Slomiane wdowy

23.05.03, 14:54
Zapadla decyzja: przeprowadzamy sie "na stale" do Polski. Oczywiscie
przeprowadzaMY - tylko teoretycznie. W praktyce - przeprowadzaM. Maz musi
zostac i pracowac (UK), zebym ja sobie mogla lezec plackiem i dlubac w nosie.
Decyzja nie byla latwa, podejmowalismy ja pare lat.
Oczywiscie mamy zamiar widywac sie jak najczesciej sie da, a niedlugo
zamieszkac w P. "calkiem". (Tzn. maz tez)
I tu mam prosbe do Was, kochane. Czy ktoras z Was byla/jest w podobnej
sytuacji? A moze maz ma taka prace, ze musi czesto wyjezdzac? Zony marynarzy,
pilotow, kierowcow, biznesmenow... Jak sobie radzicie?
Przyszla Slomiana Wdowa
    • edziecko_gosiah Re: Slomiane wdowy 23.05.03, 15:36
      coż, nie jest tak strasznie, to chyba kwestia przyzwyczajenia... można nauczyć
      się z tym żyć... piszę jako żona marynarza z dwójką malutkich dzieci, więc
      chyba wiem o czym mówię... najtrudniejsze są początki...
      Pozdrawiam serdecznie i życzę duuuużo siły, zwłaszcza na początku.
      gosiah
    • olliwkaa Re: Slomiane wdowy 23.05.03, 18:41

      no to ja sie dopisze. tez bijemy sie z ta decyzja juz dobrych pare miesiecy.
      nie jest latwo i nie wiem na czym w koncu stanie. z tym ze my jestesmy w USA i
      sprawa jest o tyle skomplikowana, ze u nas byloby to rozstanie na dluzszy okres
      czasu. chce tego uniknac, na prawde, juz raz to przerabialam i nie chce wiecej.

      zycze slusznych decyzji
      aga
    • ehhermiona Re: Slomiane wdowy 23.05.03, 18:48
      Melduje się "marynarzowa". Najtrudniejsze są pierwsze dni, pierwszy tydzień,
      kiedy ta nieobecność aż fizycznie boli, bo nagle w domu jest za dużo miejsca;
      niby dzieci biegają i wrzeszczą jak co dzień, ale tego jednego głosu brakuje...
      Potem wszystko się układa - bo przecież nie można ileś miesięcy siedzieć i
      patrzeć tępo w ścianę. Okazuje się, że wszystko można wytrzymać, wyjść czasem
      poza swoje możliwości.
      Taka jestem mądra, a za tydzień czeka mnie pożegnanie z mężem - na pół roku -
      nie wiem, jak to przeżyję, bo przez ostatnie lata jego nieobecność zwykle
      trwała połowę tego okresu... Nie wiem.... Źle będzie.... sad
      Monika
    • kasiulka1313 Re: Slomiane wdowy 24.05.03, 00:08
      Witajcie!!! Ja też mam ten problem - też jestem panią marynarzową. Od środy
      zostałam sama tzn. z Filipkiem (pół roczku) na 4 do 6 miesięcy. W tej chwili
      już się z tym oswoiłam, ale pierwsze trzy dni były koszmarem: płacz, chodzenie
      z kąta w kąt, duszenie się w domu, pustka i w ogóle horror, ale po paru dniach
      oswoiłam się z tym. Teraz mój Wojtek wyjechał po ośmiu miesiącach bycia w domu
      i jest to gorsze od tego jak nie ma go 4 przyjeżdża na dwa i znowu wyjeżdża,
      bo wtedy nie przyzwyczajam się, do tego, że jest w domu, ale jak zostanie na
      dłużej to strasznie przeżywam jego wyjazd. A jak maluszek strasznie to
      przeżywa!!! Aż nie chce mi się tego opisywać...

      Trzymajmy się!!! W końcu oni to robią m. in. dla naszego dobra!!!

      Kasia
      • marina2 Re: Slomiane wdowy 24.05.03, 09:25
        Tez marynarzowa .Nie bede potarzac slow o pierszych dniach rozstania i
        podpisuje sie pod porzedniczkami.Teraz mam inna pespektye poniewaz meza nie
        widzialam od 6 grudnia i wraca hehe raca - zobaczymy-na dniach.Jestem zmeczona
        jak pies.Czym ?Tym ,ze niestety wszystko jest na mojej glowie.Maz w prac
        skoncentrowany na produkcji pieniedzy , ja ogarniam dom , pilnuje spraw
        finansowych czego szczerze nie lubie,jezdze na przeglady z autem, wymieniam
        opony, szukam bagaznika na hak na rowery i nie wiem do konca czy taki dobry czy
        ten lepszy, uszczelniam kolanka pod zlewozmywakiem,dokrecam gniazdka, maluje
        pokoj, chodze na wywiadowki, pomagam lekcjach , odpowiadam na tysiac pytan
        syna sceptyka,zabieram na rolki, rower,pikniki klasowe .Nauczylam sie chodzic
        sama do kina i opery.Powiecie nic nadzwyczajnego normalka.Ale ja caly czas
        podejmuje decyzje i planuje sama.Wracam do domu , dzieci rozrabiaja zmeczona
        czasem nie ogarniam staram sie , ale padam na pysk.Leca miesiace kolejne
        urodziny swieta sama tzn reszta rodziny jest , ale meza nie ma.A to nie jest to
        samo.Koszty emocjonalne takich rozstan sa ogromne.Jeden syn ma 7 , drugi 5 i
        zdecydowanie sa w wieku spartanskim tzn potrzebuja ojca jak lustra tu i
        teraz.Najmlodszy od paru tygodni budzi sie i owi ja chce ,zeby tu byl tata albo
        nie zgadzam sie ,zeby jego tu nie bylo.Starzy czasem wieczorem przytula misia z
        najwieksza czuloscia opatula i mowi mu jak bardzo kocha swojego synka
        misia.Kiedy byli mlodsi i mamowi bylo latwiej.
        Dlatego choc podjeliscie juz decyzje powiem Ci ,ze mogac byc w Waszej sytuacji
        przeprowadzilabym sie razem z mezem .Nie do konca znam Twoje motywy na osobna
        przeprowadzke szkola?
