Jest mi zle. Tak po prostu zle. Jestem chora, mam goraczke. Kulka wymaga caly
czas opieki i obecnosci mamy, a ja jej na opka wziac nie moge, bo bol
rozsadza mi plecy. Bidulka nie rozumie czemu zawsze bralam a teraz nie biore
i marudzi sobie ciut czesciej niz zwykle. Zasnela niedawno, a ja patrzac na
nia zastanawiam sie... co bedzie, jak mnie na prawde rozlozy jakies
chorubsko?? Moja mama daleko, dzieli nas 1500km, mieszkam w tym miescie
praktycznie sama.. Kto Malej zrobi mleko, kto ja nakarmi, wykapie. O siebie
sie nie boje, ale ona.. Ja po prostu nie jestem wazna w tym ukladzie.
Powiem szczerz, jestem wsciekla na siebie, ze wczesniej nie zauwazalam
wygodnictwa i egoizmu Tatuska. Ze usprawiedliwialam. Jego brak dojrzalosci po
prostu mnie wkurza. I znow z cala moca wracaja zle emocje. Czy juz zawsze tak
bedzie?? Po okresie, kiedy wszystko uklada sie dobrze, kiedy wszystko mam pod
kontrola bedzie przychodzil czas, kiedy znow bede sie czula nikim, ta
porzucona w 8 miesiacy ciazy?? To bedzie juz takie moje przeklenstwo?? Czy
juz zawsze bede zastanawiala sie gdzie byla moja wina, co zrobilam zle, ze
przeze mnie on odszedl, a Kulcia nie ma pelnej rodziny??
Podziwiam dziewczyny, ktore mimo wstepnych niepowodzen, mimo, ze przezyly
rozstania i zostaly same z dziecmi, ukladaja sobie zycie. Nie mam takiej
odwagi. Boje sie zaufac, boje sie zaangazowac, boje sie, ze Kulci nie
zaakceptuje, boje sie...
Ostatnio mam powtarzajacy sie sen, sni mi sie nasz poczatek z ojcem Kuleczki.
Budze sie zlana lzami i przerazona... Ale wtedy zawsze obok widze Kulke...
Wiecie, ze ona potrafi ziewac przez sen
Leeya