Dodaj do ulubionych

Czy mozna pokochac "cudze" dziecko??

05.03.04, 22:07
Mam pytanie do wszystkich- niegdyś samotnych- mam,którym sie udało. Jak
układaja sie relacje waszych dzieci z ich nowymi "tatusiami". Czy jest
wyczuwalne ,że nie jest tak jak w standardowej rodzinie? Czy facet moze
pokochać dziecko kobiety, która kocha mimo, iz nie nie jest jego
biologicznym ojcem? A jak wyglada sytuacja na późniejszym etapie, kiedy
dziecko zdaje sobie sprawe z sytuacji? Jak to jest w wieku nastu lat-
w "wieku buntu?" Czy zdarzają sięczęsto przypadki odrzucenia takiego
przybranego rodzica przez dziecko?
Czy jakas mama ma jakies doswiadczenia wynikajace z autopsji, obserwacji albo
chociazby "ze słyszenia"?
Pozdrawiam.
F.
Obserwuj wątek
    • kruszynka301 Re: Czy mozna pokochac "cudze" dziecko?? 06.03.04, 09:14
      U mnie nie jest wyczuwalne, że to nie jest biologiczny ojciec - na wakacjach, w hotelu, kiedy ludzie obserwują jeden drugiego, zdarzały nam się komentarze typu "pan to się tego dziecka nie wyprze, cały tatuś". Agusia jest fizycznie podobna do mnie, ale zachowanie, spontaniczność, i sposób śmniechu całkowicie przejęła od Arka.
      Arek się jednak do nas wprowadził, kiedy maluch miał niecały roczek. Agusia ma teraz 4 latka, jeszcze nie zdaje sobie sprawy, że Arek jest "nowym tatusiem". Był przy niej zawsze, odkąd pamięta.
      Arek, jego mama, i babcia (to też jest ważne) uważają Agusię za jego córę, a swoją ukochaną wnusię.
      Nie mam pojęcia, jak będzie w przyszłości. Pewnie podczas okresu buntu będą się zdarzać nieporozumienia, ale na razie nie ma się czym martwić.
      Mąż też ma ojczyma, który traktował go tak jak swojego syna, to też musiało mieć wpływ na nasze stosunki. W okresei "buntu" Arek co prawda wyprowadził się z domu do swojego biologicznego taty, ale nie było to absolutnie związane z ojczymem, raczej z nadopiekuńczością mamy i babci. Zawsze o ojczymie wypowiada się ciepło, lubią się.
      Myślę, że wszystko też zależy od charakteru partnera, ważny jest też wpływ jego rodziny.
      pozdrawiam Gosia
      • chalsia Re: Czy mozna pokochac "cudze" dziecko?? 06.03.04, 11:23
        Doświadczeń własnych - zero. Ale jedno podsumowanie mi sie nasuwa po długiej
        obecności na forum - dużo lepiej i łatwiej jest, gdy dziecko nie zna albo ma
        totalnie minimlany kontakt z ojcem biologicznym. Jednak gdy ojciec często ma
        kontakt z dzieckiem, wtedy juz nie jest łatwo - zwłaszcza partnerowi matki.
        Niby jest z dzieckiem na codzień, ale .......

