Dodaj do ulubionych

Nie macie zalu do siebie

04.03.07, 14:14
Czasami mnie dopadaja mysli ze bardzo zaluje ze zakochalam sie w tak
nieodpowiedzialnym facecie jakim jest moj ex ,ze poszlam z nim do lozka i nie
pomyslalamo zabezpieczeniu . Owocem tego jest moj synus kocham go bardzo ale
nie chcialam aby zyl bez ojca . Dalam z siebie naprawde wiele aby zmienic
cos w tym zwiazku ale nie dalo sie ,wiec musialam odejs . Boze moj mam
nadzieje ze to tylko przejsciowe i minie kiedys . Mam jakies poczucie winy w
tym wszystkim jak patrze na synusia .Dlaczego to ja sie czuje winna skoro on
zawinil?Czy kobiety juz tak maja sa slabsze .. Moja klezanka mi powiedziala
ze jak mam sie czasami zadreczac to lepiej bedzie jak wroce do exa tyrana aby
pomieszkac jakis czas i wtedy sie przekonam juz na 100% i obwinianie sie
minie ...oczywiscie tego nie mam zamiaru zrobic ,tez tak macie ?
Obserwuj wątek
    • draugdur nie 04.03.07, 14:22
      ostatecznie przekonalam sie ze ex to skur...el i nie mam zamiaru psuc sobie
      nerwow mysleniem o tym
      nim niech sie zajmie komornik
      a zajme sie synem(w koncu nic nie zawinil)
      moze i bylo w tym wszytskim troche mojej winy(bo nigdy nie jest tak zeby byla
      winna tylko jedna strona)ale to nie ja odeszlam
      koniec
      swiat i zycie jest zbyt piekne zeby tracic czas na myslenie o jakis dupkach!
    • jenny_curran Re: Nie macie zalu do siebie 04.03.07, 14:24
      Ja tak nie mam. Podjęłam decyzję, skutkiem której jest samotne/samodzielne
      wychowywanie 15 - miesięczniaka. Czasem jest bardzo cieżko z powodu obowiązków,
      jednak wiem, że nigdy wspólne życie by nam już nie wyszło. Ja całe życie
      polegająca na sobie i on mentalnie, emocjonalnie i fizycznie zżyty z rodzicami
      bardziej niż ... etam, szkoda gadać. Owszem, szkoda mi, że synek nie ma nas
      razem zawsze, ale trudno. Kto powiedział, że to właśnie nie lepiej. Dla synka,
      oczywiście. Głowa do góry!
    • sa_ra1 Re: Nie macie zalu do siebie 04.03.07, 14:50
      Czasami mam do siebie żal o to, że moje dziecko ma takiego ojca a nie innego.
      Mówię sobie wtedy, że mogło być gorzej i, że kiedyś znajdziemy sobie jakiegoś
      fajnego tatusia, jak już zupełnie się usamodzielnię, do końca wszystko poukładam
      i będę gotowa aby znowu komuś zaufać. Ale nie żałuję, że nie mieszkamy razem.
      Cieszę się, że już go nie ma. Jest coraz lepiej i skończy się pewnie na tym, że
      wyślę jego rodzicom kwiaty dziękując za to, że przyczynili się w dużym stopniu
      do rozpadu tego chorego związku smile
    • ela73 Re: Nie macie zalu do siebie 04.03.07, 14:53
      Mam. Zastanawiam sie, jak mogłam byc taka idiotką, żeby związać się z nim. słów
      mi brakuje, że chciałam mieć z nim dziecko i mam. Ale cóż, idiotek nie sieja,
      same się rodzą. Zawiniłam, i teraz pokutuję. I jeszxcze mam wyrzuty sumienia.
    • kilowisni Re: Nie macie zalu do siebie 04.03.07, 15:02
      ja jestem pogieta całkiem, bo zakochałam się, też się nie zabezpieczylismy ,
      teraz jest mała, odszedł gdy miała rok, a ja dalej tęsknie i bez wzgledu ile bym
      w teb swój pusty łeb kładła i pracowałą nad sobą to i tak tak jak dzis łaże jak
      mucha i oczy mam mokre.po prostu nam nie wyszło.
      i oczywiście, klasik, też siebie winię za pewne rzeczy nie zwracając uwagi na
      jego beznadziejne zachowanie.
    • jane795 Re: Nie macie zalu do siebie 04.03.07, 16:12
      Ja także mam i to wielki.Tym bardziej,że wydawało mi się,że tak długo wybierałam
      (miałam 27 lat i wiele różnych "znajomości" za sobą) i mam doświadczenie i
      świadomie podjęłam wybór he,he.Pocieszam się tylko tym,że wiele moich
      koleżanek,znajomych nawet rodzina mówili,że patrzą na nas i wierzą,że miłość
      istnieje na świecie hłe,hłe.Dziecko mamy świadomie,żadnej wpadki nawet wiem z
      datą kiedy Sylwia się "poczęła"hi,hi.Mimo,że to już 8 lat od rozstania nadal
      czuję się winna przed Sylwią niewłaściwego wyboru.Pozostaje mi na pociechę
      świadomość,że eks płaci dobrowolnie niewielkie ale jednak alimenty,interesuje
      się córką i że mam fajną neksię.Wydaje mi się,że w tej całej sytuacji układ jest
      najlepszy z możliwych.Pozdrawiam
    • mamapodziomka Re: Nie macie zalu do siebie 05.03.07, 09:52
      Mam zal do siebie, za to ze niewlasciwie wybralam malej ojca. Nie placi, nie
      interesuje sie, nie widujemy go. Z jednej strony to lepiej, bo mamy spokoj, ale
      za to ona raczej nigdy go nie pozna. Urodzila sie 5 lat po slubie, ale to
      wlasnie ciaza najwiecej zmienila, facetowi po prostu odbilo. Oznaki byly juz
      wczesniej, ale poki nie bylo tylu obowiazkow, a ja duzo pracowalam to po prostu
      nawet tego nie zauwazalam, chociaz trzeba bylo.

