Dodaj do ulubionych

"bezslodyczowe" dziecinstwo....

19.08.09, 21:07
czytajac niektore posty mam wrazenie, ze nie dajecie dzieciom
wogole slodyczy. dlaczego (wiem, ze sa baaardzo niezdrowe)? jestem
ciekawa, ktore pozwalaja dzieciakom na slodkosci, a ktore mamy nie
i jakie maja argumenty? przyznam, ze przez pierwszy rok, 18
miesiecy zycia corki uwazalismy na to zeby nie jadla slodyczy.
corka nawet ich nie lubila. nie znala slodkiego smaku, czekolada
plula. kiedys jednak jej zasmakowaly i pogodzilismy sie z tym
faktem, ze takie rzeczy naleza do dziecinstwa... slodyczy mamy malo
w domu, ale zawsze sa jakies zelki, ciasteczka, jakies cukierki dla
malej... przyznam, ze w porownaniu z tym co inne dzieci wcinaja, to
jest niewiele. uwazam, ze troche slodyczy nie zaszkodzi, pilnuje by
nie jadla ich za duzo. jak jest u was?
Obserwuj wątek
    • gryzelda71 Re: "bezslodyczowe" dziecinstwo.... 19.08.09, 21:10
      Jedzą.Jednego dnia dużo,innego wcale.Kupuje kiedy chcą,a że nieczęsto chcą...
      Brak próchnicy,brak nadwagi.
    • slonko1335 Re: "bezslodyczowe" dziecinstwo.... 19.08.09, 21:12
      Beniusia takich wątków było juz mnóstwo. Moja nie dostaje żadnych syfiastych
      słodyczy, przynajmniej od nas. Nie nie powiem, że żadnych w ogóle i nie nie
      zabieram jej lizaka jak przytarga jakaś ciocia ale sama lizaków, twardych
      cukierków, żelek, danonków i innych bakusiów, kiesieli czy budyniów z torebki i
      tego typu rzeczy jej nie daję po prostu. Dostaje dobre gatunkowo gorzkie
      czekolady, kakao (nie nesquicka), dobre lody, najlepiej przyrządzone z owoców
      przeze mnie, domowe ciasto czy zbożowe ciastka. Dlaczego? bo zdrowo ją odżywiam
      a ona nieprzyzwyczajona nie tęskni, nie szaleje i wcale nie chce, zwykle tylko
      próbuje w gościach czy jak od kogoś dostanie.
      • czar_bajry Re: "bezslodyczowe" dziecinstwo.... 19.08.09, 21:15
        Ja daję w umiarkowanych ilościach, zęby myje, na kontrole do stomatologa chodzi
        i próchnicy nie ma, robaków też nietongue_out
        To syn, córki z racji wieku obsługują się samesmile
    • peggy1 Re: "bezslodyczowe" dziecinstwo.... 19.08.09, 21:13
      My nie pilnujemy tylko jakoś samo wychodzi że zjada niewiele. "trawi" tylko
      ewentualnie żelki i mambę (wiem że akurat wybitnie niezdrowe ;p), je w naprawdę
      niewielkich ilościach. U nas słodycze mogą leżeć - synek nie ruszy (bardziej
      muszę uważać na męża z nadwagą;/). Ostatnio synek będąc u mojej koleżanki,
      częstowany batonikiem odpowiedział: "ciocia a jabłka nie masz ;p". Ja nie lubię
      słodyczy - może on to ma po mnie ???
      • beniusia79 moze i bylo na ten temat, ale ja 19.08.09, 21:18
        nie z tych co calymi dniami tu przesiaduja wiec moglam przeoczyc
        temat wink ok, sldycze to swinstwo, ale przeciez jedzenie, ktore
        kupujecie w sklepie tez czasem jest niewiadomego pochodzenia?
        • slonko1335 Re: moze i bylo na ten temat, ale ja 19.08.09, 21:22
          zgadzam się choć ja akurat dla dzieci kupuję to porządne albo korzystam z
          działeczki co do której której mam stuprocentową pewność na czym co rosło i czym
          nie było pryskanesmile zdaję sobie sprawę, że przed wszystkim ich nie uchronię ale
          skoro mogę jakąś ilość tego świństwa im ograniczyć i wpoić zdrowe zasady
          żywieniowe które na pewno im w przyszłości szkody nie przyniosą to czemu nie?
          ktoś wyżej napisał, że dziecko poprosiło ciocię o jabłko, moja córka też woli
          zjeść owoc na przykład niż cukierka i o to tutaj chodzi...
    • mamongabrysi Re: "bezslodyczowe" dziecinstwo.... 19.08.09, 21:23
      no ja mam juz stare dzieci - 5 i 7 lat i jedzą ale po posiłkach. w sklepie
      podobaja im sie różne rzeczy więc kupuję i po skosztowaniu jednej sztuki żelka
      czy innej pianki okazuje się że to paskudne i po jakimś miesiącu wywalam. jak
      były malutkie to ze starszą tak do drugiego roku pilnowałam - zęby śliczne a u
      synka juz nie pilnowałam bo zewsząd ględzenie było jak to niejadka (córke
      )wyhodowałam bo restrykcyjne jedzenie (naprawdę nie - bo u nas jogurcik czy
      drożdżówka za jedzenie a nie słodycz robi)- no i synek szczerbaty.
      • beniusia79 hmm, tylko, ze te dzisiejsze owoce to 19.08.09, 21:27
        czasami tylko owocami sie nazywaja... ja mam to szczescie, ze duzo
        rzeczy mamy z ogrodka lub z pola (rolnik i ogrodnik z zamilowania w
        rodzinie) i czesto swojskie miesa.. owoce staram sie kupowac na
        targu, ale tez nie dokonca wiadomo skad tak na prawde pochodza.
        przyznam szczerze, ze bardziej od slodyczy niepokoi mnie zywnosci
        niewiadomo skad pochodzaca i niewiadomo co w sobie zawierajaca...
