Dodaj do ulubionych

Z czym mężowie nie radzą sobie jak Was nie ma?

27.01.05, 23:44
Właśnie wyjeżdżam na ferie. Nie będzie mnie całe dwa tygodnie. Z dzieciakami,
oczywiście. Mąż zostaje w domu, musi do pracy chodzić. Dzisiaj od rana gotuję
i gotuję, żeby głodny nie był jak będzie wieczorami wracał do domu.
Uszykowałam już 4 słoiki bigosu, 1 słoik gulaszu, pudełko kotletów mielonych w
zamrażalniku, opakowanie parówek (to akurat kupiłam). Jak go znam, to sobie
jajecznicę usmaży (jajka też kupione). Co by tu jeszcze... Czy ja nie
przesadzam? Mógłby sie sam o siebie zatroszczyć (mówi diabełek na ramieniu),
oj nie przecież JA mogę i chcę się o niego zatroszczyć, on taki biedny,
zostaje a ja jadę i będę ODPOCZYWAĆ (mówi aniołek na drugim ramieniu). Muszę
jeszcze napisać kartkę na ścianie łazienki jak się obsługuje pralkę i jakie
kolory można prać razem i kartkę na drzwiach wyjściowych z domu z pytaniem czy
nakarmił rybki przed wyjściem (ostatnio jak byłam w szpitalu urodzić córeczkę
to zdechło 9 rybek za jednym zamachem).
Z czym Wasi mężowie nie radzą sobie jak Was nie ma? Może jeszcze mi się coś
przypomni (ale już teraz sobie powtarzam "świat się nie zawali!")
Obserwuj wątek
    • kalina_p Re: Z czym mężowie nie radzą sobie jak Was nie ma 28.01.05, 00:00
      Ja by, chyba robial tak samo...chociaz jak pojechalam rodzic Kinge i nie bylo
      mnie 3 dni prawie to nad wyraz dobrze sobie poradzil NA TYLE dobrze, ze opil z
      kolegami narodziny corki a potem tak posprzatal mieszkanie, ze az sie swiecilo.
      *I kwiatki kupil. I jadl nawet, bo talerze w zmywarce bylywink))
      Poradzi sobie. Lepiej, niz Ci sie wydaje, naprawde! Mnie moj maz czasem
      zadziwia. Chora byla i nie bardzo kontaktowalam to poszedl po zakupy (wiedzial,
      co kupic-skad wiedzial???), zrobil pranie i nawet nie zapomnial rozwiesic,
      pokroil schab, usmazyl pyyyyyszne kotlety, ugotowal ziemniaki, pokroil
      pomidorka...bylam w szoku. To tylko MY uwazamy, ze ONI bez nas zginawink))
    • kolorko Re: Z czym mężowie nie radzą sobie jak Was nie ma 28.01.05, 07:06
      Moja droga- jechałabys odpoczywać, gdybyś zabrała ze sobą opiekunkę do dzieci
      lub zostawiła je w domusmileA tak, to odpoczywac będzie mąż zostajacy w domu, a
      nie ty!
      Dziewczyny- nie traktujcie swoich mężów jak dzieci, i to jeszcze te najmłodsze,
      bo już przedszkolak wiele rzeczy potrafi zrobićsmile Ja rozumiem przyszykowanie
      jakiegoś jedzonka jako wyraz troski i miłosci ( chociaż jak wyjeżdżam na
      miesiąc- dwa latem, to w zamrażarce zostawiam najwyżej 3 porcje kopytek z
      sosikiem), ale instrukcja obsługi pralki??? No, przypomniałabym o podlaniu
      kwiatów, ale to na bieżąco, przez telefonwink
      Jedż i postaraj się choć trochę odpocząć, mąż sobie poradzi, a nawet jak będzie
      miał z czymś problem, to doceni Cię po powrociesmile)
      • paraga Re: Z czym mężowie nie radzą sobie jak Was nie ma 28.01.05, 10:02
        Jadę do moich rodziców, więc "opiekunki" będą co najmniej dwie smile))))))))) Będę
        ODPOCZYWAĆ!!!!!
    • wieczna-gosia Re: Z czym mężowie nie radzą sobie jak Was nie ma 28.01.05, 08:08
      moj maz radzi sobe ze wszystkim. Obsluga pralki??? A komputer obsluguje? Pralka
      prostrza.

      Oczywiscie kiedy jestem w domu potrafi sie wyreczac, ale kiedy wyjezdzam, to
      oczywiscie zostawiam mu pelna lodowke, ale bez szalenstw wink))
      • donatta Re: Z czym mężowie nie radzą sobie jak Was nie ma 28.01.05, 08:29
        Gdyby ktoś zasugerował mi, że powinnam uszykować mojemu mężowi obiadki na czas
        mojego wyjzadu, to chyba spadłabym z krzesła ze śmiechu. Ma dwie ręce? Ma. Jest
        inteligentny? Podobnowink Umie tysiąc o wiele bardziej skomplikowanych rzeczy, to
        jedzenia sobie nie uszykuje? Potrafi naprawić pralkę, to i wypierze, bo to
        łatwiejsze. A jak nie, to niech chodzi głodny i brudny, dzieckiem nie jest.
        • mama.tadka Re: Z czym mężowie nie radzą sobie jak Was nie ma 28.01.05, 08:36
          Mąż to nie dziecko. Jak wyjeżdżam, to sobie radzi (zarówno wtedy, gdy zostaje z
          malym, jak i wtedy, gdy jest sam). Nie znoszę traktowania facetów jak dzieci.
          Gotowanie pelnej lodówy jedzenia? Przesada. Obsluga pralki? Jak już wcześniej
          któraś z dziewczyn napisala: komputer obsluguje, z pralką tym bardziej sobie
          poradzi smile
          Nie bądźmy mamuśkami dla mężów!
        • kuku-007 Re: Z czym mężowie nie radzą sobie jak Was nie ma 28.01.05, 08:37
          O dzizas! NIe przyszłoby mi do głowy szykować mężowi żarcie w zamrażalniku...
          zostawiłabym mu ew. czekoladki, żeby mu było miło. Poradziłby sobie koncertowo
          i z gotowaniem i z obsługą urządzeń elektrycznych smile Jest tak samo dobrą
          gosposią jak ja, a przy tym supersamcem.
          Dzięki temu wiem, że nie jest ze mną dlatego, że seksu z własną mamą jakoś nie
          wypada uprawiać...
          Niech żyją faceci nie bojący się garów!
          kuku
    • mama007 Re: Z czym mężowie nie radzą sobie jak Was nie ma 28.01.05, 08:37
      zasuszył mi ostatnio wszystkie kwiatki oprócz 3 najbardziej odpornych (ale i
      tym liście odpadły, powoli odżywają...) wrrr... i zawsze jak mnie nie ma
      dostaję smsy typu "gdzie jest instrukcja obslugi pralki"
      eh...
      • mama007 jeszcze cos 28.01.05, 08:40
        jedzenia nie zostawiam - i tak chodzi po barach mlecznych smile a odnosnie tej
        pralki to ostatnio (malo tego, zew iedzial gdzie instrukcja) to wzial jeszcze
        te instrukcje, poszedl do sasiadki, pokazal jej instrukcje, poweidzial co ma do
        prania i zapytal co ma wlaczyc uncertain
        tylko moj jest taki malo kumaty jesli chodzi o pralke??
        pozdrawiam smile
        • iiiiiii Re: jeszcze cos 28.01.05, 08:42
          chyba tak
        • milarka Re: jeszcze cos 28.01.05, 10:10
          mama007 napisała:

          > jedzenia nie zostawiam - i tak chodzi po barach mlecznych smile a odnosnie tej
          > pralki to ostatnio (malo tego, zew iedzial gdzie instrukcja) to wzial jeszcze
          > te instrukcje, poszedl do sasiadki, pokazal jej instrukcje, poweidzial co ma
          > do prania i zapytal co ma wlaczyc uncertain
          > tylko moj jest taki malo kumaty jesli chodzi o pralke??

          może macie akurat wyjątkowo interesującą sąsiadkę? wink
        • iwcia75 Re: jeszcze cos 28.01.05, 10:15
          o matko, mama007, moj malzonek by wolal prania nie zrobic, a by sie nie
          przyznal sasiadce,ze nie umie wink wypralby w rekach
    • 18lipiec Dziwię się! Cholernie... 28.01.05, 09:33
      Mieć męża kalekę -współczuję. Nie wyobrażam sobie zamrażania kupy żarcia gdy
      wyjeżdżam. Jak wyście ich tak nauczyły? Nózki i rączki odjęło?
      Mój jakby sam zostal to by sobie pyszne żarełko ugotował, mi na powrót by
      zrobił coś pysznego , o sprzątaniu , praniu nie wspomnę.
      Kur...gdzie się chowają takie kaleki życiowe??????????
      • irazone Re: Dziwię się! Cholernie... 28.01.05, 09:53
        mam podobnie-jak w szpitalu byłam rodzić,to nie jadłam nic szpitalnego,bo mi
        mąż przynosił obiadki,śniadanka i kolacyjki. on gotuje,nie ja w domu,jak jest.
        jedyne z czym sobie nie radzi,to z niedenerwowaniem mnie,bo zawsze znajdę
        powód,żeby się wściec,jak mam zły humor-poza tym tylko go chwalić.
        sprząta,umie robić zakupy,umie wyprać. po prostu normalny człowiek
      • madelaine6 Ja mam inne zdanie 28.01.05, 09:54
        Moj maz nie jest zadnym kaleka zyciowym tylko dlatego,ze nie umie
        gotowac.Wypraszam sobie.Jeden facet umie przyrzadzic super danie,inny
        nie i tyle.Nie powiem-pare razy mnie zaskoczyl i przygotowal
        naprawde niezle dania,ale siedzial wtedy po cztery godziny w kuchni
        a odglosy dochodzace stamtad mnie przerazaly.
        Moj chlop ma taka prace,ze z dojazdem nie ma go w domu do 18.00 (dwanascie
        godzin).Ja nie pracuje i naprawde nie widze w tym nic szokujacego,
        ze przy planowaniu wyjazdu z kazdego obiadu costam mu wrzucam do zamrazarki.
        Zeby nie bylo- poza tym pelny podzial obowiazkow przy pracach domowych.
        • paraga Re: Ja mam inne zdanie 28.01.05, 10:12
          Dokładnie TAK! Podpisuję się pod tym. Mój mąż wychodzi o 7 rano i wraca o 20
          wieczorem. W pracy pije jakąś kawe (żeby tylko jedną...) i zjada 1 kanapkę albo
          i nie. Czyłabym się potworem, gdybym nie przygotowała mu czegoś, kiedy ja jestem
          w domu i zarówno ja jak i dziecko wracające z przedszkola jemy obiady w domu. A
          jak wyjadę - tryb jego pracy się nie zmieni, niestety. Co do pralki - nie miał
          kiedy się tego "nauczyć", bo chyba żartujecie - mam dla zasady czekać z praniem
          do wieczora aż mąż wróci i może sam wstawi? Jestem w domu, wstawiam, wywieszam,
          zdejmuję, to takie proste. Przecież ja nie narzekam. To jest moja praca, kiedy
          on wychodzi do swojej. To nie jest matkowanie! Kompletne pomylenie pojęć...
          A kwiaty i rybki - to moje hobby (więc on nie musi o tym pamiętać, chociaż
          zaopiekuje się odpowiednio jak mnie nie ma).
          • 18lipiec Re: Ja mam inne zdanie 28.01.05, 10:48
            No ale jeśli wyjeżdżasz...to robisz zapasy zamrożonego żarcia bo on nie umie
            gotować? Zostawiasz instrukcję obsługi pralki???? No chyba to przesada.
            • paraga Re: Ja mam inne zdanie 28.01.05, 11:23
              Hm, nie użyłam chyba wyrażenia "nie umie gotoważ". Bo to nie o to chodzi. W
              tytule postu jest "nie radzą sobie" - chodziło mi o rzeczy i czynności, których
              zwykle nie robią i potem np. zapominają, że trzeba to zrobić. Mój mąż np. kiedy
              byłam ostatnio w szpitalu powiedział, wiesz, ciągle muszę sprzątać mieszkanie, a
              przecież prawie mnie tam nie ma; jak Ty jesteś w domu to się tak nie brudzi". A
              mój mąż kaleką nie jest. Nie o wszystkim też zapomina. Śmieci wynosi wyłącznie
              on (bo albo ja nie mam z kim dzieciaków zostawić, albo ja ZAPOMINAM), klatki
              schodowej też nigdy nie myłam - mój mąż od 8 lat SAM pamięta kiedy nasza kolej,
              samochodu też nie myję i oleju też nie uzupełniam - on to kontroluje i wiem, że
              mogę na to liczyć z zamkniętymi oczami. To tylko NIEKTÓRE przykłady. Ludzie,
              przecież niemożliwe jest wszystkim podzielić się równo NA PÓŁ. I nie chodzi mi
              też o podział na prace "babskie" i "męskie"...
        • 18lipiec Ok Ok 28.01.05, 10:47
          ale jak słysze jak niektóre żonki się śmieją i rozmawiają "a mój mąz to założyl
          dziecko tyłem naprzód kaftanik", albo "on tylko wodę na kawe umie ugotować" to
          mi się flaki przewracają. Bo to żadna ujma dla faceta sprzątać, gotowac, prac -
          i umieć to robić. I nieważne do której pracuje. A jak facet nie umie tego robić
          to jest kaleką życiowym skrzywdzonym tak pewnie najpierw przez matkę, potem
          przez żonę.
      • gagunia Re: Dziwię się! Cholernie... 28.01.05, 10:14
        smile Tez mnie dziwi niezaradnosc niektorych facetow. Ale jak sie wyszkoli tak sie
        ma. Moj sam sobie wszystko gotuje pod moja nieobecnosc. POsprzata i wypierze
        tez, pod warunkiem, ze nie wroce przed czasem. Kiedys wrocilam niespodziewane
        dzien wczesnije i zastalam niezly sajgon. Ale palcem nie ruszylam, zeby to
        ogarnac smile
    • l.e.a Re: Z czym mężowie nie radzą sobie jak Was nie ma 28.01.05, 09:54
      paraga smile

