Dodaj do ulubionych

czy jestem nadopiekuńcza???

08.10.08, 15:16
Dziewczyny proszę was o spojrzenie z boku.
Mój synek ma 21 mies. Zastanawiam się nad jedną rzeczą.

Otóż ostatnio pewna znajoma określiła mnie jako "nadopiekuńczą mamuśkę"
Dlaczego? Jestem z małym prawie non stop, jeśli nie ja to jego tata, pracujemy
na zmiany (ja na pół etatu) i zmieniamy się przy małym.

Nigdy nie zostawiamy go z nianią ani babcią mimo że babcia mieszka bardzo
blisko. Do tej pory został "podrzucony" do babci moze ze dwa razy, zawsze w
bardzo kryzysowych sytuacjach. Co nie znaczy, że wcale tam nie bywa - jest
bardzo często, zabiera go tata, ale zawsze "w odwiedziny" nigdy nie jest
zostawiany dziadkom "pod opiekę"

Koleżanka ta namawiała mnie na wspólny (w czwórkę, znaczy z parterami) wypad
do teatru co dla nas oznaczałoby oprócz czasu w teatrze jeszcze dojazd po 1,5
godziny z każdą stronę czyli razem to by było z pół dnia uncertain

Oczywiście małego polecała mi podrzucić do babci - "no kiedyś będziesz musiała
go zostawić bez swojej opieki"

Nie wyraziłam żadnego entuzjazmu i powiedziałam że nie mam na to ochoty -
reakcja - "ty to masz wielki problem!!!" No i że jestem nadopiekuńcza

Dodam że koleżanka uważa sie za "eksperta" od dziecięcej psychiki - pracuje w
przedszkolu. Sama dzieci nie ma.

Zostawiam dziecko codziennie na 4 godz z tatą kiedy idę do pracy, i jak mam
ochotę czasem wyjść gdzieś sama - fryzjer zakupy itp wtedy też jest z nim tata
Poza tym razem (ale w trójkę nie we dwoje) też często chodzimy na koncerty,
sporo podróżujemy, zabieramy swoje dziecko wszędzie - wiec nie jest chowany
pod kloszem.

Pytanie :
- czy to ze mną jest cos nie tak, bo nie mam ochoty podrzucać dziecka babci,
za którą nie przepadam i nie ufam ani trochę,
że uwazam że moje dziecko- mój problem i nie każe nikomu z nim siedzieć gdy ja
mam ochotę gdzieś wyjść
- czy jestem nadopiekuńczą mamuśką

Nie śmiejcie się tylko napiszcie co myślicie


Obserwuj wątek
    • cora73 Re: czy jestem nadopiekuńcza??? 08.10.08, 15:33
      Nie wiem czy jestes nadopiekuncza....ale ja postepuje w identyczny
      sposobsmile Corka ma 20 miesiecy i nigdy nie zostala sama, gdziekolwiek
      bez jednego z nas rodzicow. Tez uwazam ze nie po to mam dziecko aby
      ktos inny mi je wychowywal.....Niestety coraz czesciej zadaje sobie
      pytanie czy jednak takim postepowaniem nie robie jej troche krzywdy,
      czy nie bedzie miala np za rok duzych problemow z pojsciem do
      przedszkola?
      • miko_mama dzieki cora 08.10.08, 15:43
        cora dziękuję ci bardzo za odzew. Miło dowiedzieć się ze nie ja jedna jestem
        taka "dziwna" na swiecie smile
        Cóż tez sie zastanawiałam nad tym jak mały sie odnajdzie np w przedszkolu -
        myśle że jeśli nie będzie gotowy do tego, najwyżej nie pójdzie w wieku lat 3 a
        rok póżniej, trudno.

        Poza tym jest dzieciakiem raczej odważnym, nie trzyma sie mojej spódnicy. Staram
        się aby miał kontakt a innymi dziećmi- często go zabieram na plac zabaw, staram
        się wciągac inne dzieciaki do zabawy. itp
        Więc aż tak bardzo się o to nie obawiam.
        • agatha61 Re: dzieki cora 08.10.08, 15:52
          z jednej strny rozumiem cie. moja cora ma juz 3,5 roku a ja odkad
          ona miala rok pracuje na caly etat i tez mam jakie wyrzut sumienia z
          tego powodu, staram sie jak najwiecej czasu z nia spedzac i
          wiekszosc rzeczy zaltwiac razem z nia. ale naprawde nie daj sie
          zwariowac z kilku powodow: malemu bedzie ciezko bardzo ozstac z kims
          innym (a predzej czy pozniej bedzie musial), mimo ze nie zdajesz
          sobie sprawy taki wypad z mezem bez dziecka jest naprawde bardzo
          potrzebny, sa rze czy ktore ciezko/trudno/niewygodnie dla dzecka
          zalatwiac z dzieckiem. Staram sie nie jezdzic z nia na duze zakupy
          itd.

          I tak spedzasz duzo czasu z dzieckiem, wiec nic nie stanie sie jak
          od czasu do czasu wyjdziecie bez niego.
        • cora73 Re: dzieki cora 08.10.08, 16:05
          Moja mala tez jest bardzo odwaznym, energicznym dzieckiemsmile lubi sie
          bawic z innymi dziecmi a przy ulubionej, kochanej cioci zapomina o
          mojej skromnej osobie. Powodem mojego "strachu" o nia jest wypadek
          ktory mala miala majac rok.... stalo sie to przy mnie ale wlasnie to
          zdarzenie uswiadomilo mi jak bardzo winilabym osobe ktora w tym
          czasi opiekowalaby sie moim dzieckiemsad Rodzice maja juz "swoje
          lata" , wiadomo refleks nie ten a wiem do czego dziecko w tym wieku
          jest zdolne.
          • nangaparbat3 Re: dzieki cora 08.10.08, 18:33
            Widzisz - moje dziecko w wieku "rok z kawałkiem" mialo dwie solidne stluczki -
            za kazdym razem uwieńczone wielkim guzem. Raz opiekowal sie nia mój tato, raz
            brat i bratowa. W głowie mi nie postalo, by miec do nich jakiekolwiek pretensje.
            Nie chce zabawiac sie w psychologa i dociekac, dlaczego Ty wyobrazasz sobie, jak
            bardzo bys kogos winila za coś, co ewentualnie mogloby sie wydarzyc. Ale budzi
            to we mnie instynktowny niepokój - o Twoje dziecko, ze tak myślac i kierujac sie
            w wychowywaniu go takimi wyobrazeniami, wychowasz dziecko pełne leku,
            wewnetrznego niepokoju.
            • cora73 Re: dzieki cora 08.10.08, 19:37
              Nie osadzaj ludzi zbyt pochopnie (szczegolnie po krotkich wpisach
              na forum) Corka miala powazny wypadek, skutkiem ktorego byly 2
              operacje oka, 6 badan w pelnej narkozie i 6 miesieczny czas gojenia
              sie oka w czasie ktorego dziecko nie moglo oka dotknac, bron boze
              potrzec czy sie w nie uderzyc! Masz racje tylko w jednym: nie baw
              sie w psychologa! Bo wlasnie psycholog uswiadomil mi ze szukanie
              winnych, obwinianie siebie w takich przypadkach jest rzecza,
              odruchem, uczuciem NATURALNYM!!! Nad guzami, siniakami sie nie
              trzese, wiec nie rob ze mnie nadopiekunczaj mamuski-kwoki!
              • nangaparbat3 Re: dzieki cora 08.10.08, 21:02
                Bardzo Ci wspolczuję, niemniej jednak myślę, ze dla dziecka bedzie lepiej, jeśli
                uda Ci sie przezwyciezyc lęk przez zostawieniem go pod opieka innej niz Ty czy
                Twój maż osoby.
                Co do szukania winnych - z pewnoscia to powszechne, ale czy naturalne,, czy
                wyuczone - o to bym sie spierała.
                • falka32 Re: dzieki cora 08.10.08, 22:51
                  Nie jest wyuczony. To jest naturalna ludzka potrzeba (wynikająca z działania
                  mózgu)i zarazem metoda radzenia sobie ze stresem - aby nie mieć luk poznawczych
                  i aby świat był zrozumiały i przewidywalny. Jeżeli jest winny - wiadomo co
                  zaszło i jak tego uniknąc w przyszłości. Jeżeli winnego nie ma - to zostajemy z
                  przerażającą świadomością, że na nic nie mamy wpływu ani kontroli. Ten stan jest
                  przykry i psychika odruchowo się przed nim broni, szukając wyjaśnień.
                  Wyjaśnienie "los tak chciał, przeznaczenie, fatum" wbrew pozorom działa na tym
                  samym mechanizmie.
                  • nangaparbat3 Re: dzieki cora 08.10.08, 23:02
                    A jakas inna potrzeba nie wynika z dzialania mozgu? A wyuczona - nie z dzialania
                    mozgu sie bierze?
                    Szukanie winnego jest jedna z najgorszych rzeczy, jakie robimy sobie i
                    otoczeniu. Zamiast naprawiac to co sie stało, zaczynam sledztwo, a jak dobrze
                    pójdzie - karanie.
                    I nie dla kazdego jest to naturalne zachowanie - dla mego ojca było (zawsze byl
                    winny i nigdy nie bylo nim on sam), dla mojej mamy - bywalo, kiedy ktos zawinil
                    ewidentnie.
                    Zapewne jest to metoda radzenia sobie ze stresem - ale metoda niszczaca. Co do
                    unikania w przyszłosci - wystarczy zamiast "kto" zapytac "dlaczego" - skupic sie
                    na okolicznosciach i ewentualnym błędzie, nie na osobie, ktora go popełniła
                    (zreszta - na to, ze zdarza sie coś zlego, najczesciej maja wpływ rożne
                    dzialania wielu osob, wcale nie jednej - jednej szukamy, by lepiej sie poczuc
                    karzac ją - ale to prymitywne i zwyczajnie złe).
                    • cora73 Re: dzieki cora 08.10.08, 23:14
                      Bylas kiedykolwiek w sytuacji typu:cos bardzo zlego sie wydazylo,
                      mozna bylo temu zapobiec a niestety doszlo do tragedi....? Sadze z
                      twoich wypowiedzi ze nie. To co sie dzieje w twojej glowie w takim
                      momencie(czy raczej juz po fakcie, kiedy emocje zaczynaja opadac)
                      jest niestety wlasnie obwinianie siebie samego, boga i wszystkich
                      ktozy byli obecni......Nie mow mi ze matka ktorej dziecko np wypadlo
                      z okna bedac pod opieka babci, mysli" no trudno stalo sie, widocznie
                      tak mialo byc"!!!!!!!!!! Bzdury! Szuka winnego i to jest rzecza
                      naturalna!
                      • nangaparbat3 Re: dzieki cora 09.10.08, 18:57
                        Zejście z powodu zapalenia wyrostka robaczkowego tez jest NATURALNE.
                        Ja rozumiem, ze przezyłas potworną traume - ale to juz minelo, skończylo sie, a
                        Ty jestes gotowa zadreczyc dziecko, siebie, dziadkow (ktorym nie okazujesz
                        zaufania) - bo kiedyś cos sie stało. Nie mozesz teraz przez cale zycie kierowac
                        sie obawą przed kolejnym wypadkiem jako najważniejszym drogowskazem w wychowaniu
                        dziecka - to znaczy mozesz, ale nic dobrego z tego nie wyniknie.
                        • cora73 Re: dzieki cora 09.10.08, 19:20
                          No patrz....a ja myslalam ze wlasnie zadaniem rodzicow jest
                          chronic,w miare mozliwosci swoje dziecko przed wypadkami....Uwierz
                          mi ze nie zadreczam ani siebie, ani dziecka a juz najmniej
                          kogokolwiek z rodziny swoimi obawami i lekami.
                          • nangaparbat3 Re: dzieki cora 09.10.08, 23:29
                            Jak to nie?
                            Dziecko ma prawie dwa lata, a jeszcze nigdy nie dałas mu odpoczac od rodziców.
                            Ani sobie i Mezowi nie dalas wspolnej chwili wolnej od dziecka. Dziadkom ani na
                            chwile nie powierzylas rodzonej wnuczki.

