mogłaś zostać obwiniona o pogryzienie.
        • heca7 Re: Kryzys a bliscy 07.11.23, 14:32
          W sumie masz rację wink Przecież mogłam 16,5 letniego bombelka zawieźć do szkoły samochodem. A tak się tłukł 5km ścieżką rowerową tongue_out wink
    • danaide2.0 Re: Kryzys a bliscy 07.11.23, 14:07
      Przeczytałam ostatnie pytanie - jakie wy miałyście doświadczenia z wYparciem bliskich?

      To co napisałam hecy - niektórzy w trudnych chwilach odcinają się od cudzych problemów, zapewne próbując się uchronić. Dowalanie - nie kopie się leżącego, to deal breaker.

      Jak się zachowuję? Cóż, nie utrzymuję regularnych kontaktów, nie bardzo interesuję się, nie wspieram. Miałam zagwozdkę jeśli chodzi o dziecko, które też ma prawo do posiadania rodziny. Może sobie poglądy na tę rodzinę wyrobić, ale bez kontaktów osobistych nie ma takiej możliwości.
    • babcia47 Re: Kryzys a bliscy 07.11.23, 14:13
      Ograniczyłam kontakty do minimum. Nawet nie mialam ochoty uświadamiać, że dołożyli mi ponad miarę bo nie zdają sobie z tego sprawy chociaz widzę zdziwienie bo teraz to 9ni potrzebują nir tyle pomocy co życzliwego zainteresowania. Nie chce mi się tym bardziej że jeszcze o siebie musze dbać. Zawsze byłam czlowiekiem ktory ciągnął innych na swoich plecach niektórzy dosiadali się z wygody. Bylo zdziwienie, że nagle to ja mam z czymś problem. No niemożliwe
    • jdylag75 Re: Kryzys a bliscy 07.11.23, 14:16
      Byłam świadkiem jak matka zareagowała na problemy siostry, albo na wypadek ojca - zrobiła piekło, unikam od zawsze informowania o swoich kłopotach. Na wieśc o wypadku mojego męża powiedzieli ze miał wypadek bo nie chodzi do kościoła (ojca kilka lat wcześniej dewocja nie uchroniła przed wypadkiem samochodowym - ale to INNA SYTUACJA). Pomogły nam przyjaciele i znajomi z pracy. Mogę liczyć na siostrę i przyjaciół, oni na mnie też. Rodzice zawsze tiwerdzą że gdybym pomyślała/ modliła się/ nie kombinowała to byłoby dobrze.
      • heca7 Re: Kryzys a bliscy 07.11.23, 14:34
        Jak moja córka miała problemy z piersiami (14 latka) i różne zapalenia niewiadomego pochodzenia to moja matka uznała, że to znak od Boga żebyśmy zaczęli całą rodziną chodzić do kościoła wink
        Bardzo kreatywny ten Bóg tongue_out
        • danaide2.0 Re: Kryzys a bliscy 07.11.23, 15:12
          Powiedziałam kiedyś pewnej wierzącej kobiecie o śmierci dziecka na raka. Stwierdziła, że matka na pewno brała pigułki po. Taka religia sama jest rakiem.
        • niemcyy Re: Kryzys a bliscy 07.11.23, 16:34
          Nie do (nomen omen) wiary...
    • bi_scotti Re: Kryzys a bliscy 07.11.23, 14:23
      Byl moment gdy przewartosciowalam/updated definition "bliskich". I gdy juz sobie na spokojnie ustalilam dla siebie kto jest "bliski", przestalo mnie w zasadzie stresowac/wkurzac, ze ci (juz) nie (az tak) bliscy sa jacy sa/mowia co mowia/zachowuja sie jakos tam. Wciaz pozostaja good companions gdy swiat sie usmiecha, ale ja sama nie mam juz zadnych od nich oczekiwan gdy pada deszcz wink It's easier gdy sie ma pelna swiadomosc czego od kogo mozna oczekiwac. Without judgement. To troche tak jak wiedza, ze kuzynka Mariola, ktora nie ma ani samochodu, ani prawa jazdy, nie podwiezie mnie na lotnisko - nie mam jej za zle, ne prosze jej o taka przysluge, nie oczekuje. The same w kwestiach more complicated: uczucia, wsparcie, dzalanie etc. Jedni moga/umieja, inni nie. Wspolczuje, ze musialas doswiadczyc zawodu, but now you know better smile Life.
    • alina460 Re: Kryzys a bliscy 07.11.23, 19:38
      Nie ma to jak po takim wyznaniu usłyszeć od innych tutaj: ja to zawsze mogłam liczyć na moją rodzinę. Gratuluję empatii.
      • grruu.u Re: Kryzys a bliscy 07.11.23, 19:43
        Autorka zadała pytanie: Jakie wy miałyście doświadczenia ze wsparciem bliskich, czy zawsze dobre?
    • mysiulek08 Re: Kryzys a bliscy 07.11.23, 20:01
      po ematkowemu, odcielam kontakt-definitywnie i nieodwołalnie