        • slonko1335 Re: hmm, tylko, ze te dzisiejsze owoce to 19.08.09, 21:32
          no i dlatego i my mamy działkę owocową właśnie głównie ze względu na dzieci...no
          dobra na grilika też się przydajewink
        • theorema Re: hmm, tylko, ze te dzisiejsze owoce to 23.08.09, 17:41
          ...pasują do dzisiejszego światasmile powietrze jest brudniejsze, fal
          elektromagnetycznych wokół więcej...nie ma co dzieci pod kloszem trzymać, niech
          się przyzwyczajają, jak dorosną, będą z rozrzewnieniem wspominać jak to dziś się
          dobrze jadało. Ja w dzieciństwie jadłam różne dziwne rzeczy np ser żółty z
          puszki, albo pasztet z tygrysa, albo konserwy wojskowe - bo był stan wojenny i
          człowiek się cieszył, jak w ogóle coś jadł. Wyrczeki, czyli wyroby
          czekoladopodobne też przerobiłam. A potem był Czarnobyl, napromieniowane jagody
          i mleko...żyję, mam się nieźle. Bez histerii, tak myślę. Dzieci same wiedzą,
          czego im brakuje - jak magnezu np.to się będą opychać czekoladą przy byle
          okazji. Pozdrawiam.
    • eilian Re: "bezslodyczowe" dziecinstwo.... 19.08.09, 21:27
      mój syn do ok. 3 lat nie znał smaku słodyczy, może z wyjątkiem pieczonego przeze
      mnie ciasta (o ile to można podciągnąć pod słodycze), potem stopniowo zaczęliśmy
      wprowadzać, ale raczej tylko czekoladę, ostatnio czasem kupuję mu misie Haribo,
      lizaków nie jadł nigdy, tak samo z innymi tego typu sztucznymi cukierkami, gumy
      do żucia też nie dostaje. Niestety w paczkach np. z przedszkola większość składu
      to właśnie tego typu sztuczne słodkości, jesteśmy zatem zmuszeni wprowadzać na
      nie cenzurę, ale Mały nie protestuje. Zwykle po kolacji dostaje jedną małą
      czekoladkę, czasami, w wyjątkowych sytuacjach jakiegoś batonika, czy ciastko,
      wydaje mi się, że to w sam raz - dziecko ma zaspokojoną potrzebę łakoci a nie
      jest nimi pasione.
    • super-mikunia Re: "bezslodyczowe" dziecinstwo.... 19.08.09, 21:34
      My jemy więc czemu dziecku miałabym wzbraniać tongue_out
    • gacusia1 Ja daje slodycze 19.08.09, 21:52
      Byloby to z mojej strony swinstwo,gdybym sama wpieprzala czekolade i
      wafelki(moje ulubione) a dzieciom nie dawala.
      Dzieci nie dostawaly slodyczy typu landrynki,lizaki,cukierki,zelki
      do okolo 2 roku zycia. Potem dostawaly i dostaja co chca tylko
      pilnuje ilosci-dotyczy mlodego bo corka ma juz 14lat ,-P
      Glownie chodzilo mi w tym niedawaniu o zeby. Pilnuje wiec
      mycia zebow. To jednak czasem ponad nami. Corka dostawala mnostwo
      antybiotykow doustnie,ktore zepsuly jej szkliwo.SYn zdrowy jak ryba.
      Raz mial antybiotyk w masci.Zeby zdrowe i biale!
      Corka chuda wiec jej tylko przypominam o wplywie pizzy i chipsow na
      stan jej tkanki tluszczowej ,-)))
      Syn jest duzy jak na swoj wiek i nie ma problemow z tusza. Tak wiec
      podsumowujac-slodycze w domu sa dostepne i nie sa stosowane
      absolutnie jako nagroda
    • franczii Re: "bezslodyczowe" dziecinstwo.... 19.08.09, 22:39
      mojemu 3latkowi nie zabraniam slodyczy. na szczescie na codzien nie mam
      problemu z kontrola ilosci i jakosci zjadanych slodyczy, wprawdzie moj syn jest
      lakomczuchem i lubi czekolade, cukierki, lizaki, batoniki ale nie domaga sie ich
      codziennie a nawet jesli sa okresy ze chce codziennie to dostaje ale zawsze w
      rozsadnych ilosciach i nigdy slodkosci nie zastepuja posilku. natomiast teraz
      jestem na wakacjach na poludniu Wloch i jestem przerazona, czym tutaj dzieci sie
      pasie i jak one wygladaja, wszedzie pelno malych i wiekszych tlusciochow z
      obwislym sadlem. No i niestety na mojego lakomczucha pokusa czai sie na kazdym
      kroku no i tutaj juz musze pilnowac i wychodze na niedobra matke co to skapi
      slodyczy ale mi to zwisa.
    • prigi Re: "bezslodyczowe" dziecinstwo.... 19.08.09, 22:41
      w skrócie. daje córze (2 lata),ale nie pozwalam jej żywić sie
      głównie słodyzczami.ale ja patologia jestem :]
      ps. owoce i warzywa też uwielbia
    • a_gurk Re: "bezslodyczowe" dziecinstwo.... 20.08.09, 00:16
      JA jestem z tych wyrodnych matek, co to baaaardzo ograniczają
      słodycze. Gdyż moja córa mogłaby jesć tylko słodkie (kupne, domowe
      wypieki nie za bardzo lubi) i mało więcej. Toteż ani my nie jemy ani
      dzieci. Dla siebie kupuje okazjonalnie jakieś mało słodkie batoniki
      typu muesli przed okresem, dla nich czasami chrupki ryżowe z owocami
      lub ciasteczka pełnoziarniste przeznaczone dla dzieci. Inne słodycze
      wyłapują niestety podczas wizyt poza domem, ale wtedy im nie