        Pozdrawiam,
        Chalsia
        • amfenix Re: Czy mozna pokochac "cudze" dziecko?? 06.03.04, 13:14
          Ja też szczerze powiedziawszy zastanawiam się jak to będzie kiedyś.Wprawdzie na
          razie nikogo nie mam i przekonałam się że nie mam na to jeszcze siły ani
          ochoty, ale syn pyta się kiedy kogos poznam, kiedy będę miała nowego męża bo
          przecież tata już ma narzeczoną...Obawiam się jednak że entuzjazm
          dziewięciolatka w przypadku mojego ewentualnego partnera może się szybko
          skończyć.Mały kocha ojca bardzo.Minęło półtora roku a on juz nie pamięta lania
          pachem,targania za uszy,szarpania...Tatuś widywany dwa razy w tygodniu (jak Bóg
          da) staje sie idealnym tatusiem.
          Pamiętam za to historię swojego pierwszego chłopaka.Ojciec odszedł z
          przyjaciółką mamy, gdy chłopak miał 6 lat.Wyprowadzili się z Warszawy na
          mazury.Przeżył to strasznie.Tam matka chłopaka poznała i zakochała się w sporo
          starszym mężczyżnie.Pamiętam,że przyjaciel nie akceptował ojczyma.Ryczał całe
          noce nie pozwalając mamie spać w jednym łóżku z obcym panem.Tłukł młotkiem
          prezenty od niego,Wył całe noce zmuszając mame aby poświęcała całą uwagę tylko
          jemu.W okresie dojrzewania tez podobno było nie lepiej.Panowie nie walczyli ze
          sobą ale się ignorowali.Przeważył rozsądek i inteligencja wszystkich
          trojga.Przyjaciel dorósł i zrozumiał jakoś tak koło 17 nastki.Do końca życia
          bardzo szanował swojego ojczyma.Wspomina go do tej pory jako inteligentnego,
          mądrego człowieka który dał jego matce szczęście.Z ojcem żyje w przyjażni ale
          pamięta krzywdę wyrządzoną w dzieciństwie.Ojczym,mimo tego że nie żyje pozostał
          mimo wszystko większym autorytetem.
    • mikawi pytanie 07.03.04, 17:27
      ostatnio sporo padło na temat tego, jaki stosunek powinna mieć macocha do
      dziecka swojego męża - mam pytanie do was: czy ojczym powinien również odnosić
      się do dziecka tak jak opiekunka-przedszkolanka, czyli z życzliwym dystansem
      czy też powinien kochać dziecko tak jak własne, troszczyć się o niego jak
      ojciec i cerować przysłowiowe rajstopki? czy takie same wymagania jakie macie
      wobec drugich żon waszych eksów jeśli chodzi o stosunek do dziecka, będą
      obowiązywały waszych nextów? bo z tego co czytam cenicie sobie właśnie to, że
      ojczym traktuje wasze dziecko jak własne, ale macosze odbieracie to prawo
      • konkubinka Re: pytanie 07.03.04, 17:41
        Mikawi , ty chyba nie w pracy?Urlop?Ale uzaleznienie pozostalo?
        W sumie dobre pytanie zadalas.Ja jednak nie potrafie odpowiedziec na to
        pierwsze zas co do pytania o relacje dziecko - ojczym wiem ze marze aby byli
        dla siebie kumplami , przyjaciolmi.Jak narazie sukcesami w tej dziedzinie nie
        moge sie podzielic.
        • amfenix Re: pytanie 07.03.04, 19:52
          • amfenix Re: pytanie 07.03.04, 19:54
            Rany julek tyle się napisałam i mi zeżarło.
      • amfenix Re: pytanie 07.03.04, 20:33
        Spróbuję jeszcze raz.Może mi nie wywali tekstu.
        Wiesz Mikawi ja sie juz oswoiłam z sytuacja.No trochę się oswoiłam.Staram sie
        nie komentować nowej przyjaciółki męża.Doszłam do wniosku że to sprawa między
        mną a mężem.Nasza wina i nasze konsekwencje.I najważniejsze żeby to co sie
        dzieje teraz miało jak najmniejszy wpływ na mojego syna.
        Młody spędza czas w jej domu podczas spotkań z tatą,jedzą wspólne obiady,jeżdżą
        czasem do kina byli cztery dni na nartach.I powiem ci że chciałabym aby ta
        dziewczyna zaprzyjażniła się z młodym.Żeby o niego dbała tak jak robię to ja
        gdy jest ze mną.Mój mąż nie jest zbyt odpowiedzialnym człowiekiem.Mam nadzieję
        że to ona podczas czasu spędzanego wspólnie z moim dzieckiem będzie tą bardziej
        odpowiedzialną stroną.
        Jeśli tak już musi być to niech tak będzie.Nie mam zamiaru mścić się za swoją
        krzywdę buntując syna przeciwko nowej.Bo skrzywdzę tylko dziecko.
        Nie będę się miotać kiedy krzyknie na niego, jeśli będzie zachowywał sie
        niewłaściwie.Chcę żeby wyrósł na normalnego człowieka ,nie na rozpieszczonego
        bachora wykorzystującego rozgrywki między rodzicami i ich emocje.
        Jeśli będzie miała życzenie "cerować mu skarpetki" to proszę bardzo.
        Nie boje sie o swoją pozycję w jego sercu,ani o utratę autorytetu.
        Nie mam zamiaru z nią rywalizowac.
        CHcę, żeby traktowała mojego syna jak własne dziecko.
        Żal mi jej.Żal mi bo po ubiegłym tygodniu wiem,że jej pozorne szczęście będzie
        jej największa karą.
        Mam nadzieję że widzi co rodzina męża robi teraz ze mną i moim dzieckiem i
        wyciągnie z tego wnioski,bo boje się myśleć że bierze w tym udział.
        To tyle.
      • chalsia Re: pytanie 07.03.04, 22:07
        Mikawi, jeśli jesteś na urlopie, to dobrze Ci to zrobi, bo chyba przemęczona
        bardzo jesteś, skoro zadajesz takie pytanie/tak stawiasz sprawę.
        Jest zasadnicza różnica między next-kobietą, która widuje dziecko raz na dwa
        tygodnie (średnio statystycznie) a next-facetem, który z tym dzieckiem mieszka
        na codzień. I w związku z tym oczekiwania są różne. Od takiego faceta - więcej
        zaangażowania, troski, ciepła (cóż, z postów na macochach wychodzi, że tylko
        wyjątkowo trafiała by się miłość ze strony ojczyma). Tak samo, gdyby next-
        kobieta stała się 100% macochą (bo matki nie ma).
        I w sumie taki ojczym to ma gorzej niż "statystyczna" macocha, jeśli ojciec
        biologiczny ma częsty kontakt z dzieckiem, zwłaszcza w domu tegoż dziecka.