      nie martw się poradzi sobie, zobaczysz smile
      mój tylko raz zafarbował pranie i to jest jedyna rzecz, której nie tyka w
      czasie mojej nieobecności wink
      • irazone Re: Z czym mężowie nie radzą sobie jak Was nie ma 28.01.05, 09:56
        od farbowania prania to ja jestem-zawsze zapominam która pościel farbuje i mam
        później ciapki.
        • joasiiik25 Re: Z czym mężowie nie radzą sobie jak Was nie ma 28.01.05, 10:08
          Maz zostawiony sam w domu radzi sobie znakomicie, sam sobie ugotuje, wybierze,
          posprzata zpomina tylko o moich kwiatkachsad
          moge dzwonic co troche i mu mowic :"kochanie podlej kwiaty" jednak z marnym
          skutkiemsad

          teraz czesc kwiatkow wynioslam do sasiadki ze wzgledu na Kacperka wiec moge
          jechac spokojnie, zostaly same "nie wymagajace" na parapeciesmile

          pozdr
      • paraga Re: Z czym mężowie nie radzą sobie jak Was nie ma 28.01.05, 10:18
        Opowiem Wam jak się zdziwiłam kiedyś smile Jak byłam w szpitalu po urodzeniu Madzi
        mąż zabrał moją koszulę do wyprania do domu. Przyniósł na drugi dzień pachnącą i
        nawet wyprasowaną! Szok! On nigdy w życiu żelazka nie dotknął (sam koszul nie
        nosi, no może raz w roku)! Okazało się, że bardzo się starał. Po wypraniu wlał o
        wiele za dużo pynu do płukania ("żeby ładniej pachniało"), wysuszył koszulę na
        kaloryferze, złożył w kostkę i .... położył na niej stertę książek na noc, a
        rano siedział na niej jedząc śniadanie (to dlatego była wyprasowana). No i czy
        on nie jest GENIALNY? Pożądany efekt osiągnięty. Nie ważne jakimi środkami smile))
    • iwcia75 Re: Z czym mężowie nie radzą sobie jak Was nie ma 28.01.05, 10:08
      moj by sobie ze wszystkim raczej poradzil (nie jestem jednak pewna, bo na 2 tyg
      go nigdy nie zostawialam, co najwyzej na 2dni). oczywiscie nie dbal by
      szczegolnie o porzadek i nie zrobilby prania w pralce- w zyciu jej nie wlaczyl,
      wiec chyba nie umie,ale jesli chodzi o gotowanie,zakupy i ogolne dbanie o
      dom,to nie obawialabym sie go zostawic.
    • wegatka Re: Z czym mężowie nie radzą sobie jak Was nie ma 28.01.05, 10:27
      Mój małż by sobie świetnie poradził gdybym wyjechała. Zresztą już miał kiedyś
      taki chrzest bojowy, że musiał na dwa tygodnie zostać sam z dwójką małych (2
      miesiące i 4 lata) dzieci. Fakt, że obiadu nie gotował bo to zapewniła mu babcia
      ale musiał małą karmić, przewijać i w tym czasie jeszcze się pobawić ze starszą.
      Nocki też miał wszystkie zarwane. Nawet sobie poradził z zamówieniem wizyty
      lekarskiej i ze znalezieniem pielęgniarki do zastrzyków gdy Agatka się
      pochorowała. Gdy wróciłam do domu to nawet nie było bałaganu, zapomniał tylko o
      wycieraniu kurzu smile
    • black-cat Re: Z czym mężowie nie radzą sobie jak Was nie ma 28.01.05, 10:29
      Czytam i oczom nie wierzę. Czy twój mąż jest kaleką? Jeżeli tak to rozumiem. W
      przeciwnym, razie współczuję, myślałam, że ten typ już wyginął.
    • anek.anek ze wszystkim:)) 28.01.05, 10:52
      Co prawda na szczęście nie wyjechałam do tej pory bez dziecka, bo wtedy to
      wogóle mogłaby być katastrofasmile, ale często wyjeżdżam sam z maluchem, a mąż
      zostaje (praca).
      I po powrocie zastaję jakiś koszmar.
      Mąż rzuca się na domowe jedzenie jakby z rok nie jadł (a jak mnie nie ma to
      jada w restautracjach, nie zostawiam gotowców, bo i tak nie chciałoby mu się
      ich przygrzewać)
      Cała łazienka zasypana brudamismile i sterta nowych skarpetek i majtek - bo
      zamiast wrzucić do pralki, to kupuje nowesmile - to oczywiście pod warunkiem, że
      wyjeżdżam na dłużej i czystych zabraknie.
      Podobnie jest z prasowaniem - nie radzi sobie zupełnie i jak wypadnie mu
      jakiś "ganiturowy" dzień (na codzień nie musi na szczęście), to prasuje sobie
      tylko kołnierzyk, bo reszta i tak schowana pod marynarkąsmile
      Ostatnio jednak przynajmniej zmywa naczynia przed moim powrotem.
      Ale tak naprawdę to ja mu się nie dziwię. Wraca z pracy o 22-23 i komu się
      chciało o tej porze wstawiać pranie czy pichcić obiado-kolację?
      Dzięki tym późnym powrotom to w domu przynajmniej nie ma bałaganusmile
      • wieczna-gosia Re: ze wszystkim:)) 28.01.05, 11:03
        moj maz zasadniczo jada pizze wink)))
        niemniej jednak zostawiony z dziecmi sobie radzi lub wozi je do babci co tez
        jest sposobem radzenia sobie wink)Na codzien wiekszosc prac domowych robie ja, nie
        uznaje ideologicznego nierobienia obiadu, zeby mu pokazac jak ja tu ciezko
        pracuje wink) maz nie lubil zmywac- niemniej jednak mu kazalam, robilam awantury
        itd dopoki nie kupi zmywarki. Zmywarka nagle znalazla sie na liscie priorytetow.
        Maz nie lubi wiercic, przykrecac itp- mowie- ok- zarob na fachowca. Ale jak nie
        ma forsy a jest cos do wiercenia to wierc wink) Nie lubisz sprzatac- zarob na
        switlane wink)) itd.
        • anek.anek zmywarka 28.01.05, 11:16
          Mój po ostatnich wakacjach, kiedy na prawie dwa m-ce został sam w domu, też się
          przymierza. Nagle, chociaż do tej pory mówił, że najpierw trzeba kretyd
          mieszkaniowy trochę "do przodu popcnąć". A z tydzień temu to nawet zrobił
          rundkę po sklepach żeby obejrzeć, poszukać, wymierzał szafki w kuchni, którą by
          tu wyrzucić żeby to ustrojstwo dobrze się wpasowałosmile)
          Sama go jednak przekonałam, że wolę żeby pojechał na rejs (bo to hobby) niż od
          razu kupował zmywarkę.
          Najważniejsze, że nie jest typem obiboka, który absolutnie NIC nie robi.
          Pracuje, i to naprawdę cięzko, zarabia na dom (moje grosze to są
          przysłowiowe "na waciki") a kiedy naprawdę potrzebuję jego pomocy w domu, to
          pomaga.
      • wieczna-gosia anek akenk 28.01.05, 11:15
        czemu zacytowalas post ze maz nie radzi sobie ze wszystkim?