      zabraniam (choć staram się nieco ograniczać skalę). W końcu niech
      mają to swoje słodko-kolorowe dzieciństwo. Są i tak dość mali i
      szczupli jak na swój wiek (okolice 5 centyla).
    • figrut Re: "bezslodyczowe" dziecinstwo.... 20.08.09, 00:41
      Cała moja trójka jadła od małego słodycze i nigdy nie ograniczałam. Panuje u
      mnie jednak zasada, że najpierw posiłek główny, a później słodycze. Córka jada
      słodycze jak ma ochotę (czyli sporadycznie jak ją napadnie), zęby zdrowe,
      starszy syn lubi słodycze, zęby myje ale ma brzydkie (psuły się jemu już w
      pierwszym miesiącu po wrośnięciu pierwszych dwóch, kiedy słodyczy jeszcze nie
      jadał). Najmłodszy słodycze lubi tak, jak córa, czyli w porywach jak naprawdę ma
      ochotę (on najwcześniej zaczął jeść słodycze), zęby ma w idealnym stanie. Dzieci
      19, 7 i 5 lat. Żelek nie kupuję, bo dzieciaki nie lubią. Od siebie nie kupuję
      również czipsów i lizaków, choć jak dostaną od kogoś, to nie zabieram.
      Drożdżówki dla mnie to też słodycze i czasami dzieci dostają je na śniadanie
      (takie odstępstwo od słodyczy po posiłku tongue_out).
      • bi_scotti Re: "bezslodyczowe" dziecinstwo.... 20.08.09, 03:46
        U nas w domu slodycze bywaly i bywaja wylacznie gdy sa goscie i to
        najczesciej wlasnie owi goscie przynosza jakies ciasto. Dzieci sie
        wychowaly przy ZERO slodyczy w domu, czasem bywaly lody. No i te
        jakies ciasta od obcych ludzi wink Jako dorosli ludzie slodyczy nie
        jedza, bo nie lubia. Moj maz lubi ale nie je, bo Mu na to nie
        pozwalam, wystarczy ze ja jestem sama slodycz wink
        • ally Re: "bezslodyczowe" dziecinstwo.... 20.08.09, 08:58
          u mnie w domu zawsze była kupa słodyczy. nie pamiętam, czy jako dziecko często
          je jadłam, ale pewnie nie, skoro cały czas zalegały w szafce wink ale jakichś
          zakazów nie pamiętam. jako dorosła osoba słodyczy nie jem prawie w ogóle, bo nie
          mam takiej potrzeby. mojej matce można zazdrościć figury.
          obecność słodyczy w domu i ich nadmierne spożywanie to dwie zupełnie różne sprawy.
    • atena12345 Re: "bezslodyczowe" dziecinstwo.... 20.08.09, 08:10
      ja daje dzieciom słodycze. My z mezem tez lubimy - ja ciastka, on
      czekoladę. Córka najchetniej wsuwałaby chopsy, ale ja jej nie kupuje
      chyba że jest jakaś okazja. Wolę słodycze "dobre" czyli nie zadne
      lizaki sraki itp. Ale jak nudzi to czasem dostanie.
      Zęby zdrowe
      Pilnuję tylko ilosci i by posiłek był zjedzony.
      No i "dzień bez słodyczy" stosowany jest u nas jako kara.
      • koteczka12 Re: "bezslodyczowe" dziecinstwo.... 20.08.09, 08:36
        Po drodze z przedszkola ze starszą kupujemy jeden (!) cukierek, lub małego
        lizaka/loda i zjada to po podwieczorku. Młodsza w tym czasie je biszkopcika.
        Innych słodyczy w ich życiu poza budyniem/galaretką na deser w niedzielę i
        tortem urodzinowym nie stosuję ale się nie zarzekam. Chude są obie i zdrowe.
        • galaviva Re: "bezslodyczowe" dziecinstwo.... 20.08.09, 09:35
          Starałam się żeby dzieci nie poznały smaku cukru zbyt wcześnie. Z pierwszym
          dzieciem udało się to dość długo. Drugi dzieć, z racji posiadania starszego
          brata, który już jadł czasem słodycze (najczęściej czekoladę), szybciej ich
          spróbował. Raczej pilnuję, żeby nie jedli ich zbyt często. Najczęściej jedzą w
          niedzielę lub generalnie jak ktoś przyjdzie do nas "w gości" albo my u kogoś " w
          gościach". Nikt nie ma problemu z tym w naszej rodzinie.
    • ewcia1976 Re: "bezslodyczowe" dziecinstwo.... 20.08.09, 09:35
      Dajemy , nie ograniczamy. W domu szafka pełna słodyczy od dobrych
      babć smile .Młoda z niedowagą jada : gorzką czekoladę, michałki i
      prince polo bo tylko to lubi. Całą resztą prezentów żywi się jej
      Tatuś. Lubi również lody. Jedyne co jej ograniczam to chipsy,
      zamiast nich uwielbia płatki śniadaniowe na sucho.
    • smerfetka8801 ja zamierzam uważać 20.08.09, 10:05
      słodycze nie są złem wcielonym-pod warunkiem ,że wprowadza się je w odpowiednim
      wieku i w odpowiednich ilościach-i są odpowiedniej jakości.
      są rzeczy których dziecku nie dam i już-np danonki,monte itp niby zdrowe produkty.
      jestem zdania,że dużo lepiej upiec z dzieckiem ciastek i je zjeść albo raz w
      tygodniu upiec ciasto niż kupować słodycze w sklepach.
      poza tym słodki smak sam w sobie nie jest zły-suszone owoce są mega słodkie
      ,pyszne i przede wszystkim zdrowe-tym moje dziecko będzie mogło się objadać.
      • big__mama Re: ja zamierzam uważać 20.08.09, 11:28
        smerfetka8801 napisała:

        > suszone owoce są mega słodkie
        > ,pyszne i przede wszystkim zdrowe-tym moje dziecko będzie mogło
        się objadać.

        Przekonaj mojego syna, że suszone owoce są lepsze od czekolady to
        Cię ozłocę smile
      • zupa_serowa_z_grzankami Re: ja zamierzam uważać 23.08.09, 12:40
        -suszone owoce są mega słodkie
        > ,pyszne i przede wszystkim zdrowe-tym moje dziecko będzie mogło się objadać.


        MASA węglowodanów. Objadać? To nie zdziw się jak na tych zdrowych owocach mocno
        przytyje wink Suszone owoce to prawie czysta fruktoza wink
        • iluminacja256 Re: ja zamierzam uważać 23.08.09, 20:03
          Chciałabym kiedyś spotkać kogoś, kto przytył mocno na suszonych
          owocach...Niestyty, spotykam tylko otyłych od kiełbas, golonek,
          kluch z sosami i białych buł z masłem i dzemem.
          • gryzelda71 Re: ja zamierzam uważać 23.08.09, 20:23
            > Chciałabym kiedyś spotkać kogoś, kto przytył mocno na suszonych
            > owocach...

            Bo to jest tak słodkie,ze nie da się zjeść więcej niz 3 sztuki.A i czasem
            powodują problemy układu pokarmowego.
            • iluminacja256 Re: ja zamierzam uważać 23.08.09, 20:33
              Figi sa cudowne - istnienie czegoś tak obłednie slodkiego jest wrecz
              niemozliwesmile Figi i morele smile
              • gryzelda71 Re: ja zamierzam uważać 23.08.09, 20:47
                No ja ich fanką nie jestem.
                • iluminacja256 Re: ja zamierzam uważać 23.08.09, 21:00
                  Każdy lubi coś innego i dotyczy to również dzieci.

                  • gryzelda71 Re: ja zamierzam uważać 23.08.09, 21:04
                    Dlatego szkoda,że rodzice nie patrzą na upodobania i jak już dają słodycze to
                    takie,żeby nie posmakowały(niektórzy oczywiście)
          • beniusia79 fruktoza tuczy, niestety.... 24.08.09, 08:05
            poczytaj sobie ile kalorii zawiera 100 gram suszonych sliwek-
            zdziwisz sie... ok, sa one z cala pewnoscia zdrowsze niz cukierki,
            ale tez tucza. jedno jablko np. ma tyle kalorii co jedna galka
            lodow...
            • ian_cox Re: fruktoza tuczy, niestety.... 24.08.09, 10:21
              Fruktoza w miodzie też?

              A spróbujcie podawać dzieciom codziennie rano niewielkie ilości miodu
              (oczywiście z wiarygodnego źródła, a nie z jakiekolwiek sklepu). Nasza córka ma
              cztery lata, Lubi słodycze, ale specjalnie za nimi nie przepada. Ząbki jak
              perełki, dotychczas prawie nie chorowała.
              • gryzelda71 Re: fruktoza tuczy, niestety.... 24.08.09, 10:30
                Te żabki ja perełki i brak chorób to od niewielkiej ilości miodu?
            • iluminacja256 Re: fruktoza tuczy, niestety.... 24.08.09, 12:01
              >jedno jablko np. ma tyle kalorii co jedna galka
              > lodow...

              No i co z tego? Ponawiam prośbę - wskaz mi osobę, która utyła 10 kg
              jedząc jabłka. Tuczy to lezenie na tyłku i zarcie mąki z tłuszczem
              bez opamietania, a nie jedzenei kilku jabłek dziennie
              • Gość: qw Re: fruktoza tuczy, niestety.... IP: *.walecznych.net 24.08.09, 15:06
                tuczy nadmiar kalori... moze wroc sie do podstawowki na biologie. nie wazne czy 3000 kcal jest ze sliwek czipsow czy majonezu jesli przekracza sie zapotrzebowanie to sie tyje...
                • samotna-mamusia Re: fruktoza tuczy, niestety.... 24.08.09, 17:45

                  Proponuje powrót nie do podstawówki, a raczej na jakieś douczanie. Co światlejsi
                  dietetycy już kilkanaście lat temu zaczęli się wycofywać z teorii o kaloriach.
                  • gryzelda71 Re: fruktoza tuczy, niestety.... 24.08.09, 19:25
                    Co światlejs
                    > i
                    > dietetycy już kilkanaście lat temu zaczęli się wycofywać z teorii o kaloriach.

                    WOW.Przespałam coś?A jakie sa teraz teorie podzielisz się wiedzą?
                    • samotna-mamusia Re: fruktoza tuczy, niestety.... 24.08.09, 21:12

                      No najwidoczniej przespałaś smile i to dlugo musialas spac.
                      Niestety nie podziele sie, bo nie prowadze darmowej edukacji. Taka juz chytruska
                      jestem smile

                      • gryzelda71 Re: fruktoza tuczy, niestety.... 25.08.09, 18:13
                        A ja już taka chytruska,że nic w ciemno smile
                • iluminacja256 Re: fruktoza tuczy, niestety.... 26.08.09, 10:42
                  >tuczy nadmiar kalori... moze wroc sie do podstawowki na biologie.
                  nie wazne czy
                  > 3000 kcal jest ze sliwek czipsow czy majonezu jesli przekracza

                  Równiez proponuję powrót do szkoły, nie tylko na biologię, ale i na
                  polski. Dla organizmu gigantyczną róznicę stanowi to, czy je się
                  czipsy czy sliwki, bo róznica występuje juz na poziomie trawienia i
                  przyswajania składników odzywczych - to raz.

                  A dwa - 3000 kcal dodatkowo , no to liczymy 100 gram czipsów to
                  około 450-500 kcal, 100 gram sliwek - 45 kcal. Aby dodatkowo dożereć
                  3000 kcal, musisz zjesc 600 gram chipsów czyli mniej wiecej dwa duze
                  opakowania. to dosc prostre w trakcie dnia.