        Takie rozstania to brak wspolnych wydarzen i ciagla relacja zycia przez
        telefon.Pozdrowienia.M
        • weronika_fi Re: Slomiane wdowy 24.05.03, 10:19
          Melduje sie rozwniez marynarzowa
          Podpisuje sie wsztstkimi recyma i nogami pod tym co napisaly moje poprzedniczki
          tez notabene marynarzowe.To jest bardzo trudne zycie bo niby z mezem ale tak
          naprawde jestes sama i tak naprawde to ty najdotkliwiej to odczuwasz oraz twoje
          dziecie.Maz najmniej bo jest zajety praca i "robieniem pieniedzy" chociaz z
          tego marynarstwa to nie sa jakies duze pieniadze.A zadne pieniadze nie zastapia
          ci tej jedynej najblizszej osoby. Jestes sama, wszystko na twojej glowie,auto
          co chwila mi sie psuje i juz mam go dosc ale dojezdzam do pracy 23 km wiec
          najsensowniej jest autem, wogole jak go nie ma to zlosliwosc rzeczy martwych -
          wszystko sie psuje a jak on jest wszystko dziala bez zarzutu.poza tym jestem
          sama przez ten caly czas a zadna osoba ani kolezanka ani mama ani nikt mi go
          nie zastapi (tego chyba nie musze tlumaczyc).na razie nie mamy dzieci ale sie
          staramy i to tez jest o tyle trudniejsze ze musimy sie wstrzelic kiedy on jest
          miedzy rejsami czyli mamy na to malo czasu i to jest takie pod presja.Wogole
          jest bardz ociezko psychicznie przede wszystkim i czasem mam poczucie,ze po co
          mi taki maz ktorego wiecej nie ma niz jest, nie ma go w zadnej sytuacji w
          ktorej go najbardzije potrzebuje ani tez nie am go w zadnej innej
          sytuacji.Plywa 4m-ce na 4 czyli 4 w domu i 4 w morzu.Moim zdaniem jest to
          wariant optymalny - tyle jestem w stanie bez niego wytrzymac choc najgorszy
          jest zawsze dzien rozstania a potem pierwszy tydzien, pierwszy weekend i
          pierwszy miesiac.potem sie powoli przyzwyczajasz a potem jak wraca......Tego
          sie nie da opisac zadnymi slowami.To jest tak duza dawka pozytywnyhc
          emocji...Jest super.Ja wlasnie teraz jestem w takim momencie ze ona za tydzien
          bedzie juz ze mna.Nie moge sie juz doczekac.
          Ale wam radze sie jeszcze dobrze zastanowic nad wasza decyzja bo ja osobiscie
          odnosze wrazenie,ze takie zycie nie jest dla mlodych ludzi,ktoryz potrzebuja
          byc zawsze razem a my potrzebujemy.Mam wrazenie,ze to co najlepsze w zyciu nas
          omija bo rracimy mlodosc i najpiekniejszy czas na bycie osobno.A juz mojego
          meza to wogole omija ponad polowa jego wlasnego zycia bo wszystko w jego zyciu
          dzieje sie kiedy on jest na rejsie. Gdybym mogla zmienilabym jego zawod od razu
          i on tez by chetnie od teraz przestal plywac gdyby tylko byla mozliwosc dla
          niego pracy tu na miejscu. Wiec to chyba mowi samo za siebie.Pozdrawiam Was
          kochane moje marynarzowe.Skoro juz wiemy ktore to my to trzymajmy sie razem.Z
          niektorymi sie juz znam i utrzymujemy kontakt.A te z was ktorych nie znam to
          chetnie poznam -piszcie do mnie na priva.Razem latwiej wszystko wytrzymac.
        • mamawiolek Re: Slomiane wdowy 02.06.03, 17:51
          Cześć
          Dziewczyny!!!!!!!!
          Za 2 tygodnie mam termin porodu i też jestem sama!!!Mój facet wyjechał miesiąc
          temu,a ja nadal nie potrafię znalezć sobie miejsca,tak bardzo mi go
          brakuje.Dzwonimy do siebie codziennie,piszemy 1000-ce sms,ale i tak czuję się
          okropnie już nie mogę a jeszcze 2 miesiące,wiem że on musi zarabiać.Niewiem jak
          wy sobie dajecie radę bo u nas to pierwszy i ostatni raz ja nie potrafię żyć
          bez niego!!Pozdrówki dla was wszystkich
    • vase Re: Slomiane wdowy 24.05.03, 11:23
      Dziewczyny! Strasznie Wam dziekuje za odzew. Chociaz nie jestem marynarzowa,
      ale tak sie wlasnie bede czula smile Jak juz pisalam decyzja, ktora podjelismy
      nie byla latwa, ani nie przyszla z dnia na dzien. Podejmowalismy ja przez pare
      lat. O tyle sie moge pocieszac, ze bedzie nas dzielilo ok. 1600 km. Noi stale
      wiem gdzie maz jest, i ze jest bezpieczny. (Byl rybakiem wiec wiem jak to jest
      gdy maz plywa..) Poki nie bede pracowac to czasem bede mogla sie zebrac i
      jechac go odwiedzic. A i maz jak przyjedzie to bedziemy mogli cale dnie spedzac
      razem. Przerazaja mnie tylko te samotne wieczory kiedy nie bedzie sie do kogo
      przytulic.
      Na razie musze konczyc, bo synek sie dopomina uwagi. Badzmy w kontakcie, co?
    • edziecko_gosiah Re: Slomiane wdowy 28.05.03, 09:20
      czesc vase, to znowu ja...
      poczytalam sobie pozostale posty i dodam cos jeszcze od siebie... powtorze to,
      co juz inne mamy marynarzowe napisaly (ha, o dziwo, wszytkie wiedzialy, ze
      maja 'zglosic' sie na haslo ' slomiane wdowy')...
      tak, mozna sie przyzwyczaic, ja sie juz przyzwyczailam, ale tak jak napisala
      marina, bedac w Waszej sytuacji, jesli tylko mialabym taka mozliwosc, to
      przeprowadzilabym sie tam, gdzie jest on, albo zostalabym w Angli, zeby byc
      razem... Niedawno mielismy szanse wyprowadzenia sie z Warszawy... ja
      zostawilabym prace (nie zarabiam istotnych dla nas pieniedzy, ani tym bardziej
      nie robie kariery) i zamieszkalibysmy daaaleeeeko w malutkiej miejscowosci...
      mimo jego plywania, moglibysmy spedzac o wiele wiecej czasu razem kiedy jest,
      bo teraz jest bez sensu, ale zycie splatalo nam malego figla i musielismy
      rozstac sie z tymi pragneniami... ale i tak za jakis rok zrobimy kolejne
      podejscie... szkoda naszego zycia na rozstania i tesknote.
