paraga
27.01.05, 23:44
Właśnie wyjeżdżam na ferie. Nie będzie mnie całe dwa tygodnie. Z dzieciakami,
oczywiście. Mąż zostaje w domu, musi do pracy chodzić. Dzisiaj od rana gotuję
i gotuję, żeby głodny nie był jak będzie wieczorami wracał do domu.
Uszykowałam już 4 słoiki bigosu, 1 słoik gulaszu, pudełko kotletów mielonych w
zamrażalniku, opakowanie parówek (to akurat kupiłam). Jak go znam, to sobie
jajecznicę usmaży (jajka też kupione). Co by tu jeszcze... Czy ja nie
przesadzam? Mógłby sie sam o siebie zatroszczyć (mówi diabełek na ramieniu),
oj nie przecież JA mogę i chcę się o niego zatroszczyć, on taki biedny,
zostaje a ja jadę i będę ODPOCZYWAĆ (mówi aniołek na drugim ramieniu). Muszę
jeszcze napisać kartkę na ścianie łazienki jak się obsługuje pralkę i jakie
kolory można prać razem i kartkę na drzwiach wyjściowych z domu z pytaniem czy
nakarmił rybki przed wyjściem (ostatnio jak byłam w szpitalu urodzić córeczkę
to zdechło 9 rybek za jednym zamachem).
Z czym Wasi mężowie nie radzą sobie jak Was nie ma? Może jeszcze mi się coś
przypomni (ale już teraz sobie powtarzam "świat się nie zawali!")