Dodaj do ulubionych

Pytanie o koszty

12.01.07, 15:43
Mam prośbę do matek, które mają dziecko, w wieku 3-4 lat, aby pomogły mi w
ustaleniu kwoty, jaką miesięcznie przeznacza się na samo wyżywienie dziecka w
domu. Oczywiście nie chodzi mi o dokładne wyliczenia, bo wiadomo, że wiele
czynników będzie się na jej wielkość składało, ale chciąłabym wiedzieć ile
tak mniej-więcej, ale bez zbytniej oszczędności wydajecie na jedzenie dla
takiego dziecka.
Jestem własnie w trakcie przygotowywania takiego zestawienia kosztów dla
sądu, ale mam trudności z określeniem tej sumy, gdyż mieszkam z rodzicami,
więc siłą rzeczy wszyscy korzystamy z tego, co akurat kto kupi, zatem nie mam
zupełnie kontroli nad łączną kwotą przeznaczaną nawet na nas wszystkich.
Obserwuj wątek
    • maria_rosa Re: Pytanie o koszty 12.01.07, 17:23
      Dziwne pytanie, pomijając fakt iż mieszkasz z rodzicami chyba masz podstawową
      znajomość cen na rynku, w końcu jesteś matką dziecka.
      • chalsia Re: Pytanie o koszty 13.01.07, 00:07
        i na dodatek jeszcze mama powinna wiedzieć CO i ILE oraz JAK CZĘSTO to coś
        dziecko je.
        Przykład - 2 plasterki szynki codziennie. Ile to jest miesięcznie - 60
        plasterków. Wystarczy zważyć jeden plasterek, pomnozyć przez 60 i porównać z
        ceną za kilogram. Itd, itp.
        Chalsia
        • madziulec Re: Pytanie o koszty 13.01.07, 07:49
          Chalsia.. MOze pytanie nie na miejscu.
          MIeszkam sama zupelnie wiec dokladnie wiem, ile dziecko zjada, ale nie wiem i NIE WYLICZAM dziecku czy na kanapke klade 2 czy 3 plasterki jego ulubionej wedliny.
          Dodatkowo kupujac 20 dkg danej wedliny nie licze ile tych plasterkow tam jest.
          Jak widze w porownaniu do Ciebie jestem dziwna, TY doskonale wiesz ile ich tam jest i ile waza.
          • samodzielny Re: Pytanie o koszty 13.01.07, 08:16
            Kupuje pokrojana na sztuki (plasterki) smile))

