Dodaj do ulubionych

mąż a zero pożytku :(

05.01.06, 23:31
Dziewczyny czy wasi mężowie też na niewiele się w domu zdają? Ja wszystko
rozumiem, że mają urwanie głowy w pracy, stresy, te codzienne dojazdy i
stanie w korkach może człowieka wykończyć ale to samo tyczy się prowadzenia
domu i siedzenia w nim z maluchem. Mój syn ma w tej chwili 6 tyg. i przyznaje
bez bicia,że są chwile po których czuje się wyrodną matką bo najzupełniej mam
dosyć. Czuje się zamknięta w domu jak w więzienniu a mój kolega małżonek
chyba nie chce tego zrozumieć. Chciałabym np. bez pośpiechu, bez targania
fotelika z dzieckiem przejść po sklepach, wyrwać się choć na chwilę ale mój
mąż jedzie ze mną (twierdzi, że do pomocy i towarzystwa) i kończy się to
awanturą przed witryną sklepową i szybkim powrotem w cztery ściany. Pomijam
już fakt pomocy w czynnościach domowych, bo to są babskie rzeczy ( czasami
zdarza mu się pozmywać po obiedzie i poodkurzać ale robi to z wielkim bólem
serca)Czy ja mam zbyt wygórowane wymagania? Odrobina zrozumienia i
współpracy! To wszystko!Przecież nie chce z niego zrobić gosposi albo super
pedanta, ja tylko chce, żeby wrzucił skarpetki do pralki albo zmył kubek w
którym przed chwilą wypił herbate. Jak mu o tym mówie to się według niego
czepiam, gderam...itd. ale ja mam co robić przy naszym synku, mimo że jest
mały to strasznie absorbujące dziecko ciągle u mamy na rękach, a nie daj Boże
matka wyjdzie z pokoju do kuchni albo do łazienki sad wrzask jakbym mu
niewiadomo jaką krzywde robiła a ja chce zrobić siusiu czy ugotować obiad (
jak twierdzi mój mąż są kobiety, które potrafią łączyć to wszystko-
piorą,gotują,prasują zajmują się dzieckiem i nie narzekają. ja jak widać nie
potrafie, ciągle brakuje mi czasu a śniadanie jem na raty o 13.00 jak dobrze
pójdzie, ratunku ja nie wiem ile tak jeszcze wytrzymam ) Prosze napiszcie czy
jestem sama?Czy to naprawde ja nie potrafię zorganizować tak poukładanego do
tej pory życia? Czy nie słusznie domagam się pomocy ze strony męża?
Obserwuj wątek
    • pimenta Re: mąż a zero pożytku :( 05.01.06, 23:37
      zamiencie sie na jeden dzien niech on tak z malym posiedzi i zobaczymy czy da
      rade to wszystko polaczyc!
      moj tez nic nie robi(jak ma mi podac cos do picia to robi obolala mine, albo
      jak go wolam do pomocy to mowi"nie moge,ogladam")ale za to placi za gosposie bo
      inaczej bym chyba umarla...nie mam nikogo bliskiego w promieniu 12 tysiecy km
      zeby w razie czego pomogl...Za to jesli chodzi o podejscie do Zosi to jest
      super! no i u nas jest cieplo wiec czesto wychodzimy.
      pozdrawiam i nie daj sie!
    • magdalenamk Re: mąż a zero pożytku :( 05.01.06, 23:41
      czy
      > jestem sama?Czy to naprawde ja nie potrafię zorganizować tak poukładanego do
      > tej pory życia?

