prawie 3 lata po ślubie, roczny cudny synek.narzeczenstwo krótkie ale
szczęśliwe po 8 m-cach znajomości ślub.2 lata dobrego małżeństwa.wydawało sie
ze jestesmy zgraną parą.Teraz sa pretensje, zal, mówienie tego czego sie
później załuje,chamstwo,kto komu wiecej dowali, saczenie jadu,
złośliwości.niebędę dalej wyliczać bo to bez sensu.historia jest
skomplikowana, uwikłane są w nią moi rodzice i matka meża.p.ma problemy
emocjonalne ja zresztą też.ogladałam teraz kasete z naszego wesela o ironio
bralismy slub 26.12.2002.ryczałam bo go bardzo kocham, przysięgałam przed
Bogiem, sobą ze na zawsze z nim bedę.wtedy był inny, wesoły, spontaniczny.
teraz jest nadęty, smutny-oboje wiemy dlaczego-chodzi do psychologa.
męcze sie a nasz synek za m-c ma operacje na przepukline.
kilka razy juz chciał odejść - zatrzymałam go bo niechce byc sama, boje sie
tego.dziecko bez normalnych rodziców, ja bez pomocy i wsparcia faceta.
gdzie podzialo sie to co nas łączyło?
niechce go stracic ale niechce tez tak żyć.
prosze o pocieszenie,wyjscia mam dwa albo pozwolic mu odejsc albo probowac
cos skleic z tych resztek co zostały z naszego związku.
mam doła

((((((((