            Pzdr.
            • madziulec Samodzielny ;-) 13.01.07, 08:23
              Dam sie pokroic na plasterki, ze nie wiesz ile wchodzi na 20 dkg. A jesli bys wiedzial to kojarzylbys mi sie tylko z NIcolasem Cage.. Byl ostatnio taki film... Ale on mial tam problemy ze zdrowiem psychicznym.
              • chalsia Re: Samodzielny ;-) 13.01.07, 13:30
                Samodzielny ma rację - kupuję w plasterkach.
                Plasterek szynki (tej, którą kupuję mojemu dziecku) waży 10-15 gram - to sobie
                sama przelicz.
                Ja nie trzymam w pamięci tych wartości, jednak jeśli jest potrzeba podliczenia
                tego, to po prostu to robię - tak jak przed chwilą dla Twojej ciekawości
                zwazyłam plasterek szynki.
                Tak samo robiłam jak musiałam dla dietetyka spisać super dokładnie co i jak i
                ile dziecko je.
                Być może mam o wiele wiekszą od Ciebie świadomośc co, ile i jak czesto moje
                dziecko je, bowiem jest na bardzo ścisłej diecie przeciwalergicznej i muszę w
                100% mieć "panowanie" nad jego dietą by była zbilansowana.
                W każdym razie - można w prosty sposób policzyć wartosć tego co dziecko je,
                tylko się trzeba zmobilizować do działania a nie jojczyć.
                Chalsia
                • alicja_wk Re: Samodzielny ;-) 15.01.07, 10:00
                  >tylko się trzeba zmobilizować do działania a nie jojczyć.
                  Nie wiem co znaczy "jojczyć", ale w każdym bądź razie to nie moj brak
                  zainteresowania, czy zaangażowania pozbawiaja mnie pełnej kontroli i możliwości
                  nawet przeciętnego wyliczenia sumy, jaką "przejada" moje dziecko. Po prostu nie
                  jestem z dzieckiem cały dzien, do godz. 16.00 przebywa pod opieka babci, zatem
                  wiekszosc posiłków "konsumuje" pod moja nieobecnosc. Czy zatem oprócz opieki
                  nad dzieckiem, mam jeszcze obarczac babcie obowiazkiem sporzadzania
                  całodziennej diety dziecka?! Wybacz, ale dla mnie to conajmniej smieszne.
                  Rozumiem, gdy dziecko jest małe, albo na ścisłej diecie, tak jak w Twoim
                  przypadku, wtedy po prostu MUSISZ sie zmoblizowac do takiego wyliczania
                  wszystkiego. Ale moje dziecko niejednokrotnie samo się "obsługuje" i np. nawet
                  nikt nie wie, że akurat zjadło sobie jakis owoc, a to juz chyba zakrawałoby na
                  szczyt szczytów, gdybym miała grzebac po koszu w poszukiwaniu odpadów po tych
                  owocach czy opakowan po jogurtach, a potem jeszcze przeprowadzac sledztwo
                  nt. "czyja to sprawka"?! Dziadka, babci, czy dziecka?
                  Po prostu nie mam nic bardziej pozytecznego do zrobienia w domu po przyjsciu z
                  pracy, jak tylko angazowanie sie w notki dotyczace konsumpcji mojego dziecka!
                  • madziulec Alicja... 15.01.07, 10:18
                    Spokojnie.. Nie ma sie co unosic.
                    Wiesz - wczoraj dalam banana malemu.. I nie zjadl go calego.
                    zastanawiam sie wiec czy koszt banana nalezy wliczyc w koszt mojego wyzywienia
                    czy malego, bo prawde mowiac nie przepadam za bananami, a kupuje je jedynie dla
                    niego.
                    Oczywiscie maly nie jest na zadnej diecie - wiem jednak, ze gdyby mial narzucona
                    jakas - musialabym dosc skrupulatnie wyliczac co zjadl i ile tego zjadl i pewnie
                    jeszcze w jakich godzinach.

                    nie dajmy sie zwariowac. Czlowiek stara sie pogodzic zwykel prace, dom, opieke
                    nad dzieckiem i naprawde troche szkoda czasu na wazenie kazdego posilku, o ile
                    tego nei wymaga zdrowie dziecka.
                    • alicja_wk Re: Alicja... 15.01.07, 10:49
                      Madziulec, alez ja jestem spokojna, tyle, że nieco rozbawiona, tym, co tutaj
                      powypisywała Chalsia!
                      A z bananem to radzę na pszyszłość zrobić tak: obrać przed spozyciem ze skórki,
                      zważyć, dać dziecku, potem od całości odjąc, to co pozostało i wliczyć to w
                      straty nadzwyczajne wynikające z nasycenia sie dziecka mniejszą ilością, albo
                      druga ewentualność: zamroź go na jutro, żeby sie nie zmarnowało i jednocześnie
                      zachowało "pierwszą świeżość" wink
                      Przepraszam, że aż tak ironizuję, ale po prostu rozsmieszył mnie ten wątek.
                      Oczekiwałam konkretnych odpowiedzi typu: ja wydaje na wyżywienie dziecka ok 300
                      zł/mc, a ja przy "Tadku-niejadku" przeznaczam 200 zł, a jeszcze ktoś inny 400
                      zł nie odmawiając dziecku żadnej zachcianki, czy 500 zł zabierając dziecko w
                      każdy weekend do restauracji itp., a ja wtedy na podstawie wypadkowej
                      pakowności mojego syna, sposobu jego odżywiania i majętności portwela
                      potrafiłabym okreslić wartość, na którą się składają wydatki wszystkich moich
                      domowników.
                      Ja na prawdę nie potrzebuję rad w stylu: "JAK obliczyć wartość", bo jestem po
                      ekonomii i trochę się orientuję w tego typu rachunkach, tylko brakuje mi po
                      prostu danych koniecznych do dokonania tego wyliczenia.