      Pocieszę Cię. Na tym etapie to norma. U mnie życie zacżęło się normować po 2
      miesiącach od porodu. Dokładnie myślałam to samo co Ty. Jadłam śniadanie
      wieczorem, po południu itd... Mąż mnie też wkurzał, mimo, ze pomagał. Meża
      zagoń od razu do pracy, bo się przyzwyczai, ze dziecko to tylko Twój obowiązek.
    • mamaszymona2 Re: mąż a zero pożytku :( 05.01.06, 23:49
      nie jestes sama
      ja tez szczerze mowiac nie potrafie sie pozbierac szymon tez ma 6 tygodni ale
      na przekor twojemu jest niekłopotliwy spi je i robi w pieluche czsami steknie
      za to ja czuje sie zamknieta jak w wiezieniu a moj maz tego nie rozumie wogole
      mysli ze jest mi super skoro nie musze chodzic do pracy, on wstaje o 4 i tezo 4
      wraca do domu wiec zadko zdarza sie ze ma na cos ochote on marzy po powrocie o
      tym zeby sie przespac za to ja czekam na niego w nadziei na jakas odskocznie od
      codziennych zajec domowych wprawdzie nadazam ze wszystkim ale czsami nie mam
      ochoty na nic!!! do tego mam takiego wielkiego dola bo przytylam 27kg i
      niestety jeszcze 17 mi zostalo a silnej woli mi brakuje!!
      no postanowila zaczac nowe zycie od jutra ale nie wiem czy mi sie uda!! zycze
      sobie i tobie wszystkiego naj!!
      • ella2111 Re: mąż a zero pożytku :( 08.01.06, 23:15
        Mateusz nie jest kłopotliwy to tylko taki mały mami synek który wręcz kocha jak
        jestem przy nim smile Super ale troche męczące zwłaszcza jak chce się zrobić coś w
        domu a z dzieckiem przy cycu nie daje rady smile
        Poza tym ja też postanowiłam coś robić dla siebie tym bardziej, że co tu dużo
        gadać kilogramy same się nie zgubią. Mam niecny plan zostawiania w soboty męża
        z synem a sama będe chodzić na fitness. Może się uda?! Tobie również życze
        wytrzymałości i powodzenia. Pozdrowienia dla Szymonka!
    • em_em71 Re: mąż a zero pożytku :( 06.01.06, 00:09
      Pewnie, że pięknie i kolorowo mogłoby być, gdybyś była np. Mandaryną (kiedy
      jeszcze nią nie była, zresztą) - opiekunka śmiga przy dziecku a ty zajmujesz
      się sobą. Dziecko, a zwłaszcza niemowlę, to mnóstwo radości, ale też pasmo
      wyrzeczeń. Do tej sytuacji należy przywyknąć, im szybciej się z tym pogodzisz,
      tym mniej nerwów stracisz.
      A swoją drogą, nie zajmuj się wszystkim naraz, bo wpadniesz w niepotrzebną
      frustrację i małe problemy będą urastać do kolosanych. Jest ci siebie żal i tu
      cię rozumiem, też miewałam takie stany i też się buntowałam. Z czasem wszystko
      się ułoży, możesz mi wierzyć.

      A co do męża, też potrzebuje przywyknąć do nowej roli, chyba głowy ci nie urwie
      jak nie zastanie obiadu czy błysku w chałupie... a może właśnie wtedy zauważy,
      ze opieka nad maleństwem jest tak absorbująca, że na inne czynności brakuje
      czasu, siły, chęci...

      Pytasz, ile jeszcze wytrzymasz... Wytrzymasz i nawet zapomnisz smile

      I jeszcze jedno. Spróbuj bardziej angażować męża w opiekę nad dzieckiem, może w
      tych sprawach będzie się czuł bardziej doceniany i potrzebny. Powodzenia smile
      • mama500 Re: mąż a zero pożytku :( 06.01.06, 09:04
        em_em71 napisała:

        > Pewnie, że pięknie i kolorowo mogłoby być, gdybyś była np. Mandaryną (kiedy
        > jeszcze nią nie była, zresztą) - opiekunka śmiga przy dziecku a ty zajmujesz
        > się sobą. Dziecko, a zwłaszcza niemowlę, to mnóstwo radości, ale też pasmo
        > wyrzeczeń. Do tej sytuacji należy przywyknąć, im szybciej się z tym
        pogodzisz,
        > tym mniej nerwów stracisz.
        > A swoją drogą, nie zajmuj się wszystkim naraz, bo wpadniesz w niepotrzebną
        > frustrację i małe problemy będą urastać do kolosanych. Jest ci siebie żal i
        tu
        > cię rozumiem, też miewałam takie stany i też się buntowałam. Z czasem
        wszystko
        > się ułoży, możesz mi wierzyć.
        >
        > A co do męża, też potrzebuje przywyknąć do nowej roli, chyba głowy ci nie
        urwie
        >
        > jak nie zastanie obiadu czy błysku w chałupie... a może właśnie wtedy
        zauważy,
        > ze opieka nad maleństwem jest tak absorbująca, że na inne czynności brakuje
        > czasu, siły, chęci...
        >
        > Pytasz, ile jeszcze wytrzymasz... Wytrzymasz i nawet zapomnisz smile
        >
        > I jeszcze jedno. Spróbuj bardziej angażować męża w opiekę nad dzieckiem, może
        w
        >
        > tych sprawach będzie się czuł bardziej doceniany i potrzebny. Powodzenia smile