      pozdrawiam serdecznie, gosiah
    • asiaasia1 Re: Slomiane wdowy 28.05.03, 16:43
      Moj mily wlasnie wyjechal tydzien temu na 6-mies .kontrakt do USA -on jest
      Amerykaninem , mieszkamy w Polsce , na razie jest tak i tak musi byc , ja nie
      pracuje tylko studiuje-pieniadze sie koncza , mamy 10 mies coreczke i
      spodziewamy sie na poczatku listopada nastepnego baby .../jest mi bardzo smutno
      i mam nadzieje ,ze spotkamy sie chociaz przed porodem ...bardzo go teraz
      potrzebuje ale musimy miec przeciez jakies srodki na zycie , tym bardziej ,ze
      druga dzidzia w drodze , a ja po swoich humanistycznych studiach i z 2 malych
      dzieci to chyba nie mam szans na lepsza prace niz supermarket ...pozdrawiam
      wszystkie "marynarzowe"mamy smileasia
      • umasumak Ech..... 31.05.03, 17:24
        Moja sytuacja jest nieporównywalnie lepsza od historii, które tu przeczytałam.
        Mój mąż pracuje tylko 300 km od Kraka i przyjeżdża w każdy weekend... Niby
        luksus, ale mi i tak jest cięzko, szczególnie teraz jak termin porodu tuż,
        tuż... nawet nie wiemy czy zdąży dojechać w razie jakiejś wcześniejszej
        niespodzianki...
      • asiaasia1 Re: Slomiane wdowy 02.06.03, 11:28
        Na poczatku bylo mi b. ciezko,jest mi caly czas smutno ,ale chyba juz sie
        troche przyzwyczailam -poza tym pogoda taka ladna smilemoj kochany dzwoni
        codziennie , pisze maile itp...To juz 12 dni , a jeszcze kilka miesiecy
        rozstania...Widze, ze moja coreczka bardzo za nim teskni i potrafi to wyraznie
        okazywac , mimo ,ze ma dopiero 10-miesiecy ...np.wchodzi (ona juz bardzo ladnie
        chodzi )rano do pokoju , w ktorym stoi komputer i szuka taty za komputerem
        mowiac "dada?", kiedy dzwoni telefon albo domofon Mala powtarza "dada?",potrafi
        tez powiedziec"dada psi " tzn-tata spi ...i mowi to zdanie rano ...Mamy obie
        nadzieje ,ze tata wroci przed listopadem czyli przed urodzeniem sie naszego
        drugiego dziecka ...Chociaz jezeli kontrakt mu sie przedluzy to moze bede mogla
        sobie to jakos pragmatycznie wytlumaczyc ...pozdrowienia asia...smile
    • dorotka1970 Re: Slomiane wdowy 01.06.03, 21:59
      Kochane marynarzowe,
      Szczerze was podziwiam! Ja bym tak nie mogla. Przez 2 lata widzielismy sie z
      moim ukochanym tylko w weekendy i swiata, 2 x w roku wakacje. Nie mielismy
      jeszcze dzidzi i ja pracowalam, wiec nie bylo niby tak zle. Ale w ktoryms
      momencie stwierdzilismy, ze dluzej tak nie damy rady. Zrezygnowalam z pracy
      (co w cale nie bylo takie latwe) i przenioslam sie do niego. Od pol roku
      mieszkamy w Szwajcarii razem. Wyjezdza czesto na kilka dni, nawet tydzien i
      wtedy bardzo mi smutno, ale wiem, ze wroci szybko i biore sie w garsc. Nie
      wyobrazam sobie, ze moglby byc daleko przez miesiac, a co dopiero pol roku! To
      wlasciwie bycie samotna matka. Nigdy nie rozstalismy sie na dluzej niz 3
      tygodnie. Szczegolnie teraz, w ciazy, bardzo mi doskwiera jak gdzies jedzie.
      Poznalam juz kilka osob tutaj, w tym jedna Polke z 3-letnim diabelkiem i jest
      coraz lepiej. Ale to co innego, szczegolnie gdy sie nie pracuje. Gdy on
      wyjezdza to nawet czasem nie chce mi sie nosa wysciubic spod kolderki, ale sie
      zmuszam. Pewnie beda trudniejsze momenty, jak juz bedzie dzidzia. No i mam
      nadzieje, ze nigdzie juz nie pojedzie w pazdzierniku!
      Pozdrawiam goraco wszystkie mamy-slomiane wdowy
      Dorotka
      • ehhermiona Re: Slomiane wdowy 01.06.03, 22:49
        Melduje się słomiana wdowa, teraz już naprawdę - od 5 dni.... I jest źle, jest
        fatalnie. Nie mogę znaleźć sobie miejsca w domu, noszę ze sobą telefon, mimo,
        że jakikolwiek kontakt będzie możliwy dopiero za tydzień. Nawet nie chcę
        liczyć, ile to jeszcze dni, tygodni, bo wiem, że dużo, stanowczo za dużo....
        Patrzę na mapę i próbuję zgadnąć, w którym miejscu oceanu znajduje się statek.
        I czuję się taka bezsilna. Wiem, że za parę dni to straszne uczucie zacznie
        mijać, że na nowo zacznę żyć tym zwykłym, domowym życiem, ale w tej chwili to
        się wydaje niewyobrażalne. Jestem świadoma tego, że to zawsze mija, ale kiedy,
        kiedy????? Po prostu czuję się fizycznie chora z tęsknoty.
        • edziecko_gosiah Re: Slomiane wdowy 02.06.03, 08:56
          witaj hermiono... Serdecznie Ci współczuję tej samotności i tęsknoty. Sama
          wiesz, że niedługo będzie odrobinę łatwiej... Trzymaj się dzielnie. Napisz coś
          od czasu do czasu...
          Gosiah
          • ehhermiona Re: Slomiane wdowy 02.06.03, 23:01
            Dziękuję, Gosiu! Czuję się żałośnie... Właściwie codziennie czekam,kiedy zasnę,
            bo chociaż wtedy o tym nie myślę... Wiem, że to uczucie z czasem osłabnie, ale
            najgorsze jest to, że przez 12 lat małżeństwa jeszcze tak nie było...sad(((((
            Może to i dobry znak, bo bywały takie momenty, kiedy z ulgą zamykałam za nim
            drzwi (któraż marynarzowa nie zna tego uczucia?wink ). Może to oznacza, że w
            końcu (!!!!) się "dotarliśmy".... Tyle, że płacimy za to taką cenę....