                            I sama się zastanawiasz, czy dziecka nie krzywdzisz.
    • madame_edith Re: czy jestem nadopiekuńcza??? 08.10.08, 16:02
      Tylko się potem nie zdziw jak Twoje dziecko będzie miało pójść do
      przedszkola i przeżyje mega szok, że zawsze było z nim któreś z
      rodziców, a tu nagle zonk. Nagłe przecinanie pępowiny trzylatkowi
      jest chyba trudniejsze niż stopniowe przygotowanie do rozstań
      dziecka młodszego, wydaje mi się.
      Boże co ja bym oddała, żeby któraś z babć mieszkała na tyle blisko,
      żebym jej mogła choć z raz w miesiącu zostawić syna na kilka godzin
      ku obopólnej uciesze... Ja uważam, że jesteś nadopiekuńcza, ale to
      Twoja sprawa, nie mnie oceniać.
      • verdana Re: czy jestem nadopiekuńcza??? 08.10.08, 16:08
        Jesteś nadopiekuncza.
        Dziecko wie, ze zawsze jedno z rodziców jest przy nim, nie wie
        natomiast, ze rodzice moga wyjść - i wrócić. Gdy kiedyś bedziesz
        musiała zostawic dziecko na troche dłużej, bedzie to dla niego
        okropne przezycie. Nie bedzie mial zadnej pewnosci, ze jeszcze
        kiedykolwiek Was zobaczy - bo dla niego swiat to świat, w ktorym
        zawsze jest jedno z Was.
        Wystarczy konieczność pójscia do szpitala, aby dziecko przezyło
        ciężki szok. Cięzkie tez będzie rozstanie w przedszkolu, bo dziecko
        nie umie funkcjonować bez Waszego towarzystwa.
        Pora zacząć je przyzwycaajac, ze zostawione na pare godzin jeszcze
        zobaczy rodzicow, pora przyzwyczajac do troche innego zachowania i
        wymagań innych osób.
        • sanna.i Re: czy jestem nadopiekuńcza??? 08.10.08, 19:53
          Zostawiać, tak.Ale nie pod opieką osoby, do której kompletnie nie masz zaufania.
          To bez sensu. Może jest w twoim otoczeniu ktoś,kogo uważasz za odpowiedzialnego
          i godnego zaufania? Bo jakiejś nieuważnej i nieodpowiedzialnej babci też bym nie
          zostawiła.
          • falka32 Re: czy jestem nadopiekuńcza??? 08.10.08, 22:55
            Też się zgadzam. Trzeba czasem się gdzieś urwać, dziecko nie jest już takie
            małe, trochę cygańskiego życia mu nie zaszkodzi, ale jeżeli babcia jest trefna,
            to się z nią nie zostawia, jeżeli jest inne wyjście. Albo zostawia na krótko w
            czasie, kiedy dziecko i tak śpi smile

            Najgorzej, że bardzo trudno jest znaleźć stałą opiekunkę (nie z agencji, nie za
            każdym razem inną) na takie sporadyczne wyjścia sad
            Chyba, że jej się zapewni jakąś bardziej regularną fuchę, np. w czasie, kiedy
            któreś z was jest w pracy.
    • wegatka Re: czy jestem nadopiekuńcza??? 08.10.08, 16:07
      A ja myślę, że trochę jednak jesteś nadopiekuńcza. Jeśli raz na jakiś czas
      zostawisz dziecko z babcią, to wcale nie będzie oznaczać że babcia będzie je
      wychowywać za Ciebie. Dziecko powinno się stopniowo odzwyczajać od Twojej
      spódnicy, choćby z tego powodu, że planujesz w przyszłości przedszkole. Dużo
      łatwiej mu będzie przyzwyczaić się do nowej sytuacji, gdy czasami pobędzie
      trochę bez rodziców ale z babcią, którą przecież zna, niż gdy nagle, któregoś
      dnia zaprowadzisz go w obce miejsce i zostawisz z obcą panią. To, że synek jest
      odważny w Twojej obecności, nie oznacza, że taki będzie wśród obcych ludzi bez
      Ciebie.

      Jest jeszcze jedna kwestia - dziecko jest albo z Tobą, albo z tatą, albo z razem
      z Wami. A kiedy Wy z mężem jesteście sami we dwoje? Ja nie mówię o wieczorze,
      kiedy dziecko śpi. Naprawdę przez pierwsze lata życia dziecka nie zamierzasz w
      ogóle, choć raz na jakiś czas, pójść do kina, teatru, czy skorzystać z innych
      rozrywek? Tak jak dbasz o dziecko, powinnaś też zadbać o swój związek, a dziecku
      na prawdę żadna krzywda u kochającej babci nie będzie się działa, wręcz
      przeciwnie - może mieć z tego wiele przyjemności. Dlaczego mu tego odmawiać?
      • agusia79-dwa Re: czy jestem nadopiekuńcza??? 08.10.08, 16:46
        skoro ty jesteś nadopiekuńcza to ja też. Co prawda ja od początku
        nie zostawiałam jej z nikim bo wszyscy bali się ją wziąć na ręce.
        Małą zostawiłam tylko parę razy z moją mamą lub z którąś z moich
        sióstr. Mam do nich zaufanie, ale nie uważam, że moja mama musi mi
        się dzieckiem zajmować (ona nas już wychowała i należy jej się
        trochę odpoczynku). Co do pozostawienia małej z teściową- zostawiłam
        raz i więcej tego nie zrobię. Dlaczego?- nie było mnie pół godziny
        (pojechałam do apteki)i gdy wróciłam to zastałam mojego teścia z
        papierosem w domu. Ja rozumiem, że to było u nich i że tam się pali
        w domu, ale wyraźnie znali moje zdanie na ten temat i chyba mógł się
        poświęcić dla wnuczki, która miała problemy z oddychaniem
        (respirator po urodzeniu w 30tc).
    • ally Re: czy jestem nadopiekuńcza??? 08.10.08, 17:12
      ale do teatru chyba jednak z dzieckiem nie chodzisz? czyli ostatnio byłaś tam
      jakieś dwa lata temu? żenada jak dla mnie.
      a twoja koleżanka wydaje mi się normalna.
      • portala1 Re: czy jestem nadopiekuńcza??? 08.10.08, 17:25
        Jesli nie ufasz babci dziecka, to nie zostawiaj dziecka z taka
        osoba, ale znajdz kogos komu zaufasz i zostaw dziecko od czasu do
        czasu, bo rzeczywiscie powinnas czasem pojsc do teatru, a i dziecko
        powinno powoli przyzwyczajac sie, ze czasem mamunia jest daleko i
        niech zateskni.

        Wedlug mnie to, moze Ty bardziej boisz sie tych rozstan z dzieckiem,
        bo dziecko jesli kogos polubi to mu wszystko jedno z kim sie bawi.

      • dlania Re: czy jestem nadopiekuńcza??? 08.10.08, 19:40
        Ally, dla ciebie bywanie w teatrze rzadziej raz do roku czy raz na dwa lata to
        żenada???
        • ally Re: czy jestem nadopiekuńcza??? 08.10.08, 22:02
          tak. nie latam do teatru co miesiąc, ale co ciekawsze premiery staram się
          obskoczyć. tylko o bilety trudno, choć niby mało kto do teatru chodzi wink
          • ally Re: czy jestem nadopiekuńcza??? 08.10.08, 22:09
            poprawka - no chyba że ktoś mieszka na zadupiu wink ale i wtedy można by się
            czasem ruszyć... przecież to przyjemność, jest mnóstwo fajnych przedstawień smile

            tak naprawdę największą żenadą jest dla mnie ta konkretna, opisana w wątku
            sytuacja (koleżanka zaprosiła do teatru i dostało jej się, że bezdzietna i
            zapewne niekompetentna) i KOMPLETNY brak potrzeby uczestnictwa w życiu kulturalnym.
            • falka32 Re: czy jestem nadopiekuńcza??? 08.10.08, 23:09
              Ja ostatnio w teatrze byłam 17 lat temu. Nie mieszkając na zadupiu, tylko w
              wielkim mieście i nie mając przez ten cały czas małego dziecka oraz mając czas
              na kino, koncerty i imprezy. Nie lubię teatru, nudzi mnie, nie jest to dla mnie
              przyjemność i mam gdzieś to, że to jest ambitna rozrywka. W operze nie byłam
              nigdy w życiu tongue_out i na razie nie zamierzam. I nie uważam tego za żenadę, tylko za
              życie z zgodzie ze swoimi upodobaniami. Czy to też jest KOMPLETNY brak potrzeby
              uczestnictwa w życiu kulturalnym? Nie sądziłam, ze teatr jest jedynym słusznym
              życiem kulturalnym a cała reszta kultury to nędzne substytuty.
              • ally Re: czy jestem nadopiekuńcza??? 09.10.08, 22:31
                > Ja ostatnio w teatrze byłam 17 lat temu. Nie mieszkając na zadupiu, tylko w
                > wielkim mieście i nie mając przez ten cały czas małego dziecka oraz mając czas
                > na kino, koncerty i imprezy. Nie lubię teatru, nudzi mnie, nie jest to dla mnie
                > przyjemność i mam gdzieś to, że to jest ambitna rozrywka.

                może chodziłaś na nieodpowiednie przedstawienia? wink ja tam nie mam poczucia, że
                to jakaś ambitna rozrywka. tak samo "ambitna" jak kino, tylko ludzie się trochę
                ładniej ubierają.


                > Nie sądziłam, ze teatr jest jedynym słusznym
                > życiem kulturalnym a cała reszta kultury to nędzne substytuty.

                a kto tak sądzi?
                skoro autorka wątku nie ma potrzeby ruszenia się GDZIEKOLWIEK bez dziecka, to
                oznacza, że jest jeszcze parę miejsc związanych z życiem kulturalnym, gdzie nie
                bywa.
      • miko_mama ally 08.10.08, 22:11
        Żenada? żenada że nie byłam w teatrze dwa lata...???
        A czy KAŻDY ale to każdy MUSI chodzić do teatru?
        Ja na przykład nie przepadam. I nie uważam aby było w tym coś złego. Ani żenującego.

