Gość: stynka
IP: *.*
23.12.02, 23:25
Chciałam napisać do Was coś na Święta. Coś optymistycznego. Zbierałam siły.Tymczasem co?Tymczasem nic.Miało być w kolorze jemioły, smakować kapustą z grzybami i świeżym makowcem. Słony jednak czuję smak i rozmazują się kontury.Jestem sama. Kolejne Święta i kolejny Nowy Rok jestem sama. Chciałabym przytulić się (przytulić, nie oprzeć...), dać pogłaskać po głowie, po policzkach. Patrzę w lustro, nie ma z tyłu nikogo.Nie mam siły na te Święta. Nie mam siły dla trzech osób, które usiądą przy moim stole. Ja, mój syn, moja mama. Niejeden powie, że to i tak dużo. Ale mogło być więcej. Mogło, gdyby moja mama nie usiłowała dopatrzeć się wrogów we własnej matce i siostrze...Mój syn nie ma ojca, ma matkę, która chyba niekoniecznie na bycie jego matką zasługuje, ma dziadków, którzy po kilkunastu latach nie potrafią odrzucić na bok wzajemnych pretensji i oskarżeń i - choć przez chwilę - być razem dziadkami dla własnego wnuka.Nie mam siły, nie mam cierpliwości. Gorzknieję.Kochane dziewczyny. Życząc Wam ciepłych myśli na te Święta próbuję wykrzesać iskierkę nadziei. Może za rok przy wigilijnym stole Jasia nie będzie tak pusto?...stynka