Dodaj do ulubionych

Co sadzicie o zyciu na "kocia lape"?

09.09.07, 00:48
ja zyje z nazyczonym juz ponad 4 lata na KOCIA LAPE nie mamy slubu
(nawet oficjalnych zareczyn nie bylo)i mamy corcie 3
letnia,mieszkamy razem i moge powiedziec ze jestesmy
szczesliwi,jakos nie spieszy nam sie do slubu,ja juz sie tak
przyzwyczailam-(co papierek zmieni)czuje sie jak zona..ale mam
kolezanke ktora ciagle mi wypomina ze to nie tosamo co po slubie,a
ze zyje w grzechu a ze ksiadz rozgrzeszenia mi nie da.....a co mi do
tego jak JA JESTEM SZCZESLIWA I bez slubu...mamy w planach pobrac
sie ale jescze nie wiemny kiedy...jak WY reagujecie na takie zwiazki?
Obserwuj wątek
    • edycia274 Re: Co sadzicie o zyciu na "kocia lape"? 09.09.07, 00:59
      żyłam tak no jakiś czas, byłam z gościem 7 lat. i rozstałam się.
      obecnego męża poznałam w 2003 roku a ślub wzięliśmy nie dawno. teraz w grudniu
      będzie 2 lata. Mi to bardziej przeszkadzało niż mojemu,a były nie chciał wcale o
      ślubie słyszeć do tej pory nie ożenił się.I to zalezy, ja chciałam ślub, sa tacy
      co nie chcą.
      • beniusia79 Re: Co sadzicie o zyciu na "kocia lape"? 10.09.07, 13:25
        ja z moim mezem zylam 4 lata bez slubu (ku zgrozie prawie calej
        rodziny). pobralismy sie bo w pewnym momencie nie wiedzielismy co
        dalej? chcielismy tez zalozyc swoja rodzine, miec dzieci itd.
        chcielismy byc mezem i zona a pozniej dopiero rodzicami smile
    • poccnr Re: Co sadzicie o zyciu na "kocia lape"? 09.09.07, 08:06
      taaa...a idź coś załatwiać w jego imieniu,a zobaczysz jak
      odczujesz "koci pazur" uncertain
      • przeciwcialo Re: Co sadzicie o zyciu na "kocia lape"? 09.09.07, 08:41
        Dokładnie. Brak ślubu niesie wiele konsekwencji prawnych nie zawsze
        korzystnych dla obojga. Ślub wprowadza chyba więcej spokoju w tej
        chociazby materii.
    • przeciwcialo Re: Co sadzicie o zyciu na "kocia lape"? 09.09.07, 08:39
      Dla mnie nie do przyjęcia. Dlatego ja mam ślub a nawet 2 bo i
      cywilny i kościelny.
      Źle czułabym sie jako konkubina- żona zdecydowanie lepiej brzmi.
      • cora73 Re: Co sadzicie o zyciu na "kocia lape"? 09.09.07, 09:22
        Super powod do zawierania slubu!!!!!!!!!!!! bo lepiej brzmi..... smile
      • aszimena Re: Co sadzicie o zyciu na "kocia lape"? 09.09.07, 19:29
        Żoną albo się jest albo nie...nie można żoną się czuć...smile
        Stanu bycia żóną nie warunkuje ślub - a przynajmiej nie jest to
        warunek, na szczęście, konieczny.
    • tyssia Re: Co sadzicie o zyciu na "kocia lape"? 09.09.07, 09:29
      Ja też tak zyje i jest ok smile może w przyszłym roku wezmiemy ślub, mamy 2 letnią
      córkę
      • mysiam Re: Co sadzicie o zyciu na "kocia lape"? 09.09.07, 09:35
        żyliśmy tak 7 lat ,fakt jeszcze wtedy bez synka.
        Slub wzielismy ,boto bylo dla nas oczywiste ,ze kiedys tak się
        stanie...decyzję przyspieszyly sprawy materialne,czyli kupno
        mieszkania i takie tamwink
        Nie mam nic przeciwko parom żyjącym w wolnych zwiazkach czy tez
        inaczej nazywając na kocia łapę wink
    • aluc Re: Co sadzicie o zyciu na "kocia lape"? 09.09.07, 09:36
      od 9 lat funkcjonuję na kocią łapę, z dwójką dzieci, ślubu nie
      zamierzam, jak żona się nie czuję, bo żoną nie jestem, jakbym się
      chciała czuć jak żona, to bym parła do małżeństwa

      to, czy ktoś ma ślub czy nie, nie ma więc dla mnie najmniejszego
      znaczenia, wśród znajomych są i ślubni i koci, dziwnym tylko
      przypadkiem rozwody zdarzają się wyłącznie ślubnym he he

      a z "załatwianiem spraw" też żadnego problemu nie mamy, grunt to
      dobra organizacja i parę pełnomocnictw wink
      • iskierka40 Re: Co sadzicie o zyciu na "kocia lape"? 09.09.07, 10:15
        ja żyję tak już od 7 latsmile
        ale jeszcze tylko przez 6 dni, myślę ,że nić się nie zmieni ,że
        bedziemy małżeństwem
      • kattkak Re: Co sadzicie o zyciu na "kocia lape"? 09.09.07, 10:17
        nie mam nic przeciwko związkom niezaliegalizowanym w USC.
        Niestety nasze prawo nie sprzyja takim związkom, np kwestia
        dziedziczenia. Wiadomo, że zakochani nie myslą o śmierci, ale prawda
        bywa brutalna.
        • iskierka40 Re: Co sadzicie o zyciu na "kocia lape"? 09.09.07, 10:26
          U nas jak przyszedł ksiądz po kolędzie i dowiedział się ,że nie mamy
          ślubu to zapytał "przepraszam w takim razie czyje to dziecko??"
          hmmm myślę sobbie jak to czyje nasze!!!!!
          Teraz też wcale nie będzie lepiej ,bo bierzemy tylko cywilny;/
        • aluc Re: Co sadzicie o zyciu na "kocia lape"? 09.09.07, 10:28
          jak są dzieci, to i tak dziedziczą dzieci
          a jak nie ma dzieci, to istnieją testamenty
          a wszelaki majątek bardziej wartościowy można kupować na
          współwłasność, niekoniecznie 50/50
          naprawdę, te wszelkie trudności są nieco demonizowane

          być może jesteśmy zawodowo skrzywieni, ale od samego początku
          myślimy o tym, co się stanie, jak jedno z nas umrze albo jak się
          rozstaniemy, stan zakochania jakoś w tym nie przeszkadza wink

          mądrzy ludzie już dawno temu mawiali, że prawo jest dla uważających
          • kattkak Re: Co sadzicie o zyciu na "kocia lape"? 09.09.07, 10:31
            aluc, jest tak jak piszesz. Tylko jak nie ma dzieci, sytuacja się
            zmienia.
            Nawet jak jest testament jest jeszcze zachowek dla rodziców i
            rodzeństwa. Mało kto w Polsce sporządza testament.
            • aluc Re: Co sadzicie o zyciu na "kocia lape"? 09.09.07, 10:35
              zachowek to paskudztwo, zgadzam się, ale tu mówimy o związkach z
              dziećmi, dlatego mówię o demonizowaniu trudności

              a to, że mało kto w Polsce sporządza testament, to chyba nie jest
              argument, nie sądzisz? wink
              • kattkak Re: Co sadzicie o zyciu na "kocia lape"? 09.09.07, 11:17
                nie jest na pewno dla mnie argument, bo ja sama nie jestem
                zwolennikiem wolnych związków.
                Nie mam nic przeciwko, pod warunkiem że nie dotyczy mnie osobiście :-
                )
              • lineczkaa Re: Co sadzicie o zyciu na "kocia lape"? 09.09.07, 17:28
                tak więc jak będziecie pisać testament to zapiszcie w spadku każdemu, kto nie
                dostanie tej lwiej części po łyżeczce. Wtedy zachowku niet, bo przecież "coś"
                dostali. No i oczywiście u notariusza.
                • lola211 Re: Co sadzicie o zyciu na "kocia lape"? 09.09.07, 17:32
                  Hmm, a czy taki spadkobierca nie moze w jakis sposob podwazac
                  wysokosci tego zapisu? Ze jest nizszy niz zachowek? Bo z taka opinia
                  sie spotkalam.
                • aluc Re: Co sadzicie o zyciu na "kocia lape"? 09.09.07, 19:48
                  lineczkaa napisała:

                  > tak więc jak będziecie pisać testament to zapiszcie w spadku
                  każdemu, kto nie
                  > dostanie tej lwiej części po łyżeczce. Wtedy zachowku niet, bo
                  przecież "coś"
                  > dostali. No i oczywiście u notariusza.

                  pomerdało ci się, ale w sumie nie ma to znaczenia dla dyskusji smile
          • eilian Re: Co sadzicie o zyciu na "kocia lape"? 09.09.07, 21:34
            aluc napisała:

            > jak są dzieci, to i tak dziedziczą dzieci

            No, nie do końca, żona też dziedziczy (w równych częściach z dziećmi, min. 1/4)
            A testamenty niestety chyba zbyt powszechne nie są. Tak z ciekawości: jak wiele
            z Was (czyli par żyjących bez ślubu) uregulowało tę sprawę?
            • aluc Re: Co sadzicie o zyciu na "kocia lape"? 10.09.07, 10:09
              w kociołapnym związku raczej żony nie ma, chyba że jest inna żona smile
              ja mam akurat uregulowane, jakby się kto pytał
      • przeciwcialo Re: Co sadzicie o zyciu na "kocia lape"? 09.09.07, 10:32
        Zyjąc na tzw. kocia łapę nie mozna się rozwieść więc siłą rzeczy
        rozwodzą się nieudzne małżeństwa a rozstaja nieudane konkubinaty.
        • aluc Re: Co sadzicie o zyciu na "kocia lape"? 09.09.07, 10:38
          oh, wzruszyła mnie twoja żelazna logika smile
          to miał być żart antymatrymonialny smile

          to może zaporponuję coś innego - według statystyk, najczęstszą
          przyczyną rozwodu jest małżeństwo
          • elf1977 Re: Co sadzicie o zyciu na "kocia lape"? 09.09.07, 10:56
            A jednak statystycznie, częściej rozstają się pary, które nie sa
            małżeństwami. Może dlatego, że takie rozstanie jest formalnie
            łatwiejsze.
            Mnie nigdy nie przeszkadzają inni żyjący w konkubinatach, ale sama
            bardzo chciałam zawrzeć małżeństwo i być żoną. To dla mnie ważne,
            jako żona czuję się dobrze.
            Inni niech żyją jak chcą. Mój brat po latach życia na "kocią łapę"
            też postanowił związek zalegalizować. Sam jednak nie potrafi
            wytłumaczyć dlaczegosmile)
            • kattkak Re: Co sadzicie o zyciu na "kocia lape"? 09.09.07, 11:20
              ślub nie jest żadną gwarancją udanego pożycia i stałości związku.
              Szkoda że szybko się o tym zapomina po slubie
            • lola211 Re: Co sadzicie o zyciu na "kocia lape"? 09.09.07, 16:59
              > A jednak statystycznie, częściej rozstają się pary, które nie sa
              > małżeństwami. Może dlatego, że takie rozstanie jest formalnie
              > łatwiejsze.