    • mirka72 Re: Slomiane wdowy 02.06.03, 09:37
      Rozumiem, ze Ty bedziesz w Polsce, a mąz za granica. Ja przez trzy lata bylam w
      dosyc podobnej sytuacji. Maz pracowal w Warszawie, ja bylam we Wroclawiu.
      Zarabial na zrobienie adaptacji strychu dla mojej mamy, aby sie od nas
      wyprowadzila dwa pietra wyzej. Wyjechal jak Kuba mial 15 miesiecy, a wrócil jak
      na swiecie byla juz Julia od 7 miesiecy, a kuba 4 lata (dokladnie od dwoch
      tygodniu) Przyjezdzal nawet nie na kazdy weekend. Plusy takie zrobilismy
      adaptacje, minusy- dziecko starsze znerwicowane (moczenie nocne, agresja w
      przedszkolu, histerie jak tata wyjezdzal) mnie bardzo ciezko (dobrze ze jest
      mama blisko), odzwyczailismy sie od siebie, zwylke zycie . Decyzja zalezy od
      was. Nie robcie tego dlugo.
      • aagacia Re: Slomiane wdowy 04.06.03, 19:31
        buuu ja na 5 dni zamieniam sie w slomiana wdowe..saddzisiaj dzien pierwszy a
        mnie okropnie smutno..nie mam na kogo czekac...lozko jak wielkie tak puste..i
        nikt mnie nie przytuli..dobrze ze chociaz moja mama postanowila mnie pocieszycsmile
        i juz do mnei jedziesmile
        wspolczuje wam z calego serca dziewczyny i troche sie lacze z wami w
        bolu..ehhhdlugie 5 dni..sad
        • aniaop Re: Slomiane wdowy 05.06.03, 10:00
          Ja przez 3 lata bylam slomiana wdowa. Co prawda maz nie marynarz, ale ciagle
          wyjazdy sluzbowe. Nie wracal nawet na weekendy. Czesto widywalismy sie raz na 3
          tygodnie. Stalo sie to szczegolnie przykre, gdy bylam w ciazy. Do 6 miesiaca
          ciagle sama. Pierwsze USG- sama, kolejne- sama, wizyty u lekarza sama. Potem na
          szczescie czesciej bywal w domu, ale wyjechal na tydzien, tydzien przed
          porodem. Dzien przed jego powrotem, w nocy odeszly mi wody. Jechal jak szalony-
          3,5 h z Gdanska, zeby zdazyc na sam koniec porodu i wyjscie Zuzi. Jak miala
          tydzien znow wyjechal. I tak caly czas. Ja po macierzynskim wrocilam do pracy
          na 3/4 etatu, dzieckiem zajela sie babcia. Jak byl- maz. Jego wyjazdy byly
          naprawde okropne, ciagle zdana tylko na siebie, praca, dom, zakupy, sprzatanie,
          goscie itp. Babcia, tylko, gdy stanelam w progu, wychodzila. w marcu moja
          roczna coreczka zachorowala. I znowu do szpitala w srodku nocy z wymiotujacym
          dzieckiem sama, mala przez 2 tygodnie byla tak "przyssana" do mnie, ze nawet
          siusiu nauczylam sie robic z nia na rekach. Przez 2 tygodnie schudlam 3 kg, bo
          nie bylam w stanie zrobic sobie nic do zjedzenia. A on nie mogl przyjechac
          nawet na weekend. No i ta tesknota dziecka, jak wracal to po prostu nie
          odstepowala go na krok. Wtedy juz ja nie wytrzymalam- dostal ultimatum praca
          albo rodzina. Powiedzialam, ze odejde, bo i tak w sumie jestem samotna matka.
          Od 1 czerwca wrocilam na caly etat i mam na utrzymaniu meza, ktory zajmuje sie
          dzieckiem. Pracuje tylko ew na umowe zlecenie w te dni, ktore ja mam wolne.
          Rozumiem, ze wasza sytuacja jest inna, ale naprawde przemyslcie dobrze, czy
          chcecie tak zyc!
          • vase Re: Slomiane wdowy 05.06.03, 10:20
            aniaop napisała:

            > Jego wyjazdy byly
            > naprawde okropne, ciagle zdana tylko na siebie, praca, dom, zakupy,
            sprzatanie,
            >
            > goscie itp.
            Widzisz, ja i tak jestem "semi" slomiana wdowa, bo maz pracuje calymi dniami i
            te rzeczy, o ktorych piszesz i tak robie sama. Bardzo czesto pracuje 7 dni w
            tyg. Czesto calymi miesiacami nie ma dnia wolnego. Ale - racja - potem jak ma
            wolne to tydzien, czy dwa i sobie odbijamy (ze hej!! smile)) Tyle, ze tu nie mam
            nikogo, a w Polsce cala rodzine, wszystkich starych, dobrych znajomych wiec pod
            jego nieobecnosc (powtarzam: teraz i tak sie nie widujemy calymi dniami)
            mialabym przynajmniej Ich.
            > Rozumiem, ze wasza sytuacja jest inna, ale naprawde przemyslcie dobrze, czy
            > chcecie tak zyc!
            Myslelismy, myslelismy i - wymyslilismy. Postanowilismy, ze to bedzie proba. Po
            prostu jak nie wyjdzie to wrocimy. Nie palimy za soba zadnych mostow, a drzwi
            do UK stoja dla nas otworem. To mnie pociesza i dlatego jednak sprobujemy.
    • magda2303 Re: Slomiane wdowy 19.06.03, 22:35
      buuuu!!!!
      • asiaasia1 Re: Slomiane wdowy 19.06.03, 23:15
        Moge sie tylko dolaczyc .buuuuuuuuuuu
        E-mailowa i telefoniczna milosc kwitnie sad ech ..
    • mama.ali Re: Slomiane wdowy 20.06.03, 14:26
      Hej sad właśnie się dowiedziałam, że moj miły znalazł wkońcu pracę w UK. A już
      żyłam nadzieją że nie znajdzie i wróci za 2 tygodnie.......... To popieprzone
      życie,albo masz co jeść i gdzie mieszkać albo masz prawdziwą rodzinę !!!!!!!!!
      Pierd... takie rozwiązania!!!!!!!!