      Mam nadzieje, ze tym razem sie uda i mala bedzie miala fajnego ojczyma. Za
      wczesnie, zeby o oczymkolwiek przesadzac, ale moj nowy to ojciec chrzestny malej
      i ja lubi, wiec moze...
      • okruszek100 Re: Nie macie zalu do siebie 05.03.07, 15:08
        rozumiem, ja też tak mamsadZwłaszcza jak mijam jakichś fajnych facetów
        pchających wózki czy niosących dziecko " na barana"...
        To co mogę to być jak najbardziej uważną, kochającą matką, nawet nie próbować
        zastępować ojca, bo to nigdy się nie uda.Zresztą nie o tym ten wątek, wiem..smile
        Ale..chyba nie ma się co dołować, wiosna idzie a z nią tyle dobrej
        energii.Błędy popełnia każdy z nas- jedni mniej , inni bardziej widoczne dla
        świata...To co mozna najlepszego zrobić to wyciągnąć wnioski na przyszłość,
        mieć oczy i uszy bardziej otwarte a samej otworzyć się na to wszystko co wciąż
        jeszcze przed nami.Wszystko co najlepsze, oczywiście!
        Wierzę w to, że można jakoś poukładać to wszystko, żeby było jak najbardziej ok.
        I tego Wam najmocniej życzę.Trzeba wierzyć ,że gdzieś tam czeka na nas właśnie
        Ktoś.
        I przygotowywać się do tego spotkania.Najmądrzej jak się da...smile
        • juliana03 Re: Nie macie zalu do siebie 05.03.07, 16:22
          Widze ze nie tylko w moim przypadku do rozpadu malzenstwa przyczynili sie
          (jego) kochani rodzice, jaks rzyczliwa babcia, albo przemadra siostra????
          Wiec, WITAJCIE W KLUBIE! JAK TO DOBRZE, ZE JUZ SIE NIE MUSIMY Z NIMI UZERAC!
          PRAWDA? TERAZ NIECH SIE TAK NIMI NACIESZA, SZCZERZE, DO WOLI, NIECH IM TAM
          DOGADZAJA LEPIEJ PRZECIEZ NIZ MY,
          AZ IM BOKIEM WYJDZIE!!!!!!
        • pacia251 Re: Nie macie zalu do siebie 09.03.07, 20:27
          Witajcie..... jakie podobne wszystkie mamy problemy, a myslalami czuje sie z tym
          taka samasad od niedawna po rozwodzie 3 letnie dziecko zagubione w tym wszystkim
          jednak przekonuje sie ze to byla najbardziej trafna decyzja w przeciwienstwie do
          slubu . Piszcie na GG pogadamy moze bedziemy mniej samotne . GG 8137166
      • atilka Re: Nie macie zalu do siebie 10.03.07, 15:46
        U mnie tez ciąża zmieniła wszystko. Mam poczucie winy, bo nigdy nie bylismy
        dobrym ziazkiem i po 10 latach powinnam odejść, a nie decydować sie na
        dziecko. Mam poczucie winy, że mój synek nie ma taty przy sobie i to ja
        wybrałam taki "materiał" na tatę. Synka nazywam "moim ziarenkiem prawdy" bo
        dzieki niemu zobaczyłam, że wszystkie moje marzenia nie mogą się spełnić,
        przynajmniej nie z tym człowiekiem sad
        • kini_m Re: Nie macie zalu do siebie 10.03.07, 19:25
          ...jeśli się po prostu poddało w wysiłkach o jednośc rodziny.
          (De facto tym samym jest rzekomy żal do siebie, że wybrało się złego ojca swemu dziecku.)
          Dwie myśli mnie w tym momencie nachodzą:
          1. Ostatnio któraś dziewczyna powiedziała że od kierownictwa żłobka usłyszała że dzisiaj w żłobkach 60% rodziców to samotne mamy.
          Sorry, ale takiej skali rozpadów rodzin nie da się zwalić wyłącznie na postawy mężczyzn. Kobietom także brakuje samokrytycyzmu, nie mniej niż facetom. To jest niezależne od płci. Inaczej może pojmować odpowiedzialność mężczyzna, a inaczej kobieta. Ale to w żadnym wypadku nie uzasadnia że rozumienie odpowiedzialności przez którąkolwiek z płci jest bardziej prawidłowe.
          Już domyślam się fali oburzenia na te słowa, ale to być może tylko potwierdzi niedojrzałość niektórych dyskutantów.
          Przypomnijnimy sobie jasno - każde zdanie jest tu subiektywne. I z góry powiem, że w każdej wypowiedzi gdzie słyszę "on - skur.... , nieodpowiedzialny, itp" - jest tylko subiektywnym odczuciem z którym mozna się utożsamiać jedynie na zasadzie dowolności, ale nie obiektywizmu. Krócej mówiąc - już sama tak epitetowa forma wypowiedzi o exie jest dla mnie przejawem niedojrzałości, a więc i wątpliwe czy odzwierciedla prawdę. Wątpliwe - to nie znaczy że w kazdym przypadku.
          Przykład....? Proszę:
          Moja exia spod wizytówki (lista obecności) Asiouka. Prawdopodobnie Asik1313 to także moja exia. Exia która miała ochotę robić ze mnie ostatniego potwora. To zachowanie powtarza się wielokrotnie u różnych osób i wyraźnie widać wspólny mianownik: nienawistne pisanie o exie bez podania "twardych" faktów z jednej strony, i samokrytycyzmu z drugiej strony. (Co najwyżej - żałuję że dziecko nie ma ojca.)