              Oczywiscie , ze tak.I z tego powodu wiecej jest nieszczesliwych
              malzenstw, w ktorych ludzie tkwia latami niz nieszczesliwych
              dlugoletnich zwiazkow.
              Co z tego, ze malzenstwa sa czesciej trwale, jesli to oznacza zycie
              z osoba, ktorej ma sie dosc, ale tylko fakt, ze sie przysiegalo oraz
              trudy rozwodu każą tkwic w tym układzie.
              • elf1977 Re: Co sadzicie o zyciu na "kocia lape"? 09.09.07, 17:36
                Nie uogólniałabym, w moim otoczeniu jest wiele udanych małżeństw.
                Myślę, że gdy ktoś jest głęboko nieszczęśliwy w związku - zrywa go,
                niezależnie od statusu. W końcu ludzie pozostający w nieszczęśliwych
                i nieudanych małżeństwach powołują się na dobro dzieci. A akurat ten
                argument tyczy w takiej samej mierze związków niesakramentalnych
                (jeśli para posiada dziecko, oczywiście).
                Poza tym, wracając jeszcze do małżeństwa, ma ono charakter
                kulturowy, utrwalony konkretną tradycją. To, co Ty nazywasz banałem,
                dla wielu jest kontynuacją czegoś, z czego wyrosli.
                • lola211 Re: Co sadzicie o zyciu na "kocia lape"? 09.09.07, 22:34
                  > Nie uogólniałabym, w moim otoczeniu jest wiele udanych małżeństw.

                  Ale uogolniac w sprawie konkubinatów mozna, tak?

                  - zrywa go,
                  > niezależnie od statusu

                  No to sie mylisz.Mnostwo ludzi tkwi w chorych ukladach, glownie
                  wlasnie w malzenstwie.Bo rozwod to nieprzyjemnosci i w dodatku to
                  czesto kosztowna sprawa.Bywa, ze ludzie sa malzenstwem tylko na
                  papierze, no ale i tak podciagaja statystyki pt "stabilny zwiazek".
                  I stad mit iz papier wplywa na dlugosc wspolnego pozycia.Tego
                  pozycia nie ma, ale formalnie ciagle istnieje.
                  To, co Ty nazywasz banałem,
                  > dla wielu jest kontynuacją czegoś, z czego wyrosli

                  Oczywiscie, tradycja.
                  Ja tez wyroslam w srodowisku, gdzie slub musial byc.Ale wyrosl ze
                  mnie odmieniec nie trawiacy wszelkich ceremonii.Nic nie poradze-
                  sluby i wesela kojarza mi sie negatywnie, nie chce w czyms takim
                  uczestniczyc, a ta cala kiczowata z reguły otoczka jest w moich
                  oczach zabawna, nie piekna.
              • bea116 Re: Co sadzicie o zyciu na "kocia lape"? 09.09.07, 21:47
                a może w małżeństwie jest większa wola szukania rozwiązania i kompromisu?
          • tyssia Re: Co sadzicie o zyciu na "kocia lape"? 09.09.07, 13:22
            > to może zaporponuję coś innego - według statystyk, najczęstszą
            > przyczyną rozwodu jest małżeństwo
            > NO właśnie zgadzam sie! mam 2 przykłady w rodzinie
    • kotbehemot6 Re: Co sadzicie o zyciu na "kocia lape"? 09.09.07, 11:00
      Jak reaguję?-wogóle mnie nie intersuje czy ktoś żyje w zalegalizowanym czy nie
      zwiąku.Swoją drogą , czy małżęństwo jest jakąkolwiek gwarancją stałości uczuć???
      Chyba nie bo skąd rozwody. Z drugiej strony sytsten prawny jest taki,ze brak
      małżeństwa skutkuje niekorzystnie w wiele dziedzinach, od podatków począwszy na
      odwidzinach i informacji o stanie zdrowia w przypadku pobytu w szpitalu
      kończywszy.Znowu matki żyjące w wolnym związku często posługują sie statusem
      matki samotnej-chociaz to fige prawda-by uzyskac stosowny zasiłek-moze i zgodne
      z prawem ale czy uczciwe???
      a dgy uczucie wygasnie rozwód est kosztowną sprawą a spakowanie walizek nie. Cóz
      wszystko ma swoje za i przeciw, osobiście gdzybym musiała jeszcze raz podejmować
      decyzję o małżeństwei to nie wiem czy nie woalłabym życia na kocia łapę-co w
      sumie pasuje do mojego nickasmile)))
    • zona_mi Re: Co sadzicie o zyciu na "kocia lape"? 09.09.07, 11:07
      > jak WY reagujecie na takie zwiazki?

      Są mi mocno obojętne.
      Dopóki nie słyszę o zasiłkach, czy zapomogach dla takich "samotnych"
      matek.
      • easy.laguna Re: Co sadzicie o zyciu na "kocia lape"? 09.09.07, 11:26
        Nie wnikam w to czy ktoś zawarł związek małż. czy żyje na kocią
        łapę. Jest to indywidualna sprawa każdego. Nie bardzo natomiast
        podoba mi się, gdy ludzie żyjący na kocią łapę nazywają swoich
        partnerów życiowych ,,mąż", ,,żona". Te określenia jednak
        zarezerwowane są dla osób, które zawarły związek małżeński, a Ty
        takowe określenie sobie chyba przywłaszczyłaś.
        • rita75 Re: Co sadzicie o zyciu na "kocia lape"? 09.09.07, 11:30
          Nie bardzo natomiast
          > podoba mi się, gdy ludzie żyjący na kocią łapę nazywają swoich
          > partnerów życiowych ,,mąż", ,,żona". Te określenia jednak
          > zarezerwowane są dla osób, które zawarły związek małżeński,


          nie mozna byc malzonkiem, zoną w sercu?
        • aluc Re: Co sadzicie o zyciu na "kocia lape"? 09.09.07, 11:31
          to rzeczywiście straszliwe nadużycie

          porównywalne jedynie z mówieniem "mamo" do teściowej, "synku" do
          pasierba i "ciociu" do pani w przedszkolu
        • kali_pso Re: Co sadzicie o zyciu na "kocia lape"? 09.09.07, 11:36
          To straszne przywłaszczenie powinno byc ukarane dodatkowym
          podatkiem, że tez nikt z rządzących na to nie wpadłwinkP
          Bezdzietnych opodatkować, czemu tych nieprawnie uzywających
          nazewnictwa ze sfery sakrum, pominąć?winkP
        • kotbehemot6 Re: Co sadzicie o zyciu na "kocia lape"? 09.09.07, 11:38
          Oj laguna , dzięĸi,alem się obsmiała, mam dobry późny początek dniasmile))) Zwaz,ze
          często bierze się pod uwage stan faktyczny, a czyż małżeństwo nie jest wspólnotą
          łoża i stołu??? więc czy do nabycia jakże szlachetnego określenia mąż i żóna
          potrzebnma jest metryczka??? Czy można nazwać mężem lub żona kogoś kto nie
          mieszka z tobą, lekcaważy cie i czasem da po łbie ale za to w imię papierka z
          urzędu lub zaświaczenia z kościoła???? ej laguna ....małomiasteczkiem zajechało
          • easy.laguna Re: Co sadzicie o zyciu na "kocia lape"? 09.09.07, 12:25
            Wyjaśnienie do tych, co najechały na mnie. Mężem i żoną zostaje sie
            po zawarciu związku małż. i podpisaniu ,,papierka", bo takowe
            określenie daje nam tenże papierek, /ogłaszam was mężem i żoną/.
            Osoby, które papierka takowego nie chcą podpisywać, są partnerami,
            bo nie godzą sie na przywileje, obowiązki i ograniczenia, jakie
            niesie podpisanie tego papierka. Więc po co mąż i żona? Czy one
            brzmią o niebo lepiej niż partner, partnerka? Oczywiście, związki
            bez ślubu niech siebie nazywają żona i mężem, tylko po co jeśli nimi
            nie są. Uprzejmie prosze o wyjaśnienia.
            • lola211 Re: Co sadzicie o zyciu na "kocia lape"? 09.09.07, 13:40