      • magda2303 Re: Slomiane wdowy 20.06.03, 14:36
        A ja już tylko o tym myślę, że w przyszłym roku pojedziemy razem do USA. Jestem
        niesamowicie tym podekscytowana, ale najgorsze, ze nie ma tu Misia, zebym z nim
        mogła o tym wszystkim porozmawiać. Rodzicom na razie nie mówię dopóki to nie
        będzie załatwione na 100%, bo jego mama jest samotną kobietą i to będzie dla
        niej jakiś szok, a nie chcę żeby się niepotrzebnie denerwowała. Jest mi teraz
        naprawdę ciężko i jeszcze bardziej tęsknię. Chyba zacznę pisać pamiętnik, bo
        nie mam do kogo się odezwać ( z wyjątkiem emamy). Ratunku!
      • magda2303 Re: Slomiane wdowy 20.06.03, 14:37
        A tak na marginesie, świeżo upieczone samotne i opuszczone, jak sobie radzicie?
        Mi na razie nawet jeszcze miesiąc nie zleciał.
    • asiaasia1 Re: Slomiane wdowy 20.06.03, 17:46
      Hej Dziewczyny ,
      Wrocilam niedawno z zakupow ,wchodzac do mieszkania uslyszalam
      telefon ,zostawilam Majke w wozku , pobieglam do sluchawki i ... to byl
      ON !!! smile)))))))W miedzyczasie Majka sama wylazla z wozka , dobrze ,ze sie nie
      zabila .Dzisiaj malutka konczy 11 miesiecy , ale juz ladnie chodzi i daje sobie
      rade w takich sytuacjach ...wiec ...
      Majka siedziala w przedpokoju i wywalala wszystkie zakupy z siatek a my ...
      rozmawialismy dluugo .Okazalo sie ,ze biedaczek skrecil sobie wczoraj noge :
      (((( Mial dzisiaj isc szukac nowej pracy ,poniewaz ,kiedy przyjechal z PL do
      USA na ten piep... kontrakt okazalo sie ,ze ktos ( jeszcze nie wiemy czyja to
      wina )nie dopatrzyl formalnosci i miejsce pracy jest juz zajete !!! Dodam ,ze
      moj facet pracowal w tej firmie wczesniej siedem lat , zrezygnowal w marcu
      zeszlego roku i przeprowadzil sie ze mna z USA do PL . Mial jednak staly
      kontakt z kolegami z pracy i stad te zaproszenie na kontrakt .( Moj facet ma
      obywatelstwo amerykanskie .)
      No wlasnie ,jest juz w USA dokladnie miesiac , nie zarobil ani
      grosza ,centa smile Nie chcial mnie jednak denerwowac ta wiadomoscia , poniewaz
      nie dosyc ,ze jestem sama ,to jeszcze w ciazy ( 19.tyg.)i z malym dzieckiem .
      Przez przypadek sie wydalo ,kiedy powiedzial o tej skreconej nodze zagalopowal
      sie i przyznal,ze chcial isc szukac nowej pracy do "downtown" ale nie moze ....
      Jest zdenerwowany ta sprawa z kontraktem i ma zamiar zalatwic to polubownie lub
      wytoczyc sprawe w sadzie .
      A ja jestem szczesliwa ,ze do mnie zadzwonil i uslyszalam jego glos : )Glupia
      ze mnie baba ... poza tym nie panikujemy, bo wiem ,ze szybciej znajdzie prace w
      USA niz w PL.
      No i czuje sie troche samotna , wiec pisze Wam o tym , bo zostalo mi juz tylko
      te forum do wygadania sie ...chlip , chlip , chlip ...
      wiec
      pozdrawiam Was slomiane wdowki : )asia + maja + baby
      • magda2303 Re: Slomiane wdowy 20.06.03, 21:24
        Widzę, że wyjazdy do USA są pechowe. Mój Misiu koniecznie musiał wyjechć na
        początku czerwca- tak mu powiedzieli. Czyli zostawił mnie na samym początku
        msesji- uczyłam się po nocach, a o szóstej trzydzieści musiałam wstać, żeby
        małą odwieść do przedszkola. Po prostu leciałam z nóg. A tu się okazało, że
        pracę zacznie dopiero po dwóch tygodniach- w tym czasie siedział tam, nudził
        sie, płacił za mieszkanie i jedzenie. A ja tu wychodziłam z siebie. Myślałam,
        że oszaleję, jak się o tym dowiedziałam. Ne szczęście teraz już pracuje i jest
        zadowolony, a ja już wszystko szczęśliwie pozdawałam i to zupełnie bez niczyjej
        pomocy. Mogę być z siebie naprawdę dumna! Okazało się, że jestem kompletnie
        niezniszczalna.
        • asiaasia1 Re: Slomiane wdowy 20.06.03, 22:52
          No to gratuluje tej sesji . Okazuje sie ,ze czlowiek wiele moze
          zniesc smile))))))))Mnie sesja w tym semestrze szczesliwie ominela , bo nie wiem
          co by bylo - a moze same piatki . To takie dziwne uczucie . Czasami mam
          wrazenie ,ze jego wyjazd jakby dal mi wiecej sily i wiary ,ze teraz to musze
          sobie ze wszystkim poradzic. Pewnie masz podobnie .
          pozdrawiam .
          P.S.Ja rowniez mam nadzieje , ze on jednak nagle wroci smile))))))))))
          • magda2303 Re: Slomiane wdowy 21.06.03, 09:57
            I na pewno sobie poradzisz.
    • edziecko_gosiah Re: Slomiane wdowy 23.06.03, 09:40
      a ja od soboty znowu slomiana wdowa... na dlugie 5 m-cy... dobrze, że są
      dzieciaki, bo bym się nie pozbierała - Mateusz nie pozwlala mi płakać... mówi
      też, że mnie 'wystartuje' i będę pracowała z tatą na statku, albo że tata już
      do nas leci... Patryk nic nie4 rozumie, bo ma przecież dopiero 15 m-cy... ale i
      tak chodzi po mieszlkaniu i wola 'tata' (a robi to pięknie i mi się znowu chce
      wtedy ryczeć)... na lotnisku tak się poryczałam, że nawet policjant się nade
      mną ulitował, kiedy wróciłam z chłopakami do samochodu - stał już z mandacikiem
      w ręku za złe parkowanie (można tylko do 1 min!!! - myślałam, że do 5, ale tak
      naprawdę satałam tam z 15)... "co pani tak płacze?"... no i nie dostałam
      mandaciku. na szczeście, bo bym była wściekła na cały świat.
      dobrze, że mam dzieci, mam do kogo się przytulić... jemu jest znacznie
      trudniej...
      gosiah
      • ehhermiona Re: Slomiane wdowy 23.06.03, 09:47
        Gosiu, wiem, co czujesz... Sama dotąd nie mogę się pozbierać, a minął już
        prawie miesiąc. Wyobrażam sobie, jak Ci ciężko...