        Pozdrawiam.
        Chalsia
        • mikawi Re: pytanie 08.03.04, 15:53
          dzięki chalsiu za troskę, ale mój urop wynika nie z przemęczenia ale z
          polecenia służbowego smile gdyż mam jeszcze mnóstwo zaległego, a mój stan
          psychofizyczny jest jak najbardziej o.k.

          pytanie nie jest znowu takie dziwne, dlaczego matka dziecka może się czuć
          nieswojo wiedząc że w danym momencie o jej dziecko dba nie tylko ojciec ale i
          jego druga żona, a ojciec dziecka - też ma prawo czuć się nieswojo, wiedząc że
          o jego dziecko dba drugi mąż jego eks żony, dba, karci, troszczy się, etc. I
          fakt, że na codzień ojciec dziecka z nimi nie mieszka to marne wytłumaczenie,
          bo to nie znaczy że ojca nie ma (i wtedy mógłby go w 100% zastąpić ojczym),
          ojciec jest i zawsze będzie ojcem i też może sobie nie życzyć, żeby jakiś OBCY
          w końcu facet cerował jego dziecku rajstopy lub co gorsza krzyknął.

          Ale to takie teoretyczne dywagacje bo ja szczerze mówiąc nie widzę nic złego w
          tym aby dziecko było kochane przez i rodziców i ojczymów i macochy, bo chyba
          lepiej mieć kogoś kochającego w domu ojca i matki (poza nimi samymi) niż
          wrogów? Cieszę się że amfenix podchodzi do tego podobnie jak ja.
      • judytak Re: pytanie 08.03.04, 09:17
        mikawi napisała:

        > mam pytanie do was: czy ojczym powinien również odnosić
        > się do dziecka tak jak opiekunka-przedszkolanka, czyli z życzliwym dystansem
        > czy też powinien kochać dziecko tak jak własne, troszczyć się o niego jak
        > ojciec i cerować przysłowiowe rajstopki?

        moim zdaniem wymagania takie same: czyli jeśli ojczym jest "praktycznie
        jedynym" ojcem dziecka, bo biologiczny ojciec nie żyje lub nie ma kontaktu, to
        dobrze, jesli jest "ojcem zamiast ojca"

        natomiast jeśli kontakty ojca z dzieckiem są w miarę normalne, to ojczym nie
        powinien "zastępować ojca", bo nie ma takiej potrzeby

