Dodaj do ulubionych

Koszmarni sąsiedzi

30.01.05, 22:16
Muszę się komuś wyrzalić wiec może trochę przynudzę. W sierpniu kupiliśmy
mieszkanie. Zaczęliśmy remont pilnowaliśmy żeby nie tłuc się wcześniej niż o
8 i góra do 19, codzienne szorowanie korytarza. Wprowadziliśmy sie w
listopadzie i zaczęło się..........."naloty" sąsiadów
że remontujemy za długo, mamy rzeczy na korytarzu- mamy taki zamykany
korytarz dla 4 mieszkań-fakt trochę tego było ale tam każdy ma coś na
korytarzu, że zginął rower????, że kilkakrotnie zapchaliśmy zsyp no i
najważniejsze że nie myję korytarza (tutaj jest taka "moda " że każdy myje co
4 tygodnie) kontrolują mnie do tego stopnia że palcem sprawdzają lamperię -
obłęd. Oczywiście kilka donosów do spółdzielni. Ale dzisaj to już przebiło
wszystko- wczoraj była moja kolej mycia od czwartku byliśmy na nartach
dzisiaj wróciliśmy, mycie korytarza miałam w planach na jutro no bo niby
kiedy jak bym zrobiła to w środe była by afera że za wcześnie a w niedzielę
to by chyba do księdza na skargę poszli. Dzisiaj mój mąż ma urodziny siedzimy
sobie przy urodzinowym torciku a tu dzwonek do drzwi otwieram a tam sąsiad i
zaczyna - że to już tak być nie może korytarz nie umyty i jutro rano idą
wszyscy na skargę do spółdzielni- ręce mi opadły dodam tylko że na prawdę nie
należymy do uciążliwych ludzi jesteśmy cisi spokojni nie robimy w domu
imprez. Nie wiem skąd ta nienawiść do nas już nie mogę, jak widze sąsiadów to
budzi sie we mnie instynkt zabójcy i dosyć mam wizyt Pani ze spółdzielisad
Trochę pomarudziłam ale od razu mi ulżyło
ania
Obserwuj wątek
    • procesor Re: Koszmarni sąsiedzi 30.01.05, 22:49
      Hmm.
      A czy ci sąsiedzi NIE maja żadnych wad i choćby małych sprawek na sumieniu??

      Może przy najmniejszej uciążliwości z ich strony idź do nich z uprzejmą prośba
      i usmiechem o zaprzestanie? Ale konsekwentnie. Zawsze.

      A potem zapytaj czy to nie absurd?



      Ja to jestem spokojna sasiadka widze. Wirują mi regularnie pralką o 1 w nocy a
      ja to jeszcze znoszę.. smile Aż nie zdzierżę....
    • malgosiek2 Re: Koszmarni sąsiedzi 30.01.05, 22:55
      Będę niekultularna OLEJ sąsiadów.A swoją drogą to czy spółdzielnia nie posiada
      dozorczyni,która się tym zajmuje.Jednym uchem słuchaj,a drugim
      wypuszczaj.Pozdrawiam Gosia
    • buranna Re: Koszmarni sąsiedzi 30.01.05, 23:05
      niestety dozorczyni nie ma , a jak przeczytałam regulamin "sprzątania" w
      spłódzielni to myślałam że padne więc tak:
      do obowiązków lokatorów nalerzy mycie raz w tygodniu(jak są 4 mieszania to raz
      na 4 tygodnie itd) podłogi, lamperi, 1 piętra schodów jak jest winda to drzwi
      windy, najgorzej mają na parterze bo muszą jeszcze drzwi wejściowe i drzwi do
      piwnicy myć a no i jeszcze raz w tygodniu okan niestety nie ma opcji dopłaty do
      czynszu w zamian za "niesprzątanie"
      • malgosiek2 Re: Koszmarni sąsiedzi 30.01.05, 23:10
        Na szczęśie nie mieszkam w bloku spółdzielczym tylko od developera,gdzie jest
        wspólnota i u nas jest pani(studentka),która dorabia sobie sprzątaniem i bierze
        15 zł. za m-c od każdego lokatora i mamy spokój w tym zakresie.Może zasugerować
        taki pomysł i wszyscy powinni być zadowoleni i brak pretekstów do scysji i
        wrednego zachowania sąsiadów.Gosia
      • mama1232 Re: Koszmarni sąsiedzi 31.01.05, 11:16
        Alternatywy 4 normalnie...
        Od kiedy to spółdzielnia każe srzątać swoje włości?
        A za co Wy płacicie czynsz?
        Twoje to nie są nawet ściany,tylko powietrze w nich zawarte...
        Co innego wspólnota.
        Ale spółdzielnia sama ma dbać o porządek na klatce i wiele innych spraw,jak
        jest brudno to Ty masz iść do nich z pretensjami,a nie odwrotnie!
        A odśnieżać też musisz?I to może do samej spółdzielni,żeby PAni idąc do Was na
        interwencję nie ugrzęzła w zaspie?
        Istna komedia.
        Może macie też klub osiedlowy,w którym obowiązkowo trzeba sie udzielać i
        śpiewacie pieśni chwalebne na cześć gospodarza domu?
        Myślałam,że tamte czasy już minęły...
        A sąsiadom bym powiedziała,że nie zamierzam sie tłumaczyć ze swoich wyjazdów,że
        nie robi na mnie wrażenia ich nadgorliwość,żeby w tej sprawie więcej nie
        przychodzili.
    • anet22 Re: Koszmarni sąsiedzi 30.01.05, 23:15
      Współczuję.
      powiem Ci tylko, ze niech sobie idą do tej spółdzielni - nic Ci nie mogą
      zrobić. Mycie klatki przez lokatorów jest tylko umową między nimi i za
      nieumycie jeszcze nikogo ni skazano. Spółdzielni nic do tego czy umyłaś tę
      klatkę, czy nie. Więc twoi sąsiedzi moga tam chodzić ile się im tylko podoba.
      Nie martw się!
      Pozdrawiam
      Anet
    • yenna_m Re: Koszmarni sąsiedzi 31.01.05, 10:46
      Aniu, ale tak z ręką na sercu...