        wiesz, ale to nie prawda ze mąz musi przywyknąc do nowej roli. A ile to ma
        trwać lat? bo u mnie juz ze 4, 5 lat. To nie prawda! Jak jest leniem, to nim
        będzie.Niezależnie ile minie czasu.
        • em_em71 Re: mąż a zero pożytku :( 06.01.06, 22:41
          Coż, przykro mi, tyle...
    • edytkus Re: mąż a zero pożytku :( 06.01.06, 00:10
      ella2111 napisała:
      >crying czasami
      > zdarza mu się pozmywać po obiedzie i poodkurzać ale robi to z wielkim bólem
      > serca)

      ale jednak cos tam czasem zrobi? dobre i to. Ja jak nie pracowalam i siedzialam z dzieckiem robilam
      wiekszosc rzeczy w domu i przy dziecku, ale moj maz czasem przygotowywal obiad, robil zakupy i
      zajmowal sie dzieckiem. Najlepiej ustalic jakis harmonogram, np. w ciagu tygodnia to ja w nocy
      wstawalam do dziecka ale w weekendy sie zmienialismy a w niedizele moglam juz sie porzadnie
      wyspac. Poza tym zmienialsimy pieluchy i kapalismy dziecko na zmiane itp.

      Czy ja mam zbyt wygórowane wymagania? Odrobina zrozumienia i
      > współpracy!

      przeciez to jego dziecko tez, zostaw go na dzien bez pomocy i niech sie przekona jaki to relaks


      > jak twierdzi mój mąż są kobiety, które potrafią łączyć to wszystko-
      > piorą,gotują,prasują zajmują się dzieckiem i nie narzekają.

      he he, niech wskaze jedna wink) i nie moze to byc bohaterka mydlanej opery!
    • mika_p Re: mąż a zero pożytku :( 06.01.06, 00:11
      Mój mąż sprząta (ja tylko z grubsza z wierzchu), gotuje częśc obviadów w
      tygodniu, a w weekendy oba, praktycznie w całości przejął zmywanie (ja mam
      paskudne uczulenie na rękach), robi większość zakupów i czasami wyjdzie z Małą
      na spacer lub posiedzi z nią kilkanascie minut.
      Ja zajmuję się dzieckiem, ale za to 24 h na dobę. Raz na kilka dni zdarza mi
      się zbudzic męza w nocy, zeby potrzymał babę, jak idę do toalety, ja ja kąpię,
      karmię, przewijam, zabawiam, pilnuję. Jak razem wychodzimy, ja ją ubieram.
      Głownie ja z nią spaceruję. Ja nie dosypiam. Ja włączam pralkę, wieszam pranie,
      zdejmuję pranie, sprzątam łazienkę, robię część zakupów (z wózkiem) i gotuję
      karmę dla Małej.
      Do tego ekspediuję Juniora do szkoły, czyli budze sie 3 razy w ciagu 45 minut
      zeby jego obudzic, przypilnowac czy je i sie ubiera, i zamknac za nim drzwi -a
      potem go wpuszczam z powrotem.
      Marzę o wyspaniu sie.
    • sakada Re: mąż a zero pożytku :( 06.01.06, 00:38
      Mój mąż zajmuje się dzieckiem w takim samym niemal stopniu jak ja (po pracy).
      Ugotuje obiad, wyjdzie z synem na spacer, posprząta, utuli do snu, wykąpie,
      przewinie. Nigdy nie zrozumiem podejścia: "Ja pracuję a Ty siedzisz w domu,
      więc rób co do Ciebie należy, nie marudź i w ogóle lepiej podaj mi kapcie
      kobieto." Nie powinnaś się na to godzić. Ja się wysypiam i jestem wypoczęta
      nawet. Mąż także wbrew pozorom nie umiera ze zmęczęnia i wszyscy są szczęśliwi:-
      D
    • bertoldzik Re: mąż a zero pożytku :( 06.01.06, 00:53
      Nareszcie moge sie wyzalic na meza.Moj absolutnie mnie pozbadł.A ja nie
      potrafie go "wychowac".Wczoraj wyzwal mnie ze nie myje podlogi na
      kolanach,tylko mopem.Sam nic nie robi.ABSOLUTNIE NIC.Nawet talerza po sobie nie
      odniesie,skarpetki zbieram po calym domu,gazety tez wszedzie leza.Ubrania rzuca
      tam gdzie sie rozbierze.Nie mam juz sily codziennie chodzic i sprzatac tego
      wszystkiego,tym bardziej ze praktycznie sama wychowuje dziecko.On,gdy ma go
      popilnowac chociaz po to abym pozmywala zostawia malego w innym pokoju i gra w
      gierke komputerowa.moj syn ma 8 mies.a ja nie mam juz nadziei zeby cokolwiek
      sie zmienilo,macie jakies rady?
      • izabela_741 Re: mąż a zero pożytku :( 06.01.06, 11:11
        -wyjechac do rodziny na wakacje a on niech zgnije w tym syfie
        - zostawic z dzieckiem na co najmniej pol dnia
        itd itp
    • malgra Re: mąż a zero pożytku :( 06.01.06, 01:25
      no to ja w takim razie muszę swojego męża pochwalić.Oczywiście większość prac
      domowych wykonuję sama, ale często się zdarza, że mąż z wlasnej inicjatywy
      pozmywa naczynia lub zrobi obiad czy kolację.Dziecku poświęca również dużo
      czasu. Jeśli chodzi o porozrzucane skarpetki, to kilka lat temu znalazlam na to
      sposób:pralam tylko to ,co znajdowalo się w koszu na brudną bieliznę.Kiedy raz
      czy drugi zmuszony byl zalożyć brudne skarpetki czy nieświeżą koszulkę,bo
      czystych już nie mial ,to się nauczyl.
    • gruba-buba Re: mąż a zero pożytku :( 06.01.06, 08:28
      Najzabawniejsze jest to pojęcie większości chłopów, że kobieta powinna być mu
      wdzięczna za .... to zamknięcie w bezpiecznych czterech ścianach. Ostatnio
      powaliła mnie na kolana propozycja, że skoro chcę sobie podszlifować anglik
      (wiadomo, narząd nieużywany zanika) to może by ktoś przychodził do nas na
      konwers w do domu, nie będzie kłopotu komu dzieci podrzucić na ten czas i
      wogóle wygodnie. Takie lekcje z dostawą do domu. Matko!!!! Czy on nie jest w
      stanie zrozumieć, że ja tęsknię za ludźmi????? Ja chcę wyjść z domu bez żadnych
      ogonów. Sama! Wolna i swobodna!!! No, ale to tak jakby gadać ze ślepym o
      kolorach, a z głuchym o Chopinie.