              • elf1977 Do loli211 09.09.07, 16:49
                Banałem to raczej ostatnio trąci pomieszkiwanie ze sobą przed ślubem
                lub w ogóle mieszkanie ze swoim partnerem. Staje się to powoli normą
                i nikogo już nie szokuje, nawet starsze panie zaczynają się
                przyzwyczajać. Nie trzeba od razu obrażać żon i instytucji
                małżeństwa...
                Kwestia nazewnictwa jest wazna, wiadomo, że określenie odzwierciedla
                rzeczywistość. Świat postrzegamy przez słowa, one kształtują nasze
                jego postrzeganie. Dlatego, gdy ktoś, kto nie brał ślubu, mówi o
                swoim partnetze - mąż, żona - po prostu kłamie. Tylko po co? Jeżeli
                odrzuca się małżeństwo, dlaczego używa się nazewnictwa z nim
                związanego? Jest parę określeń w języku polskim, poza
                slowem "konkubent", które kojarzy się ogólnie z patologią.
                Nie potrzebujesz małżeństwa, w porządku. Po co jednak to podważanie
                czegoś, co dla wielu mężów, żon - stanowi wartość samą w sobie?
                Małżeństwo nie było dla mnie nobilitacją, nie potrzebowałam siebie
                dowartościowywać. Miałam przed oczami udany związek swoich rodziców,
                ktorzy wychowali mnie w takim, a nie innym duchu - zawarcie związku
                małżeńskiego z wybranym przeze mnie mężczyzną uważałam za coś
                naturalnego.
                I tak na koniec, doszlo do pewnego przekłamania - ilość rozwodów w
                Polsce lawinowo rośnie, wciąż jednak konkubinaty rozpadają się
                częściej...
                • lola211 Re: Do loli211 09.09.07, 17:14
                  >Staje się to powoli normą

                  Konkubinat? Raczysz zartowac.Chyba ze masz na mysli zwiazki, w
                  ktorych mieszka sie na próbe, a ktore i tak albo sie rozleca za rok
                  albo zalegalizuja.To nie jest prawdziwy konkubinat.Wiekszosc par
                  jednak slub zawiera z chwila, gdy pora na dziecko.Konkubinat to
                  wspolne zycie, czesto wspolne dzieci, kasa, plany na cale zycie, a
                  nie jakies tam pomieszkiwanie razem pary studentow.
                  Małzenstwo jest instytucja popularna i banalna, jesli prawda obraza
                  szanowne malzonki, to trudno.

                  >Tylko po co?

                  Napisalam juz- ze wzgledu na jezyki sasiedzkie, bo wbrew temu co
                  piszesz, ciagle w Polsce(zwlaszcza malomiasteczkowej) to temat do
                  plot.
                  Po co jednak to podważanie
                  > czegoś, co dla wielu mężów, żon - stanowi wartość samą w sobie?

                  Przez co? Przez uzycie slowa mąż? No ludzie, przeciez to smieszne.O
                  jakiej ty wartosci w ogole piszesz.Zwykle slowo na okreslenie faceta
                  z ktorym sie zyje.Tyle znaczy dla mnie "mąż".

                  wciąż jednak konkubinaty rozpadają się
                  > częściej...

                  Napisalam powyzej- no i oczym to swiadczy? Tylko o tym, ze mniej
                  ludzi niz w malzenstwie, zyje w porabanym układzie.Trwalosc
                  malzenskiego zwiazku nie przeklada sie na jego jakosc.Nie ma co
                  szafowac tym argumentem, bo jest chybiony.
                  • elf1977 Re: Do loli211 09.09.07, 17:49
                    Pomieszkiwanie ze sobą latami, nawet na studiach - jest
                    konkubinatem. Każdy konkubinat może być wcześniej czy później
                    zalegalizowany, ponieważ pary decydują się na ślub, mieszkając ze
                    sobą nawet 18 czy 20 lat.
                    Mieszkałam wcześniej w małym miasteczku, mój stryj żył w
                    konkubinacie, mój brat mieszkał od paru lat ze swoją dziewczyną -
                    może i ktoś po cichu coś gadał, ale nikt palcami ich nie wytykał.
                    Małżeństwo nie jest instytucją, jeżeli tak się ją postrzega - nic
                    dziwnego, że widzi się w małżeństwie jedynie banał. To nie ja
                    atakuję, lecz Ty. Postrzegasz coś, co dla wielu jest sakramentem,
                    elementem tradycji jako coś banalnego. Określenie "mąż" jest
                    związane z małżeństwem, jak już napisałam. Jeżeli decydujesz się żyć
                    w wolnym związku i ponosić tego konsekwencje (również ewentualne
                    dostanie się na języki sąsiadów ) czemu dokonujesz nadużycia?
                    Przecież używanie tego słowa w tym kontekście jest kłamstwem.
                    Dokonalaś wyboru - wstydzisz się go? Gdybym ja zyła na "kocią łape"
                    nie zakłamywałabym rzeczywistości.
                    W dzisiejszym świecie coraz częściej trwałość małżeńsw właśnie
                    przekłada się na jakość. Małżeństwa tak szybko się rozpadają, że te
                    najtrwalsze mają szansę być tymi najlepszymi.
                    • lola211 Re: Do loli211 09.09.07, 22:47
                      Konkubinatem jest przede wszystkim WSPOLNE zycie, polegajace na
                      planowaniu przyszlosci, na wspolnej kasie, a takze czesto posiadanie
                      wspolnych dzieci.Sam fakt mieszkania chlopaka z dziewczyna nie czyni
                      ich zwiazku konkubinatem.
                      Nie interesuje mnie jak postrzegaja malzenstwo inni, dla mnie jest
                      banalnym postawieniem kropki nad "i".
                      Jak juz pisalam- slowo "mąż" nie ma dla mnie zadnego wiekszego
                      znaczenia, szastam nim sobie, gdy taka akurat mam ochote, po
                      prostu.Nie bede pani w miesnym wprowadzala w tajniki mojej sytuacji
                      zyciowej i kupie poledwice dla meza , a nie dla partnera czy
                      konkubenta.Tak jest prosciej i tyle.I nie oznacza to tego, ze sie
                      swojej sytuacji wstydze, ze probuje cos ukryc- w zadnym wypadku.Jako
                      ze instytucja malzenstwa, slub nic dla mnie nie znacza nie mam
                      poczucia iz naruszam jakies wartosci.
                      > Dokonalaś wyboru - wstydzisz się go?
                      Zartujesz? Calkowicie blednie pojmujesz motywacje.
                      Co do dostania sie na jezyki- ja akurat bardzo lubie gdy sie o mnie
                      plotkuje.Ale nie zamierzam jednoczesnie ostentacyjnie kazdemu rzucac
                      w twarz PARTNEREM.
                      > W dzisiejszym świecie coraz częściej trwałość małżeńsw właśnie
                      > przekłada się na jakość
                      No popatrz, to tak jak u mnie- 18 lat w zwiazku.Jakos prognozy sie
                      nie sprawdzaja..
              • louisse Re: Co sadzicie o zyciu na "kocia lape"? 10.09.07, 20:24
                status zony jest po
                prostu ..banalny.A ja banalu nie trawie organicznie

                masz calkowita racje. Status zony, kompletny banal. Co innego status konkubiny,
                tutaj mamy juz do czynienia z powiewem egzotyki, nieco wiezienniczej co prawda,
                ale wazne jest, zeby czlowiek mial mile poczucie bycia interesujacym. Ale ja sie
                nie wtracam, bo jako banalna mezatka nie moge byc partnerem do rozmowy, dla
                niebanalnej konkubiny, czyz nie?
                • lola211 Re: Co sadzicie o zyciu na "kocia lape"? 11.09.07, 13:20
                  He he, widze ze mocno zabolalo.
                  Tak jak napisalam, dla mnie to BANAŁ, ale to nie znaczy ze mam
                  poczucie wyzszosci, dziwny wniosek, doprawdy.
            • aluc Re: Co sadzicie o zyciu na "kocia lape"? 09.09.07, 14:54
              matką zostaje się w wyniku urodzenia wcględnie adoptowania dziecka

              uprzejmie proszę o wyjaśnienie, dlaczego do teściowych mówi
              się "mamo"

              na drugim marginesie smile nie używam słowa żona/mąż w odniesieniu do
              związków kociołapnych, swój włączywszy, chyba że chcę odebrać na
              poczcie wypisy z KW i nimam ochoty dyskutować z panią w okienku wink
              natomiast nie raz zostałam zganiona za używanie w stosunku do
              starego słowa "niemąż", z powodu nazbytniego afiszowania sie z
              pozostawaniem w wolnym związku

              proszę zatem o wyjaśnienie, czy żona mówiąc o sobie żona a o mężu
              mąż, nie afiszuje się przypadkiem zbytnio z posiadaniem statusu
              małżonki?

              słowa "partner" zaś nie używam, albowiem kojarzy mi się z funkcją w
              kancelarii prawnej albo funduszu inwestycyjnym