                      Dzięki Madziulec za dobre chęci, ale tutaj, gdzie najbrardziej liczyłam na
                      konkretną pomoc, chyba jej nie otrzymam.
                      • madziulec Re: Alicja... 15.01.07, 11:35
                        Nie wiem, ale restauracje wg mojego rozeznania sa drozsze wink
                        Oczywiscie mozna chodzic do barow mlecznych, ale .. tych coraz mniej, nie to, ze
                        zle daja jesc, bo podobno wlasnie bardzo dobrze,a le sie dofinansowanie jakies
                        skonczylo.

                        Ja podalam 500 PLN gdy maly byl na sloiczkach - niestety sloiczki sa dosc drogie
                        i rzeczywiscie mniej wiecej taka kwota wychodzila, mimo checi oszczedzania -
                        niestety maly dosc dlugo nie mogl przestawic si ena jedzenie "normalne".
                        Teraz - nie iwem ile wychodzi, po prostu patrze nie ma czegos w domu, kupuje to.
                        Maly nie dostaje slodyczy, wiec np. nie znam cen, ale nie zastanawiam sie w
                        sklepie czy wedlina jest droga czy nie, po prostu ja kupuje, bo wiem, ze jest dobra.
                        • alicja_wk Re: Alicja... 15.01.07, 12:10
                          Dzieki Madziulec za przyblizenie ewentualnej sumy. Ja raczej też nie robię
                          zakupów z ołowkiem w ręku i zawsze kupuje dziecku to, na co ma ochotę, pod
                          warunkiem, że to nie są słodycze, których mu nie wolno. Często też wychodzimy
                          do restauracji, gdy sytuacja tego wymaga, albo akurat mamy ochotę na coś
                          konkretnego. Po prostu moje dziecko jest raczej niejadkiem, dlatego jesli już
                          samo woła o jedzenie, to nigdy mu niczego nie odmawiam.
                          Zanim zapodałam ten wątek, to wstępnie jego wyżywienie wyceniłam na ok. 300
                          zł/m-c i chciałam tylko jakiegoś rozeznania w temacie, czy nie przegiełam
                          przypadkiem w jedną czy drugą stronę.
        • alicja_wk Re: Pytanie o koszty 15.01.07, 09:47
          Matko kochana! Nie odnotowuję tego, co akurat dziecko ma zjeść, nie ważę każdej
          porcji jedzenia, nie mierzę grubości każdej kromki chleba, nie liczę ile
          plasterków ogórka zjadło i jakiej były średnicy, ile ml zupki i ile czego się w
          niej znajdowąło, ani też potem nie odliczam pozostawionej ilości od
          przygotowanej porcji. Czy wy na prawdę aż tak skrupulatnie wyliczacie dziecku
          każdy posiłek?!
          Po prostu miałam nadzieje, że matkom, które mieszkaja same z dzieckiem i same
          robią zakupy, łatwiej jest okreslic jaką część swoich dochodów przeznaczają na
          artykułu spożywcze, bo nie ma nikogo, kto jeszcze dodatkowo się do tego
          dorzuca, wiec mozna to łatwiej kontrolować bez koniecznosci takiego
          rozdrabniania się. Wystarczy od dochodu odjąć wszystkie pozostałe koszty oraz
          ewentualne oszczędnosci, które zostały i wtedy np. wiadomo, że cała reszta
          została przeznaczona na jedzenie, wtedy liczy sie to proporcjonalnie miedzy
          siebie i dziecko.
          Czy na prawdę aż tak trudno odpowiedziec na to pytanie, które zdałam,
          szczególnie, że, widząc po Twojej skrupulatności, świetnie sie orientujesz w
          swoich wydatkach. Czy zawsze trzeba tylko moralizować, krytykować i pouczać,
          żeby pokazać jaką to JA jestem wspaniałą matką, a tamta wyrodną, bo nie wie ile
          plasterków szynki dziecko zjada na miesiąc.
          Ludzie! Zastanówcie sie czasem trochę, zanim coś napiszecie, bo jesli wasze
          odpowiedzi nic nie wnoszą do tematu, to lepiej nic nie piszcie!
          • chalsia Re: Pytanie o koszty 16.01.07, 00:29
            > rozdrabniania się. Wystarczy od dochodu odjąć wszystkie pozostałe koszty oraz
            > ewentualne oszczędnosci, które zostały i wtedy np. wiadomo, że cała reszta
            > została przeznaczona na jedzenie, wtedy liczy sie to proporcjonalnie miedzy
            > siebie i dziecko.
            > Czy na prawdę aż tak trudno odpowiedziec na to pytanie, które zdałam,
            > szczególnie, że, widząc po Twojej skrupulatności, świetnie sie orientujesz w
            > swoich wydatkach. Czy zawsze trzeba tylko moralizować, krytykować i pouczać,
            > żeby pokazać jaką to JA jestem wspaniałą matką, a tamta wyrodną, bo nie wie
            ile
            >
            > plasterków szynki dziecko zjada na miesiąc.