      Jak długo ten remont trwał? I jak długo hałąsowaliście w ramach tego remontu
      (ewentualnie jak długo nosił się pył na klatkę schodową).

      Bo jeśli od sierpnia aż do listopada (3 miesiące) od rana (nie wcześniej niż 8)
      do wieczora (nie później niż 19) - to współczuję sąsiadom.
      Nie wiem, czy żyłaś z sąsiedzkim remontem za ścianą. Ja żyłam.
      Oczywiście rozumiem, że każdy chce mieszkać ładnie, sama remontuję mieszkanie,
      jednak po dwóch miesiącach sąsiedzkich remontów i mi nerwy zaczęły puszczać.

      Bo przy dwójce małych, astmatycznych dzieci, miałam cały pył remontowy u mnie w
      domu - na meblach, na podłodze- naniesiony.
      Bo ileż można żyć w nieustannym hałasie?

      Wiesz, zamiast narzekać, poszłabym z jakąs bombonierką do sąsiadów i ich
      przeprosiła. Bo jednak ten sąsiedzki remont w bloku zawsze dotyka w dużej
      mierze sąsiadów.
      Przecież w bloku mieszka się "na kupie". I raczej należy się - przynajmniej
      starać - brać pod uwagę to, że remontując wywołujemy też zamieszanie w życiu
      sąsiadów.
      • odalie ale... 31.01.05, 12:41
        Tylko czy nawet najkoszmarniejszy remont jest powodem do szykanowania sąsiadów?

        Według mnie - nie jest.

        Yenna, czy w odwecie za remont uprzykrzaszć sąsiadom regularnie życie? W ramach
        jakiejś zemsty? Nie podejrzewam Ciebie o to smile)))

        I za co ma Ania teraz przepraszać? Owszem, mogła przeprosić - i chyba
        nejlepiej, z góry - z ciastem bombonierką i te de - za remont, ale remont to
        już sparwa miniona, a teraz po prostu zasiedziali sąsiedzi bawią sie kosztem
        tych "obcych", odreagowując jakieś kompleksy.

        Poza tym - nie mam pojęcia, jakiego typu remont robili Twoi sąsiedzi, no i
        dokładnie jaki robiła Ania z mężem. Powiem o sobie - od sierpnia do września
        robiliśmy kapitalną adaptację bardzo zaniedbanego, nieremontowanego od lat
        trzydziestu lokalu. Prace nasz pan "fachowiec" (jego fachowość to temat na
        osobną, długą i bolesną historię, ale mniejsza o to) tudzież inni wykonawcy
        zaczynali około 9-tej rano, kończyli około 16-17-tej, była w tym przerwa
        obiadowa (swoją drogą, gdybyśmy jednak mieli ekipę, która by zasuwała od 8-mej
        do 20-tej, całe zamieszanie trwało by o miesiąc krócej). Dwa-trzy dni przed
        przywiezieniem mebli prace (ale raeczej niegłośne) kończyły się o 22-giej -
        przeprosiłam za to z góry.

