Nieczęsto się udzielem pisemnie tutaj ale tak jakoś mnie dziś naszło, bo
pomyślałam, że jest mi dobrze.
Miesiąc temu dostałam nową pracę (nie wiem jakim cudem, bo szukałam 4
lata i byłam na skaju załamania). Pracuję ok. 6 godzin, mam dobrą pensje,
samochód, laptopa. Moje dziecko przestało w końcu tak bardzo chorować,
łobuzuje, pyskuje ale nie wiem jak dziękować Bogu za szczęście, jakie mi daje
ta mała paskuda każdego dnia.
jak się sprężę, to w końcu odłożę trochę kasy i zrobie remon, bo
mieszkanie przypomina ruinę. Ale teraz sobie siedzę, jest cicho i spokojnie.
Zbudowałam na moich wielkich łzach swój mały świat, i chyba powoli staje
się zwyczajnie szczęśliwa, choć samodzielna

))
Tak sobie chciałam pogadać. Buziaki

))