izydorek70
16.04.08, 16:10
Chciałam się z wami podzielić pewną smutną refleksją,która dopadła
mnie wczoraj.Moja córeczka(a wraz z nią i ja) jest "bywalczynią"
przyszpitalnej Poradni Patologii Noworodków i Wcześniaków.Wczoraj
trafiłyśmy tam na sajgon.Poczekalnia pełna rodziców z maluszkami i
mimo umówionej wizyty prawie 2godz. czekania.I wtedy poraziła mnie
pewna prawda-wśród tylu mam tylko dwie(w tym ja) karmiły
piersią,pozostałe podawały butelkę.Chociaz to głupie-zrobiło mi się
smutno, bo wniosek jest prosty-tak niewielu mamom maluchów z
problemami(bo tylko takie tam trafiają) udało się wygrać walkę o
naturalne karmienie(bo wierzę,że chciały karmić piersią).Dlaczego
tak jest?Sama miałam dziecko w inkubatorze i wiem,że nie jest potem
łatwo karmić je piersią,wiele łez wylałam zanim karmienie przestało
być walką i obowiązkiem a stało się przyjemnością.Może brakuje
wsparcia w tych trudnych chwilach już w domu,wiedzy,motywacji a może
to świadomy wybór?Co myślicie na ten temat?A może to przypadek i nie
ma problemu?