nata76
13.06.03, 19:03
Przemyslenia te powsttaly podczas zakupow w Ikeii.Bylismy z cala nasza
rodzinka:maz,ja i dwie corki-Dwulatka i Malutka(2 mies.).Wymecze i dzialem
dzieciecym(pewnie wiekszosc z Was to zna)poszlismy do restauracji.Ja
przysiadlam sobie przy stoliku i karmilam Malutka ,a maz poszedl z Dwulatka
do baseniku kulkowego.A ja siedze sobie ,siedze.Nadgle wzrok moj przykul
jakis facet,ktory siedzial na balustradzie baseniku i rzucal pilki
synkowi....I juz w mojej glowie burza typy"co za super tatus,bawi sie ze
synkiem,co za inwencja,super tatus" i patrze na niego z zazdroscia i.....w
pewnym momencie mnie powalilo doslownie,spadlo na mnie olsnienie z
rodzaju "eureki na archimedesa"...spojrzalam w drugi kat basenu,a tam moj
poczciwy staruch siedzial z dwulatka w basenie i uczyl ja plywac i widac
bylo,ze nic im do szczescia potrzebne nie jest!!!Nie wiem,czy potrafie tak
opisac moje uczucua,zebyscie je zrolumialy,ale ta sytuacja uswiadomila mi,ze
ja nigdy nie docenalam mojego meza,ze wlasciwie zawsze oczekuje czegos od
nuiego,jestem niezadowolona i z zazdroscia czytam Wasze posty o wspanialaych
mezach.
I wlasnie przy tym baseniku kulkowym spojrzalam na meza innymi
oczami.Takim "swiezym" spojrzeniem i stwierdzam,ze jest bardzo kochany i
bardzo niedoceniany przeze mnie,i pomoimo wielu wad(gbardzo go doswiadczylo
zycie) stara sie jak moze,a ja chyba mu skrzydla podcinam tym moim gderaniem.
Cisnie mi sie na usta"cudze chwalicie swego nie znacie.No i ja taka
jestem.....
Musialam sie tym z Wami podzielic,pozdrawiam,nata