        Jestem z Tobą.
        Monika
        • vase Re: Slomiane wdowy 23.06.03, 10:05
          Dziewczyny, a moze powiecie skad jestescie? Moze mieszkamy za miedza od siebie
          i moglybysmy sie spotykac czasem?
          Ja jestem z Krakowa.
          • edziecko_gosiah Re: Slomiane wdowy 24.06.03, 08:52
            za miedzą chyba jednak nie... bo ja z Warszawy... jak na razie, ale mam
            nadzieje, ze w ciągu najbliższych kilku lat już nie.
            gosiah
            • magda2303 Re: Slomiane wdowy 24.06.03, 08:54
              A ja z Poznania.
    • asiaasia1 Re: Slomiane wdowy 24.06.03, 09:19
      Ja z Wawy - to moze zrobimy maly"zlot": )))))))))) asia
    • karola40 Re: Slomiane wdowy 24.06.03, 11:17
      Dziewczyny,
      powiedzcie co ja mam robić...
      Jestem strasznie załamana. Mój mąż (od 2 lat)w związku z bardzo trudną i
      niepewną sytuacją w swoim zakładzie pracy (przestali wypłacać pensje)
      stwierdził, że pójdzie pływać. Nie myślcie, że jest to takie sobie stwierdzenie
      w związku z ambicją męską aby zarabiać i utrzymywać rodzinę. On to na prawdę
      przemyślał i stwierdził, że nie ma innego dla nas wyjścia.
      Ja pracuję ale zarabiam grosze. Mąż też pracuje i stara się jak może ale od
      kilku miesięcuy przestali płacić regularnie pensje. Mamy roczną córeczkę, która
      wymaga dodatkowo kosztownej rehabilitacji. Kółko się zamknęło...
      Brak pieniędzy zmusza nas do czegoś czego oboje nie chcemy...
      W naszym mieście nie ma pracy (szukamy ją bez skutecznie), mąż zaczyna
      przypominać obie angielski i robić specjalne kursy do pływania. Poszukuje też
      znajomości aby dostać się na to pływanie...!!! Dodam, że skończył Akademię
      Morską i ma do tego kwalifikacje jako takie...
      Jestem totalnnie załamana bo wiem jak to będzie wyglądało. Przeaża mnie to! Nie
      wiem czy jestem kobietą, która może żyć na odległość od swojego męża.??
      Boję się o niego - panicznie!!!, że coś się stanie na morzu (wciąż tyle
      wypadków)!!!!
      A najgorsze jest to, że jeśli zacznie pływać to powiedzmy sobie szczerze, że
      będzie to robić do końca swojego życia...
      I co z tych pieniędzy?! Wiem, że mamy ogromne potrzeby i ledwo wiążemy koniec z
      końcem ale nie wiem jak mam przekonać męża aby tego nie robił?
      Rozmawiamy na ten temat, rzucam argumentami i przykładami z życia ale on mówi,
      że nie widzi w tym kraju żadnej innej możliwości zarobienia pieniędzy i jest to
      jedyne wyjście. Mój mąż wie, że jest to bardzo ciężka praca do tego stopnia, że
      pływają tylko Polacy i mieszkńcy Azji. Co z tego za pieniądze skoro nie ma
      chętnych na pływanie w Unii Europejskiej? I jeszcze jedno nie wiem pod jakimi
      banderami pływają wasi mężowie ale przeażają mnie te stare ledwo trzymające się
      k..y statki armatorów greckich czy norweskich. A na lepsze statki chyba nie
      można się dostać...
      A może powinnam się zgodzić i mąż powinien pływać? Ale co z naszym dzieciątkiem?
      Mojej znajomej córeczka gdy mniała 2 latka i tata wrócił z rejsu po 6 m-cach
      mówiła do niego "wujku".!! a wieżcie mi, że codziennie oglądała zdjęcia tatusia
      i opowiadała o tatusiu i co z tego jak był to dla niej obcy człowiek...
      Pocieszcie mnie.
      Karola
      • ehhermiona Re: Slomiane wdowy 24.06.03, 11:29
        Nie przesadzajmy. Wypadków na morzu jest zdecydowanie mniej niż np. na drogach,
        tyle, że są one bardziej zauważalne. To, że statek ma jakąś tam banderę wynika
        głównie z przepisów podatkowych, a nie z tego, że statek jest w fatalnym
        stanie. Mój mąż pływał na statkach pod różnymi śmiesznymi banderami i były to w
        większości statki nowe i świetnie wyposażone.
        Nie wiem, na jakim stanowisku miałby pływac Twój mąż, ale praca "szeregowego"
        marynarza jest z pewnością dalej ciężka, bez względu na wyposażenie statku - co
        do tego nie ma co się łudzić. No, i nie jest o nią zbyt łatwo, ale to na pewno
        zależy od stanowiska. Twój mąż zawsze może spróbować, chociaż słyszałam, że po
        wejściu do Unii z pracą może nie być najlepiej - na niższych stanowiskach.No, i
        czasem trzeba poczekać - rzadko jest tak, że zadzwoni do agencji i za 3 dni
        jedzie.
        Życzę Wam powodzenia!

        smile Monika
        • marina2 Re: Slomiane wdowy 24.06.03, 13:24
          Do Karoli :
          sluze lista agencji polskich zatrudniajacch marynarzy.Zadzwoni i zptaj jakie
          Twoj maz w ogole ma szanse na zatrudnienie.Moj maz osttnio plywl z POlakami
          marnarzami nie oficer,i osiem lat temu .Za to przez caly czas z
          Filipinczykami.Ponadto kursanci nprawd maja wiekszy klopot z praca .Nie chce
          Cie petowac , naprawde rozumiem chec walki Twojego meza , ale moze warto
          realniee ocenic sytuacje.Koszty kursow sa duze i samych kursow sporo.Ponadto
          podpisuje sie pod Hermiona.POzdrawiam.M
        • magda2303 Re: Slomiane wdowy 24.06.03, 22:04
          Ja myślę, że zawsze jest coś za coś. Dziecko rzadziej widzi tatę, ale za to
          widzi go szczęśliwego, a nie zmartwionego kłopotami finansowymi. Sama wiem, że
          problemy finansowe rodzą nawet w najbardziej kochającej sie rodzinie ciężką
          atmosferę.
