black_memento
14.11.08, 20:08
Siedzę sobie sama i doła łapię. dziecko śpi,w końcu czas
wolny,miałam z mężem dzisiaj winko pić przy dobrym filmie. Skończyło
się tak,ze na prośbę o postawienie miski na pranie w łazience,a nie
w przedpokoju (zaznaczam,że tylko poprosiłam) usłyszałam bardzo
chamską odpowiedź: gdybyś tyle nie gadała,to oszczędziłabyś struny
głosowe. Strasznie to bezczelnie zabrzmiało,poczułam się,jak kura
domowa,która ma stulić pysk i swoje robić. Popłakałam się,ale mąż
olał to z góry na dół. POtem,jak zwykle zresztą,zajął się sobą-
zrobił sobie kolację,włączył film,a ja musiałam wykąpać
dziecko,położyć je spać. Teraz siedzi w drugim pokoju i ogląda sobie
film i ma wszystko gdzieś.Ja nawet nie umiem zrobić mu awantury,bo
jest mi tak bardzo przykro...Nawet wściekła nie jestem na
niego,tylko płakac się chce. I jeszcze dopadły mnie mysli,że ja
właściwie nawet nie mam komu się wypłakac w mankiet. Wszystkie
koleżanki,z którymi byłam blisko,powyjeżdżały albo w ogóle od
początku mieszkały daleko. Jest też garstka,która olała mnie po
pojawieniu się mojego syna na świecie. jestem sama jak palec. Nawet
nie mam z kim pogadać