        Odpowiadając Tobie ally - nie nie byłam w teatrze jakieś dwa lata temu. Byłam
        tam znacznie dawniej :-0
        Kontynuując tę miłą dyskusję...to kiedy Ty byłaś ostatnio w teatrze i na czym? smile
        • ally Re: ally 08.10.08, 22:56
          ano żenada - wg mnie.
          nikt nie musi chodzić do teatru, czytać książek, głosować. niemniej jednak dla
          mnie jest to skrócona lista żenujących zachowań.

          ostatnio byłam w łódzkim jaraczu 20 września (2008! szok, co nie?), a na czym to
          ci nie będę pisać, bo i tak się nie znasz wink
          • miko_mama jasne, dowartościowałaś się już? 08.10.08, 23:04


            • ally trudno w to uwierzyc, co nie? ;-) 09.10.08, 22:22
              • iwles Re: trudno w to uwierzyc, co nie? ;-) 09.10.08, 22:29

                a konkretnie w co ?
                w to, że potrafisz się dowarościowywać kosztem innych?

                nie.... nietrudno uwierzyć, że tacy "umniejszacze" istnieją.
                • ally Re: trudno w to uwierzyc, co nie? ;-) 09.10.08, 22:40
                  nie, ja się nie czuję dowartościowana, jedynie zażenowana. trafiłaś pod
                  niewłaściwy adres, proponuję przenieść się tu:
                  forum.gazeta.pl/forum/72,2.html?f=567&w=85673338&v=2&s=0
          • miko_mama Re: ally 08.10.08, 23:07
            ally napisała:

            > ano żenada - wg mnie.
            > nikt nie musi chodzić do teatru, czytać książek, głosować. niemniej jednak dla
            > mnie jest to skrócona lista żenujących zachowań.

            Ally, wiesz...każdy ma inną listę żenujących zachowań.
            Są osoby - w tym ja - dla których na tej liście jest na przykład taki ton i
            treść wypowiedzi jaki właśnie zastosowałaś. Tyle.
          • annamariamuff Re: ally 09.10.08, 17:05
            ally napisała:

            > ano żenada - wg mnie.
            > nikt nie musi chodzić do teatru, czytać książek, głosować.
            niemniej jednak dla
            > mnie jest to skrócona lista żenujących zachowań.
            >
            > ostatnio byłam w łódzkim jaraczu 20 września (2008! szok, co
            nie?), a na czym t
            > o
            > ci nie będę pisać, bo i tak się nie znasz wink
            Zenada to takie komentarze pisac.
            Do teatru to moze i chodzisz ale sloma z butow nadal Ci wychodzi.
          • peresia Re: ally 09.10.08, 19:14
            ally napisała:

            > ano żenada - wg mnie.
            > nikt nie musi chodzić do teatru, czytać książek, głosować.
            niemniej jednak dla
            > mnie jest to skrócona lista żenujących zachowań.
            >
            > ostatnio byłam w łódzkim jaraczu 20 września (2008! szok, co
            nie?), a na czym t
            > o
            > ci nie będę pisać, bo i tak się nie znasz wink

            Ale buractwo...
            • ally Re: ally 09.10.08, 22:21
              obawiam się, że raczej stwierdzenie faktu. autorka sama pisze, że do teatru nie
              chodzi - czyli się nie zna smile
              pytanie nie zostało zadane z zainteresowania, tylko z przekonania, że tak
              naprawdę w teatrze byłam ostatnio sto lat temu, więc wybacz, ale nie muszę być
              milusia.
          • dee.angel Re: ally 10.10.08, 08:28
            Nie ma wiekszej zenady nad chwalenie sie bywaniem w teatrze hehe smile
            • ally Re: ally 10.10.08, 12:25
              a kto tu się chwali? zapytała, kiedy byłam, to odpowiadam - choć być może na
              głupie pytania nie powinno się odpowiadać.
              • dee.angel Re: ally 10.10.08, 13:34
                Naprawde nie chodzi tylko o ostatnia twoja wypowiedz z data smile Jesli i tego nie
                kumasz, to sorry, nie ma o czym gadac, zenada podwojna...
                • ally Re: ally 10.10.08, 13:50
                  masz rację, nie rozumiem, co jest żenującego w stwierdzeniu, że negatywnie
                  oceniam niechodzenie do teatru. i nie ma w tym żadnego "chwalenia się", bo teatr
                  nie jest jakąś elitarną rozrywką. ale cóż, uderz w stół...
                  • dee.angel Re: ally 10.10.08, 13:58
                    Wiesz, problem w tym, ze pewnie wiele osob na tym forum chodzi do teatru. Po
                    prostu sprawia im to przyjemnosc. Problem w tym, ze tobie dodatkowo sprawia
                    przyjemnosc wytykanie innym, ze nie chodza, tak jakbys miala jakiekolwiek
                    pojecie o tym, kto chodzi, a kto nie smile
                    I masz racje, elitarna rozrywka to nie jest. I nie kazdy musi ja lubic. Ocena
                    poziomu kultury innych osob na podstawie ilosci obejrzanych sztuk w teatrze
                    swiadczy jedynie o jakichs twoich komleksach, byc moze nieuswiadomionych...
                    • ally Re: ally 10.10.08, 14:24
                      a skąd ty wiesz, co mi sprawia przyjemność? smile to, że niektórzy odebrali moje
                      wypowiedzi jako chwalenie się, oznacza, że wychodzą z założenia, że tu jest się
                      czym chwalić. a nie jest. uderz w stół...

                      btw, co powiesz o wmawianiu ludziom kompleksów? sprawia Ci to jakaś przyjemność?
                      wink może jakiś nieuświadomiony problem? wink
                      • dee.angel Re: ally 10.10.08, 15:54
                        Wychodzi na to, ze w dodatku chodzenie do teatru wcale nie sprawia ci
                        przyjemnosci, tylko chodzisz, bo tak wypada. Ech... Zamotalas sie dziewczyno.
                        • ally Re: ally 10.10.08, 16:05
                          a nie przyszło ci do głowy, że można krzywo patrzeć na ignorancję w kwestii
                          życia kulturalnym i równocześnie czerpać przyjemność z wizyt w kinie, teatrze,
                          na wystawach, koncertach etc.?
                          • ally Re: ally 10.10.08, 16:10
                            * kulturalnego, nie kulturalnym smile
    • dee.angel Re: czy jestem nadopiekuńcza??? 08.10.08, 17:42
      Moim zdaniem problem nie lezy w twojej nadopiekunczosci tylko w niezrozumialym
      dla mnie leku pozostawienia dziecka z kimkolwiek innym poza rodzicami. I jak
      wspomnialy dziewczyny to sie zemsci na dziecku predzej czy pozniej, bo chcesz
      czy nie, do matury malego tak nie pociagniecie...
      Argument o wychowywaniu przez inne osoby jest calkiem nietrafiony, bo przez pare
      godzin raz na jakis czas nikt nie zmieni twojego dziecka ani nie bedzie mial na
      nie zbyt duzego wplywu.
      • mijaczek Re: czy jestem nadopiekuńcza??? 08.10.08, 18:03
        sam fakt, ze twoj nick to mama-cos tam jest dla mnie oznaka bycia
        tylko matka a nie czlowiekiem... ale tyle razy juz temat
        walkowalysmy na emamie, ze nie bede sie szerzej wypowiadac...

        chcialabym, zebys mi wytlumaczyla jak wyobrazasz sobie wychowanie
        dziecka powiedzmy do 18 roku zycia, bo rozumiem, ze skoro masz
        dziecko i nie chcesz by ci je ktokolwiek inny "wychowywal" to nie
        planujesz zadnych socjalnych kontaktow dla malego/malej? no bo skoro
        kilkugodzinny pobyt malca u babci/niani to juz dla
        ciebie "wychowywanie" to jak poradzisz sobie z zabawami dziecka na
        podworku po kilka godzin dziecka? wplywy kolegow/kolezanek? zajecia
        w szkole/przedszkolu?

        i ty nie trzymasz dziecka pod kloszem?


        ps. a odpowiadajac na twoje pytanie - tak, jestes nadopiekuncza i
        masz problemy z zaufaniem.
      • poli-mama Re: czy jestem nadopiekuńcza??? 08.10.08, 18:09
        yhyy.. nie wiem czy nadopiekuńcza ale inna niż ja.
        w każdym razie u mnie wygląda to troche inaczej - nie widzę problemu
        w oddaniu pod opiekę mojej (21m) córeczki rodzicom, teściom czy
        kuzynce - moja mała jest tam tak szczęsliwa i rozbawiona, że nie
        zauważa naszej nieobecności więc i ja mam spokojne sumienie (i na
        balety na cała noc można czasem wyskoczyć) ;-p
        a i mamę i teściową (o dziwo!) mam cudną..
        ooh jak to brzmi..
    • nangaparbat3 Re: czy jestem nadopiekuńcza??? 08.10.08, 18:27
      Jest w Tobie bardzo duzo leku i malo zaufania do swiata. Masz wielkie szanse
      wychowac lękliwe dziecko - a przeciez tego chyba byś nie chciala, prawda?
      Oprocz tego o czym juz pisano - takie uwiazanie do dziecka nie sluzy Waszemu
      malżeństwu.
      Na początek poczytaj Fromma - "O sztuce miłosci" - a dokladniej o miłosci
      macierzyńskiej, ktora dla dziecka jest "mlekiem i miodem".
    • karibik Re: czy jestem nadopiekuńcza??? 08.10.08, 18:29
      Tak, jesteś. Koleżanka dobrze mówi. Czas odciąć pępowinę i zacząć
      żyć normalnie, bo za chwilę bedziesz miała mega problem z
      dzieckiem... Prawie 2 lata i NIGDY nie zostało z nikim oprócz
      rodziców??? A kiedy Wy macie czas tylko dla siebie?
      • dobrasasiadka Re: czy jestem nadopiekuńcza??? 08.10.08, 18:37
        a ja sobie mysle ze kazda matka ma prawo SAMA zadecydowac kiedy
        odciac pępowine- moze potrzebujesz jeszcze troche czasu?
        mnie uderzyło natomiast co innego - Twoja kolezanka moze po prostu
        tak w głebi serca Ci zazdroswci dziecka i troche chciała sie jakos
        odgryźć? dowartosciowac? zycie sie przewartosciowuje po narodzinach,
        a ona po prostu nie zna tego uczucia...
        moja rada jest taka: jesli zle sie bedziesz czuła w tym teatrze,
        myslami bedziesz w domu a nie na spektaklu - to nie idz!!
        tyle ze zacznij rozwijac w sobie mysl ze ten moment pozostawienia go
        pod obca opieką kiedys nastapi i ze niech to bedzie wkrótce! ale
        niech to bedzie Twoja decyzja!
        powodzenia
        • nangaparbat3 odcinanie pepowiny 08.10.08, 18:42
          dobrasasiadka napisała:

          > a ja sobie mysle ze kazda matka ma prawo SAMA zadecydowac kiedy
          > odciac pępowine- moze potrzebujesz jeszcze troche czasu?

          Masz rację - to matka w tym przypadku POTRZEBUJE pepowiny, nie dzieko. I to
          jest problem, poważny.
          • karibik Re: odcinanie pepowiny 08.10.08, 18:57
            nangaparbat3 napisała:

            > dobrasasiadka napisała:
            >
            > > a ja sobie mysle ze kazda matka ma prawo SAMA zadecydowac kiedy
            > > odciac pępowine- moze potrzebujesz jeszcze troche czasu?
            >
            > Masz rację - to matka w tym przypadku POTRZEBUJE pepowiny, nie
            dzieko. I to
            > jest problem, poważny.
            >

            Dokładnie, popieram w 100% - matka ma problem i to ewidentny.
            Dziecko nie jest narzędziem do spełniania potrzeb - nie wiem jak
            przez 2 lata kobieta nie chce się poczuć kobietą/żoną/partnerką a
            tylko i koniecznie mamą... Cosik nie tak jest w waszych relacjach.
        • babowa Re: czy jestem nadopiekuńcza??? 08.10.08, 18:56
          dobrasasiadka napisała:

          > a ja sobie mysle ze kazda matka ma prawo SAMA zadecydowac kiedy
          > odciac pępowine- moze potrzebujesz jeszcze troche czasu?

