Witam wszystkie mamy dzielne i samodzielne. Podpatruję, podczytuję,
jako że od pół roku też jadę na tym wózku... Znaliśmy się z mężem od
szczeniaków, była wspólna turystyczna pasja, bajkowy ślub i
wymarzony synek, aż po 14 latach wspólnych /z czego 5 w małżeństwie/
kolega małżonek wybrał wolność. W grudniu się wyprowadził, formalny
rozwód przed nami.
Zatem jestem teraz z Jasiem - i tylko z Jasiem, bo rodziny żadnej
nie mam... Synek ma 3 lata i 8 miesięcy, za sobą pierwszy rok w
przedszkolu i jest mądrym, kochanym, pogodnym ludzikiem. Dopóki na
horyzoncie nie pojawiły się znienawidzone przezeń "koleżanki taty",
chętnie utrzymywał kontakt z ojcem, były stałe ustalone dni, choć
widać jasno, że ze mną Jasiek jest daleko bardziej zżyty.
I tu do Was pytań kilka - czy jest tu jeszcze jakaś mama w podobnej
sytuacji? Tylko mama i dziecię, żadnych dziadków etc. do pomocy w
ogarnianiu rzeczywistości? Jak sobie radzicie, np. w razie choroby?
Ja próbuję ile sił, w dużej mierze dzięki przyjaciołom jakoś się się
udaje, pasje realizuję z synkiem - a on już je podziela - i nawet
znów umiem się śmiać. Ale czasem bywają chwile, kiedy obawiam się,
że skończy mi się inwencja
A co z wakacjami? Jak zapatrujecie się na wyjazdy dzieci z ojcami? U
nas były dotąd najwyżej długie weekendy, w lipcu pierwszy raz
rozstanę się z synkiem na 11 długich dni... Nie ukrywam, że mam
cykora z wielu powodów, choć i tak wiele już udało się ustalić.