      A pomijam kwestie mam pracujących, ltóre najpierw na równi z mężami zap...
      zawodowo, a potem powrót do domku na drugi etat do tzw babskich prac. I też nie
      poczuwają się do pomocy, bo to przecież od wieków zajęcia iście babskie.
      No to tyle spostrzeżenień.
    • triss_merigold6 Re: mąż a zero pożytku :( 06.01.06, 10:10
      Ja wolę krótkie piłki:
      - to również jego dziecko i ma obowiązek się dzieckiem zajmować
      - mieszka więc brudzi, kurzy, chlapie, je itd. więc jego obowiązkiem jest
      współpraca w domowych czynnościach.
      Na tekst, że to są babskie zajęcia... eee, nie... nikt mi nie powiedział
      jeszcze face to face że coś jest babskim zajęciem.
      • wesolek11 Re: mąż a zero pożytku :( 06.01.06, 10:22
        Mój jak mi ostatnio powiedział, że coś mi pomaga zrobić w domu (wszystko robimy
        wspólnie, tylko tak gada, że pomaga), to mu odpowiedziałam, że ja mu pomagam
        utrzymać rodzine, bo to jego OBOWIĄZEK, a ja pracuję. Zamknął się i więcej nie
        mówi, że mi pomaga.
        • triss_merigold6 Re: mąż a zero pożytku :( 06.01.06, 10:33
          Podejrzewam, że z tym pomaganiem to taki nawyk językowy. Klisza. Facet nawet
          jak gotuje obiad, sprząta, zmywa a drugą ręką zabawia dziecko to powie,
          że "pomaga".D
          • wesolek11 Re: Dokładnie! 06.01.06, 10:35
          • wesolek11 Re: mąż a zero pożytku :( 06.01.06, 10:37
            A z tymi walającymi się skarpetkami i koszulami zrobiłam szybko porządek. Ciach
            nożyczki poszły w ruch i od paru lat wszystko co brudne ląduje w koszu, bo się
            boi, że nie będzie miał w czym wyjść!
      • edytkus Re: mąż a zero pożytku :( 06.01.06, 17:07
        triss_merigold6 napisała:

        >
        > Na tekst, że to są babskie zajęcia... eee, nie... nikt mi nie powiedział
        > jeszcze face to face że coś jest babskim zajęciem.

        a rodzenie dzieci to co? wink
    • izabela_741 jak twierdzi ... 06.01.06, 11:06
      jak twierdzi mój mąż są kobiety, które potrafią łączyć to wszystko-
      piorą,gotują,prasują zajmują się dzieckiem i nie narzekają.