          No przepraszam,ale gdzie tu jest dobro dziecka?
          Mama jak widac ma zapędy nadopiekuńcze,przez 21 m-cy utrzymuje
          dziecko w przeswiadczeniu ze jedynia mama i tata potrafia zapełnic
          mu swiat,moze czas spojrzec troche dalej ,jak to dziecko ma dac
          sobie rade własnie w przedszkolu,szkole skoro teraz nie ma żadnych
          (!) doswiadczeń społecznych.jest mały,ok ale juz czas na pierwsze
          rozstania jak najbardziej,dla jego i waszego dobra.

          >mnie uderzyło natomiast co innego - Twoja kolezanka moze po prostu
          > tak w głebi serca Ci zazdroswci dziecka i troche chciała sie jakos
          > odgryźć? dowartosciowac? zycie sie przewartosciowuje po
          narodzinach,

          a moze kolezanka własnie ma doswiaczenie wychowujac i obserwujac
          takie wychuchane dzieci w zwykłej ,przedszkolnej rzeczywistości i
          widzi jak im ciezko sie odnaleźć,przystosować?
          moze widzi własnie w mamie tą niezdrową "kwokowatość" i zwraca jej
          uwage a ona jako ze moze troche przewrazliwiona na punkcie własnego
          dziecka i tym samym na punkcie siebie jako mamy odbiera to jako
          złosliwosci


          >
          moja rada jest taka: jesli zle sie bedziesz czuła w tym teatrze,
          > myslami bedziesz w domu a nie na spektaklu - to nie idz!!

          a ja bym radziła- idz,przecież to nie jest niemowle na cycu !.zje
          cos ,wypije pobawi sie,w tym wieku możliwosci zajecia dziecku czasu
          jest ogrom,daj babci poczuć ze ma wnuka

          >tyle ze zacznij rozwijac w sobie mysl ze ten moment pozostawienia
          go
          > pod obca opieką kiedys nastapi i ze niech to bedzie wkrótce

          i tu sie zgadzam,zacznij sie przyzwyczajac ze ten czas jego
          niezaleznosci od ciebie ,od was juz po prostu małymi krokami
          nadchodzi i nalezy i jemu i wam to ułatwiac juz teraz

          i tez zycze powodzenia smile)
    • sebaga Re: czy jestem nadopiekuńcza??? 08.10.08, 19:06
      nie wiem czy to nadopiekuńczość. Dla mnie delikatne mówiąc dziwne jest, ze nie
      masz ochoty wyrwać się gdzieś tylko z mężem. Mąż zadowolony, ze wszędzie
      ciągancie dziecko?Jasne, ze to Ty urodziłaś i masz obowiązek wychowywać dziecko,
      ale to nie powód, zeby być z nim całą dobę!
    • anika772 Re: czy jestem nadopiekuńcza??? 08.10.08, 19:09
      Jeżeli Ciebie i męża nie męczy to że nie jesteście nigdy we dwoje,
      to nie ma problemu. Lubicie być z dzieckiem i nie potrzebujecie być
      sam na sam, ok.
      Osobiście bym oszalała, gdybyśmy nie mieli od czasu do czasu wyjść
      sam na sam. Niestety nieczęsto się to zdarza z różnych względów.
    • lolinka2 Re: czy jestem nadopiekuńcza??? 08.10.08, 19:26
      jesteś
    • iwoniaw Małe dziecko potrzebuje rodziców 08.10.08, 19:33
      Moim zdaniem nie jesteś. Też nie zostawiałam dziecka b. długo z nikim innym niż
      jego ojciec. Dziecko ma się doskonale - w przedszkolu zaadaptował się od razu,
      jako jeden z nielicznych nie urządzał scen. Jest pogodny i kontaktowy. Z moich
      obserwacji wynika, że raczej niepewne, płaczliwe i wycofane są dzieci, które
      niemal od urodzenia były zostawiane na długie godziny komu popadnie, bo rodzice
      się "realizowali".
      A niektóre z osób wypowiadających się w wątku to piszą tak, jakby rzecz nie
      dotyczyła niespełna dwulatka, ale jakby autorka co najmniej dziecko w wieku
      szkolnym non stop przy sobie miała.
      • mijaczek Re: Małe dziecko potrzebuje rodziców 08.10.08, 19:48
        ale my tu nie mowimy o przedszkolu tylko o wyjsciu dwojki doroslych
        ludzi ze znajomymi...

        Do szalu doprowadzaja mnie sytuacje kiedy normalni ludzie po
        slubie/urodzeniu dziecka/zaczeciu nowej pracy/przeprowadzce
        zamieniaja sie w istoty nie przypominajace siebie...

        Nie jest zbrodnia wyjsc z mezem do kina/baru/znajomych gdy uprzednio
        zaaranzuje sie odpowiednia opieke dla dziecka... autorka watku ma
        ewidentne problemy z zaakceptowaniem faktu, ze nie jest jedyna
        istota na ziemi, ktora jest w stanie zaopiekowac sie dzieckiem...
        nie ma na mysli zdrowia dziecka tylko swoja niepewnosc i
        nieumiejetnosc przystosowania sie...

        powodzenia!
        • ik_ecc Re: Małe dziecko potrzebuje rodziców 08.10.08, 19:59
          mijaczek napisała:

          > Do szalu doprowadzaja mnie sytuacje kiedy normalni ludzie po
          > slubie/urodzeniu dziecka/zaczeciu nowej pracy/przeprowadzce
          > zamieniaja sie w istoty nie przypominajace siebie...

          "Do szalu" Ci doprowadzaja? Proponuje wziac cos na uspokojenie, bo
          to ich sprawa, nie Twoja.
          • mijaczek Re: Małe dziecko potrzebuje rodziców 08.10.08, 23:11
            ik_ecc napisała:


            > "Do szalu" Ci doprowadzaja? Proponuje wziac cos na uspokojenie, bo
            > to ich sprawa, nie Twoja.


            Tak, do szalu, bo widze, ze ludzie, ktorzy wczesniej posiadali
            rozumy i trzezwo patrzyli na swiat rozmywaja sie i z mogow robi im
            sie jakas papka...
            Coraz trudniej spotkac wartosciowego czlowieka na swojej drodze i
            gdy takiego przyjaciela traci sie przez to, ze ktos swiata nie widzi
            poza w/w to naprawde rozne emocje czlowiekiem targaja...
      • ik_ecc Re: Małe dziecko potrzebuje rodziców 08.10.08, 20:07
        Generalnie zgadzam sie z Iwoniaw.

        Bardzo sympatycznie jest w koncu poznac matke (i, miejmy nadzieje,
        ojca), ktorym NIE PRZESZKADZA wlasne dziecko, ktorych jedyna mysla
        nie jest, zeby to dziecko komus podrzucic i od niego uciec.

        Z drugiej strony, ja chcialam, zeby moja corka miala wiecej ludzi
        niz tylko nas, ktorym w pelni ufa i z ktorymi czuje sie bezpiecznie
        i swobodnie. Mamy kilka takich osob. Corka nie jest tam "podrzucana"
        bo "ja juz nie moge z nia wytrzymac", tylko chodzi tam bo chce -
        sama o to prosi - i bawi sie tam doskonale, czesto nie chce wracac
        do domu (moja corka jest jednak troche starsza). Ale sa to tez
        ludzie, ktorym ja w pelni ufam i ktorzy podzielaja moja filozofie
        dotyczaca wychowania.
        • kali_pso Re: Małe dziecko potrzebuje rodziców 08.10.08, 20:55
          ktorym NIE PRZESZKADZA wlasne dziecko, ktorych jedyna mysla
          nie jest, zeby to dziecko komus podrzucic i od niego uciec.


          Ale chyba nie to jest tematem watku?
          O jakim podrzucaniu mówisz?

          Pani autorka tego watku tak to własnie ocenia a Wy ja jeszcze
          utwierdzacie w tym, że dziecko, które całych dni nie spędza tylko z
          rodzicami musi być wielce poszkodowane, bo jakżeby inaczej..
          • ik_ecc Re: Małe dziecko potrzebuje rodziców 08.10.08, 21:19
            kali_pso napisała:

            > ktorym NIE PRZESZKADZA wlasne dziecko, ktorych jedyna mysla
            > nie jest, zeby to dziecko komus podrzucic i od niego uciec.
            >
            > O jakim podrzucaniu mówisz?

            O takim, o ktorym wspomina znakomita wiekszosc pan powyzej - "nie
            wytrzymalabym gdybym nie mogla sie wyrwac od czasu do czasu bez
            dziecka".

            Nie jestem pewna jak to mozna wyrazniej napisac. Chodzi o pozbycie
            sie dziecka. Wcisniecie go gdziekolwiek byle tylko go nie widziec.

            > Pani autorka tego watku tak to własnie ocenia a Wy ja jeszcze
            > utwierdzacie w tym, że dziecko, które całych dni nie spędza tylko
            > z rodzicami musi być wielce poszkodowane, bo jakżeby inaczej..

            Nie chodzi o to czy dziecko poszkodowane czy nie, tylko o
            nastawienie rodzica. Wyrzucilas druga czesc mojej wypowiedzi, gdzie
            napisalam, ze moje dziecko zostaje w innych domach dlatego ze chce,
            dlatego ze kocha tych ludzi, dlatego, ze sie z nia bawia inaczej niz
            my, ucza czego innego niz my, itd. A nie dlatego, ze ja mam jej
            dosyc i koniecznie potrzebuje byc bez niej.

            Podejrzewam, ze z takim nastawieniem autorce watku latwiej byloby
            poszukac kogos, kogo dziecko mogloby poznac i mu zaufac. Bo nie
            robilaby tego z niecheci do dziecka, tylko z milosci do niego.
            • care5 Re: Małe dziecko potrzebuje rodziców 09.10.08, 08:35
              Nie jestem pewna jak to mozna wyrazniej napisac. Chodzi o pozbycie
              > sie dziecka. Wcisniecie go gdziekolwiek byle tylko go nie widziec.
              >


              CZyli uwazasz ze wszystkie kobiety ktore napisaly inaczej niz
              autorka watku to wyrodne matki ktore niczym kokolka podrzucaja
              komukolwiek swoje dziecko "cyt by go ni widziec" CZy aby nie
              przesadzasz. Rozumiem ze chcialas u wyraznic swoja odpowiedz ale
              takie kobiety to raczej te z marginesu a nie sadze zeby cale
              menelstwo zebrao sie dokladnie w tym watku.

              Widzisz tez pewnie jestem wyrodna bo zostawiam o zgrozo dziecko u
              dziadkow. Szok pewnie wiekszy bo ufam tesciowej w opiece tak samo
              jak sobie.Ba. ona ma ta cierpliwosc i podejscie jakie ma do dzieci
              moj maz a ja poprostu tak nie umiem sie bawic. No ale pewnie jak
              ktos nie ma przyrosnietego dziecka do siebie to juz wyrodny jest.


              Rozumiem ze mozna nie chciec zostawic dziecka z kim popadnie. Ale co
              tak caly swiat jst malo odpowiedialny i malo dobry do opieki?