        Alez moja droga:
        zycie w balaganie
        kupowanie nowych gaci i skarpetek
        jadanie w restauracjach

        to JEST forma radzenia sobie.
        nie wydzwania do ciebie przeciez dramatycznie umierajac z glodu, ani nie szuka
        instrukcji pralki tylko uzywa mozgu, oraz karty kredytowej. Swojego mozgu i
        sojej karty w dodatku a nie twoich wink))

        Ja uwazam ze nie ma jedynie slusznej formy radzenia sobie w postaci gotowania
        obiadu trzydaniowego. Moj maz na wiesc o tym ze ja dzisiaj nie gotuje:
        pyta: to gdzie dzisiaj wyskoczymy?
        pyta: a co jest z mrozonek?
        pyta:
        to moze do mamusi zadzwonie wink))

        I TO sa formy radzenia sobie bo skutek jest osiagniety- ja nie gotuje obiadu,
        wszyscy sa najedzeni.
        • anek.anek Re: anek akenk 28.01.05, 11:44
          napisałam tak z uśmiechm. bo nie radzi sobie w naszym pojęciu kobiecym. Tzn,
          nie robi tak jak ja bym robiłasmile
          Ale pewnie, że sobie radzi. Na swój sposób, bardziej "męski". Za to też go
          kochamsmile
    • anek.anek P.S. w obronie mężów:) 28.01.05, 10:58
      Nie nazywajcie ich niezaradnymi! To nie jest kwestia tego czy potrafią, to jest
      kwestia priorytetów.
      Mojemu nie przeszkadza bałagan w pokoju. To MI przeszkadza. Mojemu nie
      przeszkadza żywienie się w knajpie przez miesiąc - to Mi przeszkadza, bo
      martwię się o jego żołądek. cieszy się jak dziecko kiedy wracam, bo przyjemniej
      siedzieć w czystym domu, w czystych ubraniach i mieć pełen żołądek dobrego
      domowego żarcia, ale jak nie byliśmy razem to też prowadził takie "kawalerskie"
      życie, więc to nie jest kwestia wykorzystywania mnie, tylko priorytetów
      włąsnie. A mój ma prawo je tak sobie ustawić, bo haruje jak wół po 12-14 godzin
      na dobę.M.In. po to żebym ja mogła wyjechać z dzieckiem na wakacje ODPOCZYWAĆ.
      • iwcia75 Re: P.S. w obronie mężów:) 28.01.05, 11:15
        tu sie, anek, z Toba zgadzam. moj maz o porzadek nie dba,bo nawet go nie
        zauwaza, a mnie przeszkadza poduszka polozona nie w tym miejscu,ci trzeba,czy
        przesuniety o centymetr dywanik lub fotel.
        wielu mezczyzn jest brudasami,ale to rzeczywiscie nie swiadczy o ich
        niezaradnosci.
      • paraga Re: P.S. w obronie mężów:) 28.01.05, 11:34
        Dokładnie o to mi chodziło !!!!!Mój jak ma wolny dzień to SPRZĄTA, CZYŚCI, BAWI
        SIĘ Z DZIEĆMI itd. A w niedzielę to ON GOTUJE obiady smile))))))))))))))))))))))
    • umasumak Re: Z czym mężowie nie radzą sobie jak Was nie ma 28.01.05, 11:04
      Nie słuchaj tych opinii o kalectwie męża. Ja wiem co to znaczy facet, który
      pracuje do późna. Mój mąż kiedy jest w domu, nie siedzi z założonymi rękami,
      pomaga bardzo dużo, a w zimie dochodzi mu dodatkowo obowiązek obsługi kominków
      (porąbanie, zabezpiecznie i donoszenie drzewa do domu - nieraz po przyjściu z
      pracy wieczorem, zanim siądzie do obiado - kolacji, wnosi do domu kilka
      skrzynek z drewnem) i w tej sytuacji byłabyn chyba jakimś potworem, gdybym mu
      nie przygotowała trochę zapsów jedzeniowych na czas mojej nieobecności w domu.
      Natomiast kiedy ma wolny dzień, bardzo często sam przygotowuje posiłki. Pzdr
    • sakada Re: Z czym mężowie nie radzą sobie jak Was nie ma 28.01.05, 11:12
      Mój niemąż kiedy mnie nie ma bierze Oskara do wózka i ucieka do swojej mamysmile
      Oczywiście nie zawsze, ale zazwyczaj.
    • kolorko Re: Z czym mężowie nie radzą sobie jak Was nie ma 28.01.05, 11:59
      No dobra, to odpwiadam jeszcze raz , ściśle na pytaniesmile
      Mój mąż w czsie mojej nieobecności radzi sobie- lepiej lub gorzej -w zasadzie
      ze wszystkim. Najgorzej wychodzi mu podlewanie kwiatów, nie pamięta o tym i
      podlewa , a raczej zalewa je tuż przed moim przyjazdemsmile Jedzenie- głownie
      jajecznica, cienka kiełbasa ewentualnie parówki, czasem pizza lub kfc. Lata
      praktyki pokazały ,że nie ma sensu zostawiać mu zamrożonych gotowców, bo zwykle
      nie chce mu sie rozmrażać, a jeśli nawet już ma taką ochotę , to idzie do żabki
      po gotowiec knora ( jakis makaronik np).
      Pranie- z tym nie ma problemów, bo często to robi w domu, po wysuszeniu składa,
      ale ja zajmuje sie rozmieszczeniem w szafach ( choć muszę mu podsunać pomysł,
      zeby potraktował to jak grę strategicznąsmile ), jak wyjeżdżam to po powrocie
      zastaję ze 2 stosiki wypranych i złożonych rzeczy.
      Zmywanie- jak zabraknie czystych naczyń, bierze najwiekszą miskę i zmywa w
      wanniesmile
      Sprzątanie- może mało dokładne, ale bałaganu nie widać, rybki- to raczej mi sie
      zdarza zapomnieć, prasowanie- oksmile

      Generalnie to trochę mu zazdroszczę tej samotnosci, jak wyjezdżamysmile
    • judytak Re: Z czym mężowie nie radzą sobie jak Was nie ma 28.01.05, 12:07
      mój mąż mieszkał sobie sam od 18-go roku życia do swojego pierwszego ślubu
      po rozwodzie i wyjeździe za granicę też sobie sam mieszkał latami
      ze wszystkim sobie poradzi
      zresztą, nigdy mi się nie podobali faceci, co "sobie nie radzą"...
      jak zostaje sam, to nareszcie ugotuje sobie kapuśniak, ogórkową czy flaki (bo
      ja tych rzeczy nie lubię, to i nie robię)
      jak zostaje sam z dziećmi, to po kilku dniach na ogół zabraknie im skarpetek
      czy majtek, wtedy zagoni Dużą do prania ręcznego ;o)
      i na zdrowie im to wychodzi :o)

      pozdrawiam
      Judyta
    • weronikarb Re: Z czym mężowie nie radzą sobie jak Was nie ma 28.01.05, 12:41
      no coz ja meza zostawiam i zadnych instrukcji.
      Posprzata tuz przed moim przyjazdem smile Wyprac nie wypierze bo niema zielonego
      pojecia o tym - chyba ze recznie. Gotuje lepiej jak ja czyli napewno bedzie
      jadl same dobre rzeczy smile
    • kalina_p A mieszkal sam kiedys? 28.01.05, 12:57
      Ja mysle, ze tu tkwi czesto problem. Jak mamusia rozpieszcza a potem od razu do
      zonki to nawet nie ma szans sie czegokolwiek nauczyc. Moj mieszkal od 18 roku
      zycia sam, czyli 8 lat, nim sie poznalismy. I umie wszystko. Co nie znaczy, ze
      nie udaje, ze nie umie!
      Np: Rozwies pranie, plis (to ja) Nie ma miejsca na suszarce i nie wiem, gdzie
      powiesic...(to on)

      A serio, to ja lubie go rozpieszczac. Siedze z mala w domu, mam czas to JA
      zalatwiam wiekszosc zakupow, gotowanie, oprzatniecie mieszkania, spacery z
      psami. Niech sobie odpocznie po pracy, w tym nie widze problemu.
      Ale potrafi, potrafi w zasadzie wszystko, az mnie zadziwia, naprawde. Poza tym
      dopiero facet, ktory mieszkal SAM i sam o siebie dbal jest w stanie docenic, co
      ja robie w domu cale dnie, ze gotowanie naprawde meczy, ze tzw."prowadzenie
      domu" wymaga troche wysilku. I docenia, ze ja to robiewink))
    • pieprz6 Re: Z czym mężowie nie radzą sobie jak Was nie ma 29.01.05, 21:15
      Jesteś Aniołem!

