Dziewczyny proszę was o spojrzenie z boku.
Mój synek ma 21 mies. Zastanawiam się nad jedną rzeczą.
Otóż ostatnio pewna znajoma określiła mnie jako "nadopiekuńczą mamuśkę"
Dlaczego? Jestem z małym prawie non stop, jeśli nie ja to jego tata, pracujemy
na zmiany (ja na pół etatu) i zmieniamy się przy małym.
Nigdy nie zostawiamy go z nianią ani babcią mimo że babcia mieszka bardzo
blisko. Do tej pory został "podrzucony" do babci moze ze dwa razy, zawsze w
bardzo kryzysowych sytuacjach. Co nie znaczy, że wcale tam nie bywa - jest
bardzo często, zabiera go tata, ale zawsze "w odwiedziny" nigdy nie jest
zostawiany dziadkom "pod opiekę"
Koleżanka ta namawiała mnie na wspólny (w czwórkę, znaczy z parterami) wypad
do teatru co dla nas oznaczałoby oprócz czasu w teatrze jeszcze dojazd po 1,5
godziny z każdą stronę czyli razem to by było z pół dnia
Oczywiście małego polecała mi podrzucić do babci - "no kiedyś będziesz musiała
go zostawić bez swojej opieki"
Nie wyraziłam żadnego entuzjazmu i powiedziałam że nie mam na to ochoty -
reakcja - "ty to masz wielki problem!!!" No i że jestem nadopiekuńcza
Dodam że koleżanka uważa sie za "eksperta" od dziecięcej psychiki - pracuje w
przedszkolu. Sama dzieci nie ma.
Zostawiam dziecko codziennie na 4 godz z tatą kiedy idę do pracy, i jak mam
ochotę czasem wyjść gdzieś sama - fryzjer zakupy itp wtedy też jest z nim tata
Poza tym razem (ale w trójkę nie we dwoje) też często chodzimy na koncerty,
sporo podróżujemy, zabieramy swoje dziecko wszędzie - wiec nie jest chowany
pod kloszem.
Pytanie :
- czy to ze mną jest cos nie tak, bo nie mam ochoty podrzucać dziecka babci,
za którą nie przepadam i nie ufam ani trochę,
że uwazam że moje dziecko- mój problem i nie każe nikomu z nim siedzieć gdy ja
mam ochotę gdzieś wyjść
- czy jestem nadopiekuńczą mamuśką
Nie śmiejcie się tylko napiszcie co myślicie