              chyba się przerzucę na stosowanego w naszym towarzyskim
              kręgu "konkubina"
            • kotbehemot6 Re: Co sadzicie o zyciu na "kocia lape"? 09.09.07, 15:42
              problem nazewnictwa jest tak bzdurny,ze aż się płakac chce-ze śmiechu. Nie
              rozumiem Twojego oburzenia-jakby to że ktoś "bezprawnie" nadużywał uświęconego
              nazewnictwa i tym samym uwłaczał prawowitym mężom i żónom. jeżeli ktos żyje jak
              mąż i żona to nie wiedze pwodu by sie tak nazywali, po za tym słowa mąż i żona
              są krótsze od partner i partnerka. I nie wydaje Ci się,zę to śmieszne "prosze
              państwa oto mój konkubent Jerzy, moja konkubina -Zofia" - no proszę Cię.....
              • easy.laguna Re: Co sadzicie o zyciu na "kocia lape"? 09.09.07, 16:23
                Gdzieś ty się dziewczyno w moim poście oburzenia doszukała.
                Przeczytaj go spokojnie i daj sobie trochę luzu. Komar cię ugryzł
                czy co?
                • kotbehemot6 Re: Co sadzicie o zyciu na "kocia lape"? 09.09.07, 16:53
                  Komar to nie ale boli mnie ucho i jestem przed okresesmile) ale ale...nie
                  przeszkadza mize formalnie niemęże i nieżony tak siebie nazywają i w sumie dziwi
                  mnie zdziwienie innych ze się tak nazywają..trochę niejasno ale to przez to ucho
            • kali_pso Re: Co sadzicie o zyciu na "kocia lape"? 09.09.07, 17:59
              Zbyt mocno chyba trzymasz sie tej semantyki- widocznie bycie
              czyjąś "żoną" lub "mężem" wykracza dla niektórych ludzi poza
              tradycyjne rozumienie osoby ukrywającej się pod tymi określeniami.
              To nie tylko kwestia nazewnictwa( ludzie maja prawo do mówienia na
              siebie, jak im się podoba, to dziwne?).
    • rita75 Re: Co sadzicie o zyciu na "kocia lape"? 09.09.07, 11:22
      nic nie sadze- 10 lat temu zylam przez dwa lata na kocią
      łapę...wtedy to bylo halo, dzisiaj normalka
    • kali_pso Re: Co sadzicie o zyciu na "kocia lape"? 09.09.07, 11:46
      Krótko mówiąc- nie spędza mi ten problem snu z powiek.
      Natomiast jeśli chodzi o motywację do zawierania małżeństw, to
      naturalnie oprócz oczywistej wielkiej miłości deklarowanej przez
      wszystkich nowożeńców, ważne jest dla niektórych , że wraz z
      zarejestrowaniem związku zyskuje się, czasami złudne, poczucie
      stabilizacji życiowej i bezpieczeństwawinkP
      Obrączka na palcu wybranka/wybranki staje się gwarantem szczęścia i
      trwałości związku.
      W moim otoczeniu powoli wykruszają się pary żyjące na kocią łapę-
      nie, nie rozpadają się, tylko zawierają małżeństwa, nawet po
      wieloletnim wolnym związku.
    • gizmaaa Re: Co sadzicie o zyciu na "kocia lape"? 09.09.07, 11:48
      każdy sobie sam wybiera jak ma żyć, czy jest w małżeństwie czy w
      konkubinacie, można tworzyć wspaniałą "rodzinę".
      Mieszkałam "na kocią łapę" około 5 lat, dopiero jak urodził nam się
      pierwszy synek, stwierdziliśmy że pójdziemy do USC. Czy to coś
      zmieniło? Nic, wszystko jest tak jak po staremu, tyle że jest
      papierek, noi inaczej cię traktują w urzędach jak załatwiasz jakieś
      sprawy. Natomiast ludzie są okropni i konkubinat traktują jak coś
      złego, oczywiście nie wszyscy. Jestem zwolennikiem nie "kupowania
      kota w worku", więc lepiej być z kimś i przekonać się czy jest on
      coś wart i czy zasługuje w przyszłości na miano "męża"
    • mbwj88 Re: Co sadzicie o zyciu na "kocia lape"? 09.09.07, 12:47
      właściwie to mało mnie obchodzi czy ktoś ma ślub czy nie
      a ja wolę być żoną niż konkubiną,
      gdyby moje dziecko chciało żyć bez ślubu byłabym przeciw

    • jusytka Re: Co sadzicie o zyciu na "kocia lape"? 09.09.07, 13:31
      Uważam, ze to indywidualna sprawa każdego, jednak dzień mojego ślubu uważam za
      jeden z piękniejszych w moim życiu smile Uważam również, że jako mężatka mam
      korzystniejszą sytuację prawną (nigdy nie wiadomo co nas jeszcze w życiu czeka)
      i jestem bliżej związana z ojcem moich dzieci.
      • lola211 Re: Co sadzicie o zyciu na "kocia lape"? 09.09.07, 13:43
        > i jestem bliżej związana z ojcem moich dzieci.

        Hmm, no tu mnie zaskoczylas.A w czym sie to przejawia, jesli mozna
        zapytac?
        • siasiunia1 Re: Co sadzicie o zyciu na "kocia lape"? 09.09.07, 22:53
          oo ja tez chcę wiedziec? (może jak wzieli slub to w końcu mogli juz
          nie brac deski rozdzielającej do łóżka... )
        • ma.pi Re: Co sadzicie o zyciu na "kocia lape"? 10.09.07, 13:52
          lola211 napisała:

          > > i jestem bliżej związana z ojcem moich dzieci.
          >
          > Hmm, no tu mnie zaskoczylas.A w czym sie to przejawia, jesli mozna
          > zapytac?



          To pewnie przez te zlote kajdanki. :o)

          Pozdr.
    • yenna_m Z narzeczonym :) 09.09.07, 13:46
      A co jest w tym zlego? smile
      Masa ludzi tak zyje - jeszcze 14 lat temu,jak bralam slub, to bylo
      jednak nie do pomyslenia dla ludzi z pokolenia mojej mamy (a stanela
      ona okoniem, gdy padl z naszej strony taki pomysl - dlatego
      wczesnie sie pobralismy, skoro byl taki totalny brak akcpetacji).
      Ale juz na ten przyklad moja 7 lat mlodsza siostra zyje od jakiegos
      czasu ze swoim chlopakiem i matka... akceptuje jej wybor i pomysl na
      zycie. Czyli mentalnosc, nawet ta malomiasteczkowa, sie bardzo
      zmienila smile
      • yenna_m Z narzeczonym :) 09.09.07, 13:52
        Ale! Slub duzo zmienia w stosunkach miedzy ludzmi. Nieprawdą jest,
        ze jest tak samo jak przed slubem, nawet jesli zylo sie latami na
        kocią łapę.
        • lola211 Re: Z narzeczonym :) 09.09.07, 13:57
          A konkretnie? Bo widac zyje w nieswiadomosci.Co takiego sie zmieni?
          • sceptyczna1 Re: Z narzeczonym :) 09.09.07, 15:12
            Zapytaj rozwiedzionych, rozwodzących się, albo innych
            rozczarowanych instytucją małżeństwa.
          • yenna_m Re: Z narzeczonym :) 09.09.07, 15:19
            wiesz, po slubie pojawia sie kryzys pierwszego roku - to raz

            poza tym jednak bycie zoną to inna jakos niz niezoną

            moja kolezanka, ktora rok temu brala slub (a wczesniej zyla w wolnym
            zwiazku przez 6 lat z przyszlym malzonkiem) stwierdzila,ze po slubie
            nie jest tak samo - jest trudniej, na pewno inaczej (chocby dlatego,
            ze nie mozesz wyjsc, trzasnac drzwiami i nie wrocic, jak Cie facet
            wkurzy wink )

            czy jest czy nie jest trudniej - osobiscie dokladnie nie pamietam wink
            Jam zona od 14 lat tongue_out To sie zaciera to i owo w pamieci wink
            • aluc Re: Z narzeczonym :) 09.09.07, 15:36
              yenna, a myślisz, że jak ma się kociołapne dzieci i śladowe choćby
              poczucie odpowiedzialności, to tak można se trzasnąć i wyjść?

              jeśli komuś natomiast się wydaje, że ta druga osoba takiej
              odpowiedzialności nabierze w wyniku zamążpóścia albo ożenku, to
              powodzenia i szerokiej drogi
              • yenna_m Re: Z narzeczonym :) 09.09.07, 16:15
                E, tez nie mozna tak sobie wyjsc i sie zalicza kryzysy w zwiazku z
                urodzeniem pierwszego i kolejnego wink dziecka smile

                Choc pewnie (przypuszczam, bo nigdy nie bylam w takiej sytuacji)
                nieco (odrobine) latwiej wyjsc, w razie zlapania porządnego,
                uzasadnionego nerwa na partnera (bo sie rozwodzic nie trzeba)

                Ale w sytuacji singla to jednak ten papierek troszke zmienia.
                • lola211 Re: Z narzeczonym :) 09.09.07, 17:20
                  Yenna_m, no sorki, ale nie wiesz o czym piszesz, naprawde.
                  Jak sie zyje z jedna osob iles lat, ma sie w dorobku dzieci,
                  mieszkanie i inne dobra, to nie ma mowy o zadnym "trzasnac drzwiami
                  i wyjsc" ani zadne "latwo".W wolnym zwiazku zyje sie identycznie,
                  tez ma sie poczucie stabilizacji, z kazdym rokiem wieksze.Slub nie
                  zalatwia niczego, skoro jest mozliwosc rozwodu.Gwarancji na wspolne
                  dozycie starosci nie masz ZADNEJ.
                  • yenna_m Re: Z narzeczonym :) 09.09.07, 22:56
                    lola,no jednak, z racji jakiegos tam doswiadczenia zyciowego i
                    malzenskiego wiem, o czym pisze.
                    Malzenstwa maja to do siebie,ze niektore trwaja,a niektore sie
                    rozpadaja. To samo z wolnymi zwiazkami. I o ile, przy rozwodzie,
                    musisz przejsc przez cala upokarzajaca procedure spowiadania sie z
                    zycia erotycznego i prania brudow rodzinnych w sądzie, o tyle przy
                    konkubinacie mozesz po prostu tego uniknac. O tym myslalam piszac,
                    ze latwiej wyjsc ze zwiazku. Bo tak naprawde, gdy w gre wchodza duze
                    emocje (milosc, zlosc, zal ze zostalo zdradzonym czy bol ze ta
                    wielka milosc sie gdzies zapodziala i nie da sie jej nijak
                    zreanimowac) wychodzenie z KAZDEGO zwiazku jest niewymownie bolesne
                    i przykre.

                    Poza tym lola, nie obraz sie, bo pisze to nie po to, zeby Ciebie
                    obrazac. Ale tekst z cyklu "nie wiesz o czym piszesz" jakby niezbyt
                    grzeczny jest. I jakos po przeczytaniu czegos takiego pod swoim
                    adresem trudniej potem byc uprzejmym dla adwersarza sad Zwlaszcza, ze
                    przeciez nie dopiekam Ci osobiscie, tylko wyrazam wlasny poglad,z
                    ktorym oczywiscie nie musisz sie zgodzic (bo np Twoje doswiadczenie
                    zyciowe wskazuje na cos zupelnie innego). Jednak byloby mi milej,
                    gdybys jakos delikatniej zakomunikowala mi te niezgodnosc pogladow wink

                    Pozdrawiam serdecznie smile
                    • lola211 Re: Z narzeczonym :) 09.09.07, 23:07
                      A jakie masz doswiadczenie jesli chodzi o zycie w konkubinacie i to
                      najlepiej z dzieckiem?
                      Zdanie twojej 1 kolezanki uwazasz za tak wiarygodne, ze budujesz na
                      tym swoja teze? Poza tym to jednak jest ona zwolenniczka slubu,
                      skoro sie hajtneła, wiec sila rzeczy bedzie sie dopatrywac
                      plusow "papierka"- po prostu konkubinat jej nie odpowiadal.