        najtrudniejsza jest sytuacja ojczyma, który mieszka z dzieckiem, ale nie
        powinien zastępować ojca, bo z ojcem wszystko w porządku - tak sobie wyobrażam,
        że najklepiej, jeśli zachowuje się w stosunku dziecka, jak wujek, bliski kuzyn,
        mieszkający w jednym gospodarstwie domowym brat matki - czyli ktoś bliski, ale
        jednak nie ojciec

        macochy rzadko stoją przed takim wyzwaniem

        pozdrawiam
        Judyta
    • serengetti Re: Czy mozna pokochac "cudze" dziecko?? 08.03.04, 10:26
      Hej, ja właśnie teraz mam taką sytuację. Moja córka ma 12 lat i przez 11 lat
      miała mnie wyłącznie dla siebie. Jej tatuś bywał nieregularnie, ale jak robił
      dłuższą przerwę, to mamusia (czyli ja) chowała dumę do kieszeni i dzwoniła do
      niego. Tak więc starałam się, żeby moja Ania miała systematyczny kontakt z
      ojcem. 8 miesięcy temu pojawił się w moim życiu Grzegorz. Wspaniały, dobry,
      opiekuńczy, kochający, no i wolny – bez przeszłości. I wtedy się zaczęło.
      Dopóki trzymałam związek z dala od córki, było OK. Potem zaczął przychodzić do
      domu. Niestety, moja Ania nie toleruje go prawie wcale. To znaczy
      jest „poprawna”, ale nic ponad to. Czasem, jak chcemy się z Grzesiem po prostu
      przytulić, czy porozmawiać o naszych sprawach, nie chce zostawić nas samych w
      pokoju (a ma swój pokój, gdzie jest komputer, telewizor, DVD i inne rzeczy i w
      którym stale przesiaduje kiedy jesteśmy same). Oczywiście nie wyrzucam jej z
      pokoju, często przesiadujemy razem, we trójkę, ale czasem są takie chwile,
      kiedy chcemy zostać sami... Muszę przyznać, że czuję się jak w balecie –
      lawiruję pomiędzy nimi na czubkach palców. Grześ jest bardzo spokojnym
      człowiekiem, stara się nie wtrącać, a jednocześnie pomaga, gdzie i kiedy może.
      A to przepyta ją z historii, a to pomoże z angielskiego czy matematyki – jednym
      słowem „dobry wujaszek”. Tyle że moje dziecko traktuje go chłodno i z rezerwą.
      I zawsze, kiedy on ma przyjść, jęczy, że nie życzy go sobie w domu. Chociaż
      parę razy jej się wymknęło, że go lubi – ale na odległość...
      Na razie nie mieszkamy razem, bo to chyba byłoby niemożliwe. Ile razy się
      zdarzy, że on zanocuje, to moja córka jest tak obrażona i tak pełna pretensji,
      że ręce mi opadają. A staram się z nią rozmawiać, tłumaczyć, że to, że jest
      wujek, nie znaczy, że kocham ją mniej. I że ona kiedyś ułoży sobie życie i
      odejdzie, a ja zostanę sama. I mówię jej, że wszyscy mamy prawo do szczęścia, a
      to, że będzie z nami wujek, nie wpłynie ujemnie na jej sytuację, wręcz
      przeciwnie. Niestety – niewiele do niej dociera. Albo ona nie pokazuje, że
      dociera. Może dożyję dnia, kiedy moja córka stanie przede mną i powie: „mamo,
      cieszę się, że masz wujka, rozumiem, że mnie kochasz i nie przeszkadza mi to,
      że wujek z nami zamieszka”. No cóż – wychodzi na to, że muszę poczekać jeszcze
      dobre 5 lat...
      Pociesza mnie jedno – o ojca jest tak samo chorobliwie zazdrosna...
      • burza4 Re: Czy mozna pokochac "cudze" dziecko?? 09.03.04, 11:33
        Serengetti - jakbym widziała moją córkę na poczatku mojego związku z obecnym!
        Dokładnie to samo, dokładnie ten sam motyw. Wszystko było świetnie, dopóki nie
        było mowy o wspólnym mieszkaniu itd. a potem "ty mi zabierasz mamę". Robiliśmy
        dokładnie to co ty, duzo rozmów, tłumaczenia itd. Różnica była jedna - ja na
        nic nie czekałam, po prostu zakomunikowałam, że on się do nas wprowadza...
        stety-niestety, ale ja jej nie pytałam o zgodę, czy mogę ułożyć sobie życie...
        musiała po prostu przyjąć to do wiadomości i się przystosować. Podchodzę do
        tego w podobny sposób, jak do wielu spraw, na które dziecko nie ma najmniejszej
        ochoty - choćby wizyty u dentysty - ja wiem, że jej to wyjdzie na dobre, nawet
        jeśli ona się broni rękami i nogami...