            no widzisz - każdy w jakiś sposób patrzy pod swoim kątem widzenia.
            W moim przypadku metoda podana przez Ciebie ("od dochodu odjąć wszystkie
            pozostałe koszty oraz ewentualne oszczędnosci, które zostały i wtedy np.
            wiadomo, że cała reszta została przeznaczona na jedzenie, wtedy liczy sie to
            proporcjonalnie miedzy siebie i dziecko) jest absolutnie nieprzydatna, bowiem
            nie mam możliwości rozróżnienia wydatków na jedzenie (w sposób dający pojęcie o
            rzeczywistych kosztach jedzenia) od pozostałych kosztów innych niż opłaty stałe.

            Ja odebrałam Twoją prośbę jako chęć uniknięcia rzeczywistego policzenia, ile
            wynosi koszt utrzymania dziecka, a jak wiadomo - każdą taką sprawę trzeba
            traktować indywidualnie (często trafiają się tu wątki typu "ile kosztuje wasze
            dziecko, bo nie wiem o jakie alimenty podać"). Ponadto podanie kosztów
            wyzywienia mojego dziecka jest nieadekwatne z racji wymagań dietetycznych.
            Dopiero dalsze Twoje posty wyjasniły sytuację.
            Nie było moim zamiarem urażenie Cię ("jojczenie" było do Madziulca).
            Chalsia

            ps. moim dzieckiem również nie zajmuję się w ciągu dnia
            • chalsia Re: Pytanie o koszty 16.01.07, 00:32
              i nie ma nic złego, że się nie wie, ile (przykładowo) plasterków szynki czy
              bananów dziecko je dziennie/miesięcznie.
              Ja też się nad tym specjalnie nie zastanawiałam aż do momentu, gdy zaczęłam
              musieć.
              Chodzi o to, że w ten sposób też można policzyć.
            • alicja_wk Re: Pytanie o koszty 16.01.07, 08:29
              > Ja odebrałam Twoją prośbę jako chęć uniknięcia rzeczywistego policzenia, ile
              > wynosi koszt utrzymania dziecka, a jak wiadomo - każdą taką sprawę trzeba
              > traktować indywidualnie...