                      Napisalam "sorki", wiec nie widze powodu, bys czula sie urazona, moj
                      post wcale nie byl lekcewazacy czy napastlliwy.
                      • yenna_m Re: Z narzeczonym :) 09.09.07, 23:22
                        Oczywiscie NIE MAM doswiadczenia wynikajacego z zycia w konkubinacie
                        z dzieckiem (moja kolezanka ma takie doswiadczenie, wiazala sie z
                        facetem wezlem malzenskim wink majac 6-letnie dziecko) tak jak Ty.

                        I ona swierdzila, ze po slubie to przepieprzone jest smile

                        Lola, a dlaczego uwazasz, ze jestem ZWOLENNICZKA slubu?

                        No na Boga, kobieto... smile))))))))))))

                        Przedstawilam jedynie stan prawny wyuczony na studiach smile
                        • lola211 Re: Z narzeczonym :) 09.09.07, 23:37
                          > Lola, a dlaczego uwazasz, ze jestem ZWOLENNICZKA slubu?

                          Bo go wzięłaś? Chyba nie wbrew sobie?

                          > Przedstawilam jedynie stan prawny wyuczony na studiach smile

                          E tam,w zyciu naprawde mozna to wszystko ulozyc, tak wlasciwie to
                          coraz mniej jest w dzisiejszych czasach powaznych argumentow
                          przemawiajacych za legalizacja zwiazku, kiedys przynajmniej
                          ostracyzm spoleczny pomagal wybic ludziom z glowy dziwne pomysly, a
                          dzis? Sodoma i Gomora normalnie..smile.
                          • yenna_m Re: Z narzeczonym :) 09.09.07, 23:46
                            a to nie mozna byc zwolennikiem tezy, ze kazdy powinien zyc tak, aby
                            byl szczesliwy, tylko trzeba sie od razu antagonizowac, bo sie slub
                            wzielo?

                            czyli co?
                            jak urodzilam se dwoch synow, to znaczy, ze matki corek mogą mi
                            skoczyc?

                            a jak kupie sobie pralke amike to oczywiscie jestem wrogiem bosha?

                            eeeee....
                            jakies cienkie te Twoje argumenty

                            JA (zareczam Ci) najpiej wiem,czego jestem zwolennikiem

                            a jestem zwolennikiem tezy, zeby zyc i dac zyc innym

                            odpusc lola, bos sie zaplatala kobieto smile
                            kompleksy masz w zwiazku z tym konkubinatem, ze widzisz problem tam,
                            gdzie ja go nie widze i antagonizmy tam, gdzie ich nie ma?
                            • lola211 Re: Z narzeczonym :) 09.09.07, 23:56
                              Ja o niebie, Ty o chlebie.
                              Przeciez nie twierdze, ze Ty twierdzisz iz ktorykolwiek rozwiazanie
                              jest lepsze.Napisalam, ze jestes zwolenniczka legalizacji, bo
                              przeciez takiego dokonalas wyboru, nieprawdaz? Co nie oznacza, iz
                              uwazam cie za wrogo nastawiona do konkubinatow.

                              > kompleksy masz w zwiazku z tym konkubinatem,

                              Tu mnie masz.Marze o slubie w bezie i tylko tak pierdziele, ze wole
                              konkubinat.
                              tongue_out
                              • yenna_m Re: Z narzeczonym :) 10.09.07, 00:01
                                > Tu mnie masz.Marze o slubie w bezie i tylko tak pierdziele, ze
                                wole
                                > konkubinat.
                                > tongue_out
                                smile)))))))))))))))

                                lola,Ty o bezach nic nie mow smile
                                wczesne lata dziewiecdziesiate
                                i ja w sukience o rekawach jak z cukierni wink))))))))
                                hehehe smile
                                dzis bym tego za Chiny nie wlozyla smile
                      • yenna_m Re: Z narzeczonym :) 09.09.07, 23:42
                        > A jakie masz doswiadczenie jesli chodzi o zycie w konkubinacie i
                        to
                        najlepiej z dzieckiem?


                        Doswiadczenie z zycia w konkubinacie mam,bom nielegalnie jednak z
                        tym moim mezem mieszkala (tak,zeby rodzice sie nie dowiedzieli) wink

                        Natomiast ciekawi mnie, skoro tak stawiasz sprawe,jakie Ty masz
                        osobiste doswiadczenia z zycia w zwiazku malzenskim wink Bo mam
                        wrazenie (sorki) ze nie wiesz o czym opowiadasz wink

                        tak, tak, zlosliwe to bylo, ale nie moglam sobie darowac, zwazywszy
                        na Twoj styl dyskusji wink
                        • lola211 Re: Z narzeczonym :) 09.09.07, 23:57
                          Bo moze bylam mezatka??
            • lola211 Re: Z narzeczonym :) 09.09.07, 17:21
              > poza tym jednak bycie zoną to inna jakosc niz niezoną

              Oczywiscie- wyzsza jakosc maja wolne zwiazki, a nie te z musu(bo
              przysiegalam).To mialas na mysli;P?
              • bea116 Re: Z narzeczonym :) 09.09.07, 22:01
                a dlaczego z musu skoro są rozwody? toż małżeństwo to nie kara dożywotniego więzienia tongue_out
                • lola211 Re: Z narzeczonym :) 09.09.07, 22:49
                  Powiedz to ludziom ze wsi i malych miasteczek- tam rozwod to cywilna
                  smierc.
                  • elf1977 Re: Z narzeczonym :) 10.09.07, 07:44
                    Nie wiem, skąd to bierzesz. Całe życie mieszkalam w małym
                    miasteczku, w rodzinie mam rozwodnikow, konkubentów i małżeństwa.
                    Nikt z nich nie był skazany na "cywilną śmierć". Chyba trochę
                    przesadzasz i z zycia w wolnym związku czynisz akt ogromnej odwagi...
                    A jeszcze a propos nazewnictwa. Ja nie nazywam się profesorem, bo
                    to "taki sam czlowiek jak ja". Nie mam habilitacji, nie pracuję
                    naukowo, nie mam do tego prawa. Ty też nie jesteś mężatką, więc w
                    mięsnym nożesz po prostu poprosić o polędwicę, nie wdajac się w
                    szczegóły Twojego niemałżeńskiego pozycia.
                    Pozdrawiam.
                    • lola211 Re: Z narzeczonym :) 10.09.07, 09:20
                      > Nie wiem, skąd to bierzesz
                      Z doswiadczenia.
                      Jezdze co roku do rodziny na wies, taka naprawde duza, elegancka
                      wies.No i tam wlasnie jestes swiadkiem wytykania i obmawiania tych
                      wszystkich, co to nie zyja jak reszta- wolne zwiazki, nieslubne
                      dzieci- jest to szalenie interesujacy temat dla mieszkancow.
                      więc w
                      > mięsnym nożesz po prostu poprosić o polędwicę, nie wdajac się w
                      > szczegóły Twojego niemałżeńskiego pozycia.

                      Bywa, ze sie wdaje , bywa sie nie wdaje.Sytuacje sa rozne.A znajome
                      panie ekspedientki po prostu nas kojarza i ucinamy sobie
                      pogawedke.Tobie sie widze nie zdarza, skoro nie rozumiesz o czym
                      pisze.
                    • lola211 Re: Z narzeczonym :) 10.09.07, 09:27
                      Nie mam habilitacji, nie pracuję
                      > naukowo, nie mam do tego prawa

                      Nie porównuj profesury do statusu malzonka, bo robi sie smiesznie.
                      • elf1977 Re: Z narzeczonym :) 10.09.07, 14:55
                        Jeżeli wdaję się w pogawędki z panią z mięsnego to na pewno nie na
                        tematyosbiste. Tak, jestem osobą dość zdystansowaną i nie lubię, gdy
                        ktoś przekracza granice moje prywatności. Widocznie, choć mieszkalam
                        całe życie w malym mieście, nie spotkalam się z pewnymi ludzkimi
                        zachowaniami.
                        Co do przykładu, wg Ciebie śmiesznego, specjalnie trochę
                        przerysowałam. Jestem z wykształcenia filologiem i naprawdę
                        (pomijając już wszystko co tyczy związków wszelkiego rodzaju)
                        uważam, że nazwa w dużym stopniu odzwierciedla rzeczywistość.
                        Porządek w świecie (bądź bałagan) oddawany jest odpowienim slowem. I
                        mogę przyznać, że w języku polskim brak nautralnego słowa, który
                        odnosiłby się do partnerów w wolnym związku, ale nie mogę się
                        zgodzić z tym, że nazywanie partnera - "mężem" nie jest
                        przeklamaniem,
                        Zawsze obojętne mi było, co robią w swoim prywatnym zyciu inni, ale
                        żeby dorabiać do tego ideologię, a nawet przeinaczać fakty? Tego nie
                        zrozumiem i już.
                        Nie kalkulowałam, co w malżeństwie jest korzystne, co nie, nie
                        robiłam bilansu strat i zysków, wyszlam za mąż, bo chcialam i
                        wierzyłam, że to dla mnie najlesza droga.
                        • lola211 Re: Z narzeczonym :) 10.09.07, 15:01
                          Elfie, dopusc do siebie mysl, ze ludzie sa rozni i roznie postepuja,
                          roznie tez rozmawiaja z pania w miesnym.

                          ale nie mogę się
                          > zgodzić z tym, że nazywanie partnera - "mężem" nie jest
                          > przeklamaniem,

                          No ale co z tego? Przywiazujesz wielka wage do rzeczy dla innych
                          maloistotnych.

                          bo chcialam i
                          > wierzyłam, że to dla mnie najlesza droga.