                  Aby zjesc dodatkowo 3000 kcal musisz zjesc 6,5 (zaokrąglenie) kg
                  sliwek dodatkowo - zycze pwoodzenia , zwłaszcza dla 5 latka, bo i
                  dla 40 latka to nie lada problem. Podejrzewam, z e dwa kilo to
                  maksimum,po którym zaczyna sie nieuchronne po sliwkach siedzenie w
                  WC.
                  • lacitadelle śliwki suszone! 26.08.09, 11:11
                    > Aby zjesc dodatkowo 3000 kcal musisz zjesc 6,5 (zaokrąglenie) kg
                    > sliwek dodatkowo - zycze pwoodzenia , zwłaszcza dla 5 latka, bo i
                    > dla 40 latka to nie lada problem. Podejrzewam, z e dwa kilo to
                    > maksimum,po którym zaczyna sie nieuchronne po sliwkach siedzenie w
                    > WC.

                    mowa było o śliwkach suszonych, które mają 265 kcal na 100g, czyli dodatkowe 3
                    tys. kalorii to 1,2 kg śliwek suszonych - jak najbardziej możliwe, zdecydowanie
                    prędzej bym zjadła, niż 600 g czipsów.
                    • iluminacja256 Re: śliwki suszone! 26.08.09, 13:55
                      tys. kalorii to 1,2 kg śliwek suszonych - jak najbardziej możliwe,
                      zdecydowanie
                      > prędzej bym zjadła, niż 600 g czipsów

                      Skoro ty bez problemu zjadasz 1,2 kg sliwek suszonych to gratuluję,
                      normalnie ludzie już po 500 gramach radosnie udają się do WC,ze
                      względu na to, z e sliwki , delikatnie mówiąc, silnei pobudzają
                      perystaltykę jelit nie mówiąc o tym, ze aby zjesc 1,2 kg sliwek
                      suszonych tzreba mieć wybitne zdolnosci powstrzymywania wymiotów od
                      nadmiaru słodyczy...Ale co tam kto lubi, mnei nie zdarzyło się NIGDY
                      zjesc wiecej tych sliwek niz 20 naraz, wiec wolę nie mysleć jaki
                      trzeba mieć zołądek, zeby zjesc ich ponad kilogram...
                      • lacitadelle Re: śliwki suszone! 26.08.09, 14:28
                        > tys. kalorii to 1,2 kg śliwek suszonych - jak najbardziej możliwe,
                        > zdecydowanie
                        > > prędzej bym zjadła, niż 600 g czipsów
                        >
                        > Skoro ty bez problemu zjadasz 1,2 kg sliwek suszonych to gratuluję,
                        > normalnie ludzie już po 500 gramach radosnie udają się do WC,ze
                        > względu na to, z e sliwki , delikatnie mówiąc, silnei pobudzają
                        > perystaltykę jelit nie mówiąc o tym, ze aby zjesc 1,2 kg sliwek
                        > suszonych tzreba mieć wybitne zdolnosci powstrzymywania wymiotów od
                        > nadmiaru słodyczy...Ale co tam kto lubi, mnei nie zdarzyło się NIGDY
                        > zjesc wiecej tych sliwek niz 20 naraz, wiec wolę nie mysleć jaki
                        > trzeba mieć zołądek, zeby zjesc ich ponad kilogram...\

                        czytaj proszę ze zrozumieniem: mój post korygował tylko Twoje błędne wyliczenia.

                        Równie dobrze mogłabym napisać, że gratuluję Ci, że bez problemu wcinasz 600 g
                        czipsów. A śliwki możesz zastąpić figami, które nie pobudzają perystaltyki i
                        mają dużo więcej kalorii.
                        • lacitadelle Re: śliwki suszone! 26.08.09, 14:37
                          przy okazji się pochwalę, że w dzieciństwie (początek podstawówki)
                          bezproblemowo, dla delektowania się moim ulubionym smakiem, zjadałam dziennie 3
                          kg niedojrzałych pomidorów smile
                          • atena12345 Re: śliwki suszone! 27.08.09, 12:13
                            lacitadelle napisała:

                            > przy okazji się pochwalę, że w dzieciństwie (początek podstawówki)
                            > bezproblemowo, dla delektowania się moim ulubionym smakiem,
                            zjadałam dziennie 3
                            > kg niedojrzałych pomidorów smile


                            no ja jadłam zielony agrest, jabłka, gruszki i co tam bylo pod
                            ręką. Koniecznie niedojrzałe i w ilościach kosmicznych. Po kryjomu
                            oczywista, bo mama goniła smile))

                            Moje Potwory smile
                            fotoforum.gazeta.pl/u/atena12345.html
                        • zdanka1 Re: śliwki suszone! 26.08.09, 18:26
                          >śliwki możesz zastąpić figami, które nie pobudzają perystaltyki i
                          > mają dużo więcej kalorii.

                          Jesli chodzi o figi to sa to najsłodsze owoce swiata i zdecydowanie -
                          tutaj dobicie do zjedzenia 10 sztuk graniczy z cudem, zwłaszcza, ze
                          sprzedawane są w opakowaniach po 10...Takze zjesc ich pol kilo jest
                          raczej niemozliwe...Człowiek to nie swinia, kiedy poczuje słodki
                          smak nie wyłaćzają mu sie wszystkie hamulce, a jesli potrafi pozerać
                          coś kilogramami, to znaczy, z e je kompulsywnie i ma spory problem,
                          nie we fruktozie lezący...Bo wtedy to i dwa bochenki chleba znikaja
                          na jedno posiedzenie....