          Mogę zrozumieć żal jako ludzkie uczucie.
          Ale nie rozumiem kierowania tego żalu pod konkretnym adresem. Bo jakiemu końcowemu efektowi miałoby to służyć??? Chyba tylko wyładowaniu swej frustracji, kosztem drugiej osoby. Oczywiście na forum - niby nikomu to nie szkodzi. Ale jednak.... nakręca w nienawiści część podatne na to osób. A rozładowywanie swego napięcia poprzez kierowanie żalu z negatywnym skutkiem to pierwszy krok ku przemocy. Pod tym względem to forum jest okropnie nienawistne. Nie będę ukrywał że moje istnienie na tym forum jest m.in. dla mnie jakimś treningiem obcowania wśród nienawistnych ludzi (tu największe zasługi mają poprzez swe nienawistne teksty tautolog i mrs_ka).
          Właściwy -nieagresywny- żal wg opinii terapeutów jest tylko wyrażeniem swojego odczucia w odniesieniu do jakiejś sytuacji, a nie do jakiejś osoby. Inaczej mówiąc jeśli to jest tylko żal - to skupiamy się tylko na własnych odczuciach, a nie na tym kto coś zrobił nam złego.
          Dziwne jednak w ludziach jest to, że chyba w większości człowiek do żalu niemal odruchowo dołącza agresję (np zaczyna epitetami okreslać drugą stronę).

