morgen_stern
24.10.07, 14:53
Można potraktować ten wątek jako pewną formę terapii (ze specjalnym
pozdrowieniem dla krwawiącej kornelii).
Zaczynam.
Pracowałam kiedyś w pewnej restauracji jako barmanka. Ruch był tam
zazwyczaj spory, wszystko robiło się w biegu i latało jak z
pieprzem. Pobiegłam kiedyś do toalety dla pracowników (znajdującej
się na zapleczu), szybko wymieniłam podpaskę i pędem za bar.
Po chwili podchodzi do mnie szefowa i przez zaciśnięte usta
cedzi: "Czy ty masz okres?". Pobladłam, bo takie pytanie nie wróży
niczego dobrego. "Tak" wybąkałam. "Wstydziłabyś się" - ona cedzi
dalej, z miną jakbym co najmniej umazała ścianę w toalecie krwią i
fekaliami. Okazało się, że w pośpiechu zapomniałam wyrzucić zużytą
podpaskę, zaznaczam, że była dokładnie owinięta "na paczuszkę"
papierem toaletowym i tylko kształt pozwalał się domyśleć, co jest w
środku (ale chyba raczej kobietom).
Poszłam to wyrzucić czerwona ze wstydu i maksymalnie upokorzona, a
szefowa do końca dnia nie odzywała się do mnie.
Na usprawiedliwienie dodam, że to była moja pierwsza praca, ja byłam
młodziutka i wystraszona, a szefowa... no cóż... bazarowy styl,
spora nadwaga, włosy zafarbowane na wściekłą czerń, zbyt mocny
makijaż i romans z barmanem relacjonowany nam, obsłudze, w
następujący sposób: "A mój Mirek to nie lubi chudych lasek, uwielbia
takie tyłki jak moje!" (tu następuje chwytanie się za poślady celem
rozkołysania tychże). I ja biedaczka, prawie się popłakałam ze
wstydu przez tę prostaczkę.