      NIech taka zatrudni!!!!!!! A Ty wracaj/idz do pracy!!!!
    • mynia_pynia Re: mąż a zero pożytku :( 06.01.06, 11:45
      Ze swojej strony już dawno zrozumiałam ż gadki typu mógłbyś mi pomuc są nie na
      miejscu. Ja też pracuje (dzieci nie mamy) i czasami jak zostane w domu i zajmę
      się "obowiązkami domowymi" to jestem tak wyrąbana jak po 8 h w pracy.
      I tak źle i tak nie dobrze nie mam ochoty nic nadprogramowego robić po pracy
      tak samo jak po "siedzeniu w domu" i pewnie tak samo ma mój facet.
      Wniosek przestaliśmy się czepiać, jak nie mamy siły to gary stoją brudne i w
      domu panuje syf, jak któreś ma siłe to samo coś sprząta. Albo robimy dzień
      porządków razem, i tyle na ten temat.
      Nie czepiam się o nic i on nie czepia się o nic.
      Powiem jeszcze że to ja jestem straszną bałaganiarą, w kuchni mogę robić
      wszystko, bo lubie, ale na samą myśl o odkurzaniu ciary mnie przechodzą - a że
      mój facet lubi mieć czystą podłog więc sprząta sam.

      Kiedyś mi wyrzucił że koty (tłumany kurzy) wylatują spod łóżka - to
      powiedziałam że super, i niech złapie mi persa bo bym chciała takiego kota wink
      I się odczepił wink
    • dorotaifilip Re: mąż a zero pożytku :( 06.01.06, 13:00
      Witaj! Przeżyłam to samo. Mąż nie zmienia nastawienia. Ja nadal wymagam, kłócę
      się. Udało mi się również spokojnie z nim porozmawiać, że jak tak dalej to nie
      widzę szansy dla naszego dalszego mieszkania razem (bo na 100% tak myślę i nie
      był to z mojej strony szantażyk). To pomogło na jakiś czas. Dało mu do
      myślenia, zaczął się starać. Ale jak już napisała tutaj jakaś babeczka,jak ktoś
      jest leniem to nim będzie. Przed pojawieniem się dziecka stosowałam strategię
      też już tu w wątku opisaną. Gary stały, koty latały. Teraz jednak jest dziecko,
      niania przychodzi do dom i głupio mi, żeby ogarniała dom zamiast zajmować się
      dzieckiem. To zaiwaniam sama, pracując oczywiście, kłócę się nadal ale
      zdecydowanie mniej. A dzidek mały też coraz mocniej domaga się uwagi męża i
      zajmowania się nim. Mąż kocha dziecko i coraz bardziej angażuje się w życie no
      jeśli nie domowe, to w życie i sprawy dziecka.
      Jednak podzielę się z Tobą, ella2111 promyczkiem nadziei. Czas leci i
      dzieciaczki się zmieniają. Moje ma teraz niecałe dwa lata i już nie wisi tak
      mocno na mnie, jest bardziej samodzielne. Można już z nim ugotować obiad,
      wstawić pranie, a odkurzanie wręcz uwielbia. Ogólnie mam wrażenie, że (dopiero
      teraz)ogarniam i panuję nad swoim życiem. I zaczynam myśleć, że nie byłoby
      takie szalone mieć drugie dziecko.
      Jak siedziałam w domu do 14 miesiaca dziecka to nie krępowałam się prosić o
      pomoc rodzinę. Przyjedżała moja mama, siostra męża. Ja jechałam na wakacje do
      dziadków.
      Ja akurat wróciłam do pracy. Mam jednak dobrą znajomą, która miała podobnie
      przemyślenia jak ja, a była w domu ze swoim szkarabem.
      pozdrawiam - dorota
      • cruella da się chłopa zmienić 06.01.06, 13:34
        Do tych, których mężowie wyręczają w połowie spraw:

        Nie wiem, co Wasi panowie robią w pracy, jakie stanowiska zajmują. Mój mąż wraca
        ledwo żywy, wstaje (sądząc po budziku) 5.30, czasem ledwo na oczy patrzy, na
        własne zajęcia czasu mu nie wystarcza, hobby poszło w kąt, ledwo udaje mi się
        wypchnąć na basen. Powiem Wam, że cieszę się, że jego zarobki pozwalają mi na
        siedzenie w domu. Wystarczy, że popatrzę na jego zmęczoną twarz...i odechciewa
        mi się pracy na pewnych stanowiskach.
        Co nie oznacza...że sama wszystko robię.

        Do pozostałychsmile)

        Jest kilka rzeczy, które pomogły mi zaciągnąć męża do lżejszych prac domowych.