      ciotunia, moja chrzestna zreszta, ukochana siostra mojej mamuski (ze wzajemnoscia), ktora miewala i owszem lekkie odpaly, ktore dla mnie po przekroczeniu pewnego wieku byly nieakceptowalne, ale siostry byly blisko ze soba wiec machalam reka

      po naglej smierci mojej mamuski, ciotunia przejela dowodzenie (przyjecha ekspresowa 600km), ok, ja nie moglam szybko przyleciec (powazna infekcja zatok/oskrzeli, lekarz bezwglednie zakazal lotu)

      jak przylecialam do PL, byla szczebioczaca i w ogole, w normie, troche sie obrazila jak powiedzialam, ze jednak do swinoujscia nie przyjade

      jednak to co wysmarowala do mnie meilem po moim powrocie z PL, przeszlo moje wszelkie pojmowania, 'szczeka o podloge' to malo, powod byl taki, ze przed tuz odlotem do niej nie zadzwonilam i sie nie pozegnalam (zrobilam to kilka dni wczesniej, wiedzac, ze ostatnie 48h bedzie wyscigiem z czasem)

      oczywiscie nie odpowiedzialam, bombardowala mnie kolejnymi meilami, ale sie zawzielam, zablokowalam poczte i nawet nie wiem czy jeszcze zyje
    • alexandra1984 Re: Kryzys a bliscy 10.11.23, 19:56
      Mialam taka sytuacje ... przezylam tragedie i to naprawde ogromna, a rodzina i najblizsi sie tylko nie pomogli a wrecz jeszcze dowalali. Byly osoby, ktore totalnie sie wycofaly i nic 'z siebie' nie daly by mnie wesprzec i mi pomoc, a z drugiej strony wlasnie Ci, ktorzy jeszcze szkodzili i pogarszali moj stan. Trudno mi to zrozumiec i wytlumaczyc. Na poczatku mimo, ze to widzialam bylam pasywna, nie reagowalam, bylam zyczliwa wobec nich i nadal mi zalezalo na tych relacjach, ale z czasem to na szczescie wygaslo. Nawet trudno mi teraz pisac o tych ludziach bo nie czuje wobec nich i do nich juz nic. Sa mi calkowicie obojetni.
    • stephanie.plum Re: Kryzys a bliscy 10.11.23, 20:51
      prawie zawsze dobre, ale był taki moment, kiedy było mega trudno, a zamiast wsparcia dostałam ekspresję znerwicowania.

      nie mam amnezji, więc nie mogę tego zapomnieć, jestem bogatsza o doświadczenie, czasem wrednie rodzinie to wypominam, ale rozumiem, że każdy może dać się wkręcić, ulec dziwnym tendencjom, i do nikogo żalu nie mam.

      więzi między nami są o wiele cenniejsze niż resentymenty.

Nie masz jeszcze konta? Zarejestruj się


Nakarm Pajacyka