                          Poza tym, biorąc pod uwage fakt, ze mamy lato te sliwki i figi
                          spokojnie zastepuje sie sliwkami świezymi, jak również świezymi
                          gruszkami, jabłkami, malinami a wczesniej truskawkami czy wisniami
                          itp - i rzeczywiscie, tutaj, zeby wyrobić normę 3 tys kalorii w
                          ramach fruktozy trzeba by jesc po 4-5kg tych owoców - a tego chyba
                          nikt nie dokona, zwłaszcza dzieciak, bo pojemnosc ludzkiego zoładka
                          to nie beczka do fermentacji, a to niestety jest uboczny efekt
                          jedzenia owoców.
    • problemkind Re: "bezslodyczowe" dziecinstwo.... 20.08.09, 11:23
      Moje dziecko zamiast slodyczy je suszone owoce-rodzynki, morele,
      ananasy, zurawine, do tego domowe ciasta i ciastka. Jak widzi
      normalne slodycze na stole, to nie rzuca sie jak wariat, troche
      probuje i zazwyczaj mowi, ze juz nie chce wiecej.
    • gaskama Re: "bezslodyczowe" dziecinstwo.... 20.08.09, 11:31
      A my mamy szafkę wypchaną słodyczami, takimi jakie lubimy. Głównie
      więc dobre czekolady. Nie lubimy za bardzo cukierków typu landrynki,
      lizaków, więc tego nie mamy, ale są zawsze misie-żelki, mamby itd.
      itp. Generalnie, co dusza zapragnie. Jak przychodzą dzieci
      znajomych, czy dzieci z podwórka, to oczopląsów dostają i drą się,
      że chcą wszystko. Mój syn wybiera sobie codziennie jedną rzecza i
      zjada. Jak mu ktoś proponuje coś słodkiego na podwórku, to
      odpowiada "nie, dziękuję, już dziś jadłem słodyczne". Mimo, że
      raczej umowy nie mamy, że słodycze dozwolone tylko raz dziennie. Za
      to, jak ja idę z czymś słodkim na podwórko, to 90% dzieciaków
      zachowuje się tak, jakby w życiu słodyczy nie widziały. Potrafią
      sobie jakieś wafelki z rąk wydzierać. Zakładam, że to to zdrowo
      chowane dzieci bezsłodyczowe, którym te suche morelki i wypieki
      własne nie zawsze tak leżą, jak się mamusi wydaje.
      • slonko1335 Re: "bezslodyczowe" dziecinstwo.... 20.08.09, 11:37
        Zakładam, że to to zdrowo
        > chowane dzieci bezsłodyczowe, którym te suche morelki i wypieki
        > własne nie zawsze tak leżą, jak się mamusi wydaje.

        A ja zakładam dokładnie odwrotnie bo sama znam mnóstwo takich dzieci. To dzieci
        które są karmione właśnie takimi rzeczami w myśl zasady lepiej niech zje pączka
        niż nic nie zje....Męża bratanica też tak ma. Owszem zje drożdżówkę, naleśnika z
        dżemem i coś na słodko ale zupa na przykład albo mięsko są be....
        • gaskama Re: "bezslodyczowe" dziecinstwo.... 20.08.09, 11:42
          Nie wiem. Ja akurat nie mam problemu z jedzeniem syna. Je wszystko,
          od kaszanki, przez kaszę gryczaną, owoce, bruscetty z pomidorami,
          kiszoną kapustę, zupy, różne mięsa, po naleśniki, kluski itd. itp.
          Są rzeczy, które nie lub, np. pierogów nie lubi, ale zje.
          Mam natomiast znajomych, którzy swoje dzieci wychowują bez białych
          śmierci (sól, cukier i mąka), i do tego bez mięsa. Ich syn w wieku 9-
          lat obhandlowywał zabawki, by za zdobyte pieniądze kupić słodyczi
          i ... parówki lub hamburgery. UMIAR we wszystkim to moja dewiza.
      • problemkind Re: "bezslodyczowe" dziecinstwo.... 20.08.09, 12:04
        Ale moje dziecko nie jest chowane bezslodyczowo. I nie wydaje mi
        sie, zeby mu te suche morelki czy ciasto biszkoptowe nie lezalo-
        wtedy by po sprobowaniu czekolady nie mowil, nie chce, daj mi
        rodzynki.
      • karmelek4 gaskama... 23.08.09, 16:06
        gaskama napisała:

        90% dzieciaków
        > zachowuje się tak, jakby w życiu słodyczy nie widziały. Potrafią
        > sobie jakieś wafelki z rąk wydzierać. Zakładam, że to to zdrowo
        > chowane dzieci bezsłodyczowe, którym te suche morelki i wypieki
        > własne nie zawsze tak leżą, jak się mamusi wydaje.


        Nic dodać nic ująć...

    • lacitadelle Re: "bezslodyczowe" dziecinstwo.... 20.08.09, 11:38
      Biały cukier nie jest człowiekowi do życia potrzebny, dostarcza wyłącznie
      kalorii, żadnych wartości odżywczych.

      Nie mam do niego żadnego fanatycznego podejścia, wiem, że dziecka przed nim nie
      uchronię, tylko nie mam zamiaru sama podsuwać. Syn na razie ma 14 miesięcy i
      przysmaki to dla niego seler naciowy i awokado, czasem dostaje domowe,
      niesłodkie ciasto, ale raczej mu nie smakuje. Jak pozna słodycze i będzie chciał
      jeść, nie będę zabraniać, tylko pilnować jakości i umiaru.

      Znam starsze dzieci wychowane bez słodyczy, syndrom rzucania się na wszystko, co
      słodkie, nie wystąpił.

      Absolutnie nie jest dla mnie argumentem to, że dzieciństwo bez słodyczy jest
      smutne. Radością i atrakcją dla dziecka mogą być naprawdę różne rzeczy.

