antonina.n
03.03.25, 22:38
miałam sprawę do dostawcy energii i załatwiam ją od października. Ja wniosek, oni mi jeszcze jeden. Ja jeszcze jeden, oni mi kolejny. Ja zapytanie, oni mi odpowiedź. No i wreszcie przyszło ostateczne zwycięstwo: opłata w wysokości 600, ostatni wniosek i gotowe. I to było w połowie stycznia.
I powiem wam, że od stycznia ma najbardziej parszywy moment w życiu od bardzo wielu lat. Było stresująco, dołująco i strasznie czarno. I to że wszystkich stron- od poważnych po duperele- wszystko mi się waliło.
Wreszcie ostatnio wreszcie coś ruszyło w dobrą stronę, dużo lepsze wieści i w ogóle kamień z serca.
No i właśnie sobie przypomniałam o rachunku za usługę i ostatnim wniosku do tauronu. To oczywiście najmniejszy z moich problemów, ale ku.wa, sto pięćdziesiąt wniosków, umów i podań i zapomnieć w ostatnim momencie!