macda
29.08.08, 11:39
No właśnie... moja córa ma 5,5 tygodnia. Obecnie zaliczmy chyba skok
rozwojowy, ale ja nie o tym ;)
Pięknie je z piersi od początku, przybiera na wadze jak mały słonik. Tyle
tylko, że chyba upodobała sobie lewą pierś... no nie ma bola, przy prawej np,
nie uśnie wieczorem. Tylko lewa. Staram się ją przystawiać na zmianę, ale mam
galopujące problemy z pamiecia i nie zawsze kojarze, z której piersi jadła
ostatnio. Odruchowo zapewne przystawiam ją do lewej, bo "skrzywiona" jestem ;-)
Laktacja chyba się w pełni jeszcze nie unormowala bo zdarza mi się, że piersi
pęcznieją, pokarm kapie, dziecko spi ;-)
W zwiazku z tym wszystkim wygląda to tak, że lewą pierś mam większa, czasami
(głownie w nocy) lewa twardnieje i kapie nawet jesli to kolej na prawa, a
prawa pozostaje miekka. Do tego sutek lewej piersi mam bardziej wyciagniety od
tego na prawej. Mala potrafi byc bezlitosna i zasysac jak dobrej klasy pompa.
Zglupialam juz od tego myslenia, do ktorej piersi dziecko przystawic, lacznie
z tym, że wymyslilam, ze w prawej mam unormowana laktacje, a w lewej nie -
wiem glupie ;-)
I nieprawdziwe, bo prawa w sumie tez czasami pecznieje...
Dodatkowo przy prawie kazdym karmieniu po jakichs 2-3 sekundach ssania czuje
takie wlasnie pecznienie w obu piersiach i to kurna boli. Po chwili ustepuje i
z niezaangazowanej piersi kapie pokarm. Tyle tylko, ze lewej leci ciurkiem
(jesli karmie prawa), a z prawej troche sobie kapie (jeli karmie lewa).
Jesli, tak jak wczoraj, mamy maratony karmienia (generalnie od 14 do 19 non
stop z kilkoma przerwami okolo 15 min) to mi nic nie kapie juz, bo czuje sie
wyssana do dna ;-)
Jasno to raczej nie napisalam, ale licze na forumowy zdrowy rozsadek (pani
Moniko!!! :-) ) i odpowiedz - czy i gdzie popelniam blad, jak go naprawic,
jestem normalna? ;-)