      Fakt, że nie możemy dziecka uchronić przed całym złem tego świata (przykłady tu
      były, że teraz jedzenie w ogóle jest niezdrowe) nie oznacza, że nie mamy go
      chronić przed tym, przed którym możemy smile
      • lacitadelle Re: "bezslodyczowe" dziecinstwo.... 20.08.09, 11:43
        Jeszcze jedna sprawa: cukier uzależnia. Miałam w swoim życiu okresy bez
        słodyczy, początki były trudne, ale po pewnym czasie przestawałam mieć na nie
        ochotę, a nawet jak próbowałam, to wszystko wydawało mi się za słodkie. Herbatę
        np. przestałam słodzić w podstawówce i teraz posłodzona powoduje mdłości.
      • maeve_binchy Re: "bezslodyczowe" dziecinstwo.... 23.08.09, 18:16
        Lacitadelle - moge sie pod toba podpisac. Mlody ma prawie 14 miesiecy, cukru nie
        mial w ustach - ani jako typowe slodycze, ani w postaci kaszek, slodzonych
        sokow, herbatek itp. Piszczy, jak widzi fasolke szparagowa, baklazana i cukinie,
        domaga sie razowego chleba. U nas w domu nie ma slodyczy, bo nie jadamy ich
        prawie wcale, czasem upieke ciasto, ale maz woli mieso a ja serysmile Zdaje sobie
        sprawe, ze pojdzie do przedszkola, szkoly i nie uniknie jedzenia slodyczy i
        troche mnie to przeraza. Gorzka czekolada od czasu do czasu, czy domowe ciasto,
        nalesniki - ok, ale nie batoniki, zelki, paczki.
        Zgadzam sie, ze cukier uzaleznia i dlatego dzieci potem domagaja sie slodyczy.
        Slodycze byly u mnie w domu sporadycznie i teraz nie jestem ich fanka, moja
        siostra tak samo. Mam nadzieje, ze z moim dzieckiem bedzie podobnie. Zszokowal
        mnie jadlospis w pewnym przedszkolu w W-wie: sniadanie - platki z mlekiem
        (platki typu cheerios a nie muesli, czy owsiane albo jeczmienne!), II sniadanie
        - drozdzowka z dzemem, obiad - makaron z truskawkami i smietana (i cukrem),
        podwieczorek - herbatniki i soczek. Ja bym juz wymiekla po II sniadaniu....
        • lia.13 Re: "bezslodyczowe" dziecinstwo.... 23.08.09, 23:05
          a ja jestem uzależniona od pieczonych udek z kurczaka, i co? widać od
          wszystkiego można się uzależnić wink
    • karro80 Re: "bezslodyczowe" dziecinstwo.... 20.08.09, 13:45
      Daję bo lubismile
      Nie są to wielkie ilości jeśli chodzi o "tradycyjne" słodycze -
      czyli kawałek czekolady, trochę loda, gofra, czasem herbatnik - ale
      tego wychodzi baaardzo mało-bo np loda liznie tylko dla smaku - nie
      lubi zimnego, czekolady zje z kostkę, półtorej i to rzadko.

      W sensie "domowym" słodyczy jest więcej - chleb z miodem, serek czy
      jogurt z owocami, miodem, czasem i cukrem, ciasto jakieś.

      Ale nie daję slodzonych płatków, kaszek, herbatek, "montów",
      danonków - tak sobie ustaliłam, że słodycze to słodycze -
      okazjonalna, deserowa przekąska a jedzenie i picie już dosładzania
      nie potrzebuje.
      Zresztą u nas w domu było tak samo i jakoś tak naturalnie wychodzi.
      No i wiem ile dzieć tego cukru spożył mniej więcej.
    • daga_j Re: "bezslodyczowe" dziecinstwo.... 20.08.09, 16:56
      To ja przyznaję również, że daję moim dzieciom słodycze. Córka przez jakieś 14 mies. to najwyżej biszkopciki zwykłe, bo była alergikiem ale potem stopniowo poznawała nowe smaki, długo nie akceptując jednak słodyczy "twardych" i wydziwionych jak markizy, wafelki, wolała suche biszkopty, herbatniki, czekoladę. Tak samo ma mój synek, on trochę wcześniej poznał słodki smak, bo miał starszą siostrę, ona jadła i on się kusił a alergii nie miał. Ale choć codziennie mają jakieś słodkie przyjemności to nie uważam by było za dużo, nie rzucają się, córka nawet mniej lubi niż syn. Ona to mówi "mam na coś ochotę", wymieniam jej co jest i w końcu ona zadowala się dwoma żelkami. Synek zjadłby więcej, ale nie daję im do oporu, absolutnie. Zęby mają zdrowiutkie, szczupłe są, więc mogą. (a sęk w tym, że ja uwielbiam, jakbym sama nie jadła to i bym dzieciom mniej kupowała to wiadomo)
      Nie daję za to gazowanych napojów, jak najmniej tych z barwnikami i konserwantami (np. nie kupuję Jupików), nie jedzą chipsów.
      Ale ale, dodam, że jadają frytki i hamburgery - tj. córka, a synek ostatnio pierwszy raz spróbował i zjadł 1/3 hamburgera z McDonaldsa, ale takie miejsca odwiedzamy kilka razy w roku.
    • to_wlasnie_cala_ja Re: "bezslodyczowe" dziecinstwo.... 21.08.09, 07:14
      moje dziecko niestety z tych czipsowo - batonowych. codzień coś tam ma chociaż
      zjada słodkiego jakoś mniej na rzecz słonego. kanapki je z keczupem
      • verdana Re: "bezslodyczowe" dziecinstwo.... 22.08.09, 10:13
        Malutkiemu dziecku nie dawałam - prócz biszkoptow, starszym owszem,
        ale słodyczy w domu raczej nie ma - ze wzgledu na mnie.
        Nie mam nic przeciw nie dawaniu dziecku slodyczy - moze prócz
        czekolady, ktora jest bardzo zdrowa, choc zawiera cukier (jedzenie
        czekolady wydłuza znaczaco zycie). Natomiast jestem zacieklym
        wrogiem zabraniania dziecku slodyczy - czyli zakazywaniu zjedzenia
        cukierka od kolezanki, tortu u cioci na imieninach itd.
        To jest zupełnie inna bajka. Mam tak wychowywana tesciową i wspomina
        to jako jeden z koszmarow dziecinstwa (a przeżyla wojnę...). I od
        razu uprzedzila mnie, ze niezaleznie od moich koncepcji
        dietetycznych, ona lizaka dziecku nie odmówi. Rozumiem ją.
    • eponine Re: "bezslodyczowe" dziecinstwo.... 22.08.09, 11:13
      Dzieci własnych nie posiadam, ale sądzę, że smak pewnych słodyczy dziecko znać
      powinno - czekolady, kisielu, budyniu, lodów... Takich najpopularniejszych,
      które nie są tak niezdrowe jak żelki czy lizaki.
      Natomiast jeśli chodzi o słodzenie białym cukrem, to uważam to za głupotę i nie
      pochwalam nawet u dorosłych.