        1. nic nie osiągniecie wrzeszcząc od progu "mam tego dość, w niczym mi nie
        pomagasz, ja sama..." lepiej zacznijcie małymi kroczkami "możesz wykąpać małą?
        ty tak świetnie robisz", "zrób zakupy, tobie ta baba nie wciśnie byle czego"
        nic nie działa lepiej na faceta jak pochlebstwasmile))

        2. udało mi się wypchnąć męża na zebrania szkolne, tu też pomogły pochlebstwa o
        lepszych więzach między dorastającym synem a ojcem (a ja nie znosze zebrań!!!!)

        3. udało mi się to, że mąż uczy syna wierszyków, piosenek (tych szkolnych) i
        j.angielskiego (znów pochwały, jak to dziecko lepiej przyswaja wierszyki z tatą,
        co zresztą jest prawdą)

        4. udaje mi się czasem wypchnąć męża na basen z synem, powód j.w. (a ja mam
        chwilę dla siebie)

        5. zamiast krzyczeć "ale tu bałagan, nic nie zrobiłeś" powiedzcie "czy mógłbyś
        odkurzyć dywan a ja w tym czasie wytrę kurze"

        Polecam książkę "Musimy porozmawiać" S.Shem, J.Surrey smile)
        • kosmitos Re: da się chłopa zmienić 12.01.06, 14:35
          nie widzę powodu, żeby stwór silniejszy ode mnie 10 razy wykonywał lżejsze
          prace domowe, poza tym on mnie nie wyręcza tylko robi czynności porządkowe we
          własnym domu; a co do formy dialogu to pewnie, że lepiej grzecznie niż z
          awanturą, ale jakbym miała pasożyta co tylko śmierdzi, brudzi, żre i zostawia
          syf w zlewie to raczej ta opcja by odpadła; tylko, że ja pracuję i jestem w
          stanie się sama utrzymać, więc argument, że on ciężko zarabia na dom odpada; o
          prace domowe się nie kłócimy (są ciekawsze tematy do kłótni)
    • lolinka2 Re: mąż a zero pożytku :( 06.01.06, 19:52
      Po porodzie 6 tygodni.... ja latałam na uczelnię na 8 godzin nieraz, czasem na
      krócej, małż siedział z młodą (i tak do skończenia przez nią 3 lat)-
      wymienialismy się jak on miał zajęcia na których musiał być. W domu nie robiłam
      nic...phi, obiadu się zachciało?? no- litości- ja mam dziecko, odpoczywam i się
      uczę, a bo co?? Gotował i to jak pysznie, do tej pory przechowuję fotkę którą mu
      cyknęłam- jak robi chińszczyznę z córą w nosidełku, gdy ja podle taplałam się w
      wannie. Do pracy wróciłam jak młoda miała pół roku (czyli macierzyński się
      skończył), a oni zostali we dwójkę- obiad ugotowany, sprzątanie kulało
      (dzieliliśmy sie po połowie robotą w weekendy), pranie zrobione i jeszcze miał
      czas instalować coraz nowsze wersje linuxa na dysku przy okazji dojeżdżając 3
      dni w tygodniu na uczelnię i dowożąc mnie do pracy codziennie. Złoto nie mąż wink)
      i chociaz operatywny mniej niż ja (żeby nie było że słodzę i same zalety
      dostrzegam)- ba, nawet znacznie mniej niż ja, to cenię go niezmiernie i
      wychwalam pod niebiosa, bo mam takie życie o jakim marzyłam, a małż się
      niesamowicie angażuje w moją karierę i sukcesy w tejże dziedzinie.
      • ella2111 Re: mąż a zero pożytku :( 08.01.06, 23:08
        Dzięki dziewczyny. Nie czuje się dzięki temu taka sama w tym co przeżywam.
        Postanowiłam wyrwać się na weekend do mamy, też cztery ściany ale inna
        atmosfera i luz bo zostaje tylko opiekować się małym. To super uczucie
        zapomnieć, że w domu czekają gary do umycia, sterta koszul do poprasowania itp.
        prace domowe. Myśle też,że moja rozmowa z mężem również wpłynie pozytywnie na
        to wszystko ( zwłaszcza jeśli jeszcze przez kilka dni poprzychodzi do tego syfu
        w domu a za 3dni skończą mu się czyste koszule smile ) Wszystkim nam życze
        większzego wsparcia ze strony naszych Panów, tym co już je mają niech tak
        będzie i się nie zmienia i abyśmy w tym zabieganiu, zapracowaniu znajdowały
        chwile dla siebie. Pozdrawiam. e.
    • magda236 Re: mąż a zero pożytku :( 09.01.06, 18:42
      Ja mam tak samo. Jak jeszcze chodziłam do pracy to troche pomagał przy
      porządkach w domu ale odkąd jestem w domu (nawet w 9 miesiącu ciąży) nic nic
      nic wszystko muszę sama nawet z worami śmieci muszę latać bo juz niemam
      cierpliwości prosić bo i tak usłyszę "zaraz" - które trwa wieczność. Gdy go
      porsiłam o pomoc w czasie urlopu 12 dni to on na to że zajmie sie dzieckiem a
      ja pozmywam - dziecko do bujawki elektrycznej a sam przed komputer- i tak jest
      non stop. Dzisiaj jak nie pozmywa po obiedzie to sie tak wydrę,ze usłyszą mnie
      na całej ulicy
    • matkamichala Re: mąż a zero pożytku :( 09.01.06, 22:36
      nie jest tak źle,naprawdesmile czasami mam ochote go udusić, bo kubka po kawce do zlewu nie zaniesie, ale na ogół pomaga- mamy jasny podział obowiązków-a.ja karmię on kąpie,ja gotuję on zmywa,ja piorę (czyt.pakuję rzeczy do pralki i wieszam na strychu) on prasuje... na ogół sie sprawdza...
      aha- jestem kochana i robię śniadanka do pracy wyłącznie z tym co lubismile
    • weronikarb Re: mąż a zero pożytku :( 10.01.06, 11:14
      Pamietam jak rozmawialiśmy jeszcze przed ślubem, że mamy być partnerami w
      obowiązkach.
      Oboje pracujemy w zakładach oboje w domu.
      Sprawdza sie, nawet jak siedzialam w domu na macierzyńskim to bardzo duzo
      pomagal.
      Teraz coraz czesciej slysze "już", "zaraz", "za moment" i w tych momentach mam
      ochotę uderzyć go czymś baaaaaardzo ciężkim.
      Jednak na ogól sporo pożytku mam z mojego męża wink
      Najlepszym sposobem na nauke gotowania - nie gotować.
      Do dzis mój mąż sie śmieje że jak chce zjeść coś porządnego to musi sobie sam
      ugotować (wg teściowej nie potrafil nawet zieniaków wstawić - ciekawe co nie?)
      Ze sprzataniem troszke gorzej - tylko centrum, ale zawsze cos.
      Synka moge zostawić nawet na tydzień, jest bardziej nadopiekuńczy niż ja.