              I pomimo zapewnien autorki ze jest oki to nie sadze by bylo to
              zdrowe dla normalnego zwiasku. No chyba ze oboje to cieple kluchy
              lubiace jedynie tv a szczytem szalenstwa jest koncert sdm lub kino.



      • lolinka2 Re: Małe dziecko potrzebuje rodziców 08.10.08, 20:11
        iwoniaw, leczysz kompleksy bo kilkuletnim bezrobociu???

        ale nam się rozjechały obserwacje: moje dzieci nie urządzały scen. Od
        urodzenia z ojcem, ja w pracy, w trakcie nianie/ciocie/znajome (od
        godz-dwóch do całego dnia, co roku tydzień samodzielnych wakacji u
        rodziny), od wieku ok 2 lat przedszkole na min. 8 godzin dziennie. I
        ni huhu - scen nie uświadczysz.
        • iwoniaw Re: Małe dziecko potrzebuje rodziców 08.10.08, 21:14
          > iwoniaw, leczysz kompleksy bo kilkuletnim bezrobociu???

          A jak myślisz?

          > ale nam się rozjechały obserwacje: moje dzieci nie urządzały scen.

          To nie jest wątek o twoich dzieciach. Odniosłam się do wypowiedzi osób, które
          prorokują, że dziecko, którym we wczesnym dzieciństwie matka i ojciec zajmują
          się non stop, będzie potem nieprzystosowane do życia, przedszkola i w ogóle
          dramat. Otóż NIE.

          Swoją drogą ciekawe, że ilekroć ktoś śmie napisać, iż poświęca(ł) dziecku więcej
          czasu niż statystyczna matka na forum deklaruje, zaraz mu się szuka kompleksów i
          wmawia, że krzywdzi dziecko; nie daj Boże takiej osobie napisać, że nie jest z
          nią źle, bo natychmiast podpada się pod identyczną diagnozę. Za to jeśli matka
          szuka tylko pretekstu do pozbycia się dziecka, nie ma dla niego czasu więcej niż
          2 h dziennie wliczając w to kąpiel i kładzenie spać, to wówczas oczywiście
          chórek powtarzających bzdury o "jakości", która we wspólnym spędzaniu czasu ma
          rzekomo przewagę nad ilością nie leczy sobie niczego, a skądże.
          • kali_pso Re: Małe dziecko potrzebuje rodziców 08.10.08, 21:25
            Za to jeśli matka
            szuka tylko pretekstu do pozbycia się dziecka, nie ma dla niego
            czasu więcej niż
            2 h dziennie wliczając w to kąpiel i kładzenie spać


            Wiesz, jesteś trochę niesprawiedliwa.
            Takie opinie na forum pojawiają się najczęściej wtedy, gdy chodzi o
            matkę pracującą, której ciężko jest godzić obowiązki zawodowe i
            rodzicielskie a pracować musi lub chce. Jakoś nie zauważyłam masowej
            idei poparcia dla tych, które tylko marzą o pozbyciu się dzieciaka i
            hedonistycznym używaniu życia.

            Chyba jednak opinie i obserwcje w tym akurat temacie rzeczywiście
            sie rozjechaływink
            • iwoniaw Masz rację co do tego 08.10.08, 21:33
              > Wiesz, jesteś trochę niesprawiedliwa.

              Trochę jestem, z powodów które wymieniasz - ale celowo naciągam, bo zauważ, że
              jednak rady w stylu "masz prawo do wyjścia/ zabawy/ oddechu" zawsze się pojawią
              (i dobrze) i nikt wówczas nie dorabia tezy pt."wyrodna matka". A tutaj mamy
              matkę, która nie narzeka na brak oddechu/ rozrywki/ współopieki nad dzieckiem ze
              strony męża, tylko na wtykanie się koleżanki i dorabianie tezy "jesteś
              nienormalna, bo nie chcesz dziecka (niespełna 2-letniego, przypomnę) zostawić i
              się zabawić" - i okazuje się, że napisanie tej matce "jesteś normalna, dziecku
              to posłuży a koleżanka niech się odpimpa" świadczy o popieraniu patologicznych
              zachowań i leczeniu kompleksów.
              No to popieram i leczę, trudno.
              wink
      • kali_pso Re: Małe dziecko potrzebuje rodziców 08.10.08, 20:49
        Z moich
        obserwacji wynika, że raczej niepewne, płaczliwe i wycofane są
        dzieci, które
        niemal od urodzenia były zostawiane na długie godziny komu popadnie,
        bo rodzice
        się "realizowali".


        Serio, nie spodziewałam sie tego po TobiewinkP
        Zawsze rozsądna, a tutaj taki klopsik...
        Mam w najbliższym otoczeniu dwójkę dzieci, przyszpilonych przez
        mamunie do siebie niemlże na stałe- niepewne, płaczliwe i wycofane.
        Mój syn od małego wychowywał się w relacjach z dużą ilością ludzi-
        ja studiowałam, była babcia, moi bracia..opieka full serwis,
        niekoniecznie wyłącznie świadczona przez rodziców. ZAWSZE był
        dzieckiem, którego otwartość, radość i kontaktowośc podziwiali inni
        ludzie..wyżej wspomniane mamunie równieżwinkPPPP
        • iwoniaw Re: Małe dziecko potrzebuje rodziców 08.10.08, 21:20
          > Mam w najbliższym otoczeniu dwójkę dzieci, przyszpilonych przez
          > mamunie do siebie niemlże na stałe

          No ale autorka nie "przyszpila" dziecka do siebie - wyraźnie pisze, że wychodzi
          gdy tylko chce/ potrzebuje, a dziecię ma ojca, który się zajmuje. Nie pojmuję
          zatem, czemu jej brak chęci wyjścia w _jednostkowych_ sytuacjach przeszkadza
          osobom _postronnym_ (bo przecież nie chodzi o męża, któremu np. brakuje
          wspólnych wyjść) i jeszcze dorabiają do tego tezę "bo jesteś nienormalną matką".
          To i tylko to mnie osłabiło.

          > Mój syn od małego wychowywał się w relacjach z dużą ilością ludzi-
          > ja studiowałam, była babcia, moi bracia..opieka full serwis,
          > niekoniecznie wyłącznie świadczona przez rodziców.

          No ale przypuszczam, że miałaś do nich zaufanie - w przeciwieństwie do autorki
          wątku, która takiego komfortu nie ma i wcale się nie dziwię, że wobec tego woli
          sprawować opiekę osobiście. Przypominam, że rozmawiamy cały czas o dziecku,
          które JESZCZE nie jest nawet w wieku przedszkolnym - naprawdę nie widzę w
          postawie autorki nic nienormalnego, co szerokie grono tutaj jej usiłuje wmówić.
        • ik_ecc Re: Małe dziecko potrzebuje rodziców 08.10.08, 21:26
          kali_pso napisała:

          > Mój syn od małego wychowywał się w relacjach z dużą ilością ludzi-
          > ja studiowałam, była babcia, moi bracia..opieka full serwis,
          > niekoniecznie wyłącznie świadczona przez rodziców. ZAWSZE był
          > dzieckiem, którego otwartość, radość i kontaktowośc podziwiali
          > inni
          > ludzie..wyżej wspomniane mamunie równieżwinkPPPP

          Cecha osobowa byc moze.

          Ja tez bylam tak wychowywana (zloby, przedszkola, babcie, itp),
          jestem teraz bardzo silnym introwertykiem z oporami przed
          poznawaniem nowych ludzi i bywaniem wsrod ludzi, oraz w zasadzie nie
          mam zadnych relacji z moja matka, ktorej zwczajnie nie znam i ktora
          pamietam wylacznie jako ta wiecznie "realizujaca sie".
          Moja siostra byla "przy mamusi" przez 5 lat (matka radykalnie
          zweryfikowala poglady ilestam lat pozniej), jest bardzo pewna
          siebie, bardzo otwarta, towarzyska, z fantastycznym poczuciem
          wlasnej wartosci. Maja niesamowicie blisko kontakt z matka - ktory
          podziwiam i ktorego nie rozumiem.
          Byc moze cecha osobowa.
    • care5 Re: czy jestem nadopiekuńcza??? 08.10.08, 20:06
      A potem kobiety sa zdziwione ze mezowie je zdradzaja.smile. Kazdy by
      szukal odskoczni od takiego kieratu.
      • twarz2 Re: czy jestem nadopiekuńcza??? 08.10.08, 20:12
        Jeśli jest zdradopodatny to zdradzi niezależnie od sytuacji.
      • jajofka Re: czy jestem nadopiekuńcza??? 09.10.08, 15:56
        i z tym się niestety zgodzę wink co do pytania w poście, no cóż. sama
        zrobisz jak uważasz, ale ja (a nie reprezentuję swoją rodziną
        patologii) nie wyobrażam sobie nie wyskoczyć TYLKO Z MĘŻEM,
        przynajmniej raz na miesiąc, dzieci zostawiam z zaufanymi dziadkami,
        bo los mnie takowymi obdarzył wink
    • twarz2 Re: czy jestem nadopiekuńcza??? 08.10.08, 20:08
      Uważam, że skoro nie ufasz babci to nie ma najmniejszego powodu, żeby jej
      zostawiać dziecko. Opinia obcych w tym temacie nie miałaby najmniejszego
      znaczenia dla mnie i nie uważam, ze jesteś nadopiekuńcza.
      Moje dzieci też nie zostawały z nikim poza mną i mężem (jednym z powodów jest
      to, że nie mamy blisko żadnej rodziny) i krzywda im się z tego powodu nie dzieje.
      Syn poszedł do przedszkola bez najmniejszego problemu, nie było płaczu, zali
      itd. Chodzi bardzo chętnie do tej pory (2gi rok, obecnie 4,5latek). W tym roku
      pierwszy raz też pojechał na wakacjach do babci - był z dziadkami sam przez
      tydzień i problemu nie było.
      Uważam, że powinnaś postąpić dokładnie tak jak czujesz, a takim gdybaniem i
      generalizowaniem (pępowina, krzywda dziecka itp) zupełnie bym się nie przejmowała.
    • kali_pso Re: czy jestem nadopiekuńcza??? 08.10.08, 20:52
      Ciekawe kiedy zaczniesz pisac łzawe historie o tym, jak to czujesz
      się samotna z uwagi na wykruszone koleżanki, nierozumiejące matki,
      która uważa, że 24/24 z dzieckiem to jej obowiązek...
      Chyba, że Ciebie w ogóle nie ciagnie i nie ciągnęło do ludzi, w
      takiej sytuacji nie ma co się dzieckiem zasłaniać tylko szczerze
      koleżance dać do zrozumienia, że nie chcesz kontynuować znajomości i
      tylewinkP
    • mathiola Re: czy jestem nadopiekuńcza??? 08.10.08, 20:59
      Nie będę odpowiadała a pytanie zawarte w tytule, bo za mało
      informacji mam na temat twojego podejścia do dziecka.
      Powiem jedynie, że nie wyobrażam sobie sytuacji, w której przez
      prawie 2 lata życia dziecka nie mogłabym go zostawić gdziekolwiek i
      z kimkolwiek z rodziny/przyjaciół, żeby móc wyjśc i zażyć rozrywki.
      Nie wyobrażam sobie również, żeby pozostawienie dziecka na 5 godzin
      z kimś mogło w jakikolwiek sposób wpłynąć na jego wychowanie oraz
      zagrozić w jakikolwiek sposób jego zdrowiu/życiu etc. To dla mnie
      jakaś histeryczne podejście do sprawy po prostu.
      • falka32 Re: czy jestem nadopiekuńcza??? 08.10.08, 23:27
        > Powiem jedynie, że nie wyobrażam sobie sytuacji, w której przez
        > prawie 2 lata życia dziecka nie mogłabym go zostawić gdziekolwiek i
        > z kimkolwiek z rodziny/przyjaciół,

        Mathiola, ale przecież ona pisze wyraźnie, że zostawia i wychodzi sama. Tyle, że
        z tatą, a nie z babcią/ciocią/sąsiadką. Bo tatę ma do dyspozycji od ręki i bez
        proszenia.

