ewek3
10.11.06, 15:03
Witam, zyję w konkubinacie z ojcem mojeje córeczki, mieszkamy w jego
mieszkaniu, coreczka ma dwa lata, przez cały czas pracowałam zarówno ja jak
partner,kazdy z nas ma swoje konto,ja zarabiałam duuuuuzo mniej niz on, nigdy
nie zgodzil sie na wyrobienie dla mnie dodatkowej karty do jego konta,
chociaz wielokrotnie o to prosiłam on opłacał wiekszosc rachunkow domowych,
robił duze zakupy raz na 2 tyg, czasami jak mi zabrakło do pierwszego
wspomagał mnie jakas drobna sumą. Ja ze swojej pensji spałacałam swoj kredyt
studencki, oplacałam tel kom, kupowałam dla córeczki ubrania, w tyg robiłam
dodatkowe zakupy.Nigdy mi nie powiedział ile zarabia, moge sie tylko domyslac
ze ok 15 tys miesiecznie (prowadzi kancelarie prawną). Tak było do momentu w
którym straciłam prace, zaczeły sie awantury, chciałam od niego odejsc i cos
wynajac ale nie mam narazie za co. Nie daje mi pieniedzy na dziecko, tzn nie
dostaje pieniedzy do reki, kupuje małej jedzenie, ale gdy trzeba cos dokupic
na biezaco ja nie mam za co. Postraszylam go ze wniose pozew o alimenty ,
zaczła sie smiac ze dostane 300 zł, ze i tak z nim nie wygram itd...Poradzcie
co robic, ile czeka sie na rozprawe od momentu złozenia wniosku, czy jest to
mozliwe aby zasadzono mu 300 zł w sytuacji gdy ja nie pracuje. Czy lepiej
najpierw sie od niego wyniesc a pozniej złozyc wniosek, czy na wniosku o
alimenty trzeba podac sume o jaka sie wystepuje? Poradzcie prosze bo juz nie
wiem co robić???