                          No i fajnie- a ja nie wyszlam i nie wyjde, bo nie potrzebuje tego.
                          • elf1977 Re: Z narzeczonym :) 10.09.07, 15:40
                            Ja dopuszczam do siebie myśl, że ludzie sa różni, to Ty w poprzednim
                            poście zarzuciłaś mi, że nie gadam z paniami z mięsnego.
                            Dość wybiórczo traktujesz moje uwagi.
                            Jednak kwestia nazw jest wazna nie tylko dla mnie, co choćby wynika
                            z lektury tego wątku, nie tylko ja zwróciłam uwagę na przekłamanie.
                            Ni ifajnie, że ni chcesz wyjść za mąż, mnie nic do tego, tylko po co
                            dorabiać do tego cale zaplecze ideologiczne?
                            • lola211 Re: Z narzeczonym :) 10.09.07, 15:44
                              >że nie gadam z paniami z mięsnego.
                              Ale taki wniosek mozna wysnuc widzac co piszesz- nie oceniam czy to
                              dobrze czy źle.
                              > dorabiać do tego cale zaplecze ideologiczne?
                              Ale jaka ideologie? Po prostu podaje argumenty, bardzo namacalne, w
                              przeciwienstwie do tych promalzenskich- lepiej byc zona niz niezona
                              bez rzeczowego uzasadnienia.
              • yenna_m Re: Z narzeczonym :) 09.09.07, 23:06
                inna jakośc,bo:
                jako niezona nie dziedziczysz z mocy ustawy po mezu (wykluczam tutaj
                sytuacje, gdy malzonkowie ustanowili na starcie rozdzielnosc
                majatkowa, nie czarujmy sie, ciagle dosc rzadko spotykana w naszym
                kraju; nie skupiam sie na rozdzielnosci wynikajacej z p[ozniejszych
                kombinacji finansowych wink)
                jako niezona z mocy ustawy nie masz wspolnosci majatkowej
                jako zona jestem objeta domniemaniem, ze dziecko urodzone w trakcie
                malzenstwa jest dzieckiem mojego meza i mąz nie musi dziecka uznawac

                i te de, i te pe

                Inna jakość. Po prostu zupelnie inna sytuacja prawna. INNA.I tyle.

                nie oceniam,czy to zle, czy to dobrze i ktory rodzaj zwiazkow ma
                wyzsza jakosc, bo ludzie sa rozni i rozne rzeczy ich
                uszczesliwiają/unieszczesliwiaja.

                gdybys czytala moja wypowiedz kilka postow wyzej - zauwazylabys,ze
                nie mam nic przeciwko konkubinatowi, niezonom ani ich wyborowi
                zyciowemu (zreszta, sama namawialam rodzona siostre, zeby najpierw
                pomieszkala z facetem, zanim zdecyduje sie,czy to ten wlasciwy czy
                nie - podejrzewam, ze zasmakowala dziewczyna na tyle w konkubinacie,
                ze odpusci sobie slubną szopkę i to tez jej prawo wink tongue_out )

                dlaczego szukasz podtekstow tam, gdzie ich naprawde nie ma?
                sztuka dla sztuki? wink tongue_out
                • lola211 Re: Z narzeczonym :) 09.09.07, 23:11
                  A zatem jesli taka "jakosc" mialas na mysli to .. nadal mnie to nie
                  przekonuje do koniecznosci bycia zona.To wszystko mozna zalatwic
                  inaczej.A argument o tym , ze z mocy prawa dziecko jest dzieckiem
                  meza szczerze mnie ubawil, naprawde, to jest naprawde COS, co
                  przemawia za slubem?
                  Argument pierwszy z brzegu za konkubinatem - nie musze w bankach
                  miec zgody faceta na kredytsmile).
                  • yenna_m Re: Z narzeczonym :) 09.09.07, 23:29
                    Lola, ale dlaczego uparcie robisz z tego dyskusje, ze te fakty
                    przemawiaja za slubem?

                    jednemu przemowia, innemu nie

                    ten, ktoremu nie przemowia:
                    1. zawrze z malzonkmiem umowe spolki cywilnej (bo w zasadzie zycie
                    we wspolnym gospodarstwie domowym aby zaoszczedzic na wydatkach jest
                    dazeniem do osiagniecia wspolnego celu gospodarczego) i bedzie go
                    laczyc taka sama wspolnoscmajatkowa jak malzonkow
                    2. zabezpieczy wspolmalzonka poprzez sporzadzenie testamentu
                    3. oleje kwestie uznania dziecka

                    > Argument pierwszy z brzegu za konkubinatem - nie musze w bankach
                    > miec zgody faceta na kredytsmile).

                    Wybacz, ale to mi przypomina dyskusje o wyzszosci swiat Wielkiej
                    Nocy nad Swietami Bozego Narodzenia smile

                    Uwazam, ze ludzie powinni zyc tak, jak chca zyc. Jedna bedzie marzyc
                    o bialej sukni, sakramentalnym "tak" i obraczce na palcu, inna czuc
                    bedzie, ze takie formalizowanie zwiazku ja ogranicza.

                    Dlaczego wartosciujesz wybory innych ludzi?
                    No pojac tego nie moge smile
                    • lola211 Re: Z narzeczonym :) 09.09.07, 23:44
                      Caly czas chcialabym sie dowiedziec po prostu jakaz to jest roznica
                      pomiedzy zwiazkiem wolnym a zalegalizowanym, bo tak pisalas.Roznica
                      jak widze sprowadza sie do kwestii urzedowych, zreszta dosc malego
                      znaczenia.
                      • yenna_m Re: Z narzeczonym :) 09.09.07, 23:47
                        czytaj cala dyskusje
                        nie lubie sie powtarzac

                        forum.gazeta.pl/forum/72,2.html?f=567&w=68743332&a=68779879
        • kotbehemot6 Re: Z narzeczonym :) 09.09.07, 15:47
          takiej bzduru nie dane było mi czytac od dawna!!!!!!!!!!!!

          Dla dwojga kochających się i odpowiedzialnych ludzi papierek ze stosownego
          urzędu nie znaczy nic...no chyba,ze ułatwi wspólne rozliczanie sie podatkowe.
          • yenna_m Re: Z narzeczonym :) 09.09.07, 16:17
            kotbehemot6, tam,gdzie zaczynaja sie klotnie w zwiazku z
            przeraqbianymaktualnie kryzysem, konczy sie rozsadek. Bardzo czesto
            sie konczy. Nawet, gdy wgrewchodzi/wchodzila milosc. Bo skad sie
            bierze tyle rozwodow? Z powietrza?
            • yenna_m Re: Z narzeczonym :) 09.09.07, 16:19
              Przepraszam za bledy. Dziecimi klawiarure rozwalily (w
              szczegolnosci - wyrwaly spacje wink )
            • kotbehemot6 Re: Z narzeczonym :) 09.09.07, 16:58
              ano jako żywo,,ale nie sądzę,zeby formalnie zwarte małżeństwo mogło w
              czymkolwiek pomóc gdzy kto rozsądek traci...gdy miłości już nie ma..ot kończy
              się. Formalnie zawarte małżeństwo w takim wypadkumoże jedynie stanowić
              przeszkode do rostania się co i czasem wychodzi na dobre ale częściej jednak
              powodujeiz ludzie tkwia w związku "bo tak wypada" ale czy to ma sens-dla mnie
              nie ma..mimo żem żona formalna
              • yenna_m Re: Z narzeczonym :) 09.09.07, 23:19
                kotbehemot,ale kurcze, zwykle ludzie pobieraja sie wtedy, gdy milosc
                kwitnie. A kryzysy przychodza z czasem, prawda?

                Poza tym nazwe rzeczy brutalnie po imieniu, bo prawda jest taka, ze
                w malzenstwie trudniej, bo po slubie czesto ludzie czuja sie na tyle
                bezpiecznie w zwiazku, ze sie nie starają. Jakos szacunek wzajemny
                na przyklad czasami (wystarczy poczytac to forum, chociazby) gdzies
                sie gubi, flirt zanika, dbanie o drugiego czlowieka, empatia. A
                pojawia sie rywalizacja, bardzo niezdrowa w zwiazku i licytacja, kto
                ma wiecej na glowie wink No a wiadomo - w tym kraju łatwiej wziac slub
                niz sie rozwiezc wink W konkubinacie od strony formalnej jest
                prosciej. Poza tym spotkalam sie z twierdzeniem, ze wlasnie nie ma
                to jak luzny konkubinat. Wlasnie z uwagi na podobno mniejsze
                prawdopodobienstwo wkrecenia sie w malzenska bylejakosc.

                Dlatego uwazam, ze po slubie jest znacznie trudniej tongue_out I trzeba byc
                cholernie mądrym czlowiekiem,zeby sie nie dac wkrecic w pulapki
                malzenskie. I utrzymac zwiazek do konca.
                • lola211 Re: Z narzeczonym :) 09.09.07, 23:50
                  Kurcze, nie chce upierdliwa, ale znowu nie moge sie z Toba
                  zgodzicsmile.Tak samo w konkubinacie po latach ludzie przestaja o
                  zwiazek dbac, nie staraja sie, kapcanieja.To uplyw czasu po prostu,
                  a nie kwestia slub/bez slubu.Jest taki stereotyp, zbudowany na
                  twierdzeniu, iz w konkubinacie brak jest stabilizacji i stad trzeba
                  sie starac, by nie zostac samemu, ale tak naprawde to srednio ma sie
                  to do realiow.
                  • yenna_m Re: Z narzeczonym :) 09.09.07, 23:59
                    To jesli rzeczywiscie tak jest - powtorze za bylym premierem wink

                    yes, yes, yes! jak dobrze, ze wyszlam za maz wink

                    lola, wkrecasz mnie w dyskusje o stylach zycia
                    dla mnie niemozliwe jest stawianie barykady: ten styl zycia -
                    suuuuper, inny styl zycia - o, jak beeeee

                    dokonalam takiego a nie innego wyboru w zyciu
                    tak samo,jak zdecydowalam sie na urodzenie dwojki dzieci
                    kupienie mieszkania
                    kupienie kota
                    czy kupienie samochodu koloru szarego

                    nie jest mi z tymi wyborami zle, nie uwierają mnie one

                    wiec i malzenstwo mnie nie uwiera i nie ogranicza
                    czyli w moim przypadku, pomimo, ze jestem w zwiazku malzenskim 14
                    lat, moge smialopowiedziec, ze dokonalam dobrego (dla mnie) wyboru

                    i wiesz, nie obchodzi mnie to, czy ktos uwaza, ze to byl zly wybor,
                    bo malzenstwo dla niego jest be
                    to moje zycie, moj wybor dotyczacy mojegoszczescia osobistego.
                    No i moje prywatne szczescie.
                    Dla mnie to bardzo duzo.
                    I to DLA MNIE sie liczy.