        > Nie wyobrażam sobie również, żeby pozostawienie dziecka na 5 godzin
        > z kimś mogło w jakikolwiek sposób wpłynąć na jego wychowanie oraz
        > zagrozić w jakikolwiek sposób jego zdrowiu/życiu etc.

        Przyczepię się tu do słowa KIMŚ. Mogę pociągnąć do absurdu? Z 7-letnim bratem, z
        babcią chorą na altzheimera, z dziadkiem - alkoholikiem, z kolegą który ma
        agresywnego amstaffa, z sąsiadem - pedofilem, z teściową, która nie rozumie
        zdania "ma ciężką alergię na mleko i gluten", z moją matką, która po 2
        godzinach przebywania z wnusiem dostaje histerii, drze się i zamyka je w
        łazience a sama idzie do lodówki walnąć piwko dla odstresowania.
        Ja bym jednak się upierała, że nie jest wszystko jedno, z kim. A autorka wątku
        ma problem taki, że do dyspozycji na wyjścia z mężem ma tę konkretną babcię, do
        której nie ma zaufania - i nie pisze, czemu nie ma, więc ja zakładam, że być
        może ma powód bardziej prozaiczny, niż tylko diagnozowany na forum lęk przed
        rozerwaniem symbiozy z dzieckiem.
    • gacusia1 Re: czy jestem nadopiekuńcza??? 08.10.08, 21:01
      W/g mnie jestes nadopiekuncza podchodzac do sprawy w ten sposob,ze
      nie zostawisz dziecka z NIKIM innym,niz maz. Naturalne jest
      natomiast to,ze nie zostawisz dziecka komus,komu NIE UFASZ. Tak
      wiec,nalezaloby znalezc zaufana osobe do opieki. Jesli z gory
      zakladasz,ze NIKOMU nie zaufasz,to znaczy,ze jestes nadopiekuncza.
    • malanuna Re: czy jestem nadopiekuńcza??? 08.10.08, 21:22
      u mnie dzieci od zawsze bywaly uw roznych domach a my hyc do kina czy
      restauracji, bywaly momenty ze dzieci z powodów nazwijmy to komunikacyjnych
      (robienie po swojemu za wszelka cene kosztem zdrowia dziecka i brak szacunku do
      nas jako rodzicow)byly tylko z jednym z nas i nie widze nadopiekunczosci w
      przebywaniu z dzieckiem kiedy do wyboru ma sie kogos komu sie nie ufa. Gdybym
      miala sie opowiedziec za jakas opcja powiedzialabym ze lepiej sie przelamac i
      zostawic z osoba 3 POD WARUNKIEM ZE SIE JEJ UFA.

      uwazam jednak ze dziecko do 2 roku zycia nie potrzebuje wzmozonych kontaktow
      towarzyskich choc akurat w naszym przypadku dzieci byly/sa zadowolone ze nie
      byly przyzwyczajone do mnie i meza tylko i min poslanie do przedszkola
      skonczylo sie happy endem smile))


      co do ciebie mi sie wydaje ze rob jak tobie dobrze nie kolezance i szczerze to
      tobie sie chyba do tego teatru po prostu wyjsc nie chcialo i tyle filozofii smile))

      ps
      praca w przedszkolu ani czytanie fromma nie robi z nikogo psychologa dzieciecego
      drogie Panie smile
    • marghe_72 Re: czy jestem nadopiekuńcza??? 08.10.08, 21:26
      miko_mama napisała:


      >
      > Pytanie :
      > - czy to ze mną jest cos nie tak, bo nie mam ochoty podrzucać
      dziecka babci, za którą nie przepadam i nie ufam ani trochę,

      Nie zostawiłabym z kims komu nie ufa

      ale poszukałabym kogoś godnego zaufania i raz na jakiś czas wyrwała
      się z domu z mężem.
      To dobrze robi..
      I Wam
      i dziecku
    • anmala Wszystkie uogólnienia są niebezpieczne, nawet to 08.10.08, 21:40
      Najważniejsze, abyś ty i dziecko czuło się z tym dobrze. Twój maluch nie jest
      już tyci, od czasu do czasu może zostać z kimś zaufanym.
      A czy będziesz miała problemy z tym jak pójdzie do przedszkola to czas pokaże.
      Moja córka jeszcze dłużej była pod moją i tylko moją opieką i nie było tzw
      kryzysu przedszkolnego. Dużo zależy od dziecka.
      Generalnie nic na siłę, no chyba, że jest taki przymus...
      Nie jesteś nadopiekuńcza, tylko inaczej podchodzisz do kwestii bycia z
      dzieckiem, co w "dzisiejszych" czasach nie jest normą. Bo normą jest niańka,
      żłobek i tyranie po 24h na dobę.
    • miko_mama Dziękuję wszystkim za wypowiedzi 08.10.08, 22:42
      Dzięki dziewczyny za odpowiedzi. Zarówno za te na tak, jak i na nie.

      Chciałam poznać Wasze zdanie. Ja swoje mam, i cóż...chyba go jednak nie
      zmienię...smile mimo bardziej lub mniej silnych argumentów.

      Fajnie że na forum są osoby które również, tak jak ja, potrafią znależć
      przyjemność w opiece i przebywaniu ze swoim własnym dzieckiem, towarzyszeniu mu
      w dorastaniu...

      Pracujące - rozumiem, sama też pracuję, ale...nic na siłe więc w niepełnym
      wymiarze...na szczęście możemy dostosować z partnerem swój czas pracy, więc
      tragedii nie ma.

      A o mój związek się nie martwcie - ma się dobrze. Mimo nie wychodzenia bez
      dziecka, tylko we dwoje, do teatru lub na "całonocne balety"

      Aha i jeszcze jedno - któraś z was oceniła moją "całkowitą niechęć do
      uczestnictwa w życiu kulturalnym" czy jakoś tak.
      Pytanko - czy życie kulturalne to TYLKO teatr? Czy zdarza wam się chodzić Z
      DZIECKIEM na wystawę, na koncert? Nam tak.
      Jak można oceniać czyjąś niechęć lub chęć uczestniczenia w życiu kulturalnym po
      jednym nie-wyjściu do teatru? Lub po prostu - po nielubieniu teatru?

      Domorosłym psychologom również dziękuję smile)

      Aha i jeszcze jedno - nigdzie nie napisałam że ktokolwiek będzie wychowywał mi
      dziecko, jak zostanie z nim na parę godzin. To już - sorry- ale Wasza
      nadinterpretacja.
      Napisałam tylko że mam takie zdanie - moje dziecko to moja sprawa i nikt nie
      musi z nim siedzieć i opiekować się nim bo ja mam ochotę gdzieś wyjść - że znów
      zacytuję - "na balety"

      Pozdrawiam i dzięki za ożywioną dyskusję
      • cora73 Re: Dziękuję wszystkim za wypowiedzi 08.10.08, 22:50
        Ja tez nie zmienie swojego "nadopiekunczego" stylu wychowaniasmile
        mysle ze przyjdzie czas na to ze mala chetnie, sama bedzie chciala
        zostawac u dziadkow czy ciocismile Nie wiem, moze dlatego ze ja juz
        stara jestemsmile nie czuje zebym az tak duzo tracila opiekujac sie na
        okraglo ,przez te 2-3 lata swoim dzieckiem..... teatr, imprezy nie
        ucieknasmile Pozdrawiam.
      • marghe_72 Re: Dziękuję wszystkim za wypowiedzi 08.10.08, 22:52
        miko_mama napisała:


        > Fajnie że na forum są osoby które również, tak jak ja, potrafią
        znależć
        > przyjemność w opiece i przebywaniu ze swoim własnym dzieckiem,
        towarzyszeniu mu
        > w dorastaniu...

        czyli Wg Ciebie tylko Ci, którzy spędzają ze swoim dzieckiem 24 h
        na dobę znajdują przyjemność w opiece itp?

        czasami warto popuścić lejce. Dla dobra dziecka..
        • miko_mama Re: Dziękuję wszystkim za wypowiedzi 08.10.08, 23:00
          marghe ale czy ja spędzam 24 godz ze swoim dzieckiem?
          Pracuje i to nawet codziennie. "jakoś" udaje mi się wyjść do pracy.
          W tzw. międzyczasie skończyłam studia podyplomowe więc chyba jednak "jakoś" bez
          dziecka wyszłam w weekendy na wykłady - zostawiając młodego z ojcem. Wychodzę
          czasem sama.
          Więc - prosty wniosek - nie jestem z młodym przez 24 h na dobę

          Pewnie że będą z dzieckiem przez mniej niż 24 godziny na dobę, również znajduję
          w tym przyjemność
          • zonka77 hmm 08.10.08, 23:13
            jak dla mnie to jesteś nadopiekuńcza. Szkoda że nie możecie wyjść razem z mężem
            sami bo dziecko musi być stale z którymś z was. Jestem naprawdę ciekawa jak
            długo jeszcze, co na to mąż i jak będzie się zachowywało dziecko jak wreszcie
            odważysz się zostawić je pod czyjąś opieką.

            Ja niestety widziałam same negatywne przykłady takiej nadopiekuńczości i
            zwyczajnie uważam że to nienajlepiej i dla rodziców i dla dziecka.
            Ale to tylko moja opinia - ja postępuję inaczej niż ty wink
            • marghe_72 Re: hmm 08.10.08, 23:48
              zonka77 napisała:

              > jak dla mnie to jesteś nadopiekuńcza. Szkoda że nie możecie wyjść
              razem z mężem
              > sami bo dziecko musi być stale z którymś z was. Jestem naprawdę
              ciekawa jak
              > długo jeszcze, co na to mąż i jak będzie się zachowywało dziecko
              jak wreszcie
              > odważysz się zostawić je pod czyjąś opieką.
              >
              Pozwolisz, że się podpiszę

              Wydawało mi się, ze to ja jestem nadopiekuńcza..
              • emmeczka1 Re: hmm 08.10.08, 23:57
                sielsko-anielsko.....
                zaklęty krąg- mamusia, tatuś i dziecko- nieupoważnionym wstep surowo
                wzbroniony!
                Już współczuję temu dziecku
                • miko_mama Re: hmm 08.10.08, 23:59
                  emmeczka1 napisała:
                  > Już współczuję temu dziecku

                  Bo dobra ale tak konkretnie - to czego mu współczujesz?
              • miko_mama Re: hmm 08.10.08, 23:58

                > zonka77 napisała:
                Szkoda że nie możecie wyjść
                > razem z mężem
                > > sami bo dziecko musi być stale z którymś z was.