          Mógłbym także wieloma słowami wkurzać się na exię. Jeździła po mnie jak po łysym koniu, zarówno gdy żyliśmy razem, czasem po kilkadzisiesiąt razy dziennie słyszałem pod swoim adresem słowa na h.... i ch...., a także tutaj na forum nie odpuszczała epitetów.
          Tylko co by mi dało skupianie się swoimi epitetami na jej osobie??? Owszem, że dyskutując na różne konkretne tematy czasem podawałem konkretne przykłady jej niedpowiedzialnych zachowań. Ale starając się zachowac właściwa postawę staram komentować tylko konkretne zachowania, nie zaś ogólnie okreslać epitetami exię. Bo wyładowywanie frustracji -jak dla mnie- świadczy po prostu o niedojrzałości emocjonalnej.

          No i najwazniejsze - im predzej zapanuje się nad swoim żalem, tym prędzej się to opłaci w skutkach dla dziecka. Bo tym lepiej dogadamy się z drugim rodzicem, a być może uda się nawet uratować resztki kontaktów w przypadku exów wycofujących się z kontaktów. Owszem, uważam że czasami powinniśmy wesprzeć exa/exię tam gdzie jej/mu trudno wykazać inicjatywę. Nie zastapić, ale wesprzeć.
          A w końcu nam wszystkim najbardziej zależy aby dziecko jak najmniej odczuło negatywne skutki rozejścia rodziców.

          Ps: ja osobiście staram się kierować filozofią wyrażoną przez x.Tischnera:
          "Nie ma takiej rzeczy, której nie można byłoby przebaczyć".
          Moja córka ma okrutną matkę, ale co mi da powtarzanie tego w kółko???
          Starałem się ratowac rodzinę, utrzymać ją jak najdłużej, rozumiem że niełatwo to podejmować gdy odczuwa się że druga strona ciągle wrzuca kłody pod nogi. Ale to nie ja poddałem sytuację i nigdy bym jej nie poddał, choćbym miał być jeszcze bardziej poniżająco traktowany w rodzinie.
          Bo muszę pamiętać o jednym - ja odczuwam subiektywnie. Może to że druga strona zachowuje sie chamsko... chyba nie można zatrzymać swego myślenia na tym poziomie.