        Nie wszystkie prace były hałaśliwe czy też pylące. Nie było tak, żeby cały czas
        czy nawet przez większość czasu unosiły się kłęby pyłu - najgorsze dni to było,
        jak szacuję, jedynie jakieś dwa tygodnie na całe dwa miesiące. Staraliśmy się
        to zminimalizować i np. cięcie płytek czy wycinanie korytek pod rury w betonie
        odbywało się dopiero od 10-tej, a np. pył powstały z zeskrobanej farby i tynku
        skrapialismy wodą.

        Sąsiadom wytłumaczyłam, że remont jest naprawdę kapitalny, ale że po
        zakończeniu prac nie będzie już żadnych remontów przez najbliższe lata -
        właściwie jeśli chodzi o nas, to w ogóle. Sąsiadki (osoby starsze, bezdzietne)
        próbowały mnie wychowywać działając nachalnym przykładem, np. dwa-trzy razy
        dziennie myły korytarz-galerię. Po czym w tych samych kapciochach wychodziły
        podziwiać widoki na galerii (tudzież zerakć na nasze dostawy towarów i łypać do
        naszego lokalu) i z powrotem do siebie - raz jedna z tych pań próbowała mieć
        pretensje o pył na dywanach, wnoszony na butach - mąż poradził prosty środek
        zaradczy, jakim jest zmiana obuwia przed wejściem do domu. Ja też myłam i
        zamiatałam, ale jednak była to robota głupiego - więc zapowiedziałam, że po
        zakończeniu prac "oddam" galerię w stanie idealnym (i owszem, wyszorowałam ją
        Szopem i nabłyszczyłam Delfinem).

        W naszym przypadku nie chodziło o to, aby "ładnie mieszkać" ale o to, aby w
        ogóle zamiekszać (np. łazienka wymagała przebudowy, żebym mogła wstawić
        najwęższą pralkę; trzeba było wywalić drzwi kuchenne, bo inaczej nie dałoby
        rady wstawić do kuchni zmywarki i tak dalej).

        Sąsiedzi byli uroczy jesli chodzi o zamykanie dzrwi na galerię. Zasada ogólna
        jest jak najbardziej ok, ale sąsiedzi potrafili zamykać te drzwi na klucz w
        trakcie dostawy towaru, dosłownie przed nosem robotników wnoszących worki z
        zaprawą albo inne takie. Nie robili tego jednak, jak jestem przekonana, ze
        złośliwości, tylko z nawyku, może także po to aby nas wychować? Inną zabawną
        rzeczą były ich urządzane na galerii herbatki: stolik, krzesełka, kawusia i
        ciastka, a tu np. ja muszę wynosić worki z zeskrobanymi tynkami i naprawdę nie
        chciałabym do tej kawusi nakruszyć smile Oczywiście, sąsiedzi zazwyczaj wylegali
        na galerię akurat przypadkiem wtedy, gdy u nas była dostawa. Momentami mnie to
        irytowało - tu mąż z panem wykonawcą wnoszą np. kilkanaście worków a 25 kg
        zaprawy i wylewek, jakies płyty kartonowo-gipsowe i tak dalej, a tu jednan i
        drugi pan sąsiead i ich małżonki gapią się jak na widowisko.

        Remont zakończony, żyjemy sobie cicho, sąsiedzi generalnie ok. Nasz lokal przez
        prawie 20 lat stał pusty, jedynie ostatnio pomieszkiwali tam studenci. Jedna
        pani przywykła do idealnej ciszy. Studenci (dziewczyny, spokojne, nieimprezowne
        medyczki) czasami brały prysznic w nocy (np. o dwunastej, pierwszej), a
        niestety rury dość głośno tu szumią. Ta pani potrafiła dzwonić do poprzednich
        właścicieli (osób w podeszłym wieku), wyrywać ich z łóżek i obrzucać
        inwektywami z powodu nieszczęsnych studentek pod prysznicem.