        Teraz do Justus - mój mąż wychowuje moją córkę na codzień, mimo że młoda ma z
        ojcem świetny kontakt. Ale to nie on jej kaze wynieść śmieci, czy sprzatnąć w
        pokoju. Na pewno są różnice w podejściu, mój mąz nie jest po prostu zaślepiony
        w stosunku do niej. I nie wyobrażam sobie, że mógłby stać na uboczu, mieszkając
        pod jednym dachem. Ale ja też nie oczekuję czegoś nierealnego - że będzie ją
        traktował jak własne dziecko, bo to według mnie po prostu fizycznie niemożliwe.
        W związku z tym "zadowalają" mnie ich obecne relacje - ogólnie pozytywne, raz
        gorsze, raz lepsze. W naturalnej rodzinie też jest sinusoida zgrzytów i fajnych
        momentów. Draki są, kiedy mój mąż wymaga porządku, po czym to z nim siada w
        kącie i pytluje godzinę o szkolnych sprawach, to jego podpytuje o różne damsko-
        męskie sprawki, to on ja namówił na fryzjera (?), to z nim pojechała do
        chirurga szczękowego na zabieg...
        • serengetti Re: Czy mozna pokochac "cudze" dziecko?? 09.03.04, 16:53
          O rany, pocieszyłaś mnie. Ale dzięki za wskazówkę. Pytanie tylko, czy dziecko
          łatwiej zniosło postawienie przed faktem dokonanym, czy nie lepiej by było
          wcześniej chociaż częściowo to z nią uzgodnić. No nic - zobaczymy, jak Grześ
          dojrzeje do zamieszkania z nami. Narazie chyba się trochę obawia reakcji ze
          strony Ani. Rozumiem go doskonale, bo ja się tego bardzo boję. Nie chcę
          skrzywdzić nikogo, a jednocześnie wiem dobrze, że bez bólu się nie obejdzie.
          Pozdrawiam cieplutko i trzymajcie za nas kciuki.
          Kasia
          • burza4 Re: Czy mozna pokochac "cudze" dziecko?? 10.03.04, 13:20
            Serengetti - u mnie jest tak, że ważne życiowe decyzje podejmuję sama i zawsze
            tak było. Wydaje mi się, że mam wystarczająco zdrowego rozsądku, żeby te
            decyzje były tez dobre dla mojego dziecka smile) - ale są przecież pewne sprawy,
            którymi dziecko zachwycone nie będzie, a dostosować się musi...
            albo wydaje jej się, że nie będzie, a jak przymusisz, to na dobre wychodzi.
            Wysyłam swoją na kolonie - afera!!! nie chce i już, po 2 dniach jest
            zachwycona. Żeby było lepiej - sytuacja się cyklicznie powtarza! Córę masz w
            podobnym wieku, sama wiesz... no i dlatego nie zawsze pytam o zdanie wprost. To
            znaczy biorę ją pod uwagę ale jej opinia nie jest wiążąca, moja ma pewną
            przewagą zdroworozsądkową. W tym przypadku tez tak było.

            Po prostu mój przyszły zagadnął, że chcielibyśmy razem
            mieszkać, naszkicował plusy tej sytuacji, było wielkie "nie, to moja mama!";
            sama za chłopakami się ogląda, a tu jakby 3 latka miała smile)) - cos na zasadzie -
            to moja zabawka! gadaliśmy, tłumaczyliśmy, ale jednocześnie mój przyniósł
            szczoteczkę do zębów...

