Dziewczyny czy wasi mężowie też na niewiele się w domu zdają? Ja wszystko
rozumiem, że mają urwanie głowy w pracy, stresy, te codzienne dojazdy i
stanie w korkach może człowieka wykończyć ale to samo tyczy się prowadzenia
domu i siedzenia w nim z maluchem. Mój syn ma w tej chwili 6 tyg. i przyznaje
bez bicia,że są chwile po których czuje się wyrodną matką bo najzupełniej mam
dosyć. Czuje się zamknięta w domu jak w więzienniu a mój kolega małżonek
chyba nie chce tego zrozumieć. Chciałabym np. bez pośpiechu, bez targania
fotelika z dzieckiem przejść po sklepach, wyrwać się choć na chwilę ale mój
mąż jedzie ze mną (twierdzi, że do pomocy i towarzystwa) i kończy się to
awanturą przed witryną sklepową i szybkim powrotem w cztery ściany. Pomijam
już fakt pomocy w czynnościach domowych, bo to są babskie rzeczy ( czasami
zdarza mu się pozmywać po obiedzie i poodkurzać ale robi to z wielkim bólem
serca)Czy ja mam zbyt wygórowane wymagania? Odrobina zrozumienia i
współpracy! To wszystko!Przecież nie chce z niego zrobić gosposi albo super
pedanta, ja tylko chce, żeby wrzucił skarpetki do pralki albo zmył kubek w
którym przed chwilą wypił herbate. Jak mu o tym mówie to się według niego
czepiam, gderam...itd. ale ja mam co robić przy naszym synku, mimo że jest
mały to strasznie absorbujące dziecko ciągle u mamy na rękach, a nie daj Boże
matka wyjdzie z pokoju do kuchni albo do łazienki

wrzask jakbym mu
niewiadomo jaką krzywde robiła a ja chce zrobić siusiu czy ugotować obiad (
jak twierdzi mój mąż są kobiety, które potrafią łączyć to wszystko-
piorą,gotują,prasują zajmują się dzieckiem i nie narzekają. ja jak widać nie
potrafie, ciągle brakuje mi czasu a śniadanie jem na raty o 13.00 jak dobrze
pójdzie, ratunku ja nie wiem ile tak jeszcze wytrzymam ) Prosze napiszcie czy
jestem sama?Czy to naprawde ja nie potrafię zorganizować tak poukładanego do
tej pory życia? Czy nie słusznie domagam się pomocy ze strony męża?