        Rury tu szumią, ale nie jest to ryk odrzutowca, ot taki dźwięk tła. My akurat
        nie korzystamy z prysnzica po 22-giej, tak się już składa, tylko czasami np.
        napełniamy czajnik, czasami zmywarka pobiera wodę (trwa to chwilę). I pani
        próbowała pouczyć nas w tej kwestii, co jej absolutnie nie wyszło - mąż przyjął
        jej preory z chłodnym spokojem - my w godzinach ciszy nocnej cichutko stukamy w
        kalwiaturki, kapać się staramy owszem wcześniej, ale nie usychamy też z
        pragnienia w obawie przed odkręceniem kurka z wodą.
        • yenna_m Re: ale... 31.01.05, 13:00
          odalie, wiesz, ja dostrzegam dwie strony medalu. Jasne, ze nie uprzykrzam
          sasiadom zycia. Jednak juz nie patrze na nich tak przyjaznie, jak na samym
          poczatku (choc sie staram patrzec zyczliwie - przyznaje uczciwie - tylko jakos
          juz mi nie wychodzi to patrzenie tak, jakbym chciala wink )
          Oczywiscie - ludzie są rozni i czasem reagują naprawdę na wyrost,
          nieproporcjonalnie do powodow wywolujących reakcję.

          Ale nawet wtedy mozna sprobowac dyplomatycznie zaglaskac zagraznienia.
          Sprobowac.

          Ja uwazam, że stosunki dobrosąsiedzkie są tak wazne (bo moga zatruc zycie na
          baaaardzo dlugo i niefajnie jest mieszkac ze zlosliwymi ludzmi za sciana,
          ktorzy doszukują sie za kazdym razem dziury w calym).

          Dlatego czasem, nawet, gdy nie mam za wiele racji - staram sie zdobyc na
          odrobine empatii i jakos zaglaskac konflikt sąsiedzki wiszący na wlosku. Co mi
          w koncu szkodzi? A jesli sie juz przyjelo przeprosiny, bombonierke, z daleka
          odpowiada na mile dzien dobry, to jakos glupio leciec go kogos, jesli cos sie
          dzieje - z buzią, z inwektywami. Czy donosic na tego kogos w spoldzielni. Po
          prostu empatia, szacunek dla innego czlowieka, usmiech, zobowoazuje jakos. I ta
          bombonierka tez jakos zobowiazuje. Przynajmniej do jakiejs lojalnosci, gdy
          idzie o jakosc zwracania uwagi uciazliwemu sąsiadowi, czy kolejnosc srodkow
          przedsiewzietych w celu zdyscyplinowania uciazliwego sąsiada.

          I w przypadku pewnego uciazliwego dla sasiadow remontu poszlam, juz prawie po
          zakonczeniu prac remontowych, ich przeprosic - z butelką dobrego wina i
          bombonierka w prezencie.

          Rezultat? Do tej pory nie mam problemow z sąsiadami. A moglo byc roznie (dwoja
          zywych dzieci biega im od rana do wieczora po suficie).

          Natomiast te zlosliwosci przy sprzątaniu są MOIM ZDANIEM ewidentnym nastepstwem
          niewyjasnionych żali poremontowych. Po prostu kwestia sąsiadow zostala zle
          zalatwiona. Moim zdaniem. No, chyba, ze to taki szczegolny typ awanturniczego
          sasiada - bo tak tez moze byc.

          Co do sprzatania klatki schodowej - pogadalabym z pania ze spoldzielni i
          nieuzyta odmowilabym (hehe) sprzatania klatki schodowej - w zamian za wyzszy
          czynsz.

          W koncu nie najmowalam sie do sprzatania spoldzielczego bloku wink A kupilam
          mieszkanie, zeby w nim mieszkac, a nie sprzatac klatke schodowa po roznych
          przypadkowych nie-moich gościach wink tudzież psach wink I w koncu koszt
          sprzątniecia kilku bram przez jedna pania nie jest az taki tragicznie wysoki. A
          zadraznien sąsiedzkich byloby mniej wink
          • odalie to się zgadzamy :) 31.01.05, 16:07
            Czyli właściwie się zgadzamy. smile))))

            Jak tylko weszliśmy do mieszkania, na drugi dzień, przy każdej okazji witałam
            się z sąsiadami, szeeeroooki uśmiech, spojrzenie niewinnych ocząt prosto w ich
            oczy, postawa ciała na "jestem fajna i was luuuuubię", przedstawiałam się, że
            nazywamy się tak a tak, będziemy tu z mężem i dzieckiem mieszkać, i bardzo nam
            przykro, ale najpierw musimy dokonać niezbędnej adaptacji, postaramy się nie
            przeszkadzać za bardzo, ale wiadomo remont może być uciążliwy, więc
            przepraszamy.

            No i rzeczywiście staraliśmy się nie przeszkadzać za bardzo (choć teraz wiem,
            jak na przyszłość zorganizować remont w daj Boże kolejnym, większym mieszkaniu -
            na pewno nie tak, jak to się odbyło).