            A najlepszą metodą na odsunięcie tych strachów jest stopniowe zadomowienie się
            faceta. Mój w ogóle przepada za dziećmi, zawsze w towarzystwie robi za dyżurną
            opiekunkę smile), włączył się w nasze życie dość płynnie - nie tylko wpadał na
            kolację, ale i poszedł do sklepu, doradził małej nową fryzurę, zaprowadził do
            dentysty, jednoczesnie coraz więcej czasu spędzaliśmy we trójkę... Widziała, że
            nie taki diabeł straszny jak go malują i te protesty cichły. Za to mi przybyło
            wrażeń, bo przedtem wracałam do cichego domku, potem wieczory zrobiły się dość
            hałaśliwe - "maaamooo, a on mi rozbił meldunek!!! ja z nią nie gram, ona znowu
            oszukuje! maamoo a on mi źle rozdaje! A ona sobie karty podmienia!!! itd. po
            czym moje dziecko jak wygrało to przychodziło uśmiechnięte od ucha do ucha, jak
            przegrało, to przychodziło usmarkane i zryczane "buuu, ja z nim nie gram! nie
            odzywaj się do mnie! nie lubię go" następnego dnia po jego powrocie z pracy
            oczywiście "zagramy w tysiąca???" i abarot to samo. Dzieci mi przybyło w
            domu smile))

            Naturalnie nie obejdzie się bez zgrzytów, moje dziecko swój charakterek ma, mąż
            zasadniczo też określone poglądy na wychowanie i nie zawsze jest różowo. Ale
            przeciez z jej biologicznym ojcem też mieliśmy zupełnie inne podejście do
            wychowania! i wiem na pewno, że zgrzyty też by były. A teraz czasem się ciskam,
            czuję się między młotem a kowadłem, starszy ma rację, młodsza się krzywi, a ja
            pośrodku... Ale mimo tego, że docieranie się trwa i grzmi do czasu do czasu,
            wiem, że mąż ma z nią dobry kontakt, choćby dlatego, ona jest z natury dość
            skryta, a z nim rozmawia na różne drażliwe tematy chyba chętniej niż ze mną.
            Onegdaj to jego wypytywała o różne damsko-męskie sprawy...

            na pewno się wam ułoży, nie poddawaj się łatwo, ale weź pod uwagę, że jej opór
            z czasem może narastać, bo po prostu wyobraźnia wyolbrzymia problem... może
            wspólne wakacje będą dobrym wstępem? kciuki rzecz jasna trzymam.
            • serengetti Re: Czy mozna pokochac "cudze" dziecko?? 10.03.04, 15:20
              Dzięki! Uff, ja też wiele rzeczy forsuję "na siłę" - tak jak obozy i kolonie,
              których moje dziecko organicznie nie znosi do momentu wyjazdu. Potem świetnie
              się bawi - zupełnie tak, jak Twoja córa. No cóż - uzbroję się w cierpliwość i
              spróbuję przeforsować swoje plany mimo sprzeciwów. Chociaż ostatnio zauważyłam
              zmianę - powiedziałam, że "wujek" zanocuje. I po raz pierwszy zamiast
              gwałtownego sprzeciwu było: "to świetnie". Ciekawe, czy to zmiana frontu, czy
              chwilowy kaprys...
              Pozdrawiam i trzymaj kciuki, byle mocno. Co ma być, to będzie.
              Kasia
            • serengetti Re: Czy mozna pokochac "cudze" dziecko?? 10.03.04, 15:29
              Dzięki za radę. Uff, moje dzieciątko też na kolonie i obozy jeździło częściowo
              pod przymusem, a potem było zachwycone. Tak więc chyba nasze córy mają ze sobą
              sporo wspólnego. Charakterek pewnie też... (moja ma go po mamusi).
              No nic - co ma być, to będzie. Myślę, że jak już zdecydujemy z Grzesiem o
              przyszłości, to porozmawiam o tym z Anią. Tyle że nie dam jej dużego pola
              manewru - tzn. nie dam jej prawa veta. Myślę, że tak będzie najlepiej.
              Pozdrawiam cieplutko, trzymaj mocno te kciuki (najlepiej wszystkie 4).
              Kasia
              • serengetti Re: Czy mozna pokochac "cudze" dziecko?? 10.03.04, 15:33
                O rany, wiecznie wyskakuje Error, a jednocześnie posty są wysyłane. Sorry,
                zamieszanie się lekkie zrobiło...

Nie masz jeszcze konta? Zarejestruj się


Nakarm Pajacyka