          Będziesz w domu sama przez parę miesięcy- do tego naprawdę można się
          przyzwyczaić. Dzieci tak latwo nie zapominają; moja córeczka rozmawia z tatą
          przez telefon, rysuje listy do niego, wycałowuje jego zdjęcia i cały czas o nim
          pamięta. W zeszłym roku gdy miała dwa latka było podobnie. Nie wydaje mi się,
          zeby dziecko samo mogło tego "wujka" sobie wymyśleć. Myślę, że tu jest ogromna
          rola mamy, by dziecko w takiej sytuacji nie czuło się opuszczone i zeby
          wiedziało, że tatuś nie wyjeżdża dla własnego widzimisię, ale robi to właśnie
          dla dziecka i tak jak ono bardzo tęskni. Muszę przyznać, ze mój mąż jest po
          prostu cudny, bo oprócz częstych telefonów wpadł na pomysł, że wysyła małej
          kartki pocztowe z jakimiś dziecięcymi obrazkami. Ja jej to czytam, potem ona
          wiesza to w swoim pokoju na specjalnej tablicy. I wie, ze tata o niej myśli.
          • edziecko_gosiah Re: Slomiane wdowy 25.06.03, 10:10
            Karola, trochę mnie zaskoczyłaś z tym 'wujkiem'!!! mój synek choć nie widział
            Taty przez wiele długich miesięcy nigdy nie powidział do niego wujku! a tata
            wyjeżdżał bardzo często począwszy od jego narodzin do teraz... starszy ma w tej
            chwili 3 lata, a młodszy 15 m-cy... jedyne, czego mogę się spodziewać po
            powrocie męża z tego rejsu, to tego, że młodszy będzie pottrzebował trochę
            czasu zanim znowu nawiąże z tatą taki kontakt, jaki mieli teraz... ale żeby od
            razu wujku? cos ta Twoja znajoma mało dbała o wizerunek taty w oczach dziecka...
            gosiah
    • olamad Re: Slomiane wdowy- trochę o samotności... 28.06.03, 22:55
      Kochane Dziewczyny,
      czytam Wasze listy i jakbym widziała siebie... I wiecie co, zrobiło mi się
      lżej. Nie jestem sama! Mój mąż pływa od kilku miesięcy. 3 tygodnie temu
      wypłynął na swój drugi kontrakt i nie będzie go do listopada. Nie wiem jak to
      wytrzymam... jest mi tak ciężko, że mimo upływu czasu wciaż nie mogę się
      pozbierać. Nasza Ula ma 2,5 roku i właśnie teraz wyszedł z niej prawdziwy
      diabeł. Wciąż jest niezadowolona (tak jak jej mamusia), znudzona i nieznośna.
      Gdzie te czasy, gdy po domu biegał mały, grzeczny aniołek... Wiem, że to taki
      wiek (wszyscy próbują to tak wytłumaczyć), ale nagłe zniknięcie Taty też chyba
      miało na nią jakiś wpływ. Co prawda nie zauważyłam u niej jakiejś specjalnej
      tęsknoty, ale widzę, że wciaż Tatę pamięta bo ciągle się o niego pyta. Dzisiaj
      po raz pierwszy odważyłam się pójść na spacer naszą ulubioną trasą. Idąc przez
      park nagle usłyszałam: "Mama tu siadaj, Tata? Dzie tata? Tata, siadaj!" - a to
      była ławka na której zwykle przysiadaliśmy podczas spaceru. No i znowu się
      poryczałam... Nie chcę już płakać, ale czasami jest to silniejsze ode mnie.
      Najgorsze są drobiazgi.. takie pierdółki, które z pozoru nic nie znaczą, a
      które teraz doprowadzają mnie do rozpaczy. Jego ulubiony kubek, jego koszule w
      szafie, kurtka zimowa wciąż na wieszaku w przedpokoju... Już dawno doszliśmy do
      wniosku, że nie dla nas takie życie. Ale jak długo można żyć na skraju
      bankructwa? Ja nie mam pracy (nie przdłużono mi umowy), Darek stracił swoją
      jakieś półtorej roku temu.. a żyć przecież trzeba.
      Zastanawia mnie pewna rzecz. Gdy Darek wyjeżdżał po raz pierwszy, wszyscy
      strasznie się moją sytuacją przejmowali. Dzwonili, przychodzili, pytali jak
      sobie radzę. Dzięki temu nie było tak ciężko, przez co dosyć szybko się
      pozbierałam. Może za szybko, bo teraz nie przypominam sobie, by ktokolwiek z
      moich znajomych się nami zainteresował. Ja też przestałam dzwonić, bo ile razy
      można być stroną proponującą spotkanie? Muszę pogodzić się z faktem, że wśród
      moich "sparowanych" znajomych jestem czarną owcą, która tylko czyha by
      wszystkich o coś prosić. A ja nie proszę, bo już mam dość bycia stroną
      potrzebującą. No i jestem sama. Moja mama nie żyje, tata mieszka 100 km ode
      mnie i ma nową narzeczoną, a teściowa się na nas obraziła jakieś 2 m-ceprzed
      Darka wyjazdem, bo nie chciała nam pomagać gdy nie mieliśmy za co żyć.
      Najbardziej w tej samotności jest mi żal Uli, która przecież potrzebuje
      rodziny, bliskiego środowiska, w którym mogłaby dorastać. Ja staram się jak
      mogę, muszę być dla niej mamą i tatą, ale babcią i dziadkiem niestety nigdy nie
      będę. Widzę, że ona potrzebuje rodziny- na placu zabaw rzuca się w ramiona
      ojcom znajomych dzieci i przytula się do ich babć. Czasami pyta czy idziemy
      do "abci", a ja udaję, że nie dosłyszałam, bo co mam jej powiedzieć? Że babcia
      ma nas gdzieś, bo jest tak umęczona chodzeniem do pracy, ze nie ma już czasu by
      przytulić wnuczkę? Szlag mnie trafia, gdy o tym wszystkim myślę, ale także jest
      mi strasznie smutno. Tak bardzo chciałabym móc się komuś wyżalić.. Darek
      niestety dzwoni rzadko, pozostają nam tylko SMSy, ale mi to nie wystarcza. Poza
      tym wiem, że jemu też jest ciężko, więc nie chcę go jeszcze dołować moimi
      żalami.