          Mam jeden żal - nie udało mi się zrozumieć skąd w exi narastała furia. Mimo że starałem się spełniać jej kolejne żądania i postulaty (tu pytanie: co jest mało zasadnym żądaniem a co uzasadnionym postulatem?) to jednak nie udało mi się zrozumieć źródła jej agresji i zaradzić na to. Mogę mieć do siebie żal, że nie udało mi się. Ale wiem też że przy braku wiedzy o dorosłych dzieciach alkoholików takowa wiedza była po prostu poza moim zasięgiem.
          Dziś już chyba wiem co było tym niedostrzeżonym przeze mni epowodem jej narastającej agrsji (to przynajmniej dwie rzeczy w kwestii naszych stosunków). Ale w tamtym czasie właściwe zrozumienie, przyłożenie wagi do poszczególnych problemów było niemal nieosiagalne, dla faceta który jest bez większego doświadczenia w swoim pierwszym związku. Po prostu nagle zaczeła się pojawiać lawina podnoszonych problemów i agresji, w której normalny mężczyzna się gubi i nie potrafi zaradzić, bez rzeczywistych chęci i pomocy drugiej strony.
          _________________
          Bądź jak zegar słoneczny. Odmierzaj tylko pogodne godziny...
          • kini_m Nie powinno się miec żalu do drugiej strony.... 10.03.07, 19:27
            [taki miał być tytuł poprzedniego wpisu]
    • julinekk Re: Nie macie zalu do siebie 09.03.07, 14:31
      przykro mi na mysl ze moj synek juz na starcie ma spieprzone zycie. zla jestem
      na siebie ze mimo oczywistych sygnalow ze cos jest nie tak nadal lecialam za
      jego ojcem jak ta cma...
      no, ale gdybym z nim nie byla to nie byloby tez mojego fantastycznego synusia.
    • nenella Re: Nie macie zalu do siebie 09.03.07, 15:32
      Zajrzałam tu do Was niedawno, żeby o coś zapytać, ale teraz z zainteresowaniem
      czytam rózne wątki i pozwolę sobie dopisać się do tego, bo to temat o którym
      duzo myślałam.
      Z jednej strony mam trochę poczucia winy, że zrobiłam sobie dziecko z facetem,
      który tak się nadawał na ojca jak koń do jazdy na wrotkach, ale z drugiej
      strony wiem, że kochałam go bardzo i że walczyłam 10 lat o ten związek i że
      różne rzeczy, które stanęły między nami nie były do końca ani moją ani jego
      winą. I wiem też, że dla mojej córki jest o wiele lepiej, że nie musi już od 4
      lat oglądać tatusiowych ataków furii, rzucania przedmiotami po ścianach albo
      przez okno, wysłuchiwać wrzasków i tekstów od których wątroba się człowiekowi
      przewraca na drugą stronę. Obserwuję jak bardzo się jej zachowanie zmieniło na
      lepsze odkąd już tego nie musimy znosić i wtedy zawsze myślę jak to dobrze, że
      od niego odeszłam i tylko żałuję, że nie wcześniej. I wiem też, że wcale nie
      tak łatwo o faceta, który byłby dobrym tatą i którego jednocześnie ja umiałabym
      kochać, bo ja jestem pokręcona na maksa. I może w ogóle nie powinnam mieć
      dzieci skoro jestem jaka jestem, to bardzo prawdopodobne, lecz może dla mojej
      małej lepiej, że jest niż gdyby nigdy się nie urodziła? Wiem, że ja jestem
      szczęśliwa bardzo, że mam moją córeczkę i że to najwspanialszy dar od losu jaki
      kiedykolwiek dostałam, aż nieraz czuję, że nie zasłużyłam na kogoś tak
      wspaniałego w moim życiu i nie mogę nigdy dość się nacieszyć jaka jest mądra,
      dobra i śliczna - i wobec tego, że tak czuję, nie mogę przecież żałować, że
      przyszła na świat, bez względu na to jak ułozyły się inne okoliczności. smile

Nie masz jeszcze konta? Zarejestruj się


Nakarm Pajacyka