                Tobie szkoda? No to przykre, bo nam wcale nie...wink
                • emmeczka1 Re: hmm 09.10.08, 00:12
                  zastanawiam sie dlaczego właściwie założyłaś ten wątek? Bo
                  przeciecież jasno określiłaś się, ze bedziesz tak dalej postępować i
                  nic nie zamierzasz zmieniać. Uważasz, ze słusznie czynisz kierując
                  sie zasadą " moja prawda jest najmojsza"
                  Wspóczuję Twojemu dziecku nie w chwili obecnej ale myslac o Jego
                  przyszłości, o chwili Jego rozstania z Tobą choćby tylko w
                  przedszkolu. Moze tak sie nieszczęśliwie stać, że któreś z Was, Ty
                  lub Tata będziecie w szpitalu i być moze Mały będzie musiał zostać z
                  inna osobą. Pomysłałaś choć przez chwilę co On będzie czuć? Jak
                  zostanie zachwiane Jego bezpieczeństwo bo On nie zna takiej
                  sytaucji...

                  Przez chwile miałam wrażenie, ze czytam o znajomej która też żyła w
                  takim kegu-tylko ona, maż i dziecko. Uwierz mi, dziecko ma obecnie
                  10 lat, jest pod opieka psychologa bo nie potrafi sie zaadaptowac w
                  innym środowisku niż dom. Teraz znajoma twierdzi, ze już inaczej by
                  wychowywała syna....
                  • miko_mama emmeczko 09.10.08, 00:38
                    Watek założyłam bo byłam ciekawa jakie jest wasze zdanie. Przeczytałam wszytkie
                    wypowiedzi i dopiero wtedy stwierdziłam że te argumenty - no sorry, ale tak jest
                    - nie trafiają do mnie.
                    To pisałam już wcześniej, może nie czytałaś, lub zapomniałaś , więc się powtarzam.

                    Ale oczywiście każdy ma prawo sobie myśleć co chce,prosze bardzo.
                    Fajnie że się wypowiedziałyście.

                    Szczerze - moim zdaniem moje dziecko ma poczucie bezpieczeństwa bo ma nas. Więc
                    argumenty o braku poczucia bezpieczeństwa równiez nie do końca mnie przekonują.

                    • spacey1 Re: emmeczko 09.10.08, 19:26
                      Niestety, nie na tym polega poczucie bezpieczeństwa. Dopiero wtedy jest ono
                      prawdziwe, gdy dziecko czuje, że jest bezpieczne "w ogóle", a nie tylko, gdy
                      jest z wami. Dotyczy to np. sytuacji spania z dzieckiem, siedzenia przy nim, aż
                      zaśnie - złudzeniem jest, że daje mu się wtedy poczucie bezpieczeństwa. Właśnie
                      daje mu się do zrozumienia, że świat jest niedobry i tylko mam i tata mogą
                      dziecko ochronić.
                      Dziecko poznałoby smak bezpieczeństwa dopiero wtedy, gdyby wiedziało, że nawet
                      jeśli je zostawicie na jakiś czas, to zawsze wrócicie. Teraz tego nie wie, bo
                      zawsze jesteście.
                      pamiętaj - nie zawsze będziecie mogli osobiście zagwarantować dziecku
                      bezpieczeństwo, czy nawet jego poczucie.
                • zonka77 Re: hmm 09.10.08, 16:52
                  oczywiście że nie bo uważacie że to jest dobre. No ok - wasza sprawa, życzę Ci
                  abyś nie pisała tutaj za rok czy dwa postów o tym że nie możesz się bez dziecka
                  na krok ruszyć, że z nikim poza Tobą i mężem nie zostanie bo jest histeria i co
                  najważniejsze - że jakiego ty masz niedobrego męża bo nie rozumie że mając
                  dziecko nie możecie nigdzie wyjść wspólnie sami a co dopiero wyjechać gdzieś na
                  dłużej.
                  Naprawdę Tobie nie szkoda i nie masz żadnej potrzeby pójść z mężem do kina,
                  restauracji, na randkę? Już od prawie 2 lat? Ja naprawdę jestem ciekawa czy jemu
                  też szczerze nie szkoda...Może tak się dobraliście że wam nie potrzeba chwil sam
                  na sam - ale znowu pytanie - jak długo jeszcze?
                  • zonka77 Re: hmm 09.10.08, 16:54
                    no i co będzie jak jednak trzeba będzie to dziecko zostawić w końcu gdzieś bez
                    was bo nie będzie innej możliwości?
      • gacusia1 I tu pies pogrzebany 09.10.08, 00:16
        i bledne postrzeganie macierzynstwa
        "Napisałam tylko że mam takie zdanie - moje dziecko to moja sprawa i
        nikt nie
        musi z nim siedzieć i opiekować się nim bo ja mam ochotę gdzieś
        wyjść - że znów
        zacytuję - "na balety" "
    • frogger.1 Re: czy jestem nadopiekuńcza??? 09.10.08, 01:04
      A na jakie koncerty chodzice z 21 miesiecznym dzieckiem?

      eee...tam z ciekawosci pytamwink

      Koleżanka ta namawiała mnie na wspólny (w czwórkę, znaczy z parterami) wypad
      > do teatru

      nie wierze,ze taka kulturalna jest

      mysle,ze nie jestes nadopiekuncza,ale po prostu nie wiem jak to delikatnie ujac
      troche malo myslaca,malo inteligentna,jakas przewrazliwiona,ale to nie znaczy,ze
      dobra matka.Czegos ci brakuje.Masz poczucie wyzszosci nad kolezanka.Zupelnie
      niesluszne.Mysle tez,ze kiedys bedziesz tego zalowac,ze nie potrafilas korzystac
      z zycia.Ale pewnie dzis nie rozumiesz o czym mowie.
      • iwles Re: czy jestem nadopiekuńcza??? 09.10.08, 01:12

        hmmmmmmm...............
        a ja myślę, że 2-3-lenia przerwa w uczestniczeniu w życiu
        kulturalnym miasta - nie uczyni z niej człowieka, który tego
        nie_wyjścia z koleżanką będzie żałował do końca życia.




        • frogger.1 Re: czy jestem nadopiekuńcza??? 09.10.08, 01:20
          iwles napisała:

          >
          > hmmmmmmm...............
          > a ja myślę, że 2-3-lenia przerwa w uczestniczeniu w życiu
          > kulturalnym miasta - nie uczyni z niej człowieka, który tego
          > nie_wyjścia z koleżanką będzie żałował do końca życia.
          >
          >
          >
          >
          > czytaj iwles dokladnie.Nie z kolezanka tylko z mezem,a to jest roznica,bo
          stosunki z mezem nalezy ukladac poprawnie
          • koteczka12 Re: czy jestem nadopiekuńcza??? 09.10.08, 09:06
            Moim zdaniem zdecydowanie jesteś nadopiekuńcza, ale skoro Ci z tym dobrze ...
            Dziecko jakoś przeżyje, nie takie rzeczy dzieci przeżywają ....
          • gamma76 Re: czy jestem nadopiekuńcza??? 09.10.08, 09:20
            O matko, odczepcie się od tego męża, skąd wiecie, że on tak cierpi, bo przez dwa lata nie był w teatrze! Ludzie różnie lubią spędzać czas, może im wystarczy wspólny spacer czy wycieczka rowerowa i kąpiel w jeziorze, żeby poczuć się super szczęśliwym. Ale nie, na pewno jedynym słusznym sposobem na przetrwanie rodziny są wygibasy w rytm techno popijając drinki, czy też wzruszenia operowe! dajcie już spokój!
            • konwalka Re: czy jestem nadopiekuńcza??? 09.10.08, 15:10
              (...)kąpiel w jeziorze, żeby poczuć się super(...)

              o nie, w jeziorze są różne zwierzeta i one wychodzą z tej zielonej
              brei w najmniej oczekiwanym momencie uncertain
              • konwalka dobreeeee, w mordę! 09.10.08, 15:11
                Ale nie, na pewno jedynym słusznym sposobem na przetrwanie rodzin
                > y są wygibasy w rytm techno popijając drinki, czy też wzruszenia
                operowe

                big_grinbig_grinbig_grinbig_grinbig_grin
            • zonka77 Re: czy jestem nadopiekuńcza??? 09.10.08, 17:01
              ale tu nie chodzi o imprezy czy o teatr. Przecież to małżeństwo przez parę lat
              (na razie dwa jak zrozumiałam ale autorka nie ma zamiaru tego zmieniać) nie bywa
              nigdzie samo bez dziecka. Żadnego wypadu do kina, żadnej kolacji wspólnej,
              żadnej "randki" czy choćby imprezy u znajomych gdzie mogliby być sami - razem i
              tylko dla siebie. Oni cały czas są rodzicami. Jak pisałam wyżej, może faktycznie
              oboje nie potrzebują nic innego jak bycie cały czas z dzieckiem ale mam
              wątpliwości co do tego bo doświadczenie mi mówi że kobiecie często się wydaje że
              jest fajnie i że przecież skupiają się na dzieciątku a facet w duchu jest
              zrozpaczony bo zamiast żony ma już tylko matkę swojego dziecka.
          • wieczna-gosia Re: czy jestem nadopiekuńcza??? 09.10.08, 15:16
            do stosunku z mezem nie trzeba wychodzic. Szczegolnie wyjscie do teatru jest nie
            wskazane.....
    • mariolka55 Re: czy jestem nadopiekuńcza??? 09.10.08, 15:14
      nie jestes nadopiekuncza,jestes rozsadna kobieta i bardzo dobra
      mamasmile
      • mariolka55 Re: czy jestem nadopiekuńcza??? 09.10.08, 15:20
        kolezanka moze lubic spedzac czas bez dziecka,a Tobie moze to nie
        sprawiac przyjemnosci,jezeli ktos zostawia dziecko babci/opiekunce i
        robi sobie wypad gdzies tam to bardzo dobrze,ale jesli ktos nie ma
        ochoty na takie wypady i woli spedzac czas rodzinnie to tez bardzo
        dobrze i nie uwazam tego za nadopiekunczosc! pozatym Twoje dziecko
        jest jeszcze małe jak skonczy 3 lata i bedziesz go prowadzac tylko i
        wyłacznie z soba to wtedy stwierdze ze jestes nadopiekunczawink
        • bi_scotti Re: czy jestem nadopiekuńcza??? 09.10.08, 16:21
          Ja tak z ciekawosci spytam: w jakim wieku bedzie Twoje dziecko gdy
          zostanie pod opieka nie-rodzica na caly dzien? W jakim wieku spedzi
          noc poza domem bez mamy i taty? Moja uwaga jest taka - do
          samodzielnego funkcjonowania w swiecie i wsrod ludzi przygotowujemy
          nasze dzieci od pierwszej sekundy Ich zycia, bo dzieckiem pod
          skrzydlami rodzicow jest sie tylko kilkanascie lat i przez te lata
          trzeba sie przygotowac do samodzielnosci. Rola rodzicow jest uczyc
          dzieci rozposcierac skrzydla i w koncu wyrzucic je z gniazda zeby
          poszly w swiat. Tej roli nie mozna odkladac na pozniej, trzeba ja
          podjac gdy sie slyszy pierwszy krzyk!
          • verdana Re: czy jestem nadopiekuńcza??? 09.10.08, 18:46
            Napisałas "dziecko ma poczucie bezpieczenstwa bo ma nas".
            i w tym wlasnie problem. Twoje dziecko jest wychowywane w ten
            sposob, aby czulo się bezpieczne dlatego, ze Wy jesteście obecni tu
            i teraz. Nie dlatego, ze w ogole istniejecie, ale dlatego, ze
            jesteście w zasiegu wzroku.
            Twoje dziecko, aby czuć się bezpieczne potrzebuje w tej chwili
            waszego nieustannego wsparcie, bez Was - sądzac z tego co piszesz -
            poczucia bezpieczenstwa miec nie może.
            Czyli za rok-dwa, gdy będzie musiało dojść do rozstania, choćby na
            pół dnia, dziecko poczucia bezpieczenstwa nie będzie miało, bo ono
            nie łaczy się ze świadomoscią, ze Wy gdzies tam jesteście, ze
            wrocicie i wesprzecie, ale ze jesteście pod ręką. Was nie bedzie -
            swiat będzie miejscem niebezpiecznym i grożnym, bo poczucie
            bezpieczenstwa nie jest 'w dziecku' tylko poza nim.
            Odnosze wrazenie, ze wrecz chcesz, aby tak bylo, by dziecko bylo
            szczęśliwe i bezpieczne tylko przy Was, a z kim innym -
            nieszczęśliwe i wystraszone.
            • spacey1 Re: czy jestem nadopiekuńcza??? 09.10.08, 19:28
              Dokładnie to samo napisałam wyżej, aż se wkleję smile