              Moje pytanie absolutnie nie wynikało z lenistwa i pójścia na łatwiznę, bo to,
              co byłam w stanie policzyć, to policzyłam z dokładnością do jednego miejsca po
              przecinku, ale niestety nie jestem W STANIE dojść do tego, jaki wkład w
              utrzymanie mojego dziecka mają dziadkowie, którzy nad swoimi wydatkami mają
              mniejszą kontrolę niż ja, ponieważ od "x" lat mam nawyk odnotowywania
              wszystkich swoich wydatków w podręcznym kapowniku, zatem praktycznie co do
              grosza byłam w stanie obliczyć kwotę, jaką JA przeznaczam na swoje dziecko.
              Jednak ze względu na to, że dziadkowie mają znaczny udział w utrzymaniu wnuka,
              nie potrafię określić nawet przybliżonej kwoty, jaką ONI przeznaczają, gdyż nie
              pytam nigdy ile np. kosztowała dana zabawka, czy cokolwiek innego, a nawet
              jesli znam ceny danego produktu, to nie ma realnej mozliwości, abym za kazdym
              razem to odnotowywała, albo żądała od rodziców paragonów wink

              • chalsia Re: Pytanie o koszty 16.01.07, 17:58
                no i jakie proste smile)) jak zna się troche więcej okoliczności.
                Chalsia
      • alicja_wk Re: Pytanie o koszty 15.01.07, 09:12
        Fakt, że jestem matką nie obliguje mnie do znajomości cen, a może jedynie do
        posiadania informacji na temat diety swojego dziecka, prawda? Gdybyś napisała,
        że muszę miec podstawową znajomość cen na rynku, bo metkuję towary w
        seupermarkecie, to chyba brzmiałoby bardziej logicznie.
        Może się czepiam, ale Ty zrobiłas dokładnie to samo, dlatego bardzo proszę na
        przyszłość, jesli nie potrafisz udzielic odpowiedzi na zadane w poście pytanie -
        to lepiej sie nie udzielaj, bo nie prosiłam o radę "jak obliczyć", tylko zdałam
        pytanie ile inne mamy wydają na jedzienie dla takiego malucha.
    • pelagaa Re: Pytanie o koszty 15.01.07, 12:05
      Jestem matka, wiekszosc jedzenia w naszym domu kupuje ja, tak samo jak
      wiekszosc chemii gospodarczej. Jestem w stanie okreslic przyblizona kwote jaka
      wydaje na jedzenie i chemie razem, bo zakupy robie w supermarkecie. Nie jestem
      natomiast w stanie okreslic ile z tego dokladnie przypada na moje dziecko. I
      nawet nie chcialoby mi sie liczyc dokladnie ile plasterkow czego klade na
      kanapke. W wyliczeniach dla sadu okreslilam suma "na oko" wychodzac z
      miesiacznych wydatkow. Juz dokladnie nie pamietam, ale chyba na 7-latka kilka
      lat temu podalam 200 lub 300 zl + koszt obiadow jedzonych w szkole. Teraz
      obiady domowe + reszta jedzenia, szacuje dla 11-latka na ok. 500 zl., w co
      wliczam juz jakies 1-2 posilki na miescie typu kanjpa, czy McD. Tak mi sie
      wydaje smile Z tym, ze wiekszosc owocow typu jablka, sliwki, poziomki, maliny,
      trukawki mamy w wiekszosci swoje.
      • alicja_wk Re: Pytanie o koszty 15.01.07, 12:13
        Dzieki Pelaga za przybliżenie kwestii kosztów. Własnie na takie odpowiedzi
        liczyłam, treściwie i na temat.
    • chalsia Re: Chalsia 16.01.07, 17:56

      > swoj jezyczek, ktory uwazasz za ostry, trzymaj czasem za zebami. Jak widac
      moze
      > zrobic wiecej szkody.
      > Tak wiec - waz slowa

      Poczekam aż sama wobec siebie zastosujesz swoją powyższą radę.
      Chalsia
      • madziulec Re: Chalsia 16.01.07, 20:31
        Problem polega na tym, ze sobie nie uzurpuje prawa do bycia forumowa wyrocznia i wszystkowiedzaca, jak co poniektore osoby.

        Coz...
Inne wątki na temat:

Nie masz jeszcze konta? Zarejestruj się


Nakarm Pajacyka