Zauważyłyście, że pojawiły nam się dwa różne wątki o tym samym tytule?
To mnie skłonilo do pewnej refleksji.
Otóż my, matki, bardzo często zastanawiamy się czy mamy do czegoś prawo
(jeśli chodzi o kwestie dziecko-ex-my). Ja sama również to robiłam i to nawet
tak, że wiele osób posądzało mnie o masochizm

Prawo do prywatności (ex z
nogami na stole podczas odwiedzin u dziecka itp), prawo do oceniania jakości
ojcostwa, prawo do samodzielnym decydowaniu o dziecku mimo tego, że ma
przecież ojca (czy z nieodpowiedzialnym ojcem mamy obowiązek konsultować
wszystkie sprawy dotyczące dziecka?). I tak dalej.
Ojcowie, exowie, nie mają takich problemów. Oni bowiem doskonale wiedzą jakie
mają (powinni mieć) prawa. Oczywiście dużo gorzej z obowiązkami, ale to inny
temat
Uważam, że gdyby to ojcom w wiekszości przypadałoby szczęście przejmowania
opieki nad dzieckiem, to nie byłoby takiego certolenia się, wątpliwości,
wyrzutów sumienia. "A bo ja myślę, że coś źle robię, chlip, chlip". Taki
tatuś bez żadnych skrupułów ograniczyłby kontakty z dzieckiem matce
awanturnicy i alkoholiczce i - moim zdaiem - miałby rację.
Pomyślcie o tym, wszystkie Wy, które macie wątpliwości i skrupuły. Nie
namawiam oczywiście do zakazania/ograniczenia kontaktów, rozwodów itd.
Namawiam do zwiększenia pewności siebie, wsłuchania się w intuicję, swoistego
wyluzowania z tym nieśmiertelnym "dobrem dziecka" (zaraz posypią się gromy
Co Wy na to?
Pozdrawiam