ipola
16.04.08, 08:55
Zrywam się o 6, by na 8 dojechać do pracy, pracę kończę normalnie o
16 i wtedy wracam do domu ok. 17.30, zakładając, że nic po drodze
nie muszę załatwić. Często wracam o wiele później. A w domu wiadomo:
obiad, sprzątanie, lekcje, zakupy, mała córeczka wisząca u nogi, by
poświęcić jej chwilę czasu. W domu robi się cisza o 22. Wtedy
układam wszystko na swoim miejscu, myję naczynia, kąpię się, chwila
rozmowy z mężem i padam na łóżko ok. 24. I tak w kółko. Zastanawiam
się, co z tego mam? Jestem wiecznie zagoniona, zestresowana, w ogóle
nie odpoczywam, nie mam cierpliwości do dzieci. Czy ta skromna
pensja jest tyle warta?
Mąż pracuje na zmiany, obowiązki dzielimy, ale i tak ciągle jest
gonitwa.