olik1980
23.03.09, 11:55
Nie laktacyjny żaden. Psychiczny.
Nigdy nie przepadałam za karmieniem piersią. Nie czuję tych mitycznych
endorfin przepływających przez ciało, nie potrzebuję tego leżenia 10 razy
dziennie w bliskim uścisku z dzieckiem... a właściwie nie potrzebuję karmienia
do tego by przytulać się do dziecka.
Karmienie kojarzy mi się z bólem. Grzybicę leczę już 3 raz. Smarowanie
Nystatyną od 2 tygodni nie pomaga, przystawianie dziecka do piersi boli.
Nie lubię karmić w miejscu publicznym, nie znoszę wyciągania piersi przy kimś,
mimo że staram się to robić bardzo dyskretnie.
Nienawidzę ryżu z indykiem. Bo tylko to jem od stycznia. Młoda uczulona jest
na białko mleka, laktozę, jajka... Gdy "zgrzeszę" robi zielone kupy, ma
wysypki, po jajecznicy zjedzonej przeze mnie zrobiła jej się krwawa rana za uchem.
A mimo to od ponad 4 miesięcy dzielnie karmię piersią. Od tygodnia poważnie
myślę o przejściu na butelkę, ale ... nie potrafię podjąć decyzji. Czuję się
jak bym co najmniej rozważała karmienie piersią a... głodzenie dziecka.
Nie lubię karmić, a na myśl o odstawieniu chce mi się płakać.
Czy to normalne, czy od tego indyka z ryżem już mi rozum odjęło?