              Niestety, nie na tym polega poczucie bezpieczeństwa. Dopiero wtedy jest ono
              prawdziwe, gdy dziecko czuje, że jest bezpieczne "w ogóle", a nie tylko, gdy
              jest z wami. Dotyczy to np. sytuacji spania z dzieckiem, siedzenia przy nim, aż
              zaśnie - złudzeniem jest, że daje mu się wtedy poczucie bezpieczeństwa. Właśnie
              daje mu się do zrozumienia, że świat jest niedobry i tylko mam i tata mogą
              dziecko ochronić.
              Dziecko poznałoby smak bezpieczeństwa dopiero wtedy, gdyby wiedziało, że nawet
              jeśli je zostawicie na jakiś czas, to zawsze wrócicie. Teraz tego nie wie, bo
              zawsze jesteście.
              pamiętaj - nie zawsze będziecie mogli osobiście zagwarantować dziecku
              bezpieczeństwo, czy nawet jego poczucie.
            • ledzeppelin3 Re: czy jestem nadopiekuńcza??? 09.10.08, 19:29
              Nie przejmuj się opiniami domorosłych pań psycholożek z emamy.
              Kompletnie nie rozumiem, dlaczego Wasze dziecko ma nie mieć poczucia
              bezpieczeństwa? Bo się nim zajmujecie?
              Dziecko ma 21 miesięcy i jesteście z nim na zmianę- Ty i ojciec
              dziecka, i w czym problem? Dziecko z pewnością ma wielkiego farta,
              że nie tłucze się po żłobkach. Myślę, że dajecie mu coś
              najważniejszego na świecie- siebie, swój czas, swoją uwagę. A co do
              podrzucania do dziadków- zdaj się na własną intuicję, zaufaj sobie.
              I nie rób problemu z niczego- to, co robicie, to dajecie dziciakowi
              maksymalne poczucie bezpieczeństwa, wiarę w siebie i siłę do życia.
              Wie, że jest dla Was najważniejszy, wie, że jest kimś. I o to w
              wychowaniu chodzi.
    • beamek8 Re: czy jestem nadopiekuńcza??? 10.10.08, 00:25
      Jestem pełna podziwu, ile teorii można wymyślić na usprawiedliwienie swojego
      egoistycznego postępowania. Mści się lekceważenie przez służbę zdrowia
      psychicznej kondycji rodziców po urodzeniu dziecka. Dla mnie rodzice, które
      marzą o odpoczynku od dziecka ewidentnie mają objawy depresji poporodowej
      (reperkusje mogą ciągnąć się latami).

      Znam taką parę, która zawsze miała masę powodów żeby podrzucić dziecko jednym
      czy drugim kochającym dziadkom. Widziałam jak mała to przeżywała i płakać mi się
      chce na sama myśl o tym. Oczywiście oni widzieli same pozytywy swego zachowania.

      Sama tułałam się po niańkach i krewnych od trzeciego miesiąca życia. Osiem
      godzin zleci, ale kilka parodniowych pobytów poza domem do tej pory bardzo źle
      wspominam, pomimo że byłam malutka. Moja siostra była z mamą do trzeciego roku
      życia. I dokładnie jak pisała jedna z przedmówczyń - ja jestem wycofana, mam
      marny kontakt z rodzicami, a siostra - socjometryczna gwiazda, na telefonie do
      domu wisi godzinami.
      Mój mały ma dopiero 7 m-cy, ale jeśli do 36 udałoby mi się uniknąć żłobków,
      nianiek i babć, byłabym PRZESZCZĘŚLIWA. Bardzo będę się starać.
      • marghe_72 Re: czy jestem nadopiekuńcza??? 10.10.08, 14:55
        beamek8 napisała:

        > Jestem pełna podziwu, ile teorii można wymyślić na
        usprawiedliwienie swojego
        > egoistycznego postępowania.


        Odrobina zdrowego egoizmu jeszcze nikomu krzywdy nie wyrządziła..
        --

        Homo sapiens non urinat in ventum
      • marghe_72 Re: czy jestem nadopiekuńcza??? 10.10.08, 14:56
        beamek8 napisała:

        > Sama tułałam się po niańkach i krewnych od trzeciego miesiąca
        życia. Osiem
        > godzin zleci, ale kilka parodniowych pobytów poza domem do tej
        pory bardzo źle
        > wspominam, pomimo że byłam malutka. Moja siostra była z mamą do
        trzeciego roku
        > życia. I dokładnie jak pisała jedna z przedmówczyń - ja jestem
        wycofana, mam
        > marny kontakt z rodzicami, a siostra - socjometryczna gwiazda, na
        telefonie do
        > domu wisi godzinami.
        > Mój mały ma dopiero 7 m-cy, ale jeśli do 36 udałoby mi się uniknąć
        żłobków,
        > nianiek i babć, byłabym PRZESZCZĘŚLIWA. Bardzo będę się starać.

        Przeczytaj ze zrozumieniem .. nikt nigdzie nie pisze o żłobkach/
        podrzucaniu dziecka do babci/ dziadka na iks dni..
      • zonka77 Re: czy jestem nadopiekuńcza??? 10.10.08, 18:30
        Po pierwsze nie ma tu mowy o tułaniu się dziecka po dziadkach i żłobkach a
        jedynie o tym że dziecko w wieku prawie dwóch lat może spokojnie zostać z kimś
        na parę godzin raz na jakiś czas po to żeby rodzice mogli wyjść gdzieś razem i
        zająć się czymś innym niż siedzeniem z dzieckiem non-stop.

        Po drugie to Twój przykład twoim przykładem a ja znam odwrotne. Moja córka od
        maleńkiego zostawała i z babcią i z opiekunką. Od 2,5 r.ż. była w przedszkolu na
        własne życzenie zresztą. Jest odważna śmiała, przebojowa i ma z nami świetny
        kontakt.
        Za to np moja siostra która siedziała z mamą non-stop przeżywała podstawówkę
        bardzo źle - dostawała histerii jak mamy w pobliżu nie było i była bardzo
        nieśmiała i wycofana.
    • beamek8 Re: czy jestem nadopiekuńcza??? 10.10.08, 00:54
      Zapraszam do przyjrzenia się Brytyjczykom, którzy maja długą tradycję
      guwernantek, au-pair, podstawówek z internatem itp.
      Care Homes, Nursery Homes, Residential Houses są tu na każdym rogu. Nawet nie
      wiem, jak te nazwy przetłumaczyć, ale w środku są staruszkowie, którymi nikt się
      nie interesuje, mimo tego, że posiadają dzieci i wnuki. Na mojej ulicy mieszka
      sporo starszych ludzi na tyle sprawnych, że radzą sobie we własnych domach.
      Odwiedza ich tylko opieka społeczna.
      • phantomka Re: czy jestem nadopiekuńcza??? 10.10.08, 07:29
        Tylko wytlumacz mi jeszcze beamek8, w jakim celu napisalas ten post?
        Przeciez zadna z matek odpowiadajacych w tym poscie, nie napisala o
        PORZUCANIU dziecka. Nie widzisz roznicy miedzy wieczornym wyjsciem z
        partnerem bez dziecka a porzuceniem na cale zycie? Ta skrajnosc
        wynika albo z kompleksow albo z braku zrozumienia tresci pisanych.
        Sama jestem postrzegana przez niektorych jako matka kwoka, bo
        chcialam byc ze swoja corka przez 3 lata, nie zdecydowalam sie na
        powrot do pracy. No ale znalazlam jakas zdrowa granice w tym
        wszystkim, tzn. samotne wyjscia, zajecia tylko dla siebie czy dla
        nas jako partnerow. Dzieki temu po 3 latach jestem szczesliwa, nie
        narzekam jak wiele matek na zmeczenie zyciem domowym, bo ja chcialam
        je sobie urozmaicic. Czy to jest cos zlego? Kto powiedzial, ze w
        momencie poczecia dziecka, przestajemy byc kobieta/mezczyzna, wolna
        jednostka, ktora nie musi uzalezniac calego swojego zycia od
        dziecka? Przestrzen miedzy byciem non stop przy dziecku a
        porzuceniem go, jest bardzo szeroka i tylko od naszej inwencji
        zalezy jak ja wykorzystamy.
        • gamma76 Re: czy jestem nadopiekuńcza??? 10.10.08, 12:33
          ja jestem jeszcze ciekawa, co poradzicie rodzicom wielodzietnym, czy też mają szukać nianiek żeby KONIECZNIE wychodzić z domu? Zaczyna się robić z tego jakaś paranoja, dziecko nie ma jeszcze dwóch lat a wy już nazywacie autorkę kwoką i nadopiekuńczą matką. Jest NORMALNĄ matką, jeszcze jej się znudzi i zapragnie izolacji od dziecka, to pewne! W życiu są różne etapy, czy tego chcemy czy nie, jest czas wyjść, imprez i podrywów ale jest też czas opieki nad potomstwem i nie wiem jak można tego nie rozumieć. Autorka z mężem są szczęśliwi będąc obecnie rodzicami i to trzeba chwalić, bo coraz częściej jest to rzadkość niestety. Dziecko robi się coraz bardziej samodzielne, w końcu dorośnie do pójścia do przedszkola, szkoły aż wyfrunie z domu. Czy naprawdę uważacie, że autorka tego nie wie? Na podstawie tego że nie podrzuca dwulatka dziadkom bo nie chce/nie ufa??
        • beamek8 Re: czy jestem nadopiekuńcza??? 10.10.08, 16:38
          Pisałam o notorycznym podrzucaniu, nie porzucaniu. A post był wyrazem
          zdziwienia, że można potępiać i straszyć jakimiś okropnymi konsekwencjami matkę,
          która instynktownie czuje, że dziecku najlepiej jest z nią właśnie, a jej
          najlepiej jest z dzieckiem.

          Dla mnie nie ma przyjemniejszych chwil, niż te które spędzamy całą rodziną w
          parkach, muzeach, galeriach, restauracjach. Czuję się dostatecznie
          ukulturalniona i zadowolona. Jednak daleka jestem od twierdzenia, że jeśli ktoś
          odczuwa czasem potrzeba wyjścia bez dziecka jest gorszy. Ale lepszy też nie
          jest, wbrew temu co twierdzi 90% przedmówczyń.


Inne wątki na temat:

Nie masz jeszcze konta? Zarejestruj się


Nakarm Pajacyka