biza7
16.03.09, 23:03
Pani Moniko, wpadłam dziś w lekka panikę, i cała teoretyczna wiedza
wyleciała mi z głowy, dlatego potrzebuję Pani pomocy.
Córeczka urodziła się 2 stycznia, waga urodzeniowa 3600. W połowie
trzeciego tygodnia ważyła już 4250, karmiłam ją na żądanie 10 - 12
razy na dobę, przy czym czas poszczególnych karmień się stopniowo
skracał, pewnie uczyła się coraz bardziej efektywnie ssać.
17 lutego na szczepieniu i ważeniu jej waga wynosiła 4825 - pediatra
stwierdził że wszystko prawidłowo. Liczba karmień spadła w tym
czasie do ok. 8 na dobę, nadal karmiłam na żądanie, ale jak córcia
nie zgłaszała się po jedzonko sama, to starałam się utrzymać przerwy
nie dłuższe niż 3 - 3,5 godziny.
Od kilku tygodni czas karmienia przeciętnie wynosi 10 minut.
Karmiłam prawie zawsze z jednej piersi - teraz myślę że być może źle
odczytywałam sygnały córeczki. Od kilku tygodni męczą ją bowiem
bączki - jeżeli zdaży się to w czasie karmienia, to córcia szarpie
się i płacze, krzyczy. Zawsze starałam się ją uspokoić i dalej
przystawić do piersi (wtedy oczywiście karmienie trwało znacznie
dłużej niż 10 minut), a przestawałam wtedy, kiedy wydawało się, że
już nie chce ssać - tzn. gazy się skończyły, podniesiona do poniu
jak do odbijania malutka uspojała się, a przy próbie przystawienia
do piersi zaczynała marudzić, płakać i wić się. Wyglądało na to, że
nie jest już zainteresowana a nie wie jak podziękować za jedzonko. Z
kolei bączki między posiłkami wywoływały ataki bardzo głosnego,
krzykliwego płaczu, który ustawał, kiedy wreszcie przestawały ją
męczyć.
Dzisiaj poszłam kontrolnie sprawdzić wagę - i o zgrozo, malutka waży
tylko 4940!!! To znaczy, że przez 4 tygodnie przybrała na wadze
tylko nieco ponad 100g!!!
W związku z tym po spacerze o 15:30 nakarmiłam ją "na siłę" z obu
piersi, po kilka razy zmieniając stronę kiedy się niecierpliwiła, i
odstawiłam dopiero wtedy kiedy sama spokojnie puściła cycusia i
patrzyła na mnie, uśmiechała się i wyglądało na to, że ma ochotę się
teraz pobawić. Trwało to w sumie prawie godzinę. Po drzemce
natomiast, od 18-tej zaczęłam odciągać pokarm laktatorem, żeby
zobaczyć ile go jest i czy małej to wystarcza. Ku mojemu
przerażeniu, przez ponad 20 minut ściągania (z obu piersi)
otrzymałam tylko nieco ponad 30 ml!!!! Kiedy podałam to małej w
butelce, wypiła momentalnie i była dalej głodna, więc przystawiłam
do piersi na tak długo, jak długo chciała - dodam, że bardzo długo
to nie było.
Od jakiegoś tygodnia miałam wrażenie, że mam mniej mleka - nie było
takiego częstego uczucia bolesności między karmieniami, kiedy
napływał pokarm i piersi na chwilę robiły się bardzo twarde, i w
ogóle sama twardość piersi - nawet po nocy - pozostawiała dużo do
życzenia. Ale starałam się nie martwić i nie stresować, bo podobno w
ustabilizowanej laktacji takie wrażenia mogą zanikać, a mleko i tak
jest....... Teraz się martwię, że głodziłam dziecko.......
Po kapieli, o 20:30 w tej desperacji podałam małej mleko
modyfikowane, bo piersi były "jak flaczki" - wypiła prawie 130 ml,
potem już nie chciała butli, ale szukała cycusia, więc ją na chwilę
przystawiłam - wyglądało jednak na to, że już nie jest głodna, bo
właściwie nie piła, ale chciała trochę possać....
Teraz ewidentnie muszę popracować nad ilością mleka - proszę o
pomoc, jak to zrobić najskuteczniej i najszybciej?? Nie mogę
przecież pozwolić, żeby moje dziecko było głodne..... Dodam tylko,
że po kilku pierwszych tygodniach moja córcia przestała płakać z
głodu (ten płacz nauczyłam się już rozpoznawać), co trochę
utrudniało mi karmienie na żądanie, więc starałam się tylko karmić
nie rzadziej niż co trzy godziny......
Pomocy, pomocy, bo bardzo chcę karmić piersią i tylko piersią.....
Może wrócić do picia herbatek laktacyjnych (zarzuconych jakieś trzy
tygodnie temu)???