                    Natomiast licytowanie sie - nie widze sensu.

                    lola, czy da sie zmierzyc poziom szczescia?
                    no powiedz?
                    czy moje malzenskie szczescie (pomimo, ze malzenstwo to inna jakosc
                    pod wzgledem konstrukcyjnym - i pisze to jako prawnik) mozna
                    porownywac do szczescia innego czlowieka? Innej zony czy niezony? Da
                    sie to jakosobiektywnie obmierzyc, zeby przedstawic obiektywne
                    argumenty za albo przeciw?

                    Nie sądzę.
                    • lola211 Re: Z narzeczonym :) 10.09.07, 00:09
                      Ja rowniez nie udowadniam, ze moj wybor jest najlepszy.Dla mnie
                      jest, owszem, ale przeciez nie wymagam, by wszyscy go popierali.Nie
                      o to mi chodzilo.Po prostu - jak zawsze przy dyskusji o wolnych
                      zwiazkach pojawiaja sie argumenty, ktore po prostu do mnie w zaden
                      sposob nie przemawiaja i dlatego z nimi polemizuje.Pisze sie o
                      roznicach, o innym zyciu innej jakosci- czego ja po prostu nie
                      dostrzegam.Jak ktos juz pisal, tez uwazam ze sie po prostu
                      konkubinat i trudnosci z nim zwiazane demonizuje.I z tym wlasnie
                      dyskutuje, po to, by obalic błedne w moim przekonaniu opinie.
        • tyssia nie sądze 09.09.07, 16:11
        • rita75 Re: Z narzeczonym :) 10.09.07, 13:29
          > Ale! Slub duzo zmienia w stosunkach miedzy ludzmi

          potwierdzam, zmienia
    • inna.kobieta Re: Co sadzicie o zyciu na "kocia lape"? 09.09.07, 15:17
      my mamy kota, wiec żyjemy na 4 kocie czarne łapy wink
      poza tym bycie narzeczoną zdaje sie mi być fajniejsze niż bycie żona.. od żony
      niebezpiecznie blisko do matki polki..
      • anika772 Re: Co sadzicie o zyciu na "kocia lape"? 09.09.07, 15:22
        Sama bym chciała, więc nie żyję. Cudze "kocie łapy" mnie nie
        bulwersują.
        • anika772 Re: Co sadzicie o zyciu na "kocia lape"? 09.09.07, 15:24
          Sama by NIE chciała, miało byćsmile
      • gryzelda71 Re: Co sadzicie o zyciu na "kocia lape"? 09.09.07, 16:26
        inna.kobieta napisała:
        od żony
        > niebezpiecznie blisko do matki polki..

        No zdecydowanie pomijajac etap żony nie grozi ci bycie matka polkasmile))
    • osmanthus Re: Co sadzicie o zyciu na "kocia lape"? 09.09.07, 15:31
      Sadzimy, ze kazdy zyje tak jak jest mu wygodnie a nam nic do teg!
    • lila1974 Re: Co sadzicie o zyciu na "kocia lape"? 09.09.07, 16:52
      Nie muszę nic sądzić, bo tego rodzaju dylemat dla mnie nie istnieje.
    • burza4 Re: Co sadzicie o zyciu na "kocia lape"? 09.09.07, 19:30
      życie na kocią łapę mi nie przeszkadza, choć sama wyszłam po prostu
      za mążsmile

      będąc w takim związku trzeba sobie zdawać sprawę przede wszystkim z
      prawnych tego konsekwencji, o co najtrudniej jak się jest młodym i
      nie myśli o przyszłości. Co będzie jak się coś zdarzy złego,
      rozstanie, wypadek?
    • agnes123 Re: Co sadzicie o zyciu na "kocia lape"? 09.09.07, 20:05
      Ja nie mam nic przeciwko,choć sama wolałabym wyjść za mąż smile
    • babsee Re: Wniosek 09.09.07, 21:20
      Wiecie co?przeczytalam wszystkie posty i jakos najbardziej szczekają
      te kobitki z wolnych związków.Dlaczego?ano nie wiem.Moze jednak cos
      uwiera ta "wolność"?
      Męztaki olewają związki wolne-kocie lapy,konkubinaty itp. A panie z
      tychże, jakos cos za bardzo argumentów szukają...i szafując
      slowem "papierek z urzędu" usilują osmieszyć lub tez pozbawic
      znaczenia tęze "instytucje"jaką jest małżenstwo.
      • marysienka110 ??? 09.09.07, 22:05
        A jaka to wolnosc?
        Z tego co widac musisz miec jakis problem skoro poswiecilas temu tyle
        uwagi.
        A jak jestes ciekawa co mysla mezatki to wez slub i sama sie przekonaj
        gdzie roznica.
      • bea116 Re: Wniosek 09.09.07, 22:19
        Właśnie, skąd takie zacietrzewienie... My np. jesteśmy od jedenastu lat małżeństwem, bo tak oboje chcieliśmy, bo to dla nas ważne, bo oficjalna deklaracja podnosi dla nas rangę naszego związku. Nie czujemy się w żaden sposób ograniczeni w swojej wolności a mąż śmieje się, że bez obrączki na palcu ma poczucie, że mu czegoś brakuje. We mnie osobiście wolne związki nie wzbudzają takich emocji jak odwrotnie... Po prostu uważam, że każdy ma prawo żyć tak jak chce i jeśli oboje w związku akceptują brak oficjalnego ślubu i im z tym dobrze to ich życie i ich sprawa.
      • wieczna-gosia Re: Wniosek 09.09.07, 22:24
        i jakos najbardziej szczekają
        > te kobitki z wolnych związków.

        hehe smile)

        jak wychodzilam 16 lat temu za maz to musialam wziac slub zeby z mezem mieszkac
        gdyz bylam nieletnia smile i gdyby nie fakt ze wzielismy slub za zgoda sadu- pewnie
        mieszkalabym z rodzicami a maz by mi alimenta dostarczal smile

        ale gdyby nie postawa moich rodzicow- pewnie bym slubi nie brala bo w zasadzie
        obraczki nie nosze, jakos srednio mnie cala akcja podnieca

        smilesmile
        • yenna_m Re: Wniosek 09.09.07, 23:35
          a jakos sie nie dziwie, ze nie nosisz
          tez nie noszem, niespecjalnie lubie

          mysmy z kolei pobrali sie dlatego, ze chcielismy zamieszkac razem, a
          rodzice nie wyrazili zgody smile
          inaczej do dzis pewnie bym za maz nie wyszla smile

          czlowiek byl mlody, glupi, to sie dalw ten slub wkrecic wink
          (ale jednak to byla jedna z lepszych rzeczy, jaka zrobilam w
          zyciu wink jak sie potem okazalo )
      • lola211 Re: Wniosek 09.09.07, 22:58
        Zatem czytasz wybiorczo i tendencyjnie.
        Co do olewania wolnych zwiazkow- ja cie prosze, w jakim ty swiecie
        zyjesz..

        usilują osmieszyć lub tez pozbawic
        > znaczenia tęze "instytucje"jaką jest małżenstwo.

        Ta instytucja sama sie osmiesza.
        Przeciez to logiczne, ze w konkubinacie zyja osoby, ktore maja do
        instytucji malzenstwa jakies zastrzezenia i dlatego nie korzystaja z
        tej formy legalizowania zwiazku.I te zastrzezenia,niektore, sa
        przedstawione w tym wlasnie watku.
        • jagniatko Re: Wniosek 10.09.07, 00:13
          No na pewno jakieś zastrzeżenia mają, skoro nie biorą ślubu. wink Np. znam
          człowieka, który nie chce wstąpić w związek małżeński ze swoją partnerką, matką
          ich córki, bo boi się, że po ślubie zrobi się znowu mamisynkiem (jak to miał w
          poprzednim małżeństwie). wink
        • bea116 Re: Wniosek 10.09.07, 10:11
          Przeciez to logiczne, ze w konkubinacie zyja osoby, ktore maja do
          > instytucji malzenstwa jakies zastrzezenia i dlatego nie korzystaja z
          > tej formy legalizowania zwiazku.


          I owszem, ale to lola na litość nie jest równoznaczne z tym, że instytucja małżeństwa sama się ośmiesza. Tylko Ty niestety próbujesz ja ośmieszyć...
          • lola211 Re: Wniosek 10.09.07, 10:24
            Tylko Ty niestety próbujesz ja ośmieszyć...

            Ja tylko przedstawiam swoje spojrzenie na kwestie slubu.Mam chyba
            prawo miec takie a nie inne zdanie i mam prawo je prezentowac?
            W moich oczach instytucja malzenstwa sie zdewaluowala, wiele nie
            znaczy, w dobie takiej ilosci rozwodow moja opinia chyba nie jest
            bezpodstawna.
            • bea116 Re: Wniosek 10.09.07, 13:11
              Oczywiście, że masz prawo mieć swoje zdanie, ale go nie uogólniaj, że małżeństwo jest przeżytkiem. Zdewaluowało się ale w Twoich oczach a nie ogólnie. A jaki procent związków niazalegalizowanych się rozpada?
              • lola211 Re: Wniosek 10.09.07, 13:33
                No przeciez caly czas pisze, CO JA SADZE na ten temat, gdzie tu
                uogolnienie?

                A jaki
                > procent związków niazalegalizowanych się rozpada?