            Z drugiej strony, pańcia, która rzucając stadu kotów ochłapki mięska przez okno
            (sic!!!) trafiała cząstkami w nasz balkon (błe!!!) [mogła zjechać winda i podać
            kotom żarcie na mieseczce, która powinna potem sprzątnąć, jak już], nie ma
            powodu zgodnie ze ogólnie w Polsce przyjętymi (nie mówimy o blokach w Szwecji
            czy Szwajcarii) zwyczajami czepiać się o umycie rąk czy nabranie do czajnika
            wody po 22-giej, tylko dlatego że przez ileś tam lat w naszym lokalu nikt nie
            mieszkał i nikt z niczego w nim nie korzystał. Dalej się do pańci uśmiechamy
            ale robimy swoje, a jesli ona to traktuje jako konflikt, cóż, ja go zażegnywac
            nie będę. Stąd moja osobista opinia, że nie zawsze się da.

            Zgadzamy się, ale - smile)))

            Z tym, że uważam iż w obecnej sytuacji (remonta dawno zakończony, bezpodstawne
            ataki sąsiadów) to nie Ania powinna przepraszać, na zasadzie: przepraszam za
            to, że żyję... Po prostu już za późno. Zgadzam się, że powinna była przeprosić
            za remont, ale podczas remontu; wkupić się w łaski sąsiadów, ale przy
            wprowadzaniu się. Teraz to owszem, można by sąsiadów speszyć uśmiechem czy
            zaproszeniem na kawę, ale nie na zasadzie "przepraszania".

            Poza tym, bywają dziwne sytuacje - ot choćby mobbing w pracy - gdzie nie ma
            żadnej obiektywnej "winy" szykanowanego.
    • g0sik Re: Koszmarni sąsiedzi 31.01.05, 13:12
      A ja jestem ciekawa jakie kary spółdzielnie przewiduje dla właściciela
      mieszkania który nie sprząta klarki schodowej? Gdtby ktoś w moim bloku kazał mi
      myć klatkę schodową(mieszkam na parterze) to dopiero bym się uśmiała. A co mają
      zrobić osoby starsze które nie mają siły latać ze szmatą po klatce? Ja na Twoim
      miejscu sprawdziłabym czym straszy spółdzielnia za uchylanie się od mycia i
      sprawdziła czy jest to zgodne z prawem.
    • aleksandrynka Re: Koszmarni sąsiedzi 31.01.05, 14:01
      dziwne to zwyczaje. U nas korytarze myje pani gospodyni. Ona również zamiata
      podwórko. Czy to przypadkiem też nie należy do Waszych obowiązków? Śnieżyca, i
      wszyscy z miotłami na start smile))
      Myslę, że masz rację, to, że sprzatasz korytarz to chyba tylko Twoja dobra
      wola, nie sądzę, żeby takie obowiązki były wpisane w statut spółdzielni,
      regulamim dla lokatorów czy gdzieś indziej. Wprowadzałaś sie kulturalnie, z
      tego, co piszesz nie chciałaś być uciążliwa, a teraz zbierasz cięgi. Przesada!
      Interesuje mnie, co spółdzielnia na to. Czy można wymagać od lokatora
      szorowania korytarza? Każdy dba o porządek u siebie, wiedomo, jak się nanosi
      poza drzwi przy remoncie, to trzeba to sprzatnąć, papierów nie rzucać, ale coś
      takiego to dla mnie przegięcie. Dowiedz się, co spółdzielnia na to, ale nie
      wydaje mi się, żeby to był jakiś Twój obowiązek. A nawet jeśli - starasz się,
      jak możesz i na ile Ci czas pozwala, nie maja prawa wymagać od Ciebie stawiania
      się z miotłą o świcie, wyznaczać Ci godzin. Ci ludzie po prostu chyba chcą się
      przyczepić...
    • bartusia25 Re: Koszmarni sąsiedzi 31.01.05, 14:11
      Pocieszę Cie nie masz jeszcze tak źle, jak my.
      Pozdrawiam
      Dorota
    • magda1711 Przypomina mi to... 31.01.05, 14:12
      serial Alternatywy4smile)))))))Tylko tam najpierw dozorca rządził lokatorami,a
      potem w odwecie (kiedy to przyszedł nowy dozorca) lokatorzy rządzili nimsmile))
      Tylko że u Ciebie to sąsiedzi rządzą Tobą.Najlepiej to wygarnąć im to wszystko,
      a na Twoim miejscu poszła bym do spółdzielni i sama powiedziała jak się sprawy
      mają.

Nie masz jeszcze konta? Zarejestruj się


Nakarm Pajacyka