      Co do poukładania sobie wszystkiego to 6 tyg. to malo.
      Nim doszłam do jako takiej zaradności to minęlo prawie macierzyńskie.

      Najważniejsze to wrzucić na luz i sobie wyznaczyć priorytety.
      Np. nie sprzatam, bo lepiej zjeść cos dobrego.
      Np. musze posprzątać bo zarosne - nie gotuje.
      Male spi ja odpoczywam itd., itd.
      Nie musisz być idealna tylko zadowolona i wypoczeta
      • camilcia Re: mąż a zero pożytku :( 10.01.06, 21:47
        mój M dużo potrafi zrobić w domu, ale i tak mnie wkurza nieraz maksymalnie,
        potrzeba czasu, ja się ostatnio śmiałam (chociaż mało to śmieszne) że 'chwilowo
        zamienie męża na dobrą gosposię' na szczęście już jest coraz lepiej, córcia
        uwielbia braciszka, mały ma 3 miesiące, idą ferie i nie będę musiała chodzić do
        pracy, niedługo będzie wiosna smile
    • paparazi1 Re: mąż a zero pożytku :( 11.01.06, 10:01
      Jasne,z męzów nie macie kompletnie nic,narzekacie ze jestescie kurami
      domowymi.Bo ja doskonale wiem,ze jak sie wam pomaga troszke,to chcecie coraz
      wiecej i wiecej pomocy.Wiem ,bo doswiadczylem to na wlasnej skórze.Teraz
      brakuje tylko zebym jeszcze pral,bo do tego jakos jeszcze sie nie zabralem i
      nie zabiore.A co wy nam pomozecie w naszych obowiązkach? Twierdzicie ze sie na
      tym nieznacie lub to zajecie nie dlawas.To faceci pomalutku przejmują obowiązki
      domowe,a wy zaczynacie nas do tego coraz bardziej zmuszac,bo tak wam wygodniej
      • camilcia Re: mąż a zero pożytku :( 11.01.06, 10:12
        o biedaku wink