                Nie wiem.Ale jakie to ma znaczenie? Tu sie nie slubuje, ze sie nie
                opusci.
      • aluc Re: Wniosek 10.09.07, 10:18
        a może szczekają, bo niektóre mężatki się wypowiadają na
        zasadzie "filmu nie widziałam, z tym większą chęcią wezmę udział w
        dyskusji"?

        babsee, zresztą ja nie szczekam w obronie wolnego związku, nie
        ośmieszam małżeństwa, raczej walczę z pewnymi mitami, którymi
        obrosła sprawa, między innymi w kwestiach formalnych

        a formalności związane z uznaniem dzieci, zakupem/sprzedażą
        nieruchomości, załatwianiem wszelkich innych spraw urzędowych w
        ciągu dziewięciu prawie lat wolnego związku zajęły mi zbiorczo
        zdecydowanie mniej czasu i zapewne kosztowały mniej nerwów niż
        spowodowałoby zorganizowanie jednego ślubu smile

        być może po 30 latach bilans się wyrówna, więc ślubu dla
        oszczędzenia czasu w urzędach nie wykluczam wink

        póki co jedynym powodem pozostawania w wolnym związku jest dla mnie
        brak powodu do zamążpójścia

        wolność? he he he
    • mynia_pynia Re: Co sadzicie o zyciu na "kocia lape"? 09.09.07, 22:08
      Żyje tak od 3.5 roku. Jest oki, dopóki nie muszę iść na pocztę coś
      odebrać na konkubenta wink.
      Nie byłam u spowiedzi już 3 lata, mój nie mąż nie dostał
      rozgrzeszenia przy każdej próbie - bo jest szczery i mówi, że
      mieszka z kobieta bez ślubu, ksiądz go zawsze wysłucha, ale nie
      dostaje rozgrzeszenia.
      Na dłuższą metę nie możliwy układ - dla mnie, nawet w szpitalu nie
      udzielą informacji.
      U nas w Polsce konkubinat nie ma żadnych praw i jest źle
      postrzegany - jako patologia.
      Na dzieci w takim związku bym się nie zdecydowała.
      Już nie wspomnę, że nic nie jest nasze, jest albo moje albo jego,
      jego mieszkanie, moja działka i budowa. Jego samochód, mój tv i
      pralka, jego lodówka wink i może głupie, ale w razie rozstania
      przynajmniej wiadomo co można zabrać smile
    • mijaczek Re: Co sadzicie o zyciu na "kocia lape"? 09.09.07, 22:50
      dla mnie nie ma to znaczenia. jesli ktos ma ochote zyc bez slubu, ze slubem, w
      partnerstwie [tak jak jest to mozliwe w Holandii np.] to jego sprawa. Znam wiele
      par zyjacych bez slubu i kazdy ma nieco inny stosunek do tego, ale mnie wsio ryba.
    • melka_x Re: Co sadzicie o zyciu na "kocia lape"? 10.09.07, 13:17
      Nie dla mnie. Jak komuś tak pasuje jego sprawa, ale ja siebie w
      dłuższej perspektywie w konkubinacie nie wyobrażam.

      Poza tym pisałam już o tym, że niejako język polski wymusza ślub. Bo
      ja go/ją nazywać?wink Narzeczony - prowokuje pytania kiedy ślub, no i
      sugeruje, że ślub rzecz pewna, konkubent - wciąż brzmi jak z kroniki
      policyjnej, mój chłopak - fajnie brzmiało w liceum, ale około 30tki
      zaczyna śmieszyć, partner - jak z poradnika seksuologicznego
      ('partner zaplata nogi wokół miednicy partnerki, co umożliwa głęboką
      penetrację'), przyjaciel - nie z każdym przyjacielem się bzykaszwink.
      Niemąż - stosunko najfajniejszy, ale to jednak na mniej oficjalne
      okazje, poza tym to daje brakiem ślubu po oczach, jakby to była
      wartość sama w sobie i do trąbienia, a nie rzecz prywatna.

      A tak zupełnie poważnie, to nie wyobrażam sobie łamańców z
      notariuszem, żeby zabezpieczyć tę drugą osobę czy siebie. Niby po
      co, jeśli ślub daje to z automatu? Jestem prosta baba, więc dla mnie
      to proste, zamierzasz być z daną osobą do końca życia (czy się uda
      to inna sprawa, mówię o zamierzaniach)i chcesz by ta osoba po tobie
      dziedziczyła to bierzesz ślub. Nie chcesz - nie bierzesz, prostewink,
      ale po rzucać argumentami ideolo? Nie lepiej powiedzieć, że nie jest
      się pewnym/ą?
      • aluc Re: Co sadzicie o zyciu na "kocia lape"? 10.09.07, 13:33
        melka_x napisała:

        > Niemąż - stosunko najfajniejszy, ale to jednak na mniej oficjalne
        > okazje, poza tym to daje brakiem ślubu po oczach, jakby to była
        > wartość sama w sobie i do trąbienia, a nie rzecz prywatna.

        ehem... a "mąż" nie bije tym ślubem, że mójcion? jakby to była
        wartość sama w sobie i do trąbienia? wink
        • melka_x Re: Co sadzicie o zyciu na "kocia lape"? 10.09.07, 16:23
          > ehem... a "mąż" nie bije tym ślubem, że mójcion? jakby to była
          > wartość sama w sobie i do trąbienia? wink

          Che che che! Wiedziałam, że to napiszesz Aluc, byłam pewnasmile)).
          IMHO, nie, 'mąż' nie bije ślubem. Bo statystycznie rzecz biorąc to
          wciąż małżeństwo jest normą, nie na odwrót. Więc - przynajmniej na
          razie - to 'niemąż' sprawia wrażenie publicznej deklaracji ideolo.
          Co oczywiście może się zmienić, jak konkubinatów będzie więcej.
          Możliwe, że za kilkanaście lat 'niemąż' będzie równie neutralnym
          stwierdzeniem stanu faktycznego jak 'mąż'.
      • lola211 Re: Co sadzicie o zyciu na "kocia lape"? 10.09.07, 13:35
        Nie lepiej powiedzieć, że nie jest
        > się pewnym/ą?

        Ale czego nie jest sie pewnym? Ze chce sie z ta osoba spedzic zycie?
        Ale owszem, jest sie pewnym, a mimo to nie mysli sie o zadnym
        slubie, niektorzy tak maja.
    • melka_x p.s. 10.09.07, 13:28
      Niedawno czytałam wywiad z Prokopem. I ten, facet po 30tce,
      dzieciaty, użył w nim wyrażenia 'moja dziewczyna', IMHO brzmi to
      trochę śmiesznie, jak by nadal był w krótkich gaciach. Oczywiście
      jeśli jego 'dziewczynie' to odpowiada, to ich sprawa i mi guzik do
      tego, ale JA wolę być jednak żonąsmile
    • joanna_poz Re: Co sadzicie o zyciu na "kocia lape"? 10.09.07, 13:31
      Po 10 latach życia w związku bez ślubu (w tym 3 lata z dzieckiem)
      nie narzekam na mega komplikacje wiążące się z takim stanem.
      Listonosz listy mi wydaje.
      Większy majatek typu dom mamy kupiony na współwłasność.
      W razie śmierci dziedziczy syn. My nawzajem siebie zabezpieczyliśmy
      solidnymi polisami na życie.

      Brak ślubu na tym etapie to juz raczej nie wynik jakiejś niepewności
      wobec siebie nawzajem i naszego związku, ale przyzwyczajenia i
      zwykłego lenistwa.
      • kseniax Re: Co sadzicie o zyciu na "kocia lape"? 10.09.07, 14:55
        Podpisuję się wszystkimi członkami smile Tym bardziej że staż mamy
        podobny : 10 lat w konkubinacie, 3,5 letnie dziecko. Powód braku
        decyzji o zalegalizowaniu związku taki sam : lenistwo smile
      • melka_x Re: Co sadzicie o zyciu na "kocia lape"? 10.09.07, 16:40
        > W razie śmierci dziedziczy syn. My nawzajem siebie
        > zabezpieczyliśmy solidnymi polisami na życie.

        Ślub to rodzaj publicznej deklaracji z automatu (o ile nie ma
        intercyzy), że od tej pory najbliższą osobą, także w rozumieniu
        prawa i z wszelkimi finansowymi implikacjami tegoż, jest już mąż
        (nie rodzice, rodzeństwo czy ktoś tam) i jako najbliższa osoba to on
        dziedziczy po mnie.

        Co by było gdybyś zginęła - odpukać - razem z synem? W przypadku
        małżeństwa dziedziczy mąż, w takim przypadku jak Twój dziedziczyliby
        Twoi rodzice (czy inna rodzina). Polisa polisą, a zazwyczaj jest
        jeszcze dom, konto i inne aktywa.

        Poza tym sytuacja w której w razie śmierci jednego z rodziców
        będących w konkubinacie dziedziczy dziecko IMO nie jest dobra. Ja
        nie chciałabym tak ubezwłasnowolnić starego (w przypadku nieletniego
        dziecka po śmierci matki i konkubiny, ojciec i konkubent będzie
        tylko opiekunem majątku, czy jak to tam się zwie). Poza tym przy
        trudno dojrzewającym, buntującym się dziecku (o co przecież
        nietrudno po śmierci jednego z rodziców) świadomość, że ojciec/matka
        tylko zarządza jego własnością może powodować problemy.
        • lola211 Re: Co sadzicie o zyciu na "kocia lape"? 10.09.07, 17:03
          Od tego jest testament, by zapobiec takim sytuacjom.
          • melka_x Re: Co sadzicie o zyciu na "kocia lape"? 10.09.07, 17:44
            Tak, wiem, ale to było do foremki, która napisała, że dziedziczy jej
            dziecko.
            Poza tym jaki procent par żyjących w konkubinacie było u notariusza?
            Wreszcie - dla mnie to jednak sięganie lewą ręką do prawego uchawink,
            ja wolę ślub, który daje mi to z automatu i którego skutki trudniej
            podważyć niż testament. My czasem lubimy proste rozwiązaniawink.

            p.s. Ale to JA wolę, to tylko moje zdanie, naprawdę nie czepiam się
            tych co wolą notariuszawink.
            • przeciwcialo Re: Co sadzicie o zyciu na "kocia lape"? 11.09.07, 09:29
              W razie rozwodu z orzeczeniem o winie ta niewinna strona ma szanse
              na alimenty czy coś takiego.
              W konkubinacie nie ma czegoś takiego.
              • lola211 Re: Co sadzicie o zyciu na "kocia lape"? 11.09.07, 13:22
                O, to jest plus malzenstwa, faktycznie.Aczkolwiek ja sama nie
                chcialabym by facet,z ktorym walczylam w sadzie placil na mnie
                kase.Dosc ponizajace.
Inne wątki na temat:

Nie masz jeszcze konta? Zarejestruj się


Nakarm Pajacyka