      Jeśli chodzi o kwestię nie zdrowia, a kalorii, to dajmy na to łyżeczka cukru ma
      20 kcal, a chips ziemniaczany ok. 9 kcal. Jeśli chodzi więc o tycie, nadwagę i
      otyłość, to nie tylko wina chipsów czy Coca-Coli. Soki owocowe z kartonów mają
      mniej-więcej tyle kalorii co Cola (szklanka soku 250 ml to ok. 120-150 kcal).
      Polecam nie słodzić herbatek, nie pić soków kartonowych (lepiej zrobić samemu
      domowy soczek), oranżady, ogólnie przyzwyczajać do picia wody, herbat innych niż
      czarna... Do tego można się przyzwyczaić, ja jestem na takiej diecie już od
      dawna i nie tęsknię za słodyczami ani cukrem - bez niego da się żyć. Ale jeśli
      chodzi o suszone owoce to też bym uważała w przypadku łakomczuchów, bo
      kaloryczność jest ogromna.
    • wana Re: "bezslodyczowe" dziecinstwo.... 22.08.09, 12:30
      Mam dwójkę, 5,5 i 11 lat. W domu sodyczy full (mąż jest lekarzem,
      więc niemal codziennie dostaje jakieś), nie mam co z tym robić,
      znajomi już nie chcą wink)). Dzieci nigdy nie miały ograniczeń, nie
      był to dla nich owoc zakazany, chciały, to jadły. Nigdy nie rzucały
      się na słodycze, raczej nie przepadają za nimi - przez to, że mogły,
      to próbowały wszystkiego i wybrały to, co im odpowiada smile
      Zęby mają modelowo zdrowe, nie mają nadwagi, są zdrowe jak konie.
      Uważam, że wprowadzenie "dni słodyczy" czy próba bezsłodyczowego
      wychowania może w przyszłości stać się przyczyną niezdrowej
      fascynacji słodyczami.
      • franczii Re: "bezslodyczowe" dziecinstwo.... 22.08.09, 15:42
        tym rodzicom, ktorych dzieci nie przepadaja za slodyczami latwo powiedziec o
        braku ograniczen i stawianiu zakazow. Ciekawe co by tacy rodzice poradzili tym
        ktorych dzieci w przypadku braku ograniczen zywilyby sie wylacznie slodyczami.
        Widuje teraz dzieci, ktorym zadnych ograniczen sie nie narzuca i one majac wybor
        nie zjedza chleba razowego z dzemem a ociekajacy tluszczem rogalik z nutella,
        nie zjedza jogurtu a rozek algidy, zamiast pysznego owocu, ktorych tutaj
        dostatek jakies inne slodycze. I moj syn gdyby mu pozostawic wolnosc jadlby tak
        samo i nie ograniczaj tu slodyczy.
    • uknown ja daję raz w tygodniu 23.08.09, 12:50
      moja córka lat 5 dostaje słodycze raz w tygodniu w niedzielę i wtedy je bez
      ograniczeń co chce, sama sobie wybiera zazwyczaj podczas sobotnich zakupów co
      chce zjeść i sama z siebie wybiera dwa, trzy produkty typu żelki, czekolada,
      chałwa, ciastka ... i nawet wszystkiego nie zjada, nie ma też problemu
      podjadania, przyzwyczaiła się czekać do niedzieli i nawet w tygodniu nie
      wspomina o słodyczach, więcej - upomina dziadków, że jej coś podsuwają a
      przecież w tygodniu jej nie wolno! poza tym nie ma ortodoksji słodyczowej -
      czasem kupuję lody, czasem jakieś ciasta domowe czy cukiernicze na spotkaniach
      ze znajomymi, ale bez specjalnego parcia - chyba dwa pierwsze lata bez słodyczy
      i stosowany system powodują, że nie tęskni za nimi specjalnie, je bez problemu
      owoce, warzywa i też czasem samoistnie woli zjeść brzoskwinię niż paskudny
      batonik wywołując zdziwienie w rodzinie chcącej koniecznie paść ją słodkim
      badziewiem!
    • dariafox Re: "bezslodyczowe" dziecinstwo.... 23.08.09, 14:35
      Do około 2 lat nie dostawała w ogóle, potem stopniowo: jakieś ciasto, ciasteczko
      (b.rzadko, raz na kilka tygodni), paluszki słone, gorzka czekolada (kostka jedna
      i na tym koniec), lody (to już od około 18m.ż), dosłownie 6 razy w życiu był
      lizak, ale nigdy nie zjadła całego, no i tyle. Dbam o jej linię i zęby. Ale bez
      przesadywink
Inne wątki na temat:

Nie masz jeszcze konta? Zarejestruj się


Nakarm Pajacyka