Byliśmy wczoraj na rodzinnej uroczystości u rodzinki na wsi. Dostaliśmy
oczywiście mnóstwo żarcia na wynos, w tym wielki kawał pysznego sękacza,
takiego domowego, prawdziwego. No i sobie wyobraźcie, że mąż zażądał, abym to
cudo wywaliła do śmietnika, bo widział, jak po nim łaziła wielka tłusta
zielona mucha

((
Siedzę nad tym sękaczem i żal mi serce ściska

Kurczę, do produkcji takiego
ciasta zużywa się 60 jaj! I pracochłonne jest do tego bardzo. I jakie
pyszneee!!! Wczoraj tylko jeden kawałek zjadłam, bo więcej mi się nie
zmieściło, tyle było innych pyszności. I tak sobie myślę, może by tak,
hm...obkroić? W końcu mucha tylko po wierzchu łaziła. Co myślicie?
Mąż w każdym razie zapowiedział, że tego nie tknie i dzieciom dać nie
pozwoli. Jak zeżrę sama taki wielki kawał, to mi z kilo przybędzie...Kurczę,
co ja mam zrobić? Wyrzucić czy obkroić i zjeść? Co byście zrobiły?