      Ja nie gotowałabym, ani nie robiłabym zakupów na zapas.
      Na codzień raczej nie gotuję (nie cierpię i nie umiem wink), a jeśli muszę to jakieś szybkie dania bez polotu. Poza tym mąż szybciej opanowal obsługę pralki niż ja wink Ale to tylko dlatego, że była to nowa zabawka w domu i przez pierwsze tygodnie pranie robił sam, a mnie się nie pozwalał dotknąć wink

      Jedyna rzecz z jaką do niedawna sobie nie radził była... kupa Ireny wink A mianowicie w kupie była nie tylko pupa naszej córki, ale jej nogi, ubranie małej i męża... Ale ostatnio zaczął panować nad tym zjawiskiem wink
      Pzdr.
    • adsa_21 Re: Z czym mężowie nie radzą sobie jak Was nie ma 29.01.05, 22:37
      moj pranie zrobi.
      od biedy tez cos ugotuje, ale predzej zamowi pizze.
      obawiam sie jakbym wyjechala na 2 tygodnie to domu bym nie poznala: wszedzie
      bylby syf z nie z tej Ziemi. maz nie znosi sprzatac.
    • bea.bea Re: Z czym mężowie nie radzą sobie jak Was nie ma 29.01.05, 22:43
      Wspaniała z ciebie żona ....tylko pozazdrościć twojemu męzowi....mam nadzieje że
      to docenia..
      Nie zdarzyło mi się jeszcze zostawić mojego męza na dłużej niż 3 dni( poród smile)
      samego, ale wiem , że świetnie sobie radzi sam ( a jeśli sobie z czymś nie radzi
      to...wole nie widzieć nie wiedzieć nie słyszeć smile
      pewnie też uważyłabym mu conieco....aaa i zapas wyprasowanych koszulsmile
    • kmianka Re: Z czym mężowie nie radzą sobie jak Was nie ma 29.01.05, 23:00
      Poczytałam i mi szczęka opadła. Wynika z tego, że masz 3 dzieci, a nie 2 surprised
      Mój mąż został tak wychowany, że musiał radzić sobie sam, mama mu tylko
      pomagala, doradzala.
      I to on jest od gotowania, podlewania kwiatow i karmienia rybek. Ja tylko
      piorę. No i dziećmi się opiekuję, ale to robimy akurat wspólnie.
      Kiedy poszłam rodzić do szpitala 2 synka, on zostal w domu ze starszym. Robił
      mu jedzenie, sobie też. Kąpał, chodizł na spacery, robił zakupy, a i mnie
      jeszcze odwiedzić zdołał.
      Może przestań traktować swojego męża jak 3 synka, bo mam wrazenie, że bardzo mu
      ten stan rzeczy odpowiada... Zresztą, co się dziwić - mi też by odpowiadał wink
      Ciekawe, co by bylo, gdyby nie mial obiadkow przygotowanych przez Ciebie? Nie
      sądzę, żeby umarł z głodu. Najwyżej po tych 2 tyg. miałby obrzydzenie do
      chleba wink
    • ania.silenter_exunruzanka Mój mąż radzi sobie ze wszystkim:) 29.01.05, 23:14
      Tego nauczyła go jego mama, a jeszcze od 18-tego roku życia nie mieszkał w domu
      rodzinnym i musiał radzić sobie sam wiele lat (do naszego ślubuwink.
      pozdrawiam
    • lola211 Re: Z czym mężowie nie radzą sobie jak Was nie ma 30.01.05, 10:09
      Co wy tak z tym kalectwem tu wyjezdzacie? Czytajac pare juz watkow widze, ze
      wrecz wstyd sie przyznac, ze wlasnemu mezowi obiady sie na codzien gotuje, to
      wrecz ujma.Facet powinien pracowac, gotowac, prac, samochod naprawic, pomoc
      zonie przy dziecku(wszak opieka nad nim = praca w kamieniolomach), inny model
      to ewidentne wykorzystywanie biednej zony.
      Oczywiscie, zadna przesada nie jest dobra, ale akurat zaopatrzenia lodowki,
      przygotowanie mrozonek nie jest według mnie czyms nadzwyczajnym.Sa mezczyźni,
      ktorzy wiekszosc dnia spedzaja poza domem, późno wracaja z pracy, ostatnia
      rzecza jaka beda robic jest gotowanie sobie posilkow.Jesli kobieta przejawia
      troske w tym wzgledzie to nic jej sie nie stanie, jak przygotuje troche zapasow.
      Ja akurat zawsze mam w zamrazarce mrozonki, czy wyjezdzam czy nie.I lubie miec
      swiadomosc, ze facet nie odzywia sie tylko knorrami.Moj nie zginie, do baru
      skoczy, zupe na 3 dni ugotuje, a i tak zawsze mu zostawiam cos w pogotowiu.
      Co do prania- moge co najwyzej pozostawic oryginalna instrukcje na widoku,
      pisac sama nie bede.Pralka ma tyle róznych programów, opcji, ze sama musze
      czasem do instrukcji zagladac, wiec tym bardziej bedzie wymagal jej facet,
      ktory pranie nastawia rzadko.
      Co do kwiatkow i rybek- akurat ja rozumiem, ze taka kartka z przypomnieniem
      moze byc potrzebna, bo wlasnie mnie zdarza sie glodzic biedne stworzenia i
      przesuszac kwiaty, po prostu o nich zapominam.Zatem kaleka ze mnie, zyciowa
      niedorajda, na równi z tymi mezami.
    • nadja11 Re: Z czym mężowie nie radzą sobie jak Was nie ma 30.01.05, 10:19
      Nalezałoby zapytac z czym ja sobie nie radze jak go nie ma heh wink
      • gota Re: Z czym mężowie nie radzą sobie jak Was nie ma 30.01.05, 15:20
        Ja jak ostatnio wyjezdzalam z synkiem na 2 tygodnie do Polski zostawilam
        mezowi... liste zyczen. czyli co powinno byc w domu zrobione a na co nigdy nie
        ma czasu. z glodu nie umarl, pralki nie popsul i za bardzo sie nie nudzil wink
        • ankamek Re: Z czym mężowie nie radzą sobie jak Was nie ma 09.02.05, 00:22
          Po 5 miesiącach małżeństwa uświadomiłam sobie że wyszłam za "kalekę życiowego"
          i tak sie od kilku dni zastanawiam dlaczego mój mąż taki jest i chyba już wiem
          to sprawka jego mamusi. Tylko jak ja mam go teraz wyprowadzic na faceta z
          jajami ??
          Juz jestem zmęczona byciem głową rodziny bo prawda jest taka ze to ja w naszej
          rodzinie spodnie noszę, pomału zaczynam mieć dosc, bo to przeciez mąż powinien
          opiekowac sie żoną a nie na odwrót.
          Zanim sie pobraliśmy mąz mieszkał z rodzicami, miał bardzo odobry kontakt z
          mamą - szczerze zadrosiłam mu tego ale nie przypuszczałam że tak wspaniałe
          konatkty z mamą wpłyną negatywnie na jego dalsze życie. Mąż miał zawsze
          wsparcie w rodizcach a kiedy pobieralismy sie wiedział że zawsze moze na nich
          liczyc i ich dom jest jego domem.Zreszta mnie tesciowe to samo powtarzali ze
          gdyby cos było nie tak gdybysmy mieli jakies problemy mamy do nich przychodzic -
          miło było słyszeć takie słowa - swiadomośc ze ktoś jest z nami zawsze ze zawsze
          na kogos mozemy liczyć była najwspanialszym prezentem na nowej drodze życia
          którą rozpoczynalismy.
          Jednak ja miałam nadzieje że skoro sie pobieramy i zaczynamy nowe życie
          zakłądamy rodzine bedziemy sobie radzic głównie sami, uważałam że skoro
          decydujemy sie na załozenie rodzny jestesmy na tyle dorosli i odpowiedzialni że
          sprostamy temu wyzwaniu z wsyztskimi jego wadami i zaletami. Od poczatku byłam
          optymistką pocieszałam męza kiedy przed ślubem i zaraz na początku naszej
          małżeńskiej drogi mówił mi że się boi ze sobie nie poradzimy.
          Ja tez miałam wątpliwości ( kto ich nie ma ) jak to bedzie co to bedzie ale
          nauczona przez swoich rodziców samodzielnosci wiedziałam ze sobie damy radę, a
          mój mąż za ktorego wszystkie problemy rozwiązywałam mama bał sie tego nowego
          życia. Cały czas miałam nadzieje że w koncu dotrze do męża to że teraz ma swoją
          rodiznię i za nią odpowida i nie moze ciągle liczyc w trudnych sytuacjach na
          swoich rodziców musi nauczyc sam roziwązywac problemy. No ale do mojego męża to
          nie dociera i wszystko spada na mnie. Mąż na dzien dzisiejszy nie umie załatwic
          żadnej sparwy z kazdą błachą rzeczą jedzie do rodziców - w zeszłym tygodniu
          rozcią sobie dosc groznie palca i wiecie co zrobił zamiast od razu jechac na
