Po pracy poszłam do galerii handlowej po kilka drobiazgów. Po zakupach usiadłam w cukierni na kawę, wyjęłam książkę i zanurzyłam się w świecie SF. Nagle ktoś stanął przy moim stoliku. Była to, ujmijmy ogólnikowo "cyganka". Rzuciła mi ze złością, że mam jej dać STO ZŁOTYCH, bo jak nie, to ona sprawi, że mnie złe duchy będą gnębić i nie opuszczą nigdy. Jakby to nie zabrzmiało, popatrzyłam na nią jak na aliena, powiedziałam życzliwie, żeby dała mi święty spokój i wróciłam do książki. Kobieta zaś chwilę postała, po czym zaczęła "szamanić": machać rękami, mamrotać jakieś "inwokacje"... Interweniował ochroniarz, który ją wyprowadził. Bluznęła jeszcze do niego, że jego tez przeklnie - też nie wyglądał na przejętego zbytnio.
Ale jako że czytam właśnie taki SF/kryminał z różnymi takimi ezoterycznymi, to się zastanawiam: jak by to ująć w przepisy KK? Klątwa? Posługiwanie się niebezpiecznym... Narzędziem? Duchy są narzędziem? Obawiam się, że Kodeks Karny nie nadąża...

Nie, absolutnie się nie martwię. O ile wierzę w istnienie "sił nadprzyrodzonych", że "coś" kieruje, że poza światem "widzialnym" jest też cały świat dla nas niedostępny (tak, jestem nieuleczalną romantyczką, coś tam o szkiełku i oku było...

), o tyle absolutnie nie w formie "Jak nie dasz stówy to cię przeklnę!".