      Wiecie co? Myślałam, ze to przypadek, ale kilka dni po Darka wyjeździe zepsuł
      mi się samochód, pralka oraz wózek. Już sobie ze wszystkim poradziłam, ale były
      chwile (szczególnie gdy musiałam wypłukać i wykrecić całą pralkę praniasmile ), że
      miałam ochotę bić głową w ścianę z rozpaczy i bezsilności.
      Oto kolejny smutny list do kolekcji w tym wątku - no cóż, ten temat nigdy nie
      będzie wesoły...
      Pozdrawiam,
      Ola mama Uli
      • edziecko_gosiah Re: Slomiane wdowy- trochę o samotności... 02.07.03, 16:24
        Cześć Olu, skąd jesteś? może gdzieś z okolic... ja z warszawy. daj znać. mój
        mąż wypłynął połtora tygodnia temu na długie 5 m-cy... i jak zwykle coś się
        musi wtedy przytrafić... właśnie muszę wymienić żarówkę w autku - niby nic, ale
        nigdy jeszce tego nie robiłam! nawet nie wiem jaką mam kupić, podobno są
        zapasowe gdzieś w mieszkaniu, ale on nie pamięta gdzie dokładnie... dbrze, że
        nie mam dwóch lewych rąk... zresztą taki tryb życia uczy samodzielności i
        zaradności...
        co do tych kontaktów ze znajomymi, to mamy grupkę kilku znajomych, ktorzy
        czasami się odzywają, ale każdy ma swoje życie i żadko o nas pamięta. ja też
        nie chcę się nikomu narzucać swoim towarzystwem, a prawdą jest, że brakuje mi
        innych ludzi. Tylko, że ja pracuję, wiec jakiś takm kontkat z luddźmi mam - z
        samymi facetami raptem dwoma, w porywach trzema... fajni ludzie, ale to tylko
        służbowe kontakty... moim chłopakom też brakuje kontaktów z ludźmi - nie
        ddziećmi, bo chodzą do żłobka, astarszy niedługo do przedszkola, ale właśnie z
        dorosłymi ciociami i wujkami... ale ja nie dzwonię, bo mi chwilami głupio. O
        pomoc proszę jedynie w skrajnych sytuacjach...
        i też ryczę głównie przy pierdułkach...
        serdecznie pozdrawiam, gosiah
        • olamad Re: Slomiane wdowy- trochę o samotności... 05.07.03, 22:38
          Przepraszam, że odpowiadam tak późno, ale sądziłam, że tak jak na starym
          edziecku dostanę Twój list mailem. Nie dostałam, więc poprostu myślałam, że
          nikt się nie odezwał. Swoją drogą, czy jest tu taka opcja by być powiadamianą o
          odpowiedzi przez mail?
          Niestety nie jestem z Warszawy, ale z Gdańska. Już się trochę przyzwyczaiłam do
          samotności, i powoli przestaje mi zależeć na kontaktach z moimi "znajomymi".
          Wiem, że to źle, bo jak tak dalej pójdzie, to taplając się tylko we własnym
          sosiku obydwie z Ulą zdziczejemy. Staram się nie płakać, bo Ula tego jeszcze
          nie rozumie i nie wpływa to dobrze na jej samopoczucie. Widzę, ze ona chyba też
          przyzwyczaja się do nowej sytuacji i co raz częściej zachowuje się jak ta
          dobrze mi znana Ula z przed wyjazdu taty. Co prawda wciąż mam swoje "odpały",
          zdarza mi się na nią bez powodu nakrzyczeć, czy też wpaść w rozpacz (złość?) z
          powodu bzdury, ale sa oznaki poprawy i to mnie cieszy. Staram się ułożyć sobie
          dzień w taki sposób, by zawsze być zajętą. Wreszcie zaczęłam coś czytać,
          oglądam filmy dostarczane mi na bierząco przez mojego szwagra. Jednym słowem,
          czas jakoś tak przyspieszył. Budzę się rano, wychodzimy na zakupy i plac zabaw,
          Ula śpi, a potem jest już wieczór i znowu ranek. Wiem, że poniekąd czas
          pzrelewa mi się między palcami, każdy dzień wygląda tak samo, ale przecież tego
          chcę - by jak najszybciej był listopad i wrócił Darek.
          Naprawdę z wielką chęcią z Tobą "pomailuję" - nikt inny mnie tak dobrze nie
          zrozumie, jak kobieta (matka), która jest w takiej samej sytuacji. Mój adres
          to: olamad@poczta.onet.pl
    • adalbertusio Re: Slomiane wdowy-ja też 30.06.03, 22:50
      Witajcie słomiane kobitki
      ja też od tygodnia sama z 3,5 m-czną dzidzią. Te parę dni jakoś szybko
      zleciało, ale zaczynam coraz bardziej tęsknić. Jesteśmy z mężem już 10 lat i
      jest to nasza pierwsza tak długa rozłaka - na 3 m-ce! (praca na kontrakcie). Do
      tej pory byliśmy osobno jedynie, gdy ja byłam w szpitalu na porodówce (10 dni).
      Jak ja to wytrzymam to nie wiem. Uważam, że zycie na odległość nie jest dobre,
      ale tym razem zmusiała nas do tego sytuacja. Mam nadzieję, że ta rozłąka nie
      zaszkodzi naszemy zwiazkowi. Jakbym miała wybór to nie zgodziałbym sie na
      mieszkanie, ja w Polsce, a mąż gdzieś zagranicą.
      Pozdrawiam Was wszystkie
      gusia
    • kasiulka1313 Re: Slomiane wdowy 11.07.03, 01:02
      Od wczoraj znów zostałam sama z ośmiomiesięcznym synkiem sad aż do
      listopada!!!!!! Buuuuuuuuuuuuuuuuuuuu!!!!!!!!! Nic dodać nic ująć...
      Marynarzowa
      • edziecko_gosiah Re: Slomiane wdowy 11.07.03, 09:30
        głupie jest to życie... po co człowiek dobrowolnie godzi się na to by tak
        tęsknić za drugim człowiekeim? i to na dodatek tak często?... wiem, wiem,...
        praca... gosiah
Inne wątki na temat:
Pełna wersja