          pogotowie pojechał do mamy - kiedy do mnie zadzwonił że rozwalił palucha i ze
          zamiast na pogotowiu jets u mamy wsciekłam sie i po powrocie z parcy zrobiłam
          awanture a teraz codziennie zanim pojdzie do parcy jezdzi do swojej mamy na
          zmiany opatrunku ( tak jakbym to ja tego zrobic nie mogła )
          Jakis czas temu zrobiłam awanture o to że mąż wydaje pieniądze na głupoty ( nic
          dziwnego skoro kiedy mieszkał u rodziców wsyztsko miał zpaewnione a swoją
          wypłąte miał tylko dla siebie nawet za studia płaciła mu mama, ciuchy tez mama
          mu kupowała ) i wiecie co powiedział że on skoro pracuje ma prawo spełniac
          swoje zachcianki i że jak nam pieniedzy braknie na rachunki to jego rodzice
          zawsze nam dzadzą.
          Kiedy poinformowałam męża że podejmuje drugi etat w pracy zeby sobie dorobić i
          trochę odłozyc to na mnie wyjechał że po co mi ta dodtakowa praca po co nam
          dodatkowe pieniadze ze przeciez nie musimy życ "wystawnie" ze to co zarabiamy
          nam wystarcza ze mamy wszystko i ze oszczednosci sa nam nie potrzebne bo
          zawsze jak by co to mamy jego rodziców - powiedzicie mi czy tak zachowuje sie
          odpowiedzialny facet - głowa rodziny. Dlaczego jesli mam mozliwosc dorobic mam
          z tego nie skorzystac przeciez pieniądze zawsze się przydadzą nigdy nic nie
          wiadomo kiedy spadnie jakis niespodziewnay wydatek - nie jestem osoba która
          chce miec niewidaomo ile kasy, żyć na pokaz ale chyba jak każdy chcę miec
          jakies zabezpieczenie na wszelki wypadek. Mój mąz jakos tego nie rozumie.
          Fakt jest taki że moja podstawowa pensja jest trzy razy wyzsza od jego pensji.
          Do tego dochcodzi dodatkowy etat wiec chcąc nie chcąć wiecej zarabiam ja - i
          wcale tu mężowi nie wypominam tego kasa jest wspolna choc czasem mu mówie zeby
          rozgladnął sie za inną pracą lepiej płatną a on ze nie ma sensu ze i tak mu
          wiecej nikt nie zapłaci, zreszta pracy u nas nie ma ( dupska sie ruszyc nie
          chce zeby poszukać więc najlepiej powiedziec ze nie ma ) - podstawowe naszej
          pensje starczają spokojnie na utrzymanie na opłaty i jeszcze mozmey odłozyć ale
          skoro moge dorobic dlaczego mam z tego nie korzystac, mąż tez mógłby dorabiac
          gdyby chciał ale on uważa ze jesli bedzie potrzebował to pojdzie do
          rodziców.Ostanio poinformował mnie że chce kupic aparat fotograficzny za 3000
          zł i z anic w swiecie nie da sobie wytłumczyc ze az taki drogi aparat jets nam
          nie potrzebny uparł sie i juz, ostanio powiedziała ze jak juz tak bardzo chce
          niech kupi ale moze dobrze by było zeby troche dorobił zebysmy az tak bardzo
          nie odczuli takiego wydatku a on mi na to ze dorabiac nie bedzie ze juz z
          rodizcami rozmawiałi oni dorzucą sie do tego aparatu
          Kolejny problem jaki mam z mężem to to że jest cholernym leniem i nic mu sie
          nie chce ja sie dziwie ze sie mu do parcy chodzic chce - kiedys cos przebąkiwał
          ze zastanawia sie nad zwolnieniem z pracy bo będac na bezrobociu bedizem miał
          tyle samo a przynajmniej nie bedzie musiał robic. Pracuje od 9 do 17 do pracy
          ma 15 miniut drogi. Wstaje o 8 przed 9 wychodzi wraca po 17 ja natomiast wstaje
          o 5 dojezdzam do parcy 40 minut autobusem a wracam o 22. Wolne mam tylko raz w
          tygodniu czasem dwa dni a czasem wcale a kiedy mam to wolne nie wiem za co sie
          zabierac nawet nie moge sie pożądnie wyspać bo w domu jest "burdel" naczynia
          nie pomyte albo nie domyte, z kosza brudne pranie aż kipi, wszedzie brudno
          nakruszone zatłuszcozne zalepione. Ja naprawde nie wymagam od męża robienia
          codziennie generalnych porządków ale za nic w swiecie nie moge sie doprosic
          zeby zmywał po sobie zeby scierał jak cos rozleje a nastanwienie prania to
          przeciez zadna filozofia, a po odkurzeniu mieszkania korona z głowy mu nie
          spadnie - proszę błagam - sprzątaj za soba a będzie ok. Ale jakos to do niego
          nie dociera. On uważa że ja powinam zrezygnowac z dodatkowej pracy i wiecej
          czasu poswięcac domowi. Ostanio powiedział mi ze nie tak sobie wyobrażała
          rodizne - wydawało mu sie ze rano jak wstanie bedzie czekało sniadanko,
          wyprasowana koszula a po południu jak z pracy wróci smaczny obiadek.
          Zarzuca mi ze przeze mnie musi jesc pizze i zupki z torebki bo ja nie mam czasu
          na gotowanie - kurde przeciez ma dwie rece gotowac potrafi tylko mu sie nie
          chce. Dzisiaj miałam wolne chciałam sie porządnie wyspac no ale niestety mąż
          obudził mnie zebym wstała wyprasowała koszule bo on nie zdąży - no i mnie
          wkurzył.
          Własnie przypomniała mi sie jeszcze jedna sytuacja w zesżłym mieisacu
          dostalismy strasznie duzy rachunek telefoniczny, mowie mezowi ze to nie mozliwe
          zeby az taką kwotę wydzownilismy mowie ze tzreba to sparwdzic wyjasnic a on mi
          na to ze on nie ma ochoty chodzic ani dzownic do biura obsługi klienta ze skoro
          taki rachunek przyszedł to pewnie tyle dzownilismy i zamiast wyjasniac poszedł
          i zpałacił. Wsciekłam się i wzięłam sprawy w swoje ręce zaczęłam wyjasniac i
          okazało sie ze ze faktycznie w rachunku był błąd.
          Miesiąc temu mąż dostał wezwanie do zapłaty zaległosci na uczelni, poniewaz
          przerwał na rok studia myslał ze skoro nie chodzi na zajecie bedzie
          automatycznie zawieszony a tu dupa przyszlo wezwanie zeby zapłacic 1500 zł
          zaległego czesnego no i mąż wpadł w panike zadzownił do mnie powiedział ze musi
          wziąc z konta 1500 zł zeby zapłacic - oczywiscie zabroniłam kazałam pojechac na
          uczelnie i to odkrecac. Pojechał wszedł do sekretariatu poinformował panią ze
          on nie uczeszcza na zajecia i ze przyszło mu wezwanie a pani na to ze jak
          przyszło to tzreba płacic. Spanikowany pobiegł do rodziców zeby mu kase dali
          przy okazji naskarżył że ja nie pozwalałm wziąć mu kasy z naszego konta. Oj
          wsciekłam sie na maksa, powiedziałam zeby napisał po pierwsez prosbe o
          rezygnacje ze studiów a po drugi
          • ankamek ucieło mój powyzszy post wiec tu jest dokonczenie 09.02.05, 00:26
            ..... Oj wsciekłam sie na maksa, powiedziałam zeby napisał po pierwsez prosbe o
            rezygnacje ze studiów a po drugie prośbe o umozenie wpłaty. Pisma te pisał
            tydzien i napisac nie mógł w koncu ja napisałam, pojechałam z nim na uczelnie i
            jakos dało sie wszystko odkręcic.
            Tak po krótce wygląda nasze małżeńskie życie - generalnie nie jest wesoło zycie
            z leniemi i kaleką życiowym nie jest proste, proste róniez nie bedzie
            zmienienie męża. On ma juz 30 lat, a myslałam ze facet w tym wieku bedzie
            odpowiedzialny bedzie umiał zdbac o rodzinę. Ja mam 24 lata i zawsze lubiłam
            rządzic miec swoje zdanie radzic sobie sama ale jak kazda kobieta lubiałam od
            czasu do czasu poczuc sie malutka bezrobronną bezradną istostką którą sie ktos
            zaopiekuje - narazie jednak nie moge sobie pozwolić na chwile słabosc bo
            niestety wsparcia w mężu nie mam.

