dalloway
04.04.08, 14:05
Karmię ponad pół roku, regularnie, bez dokarmiania. Od dłuższego czasu miałam
już taki komfort, że jak pomijałam jakies karmienie, bo np. byłam w pracy, to
nie musiałam natychmiast biec z laktatorem. Mogłam sobie spokojnie wydłużyć
spacer nawet o 3-4 godziny itp. - nie czułam przepełnienia i nie miałam
problemów. Nie pozwalałam sobie często na takie wyskoki, żeby nie zaburzyć
laktacji, ale było mi wygodnie ze świadomością, że mogę. Aż tu nagle - już
któryś raz musiałam pędem wracać z wózkiem, bo bąk z piersi na dworze nie zje,
a ja miałam balony bolące i wielkie jak w drugiej dobie po porodzie. Od dawna
piersi były już miękkie, nawet tuż przed karmieniem. Dodatkowo w dwie noce
wyrosłam ze swoich staników i to bardzo, a nie trochę. Ki diabeł? Akurat mam
pierwszą miesiączkę po porodzie, ale na logikę to chyba ilośc pokarmu mogłaby
się najwyżej zmniejszyć, a nie odwrotnie? Co z tym fantem zrobić? Doraźnie
sobie poradzę, ale czy to nie jest. np niepokojący objaw zaburzeń hormonalnych
albo czego podobnego? Na pewno nie jest tak, że dziecko zaczęło mniej lub
więcej lub zamawiać - je jak zawsze, pod względem pór i ilości oraz długości
karmienia.