        a serio - mój mąż pranie wstawia i jakoś nie ma z tym problemu, nie rozumiem
        dlaczego nie, skoro oboje pracujemy, mamy dzieci WSPÓLNE i dom też WSPÓLNY to
        chyba normalne że dzielimy się obowiązkami, czy nie???
        a o jakich obowiązkach typowo męskich piszesz?
        mi się wydaje, że jak żona pierze to znaczy że pomaga, bo inaczej by facet
        musiał sam, to samo z obiadem, sprzątaniem itp. to jest bardzo duża pomoc
    • wi0la Re: mąż a zero pożytku :( 12.01.06, 12:38
      Moj syn ma teraz skonczone 3 miesiace .Jeszcze podczas ciazy przeprowadzilismy
      sie z mezem do innej miejscowosci ponad 300km od naszej rodzinnego miejsca
      zamieszkania. Po bardzo wyczerpujacym porodzie i 5 dniach w szpitalu chcialam
      jak najszybciej znalezc sie w domu.I gdy tylko moje marzenie sie spelnilo
      poczulam sie samotna jak palec z malym brzdacem,ktory byl grzeczny w sumie,
      tylko chcial jesc co pol a czasami co godz.Maz w tym czasie byl w pracy.A mi w
      domu nerwy puszczaly.Nie moglam zniesc tej samotnosci w czterech scianach,ze
      nigdzie nie mozemy wyjsc, ze jeszcze nie mamy zadnych znajomych--KOSZMAR.Maz
      widzial co sie dzieje i pomagal mi jak tylko mogl,nawet udalo sie pare razy
      wyrwac do miasta na godzinkesmile Wiem ze to moze glupio zabrzmi ale moje leki i
      frustracja minley gdy zaczelam karmic butelka( maly zaczal tracic na wadze bo
      mialam za malo pokarmu).MIalam wiecej czasu w domu na zrobienie
      czegokolwiek,moglam spokojnie wyjsc z domu bo wiedzialam ze maz sie zajmie
      malym.Od samego poczatku kapal synka, przewijal (choc czasami zle mu to szlo bo
      maly przy zle zalozonej pieluszce byl caly mokrysmile to nigdy nie krytykowalam
      meza)W nocy to maz zrywal sie do synka mimo ze rano szedl do pracy.
      Dla mnie jest to normalne ze maz uczestniczy w zyciu naszego w koncu dziecka,ale
      czytajac Wasze wypowiedzi mam wrazenie ze to jakis wyjatek.
      Porozmawiaj z mezem ,razem kąpcie moze to cos zmieni
      Pozdrawiam
    • kosmitos Re: mąż a zero pożytku :( 12.01.06, 14:06
      idź dzybko po macierzyńskim do pracy a obowiązki domowe są wspólne i tyle-
      koniec dyskusji
    • brygida111 Re: mąż a zero pożytku :( 13.01.06, 11:14
      To jest chyba problem kobiet od wieków. Nie znam rodziny z małym dzieckiem,
      gdzie obowiązki sa dzielone na pół. Ja jestem na wychowawczym mąz pracuje, u
      nas podział jest taki: mąz spi z małą ja osobno, cały dzień zajmuje sie później
      dzieckiem, sprzątam , gotuje, piore, prasuje. Nie jestem z tego zadowolona, ale
      chyba lepiej się nie dasmile Czasem robie sobie dzień wolnego, i zostawiam tatusia
      z córunią, ja jade na zakupy, do koleżanek na pogaduchy. W między czasie jest 5
      tel. co podać, co zrobić, jak to zrobić smile Oczywiście jak przychodze do domu to
      nie ma obiadu , nie jest posprzątane!!!! no bo przecież ON zajmował się
      dzieckiem. A jak zapytam czemu ja to potrafie pogodzić a on nie to słysze: że
      jestem niesamowita !!!!! Tylko że ja nie chce taka być ale za to chce mieć
      niesamowitego męża. Ale to już marzenie ściętej głowy smile
      Pozdrawiam wszystkie niesamowite żony i mamusie smile
      • kosmitos Re: mąż a zero pożytku :( 13.01.06, 11:19
        to ja mam chyba ideała za męża; podział równy i jak on zostaje z małą to inne
        rzeczy też zrobi np. obiad; tylko, że u nas taki podział to konieczność bo ja
        też pracuję; a jak dziewczyny są na wychowawczym to najczęściej słyszą od męża,
        że przecież siedzą w domu więc mogą sprzątać, gotować itp
      • mamamonika Re: mąż a zero pożytku :( 13.01.06, 12:55
        brygida111 napisała:

        > Nie znam rodziny z małym dzieckiem,
        > gdzie obowiązki sa dzielone na pół.

        A ja znam - naszą smile

Nie masz jeszcze konta? Zarejestruj się


Nakarm Pajacyka