            Pozdrawiam Ania
        • ankamek Re: Z czym mężowie nie radzą sobie jak Was nie ma 09.02.05, 00:23
          Po 5 miesiącach małżeństwa uświadomiłam sobie że wyszłam za "kalekę życiowego"
          i tak sie od kilku dni zastanawiam dlaczego mój mąż taki jest i chyba już wiem
          to sprawka jego mamusi. Tylko jak ja mam go teraz wyprowadzic na faceta z
          jajami ??
          Juz jestem zmęczona byciem głową rodziny bo prawda jest taka ze to ja w naszej
          rodzinie spodnie noszę, pomału zaczynam mieć dosc, bo to przeciez mąż powinien
          opiekowac sie żoną a nie na odwrót.
          Zanim sie pobraliśmy mąz mieszkał z rodzicami, miał bardzo dobry kontakt z
          mamą - szczerze zadrosiłam mu tego ale nie przypuszczałam że tak wspaniałe
          konatkty z mamą wpłyną negatywnie na jego dalsze życie. Mąż miał zawsze
          wsparcie w rodizcach a kiedy pobieralismy sie wiedział że zawsze moze na nich
          liczyc i ich dom jest jego domem.Zreszta mnie tesciowe to samo powtarzali ze
          gdyby cos było nie tak gdybysmy mieli jakies problemy mamy do nich przychodzic -
          miło było słyszeć takie słowa - swiadomośc ze ktoś jest z nami zawsze ze zawsze
          na kogos mozemy liczyć była najwspanialszym prezentem na nowej drodze życia
          którą rozpoczynalismy.
          Jednak ja miałam nadzieje że skoro sie pobieramy i zaczynamy nowe życie
          zakłądamy rodzine bedziemy sobie radzic głównie sami, uważałam że skoro
          decydujemy sie na załozenie rodzny jestesmy na tyle dorosli i odpowiedzialni że
          sprostamy temu wyzwaniu z wsyztskimi jego wadami i zaletami. Od poczatku byłam
          optymistką pocieszałam męza kiedy przed ślubem i zaraz na początku naszej
          małżeńskiej drogi mówił mi że się boi ze sobie nie poradzimy.
          Ja tez miałam wątpliwości ( kto ich nie ma ) jak to bedzie co to bedzie ale
          nauczona przez swoich rodziców samodzielnosci wiedziałam ze sobie damy radę, a
          mój mąż za ktorego wszystkie problemy rozwiązywałam mama bał sie tego nowego
          życia. Cały czas miałam nadzieje że w koncu dotrze do męża to że teraz ma swoją
          rodiznię i za nią odpowida i nie moze ciągle liczyc w trudnych sytuacjach na
          swoich rodziców musi nauczyc sam roziwązywac problemy. No ale do mojego męża to
          nie dociera i wszystko spada na mnie. Mąż na dzien dzisiejszy nie umie załatwic
          żadnej sparwy z kazdą błachą rzeczą jedzie do rodziców - w zeszłym tygodniu
          rozcią sobie dosc groznie palca i wiecie co zrobił zamiast od razu jechac na
          pogotowie pojechał do mamy - kiedy do mnie zadzwonił że rozwalił palucha i ze
          zamiast na pogotowiu jets u mamy wsciekłam sie i po powrocie z parcy zrobiłam
          awanture a teraz codziennie zanim pojdzie do parcy jezdzi do swojej mamy na
          zmiany opatrunku ( tak jakbym to ja tego zrobic nie mogła )
          Jakis czas temu zrobiłam awanture o to że mąż wydaje pieniądze na głupoty ( nic
          dziwnego skoro kiedy mieszkał u rodziców wsyztsko miał zpaewnione a swoją
          wypłąte miał tylko dla siebie nawet za studia płaciła mu mama, ciuchy tez mama
          mu kupowała ) i wiecie co powiedział że on skoro pracuje ma prawo spełniac
          swoje zachcianki i że jak nam pieniedzy braknie na rachunki to jego rodzice
          zawsze nam dzadzą.
          Kiedy poinformowałam męża że podejmuje drugi etat w pracy zeby sobie dorobić i
          trochę odłozyc to na mnie wyjechał że po co mi ta dodtakowa praca po co nam
          dodatkowe pieniadze ze przeciez nie musimy życ "wystawnie" ze to co zarabiamy
          nam wystarcza ze mamy wszystko i ze oszczednosci sa nam nie potrzebne bo
          zawsze jak by co to mamy jego rodziców - powiedzicie mi czy tak zachowuje sie
          odpowiedzialny facet - głowa rodziny. Dlaczego jesli mam mozliwosc dorobic mam
          z tego nie skorzystac przeciez pieniądze zawsze się przydadzą nigdy nic nie
          wiadomo kiedy spadnie jakis niespodziewnay wydatek - nie jestem osoba która
          chce miec niewidaomo ile kasy, żyć na pokaz ale chyba jak każdy chcę miec
          jakies zabezpieczenie na wszelki wypadek. Mój mąz jakos tego nie rozumie.
          Fakt jest taki że moja podstawowa pensja jest trzy razy wyzsza od jego pensji.
          Do tego dochcodzi dodatkowy etat wiec chcąc nie chcąć wiecej zarabiam ja - i
          wcale tu mężowi nie wypominam tego kasa jest wspolna choc czasem mu mówie zeby
          rozgladnął sie za inną pracą lepiej płatną a on ze nie ma sensu ze i tak mu
          wiecej nikt nie zapłaci, zreszta pracy u nas nie ma ( dupska sie ruszyc nie
          chce zeby poszukać więc najlepiej powiedziec ze nie ma ) - podstawowe naszej
          pensje starczają spokojnie na utrzymanie na opłaty i jeszcze mozmey odłozyć ale
          skoro moge dorobic dlaczego mam z tego nie korzystac, mąż tez mógłby dorabiac
          gdyby chciał ale on uważa ze jesli bedzie potrzebował to pojdzie do
          rodziców.Ostanio poinformował mnie że chce kupic aparat fotograficzny za 3000
          zł i z anic w swiecie nie da sobie wytłumczyc ze az taki drogi aparat jets nam
          nie potrzebny uparł sie i juz, ostanio powiedziała ze jak juz tak bardzo chce
          niech kupi ale moze dobrze by było zeby troche dorobił zebysmy az tak bardzo
          nie odczuli takiego wydatku a on mi na to ze dorabiac nie bedzie ze juz z
          rodizcami rozmawiałi oni dorzucą sie do tego aparatu
          Kolejny problem jaki mam z mężem to to że jest cholernym leniem i nic mu sie
          nie chce ja sie dziwie ze sie mu do parcy chodzic chce - kiedys cos przebąkiwał
          ze zastanawia sie nad zwolnieniem z pracy bo będac na bezrobociu bedizem miał
          tyle samo a przynajmniej nie bedzie musiał robic. Pracuje od 9 do 17 do pracy
          ma 15 miniut drogi. Wstaje o 8 przed 9 wychodzi wraca po 17 ja natomiast wstaje
          o 5 dojezdzam do parcy 40 minut autobusem a wracam o 22. Wolne mam tylko raz w
          tygodniu czasem dwa dni a czasem wcale a kiedy mam to wolne nie wiem za co sie
          zabierac nawet nie moge sie pożądnie wyspać bo w domu jest "burdel" naczynia
          nie pomyte albo nie domyte, z kosza brudne pranie aż kipi, wszedzie brudno
          nakruszone zatłuszcozne zalepione. Ja naprawde nie wymagam od męża robienia
          codziennie generalnych porządków ale za nic w swiecie nie moge sie doprosic
          zeby zmywał po sobie zeby scierał jak cos rozleje a nastanwienie prania to
          przeciez zadna filozofia, a po odkurzeniu mieszkania korona z głowy mu nie
          spadnie - proszę błagam - sprzątaj za soba a będzie ok. Ale jakos to do niego
          nie dociera. On uważa że ja powinam zrezygnowac z dodatkowej pracy i wiecej
          czasu poswięcac domowi. Ostanio powiedział mi ze nie tak sobie wyobrażała
          rodizne - wydawało mu sie ze rano jak wstanie bedzie czekało sniadanko,
          wyprasowana koszula a po południu jak z pracy wróci smaczny obiadek.
          Zarzuca mi ze przeze mnie musi jesc pizze i zupki z torebki bo ja nie mam czasu
          na gotowanie - kurde przeciez ma dwie rece gotowac potrafi tylko mu sie nie
          chce. Dzisiaj miałam wolne chciałam sie porządnie wyspac no ale niestety mąż
          obudził mnie zebym wstała wyprasowała koszule bo on nie zdąży - no i mnie
          wkurzył.
          Własnie przypomniała mi sie jeszcze jedna sytuacja w zesżłym mieisacu
          dostalismy strasznie duzy rachunek telefoniczny, mowie mezowi ze to nie mozliwe
          zeby az taką kwotę wydzownilismy mowie ze tzreba to sparwdzic wyjasnic a on mi
          na to ze on nie ma ochoty chodzic ani dzownic do biura obsługi klienta ze skoro
          taki rachunek przyszedł to pewnie tyle dzownilismy i zamiast wyjasniac poszedł
          i zpałacił. Wsciekłam się i wzięłam sprawy w swoje ręce zaczęłam wyjasniac i
          okazało sie ze ze faktycznie w rachunku był błąd.
          Miesiąc temu mąż dostał wezwanie do zapłaty zaległosci na uczelni, poniewaz
          przerwał na rok studia myslał ze skoro nie chodzi na zajecie bedzie
          automatycznie zawieszony a tu dupa przyszlo wezwanie zeby zapłacic 1500 zł
          zaległego czesnego no i mąż wpadł w panike zadzownił do mnie powiedział ze musi
          wziąc z konta 1500 zł zeby zapłacic - oczywiscie zabroniłam kazałam pojechac na
          uczelnie i to odkrecac. Pojechał wszedł do sekretariatu poinformował panią ze
          on nie uczeszcza na zajecia i ze przyszło mu wezwanie a pani na to ze jak
          przyszło to tzreba płacic. Spanikowany pobiegł do rodziców zeby mu kase dali
          przy okazji naskarżył że ja nie pozwalałm wziąć mu kasy z naszego konta. Oj
          wsciekłam sie na maksa, powiedziałam zeby napisał po pierwsez prosbe o
          rezygnacje ze studiów a po drugi

Nie masz jeszcze konta? Zarejestruj się


Nakarm Pajacyka