01.01.04, 23:34
Pisałam już kilkakrotnie o mojej sytuacji, ale streszczę ją jeszcze raz. Mam
18 miesięcznego synka. Z związek z jego ojcem był nieudany, nigdy się nie
pobraliśmy. Były między nami ciągłe tarcia i myślę (to jest banalne), że wina
leży po obu stronach, a nawet być może bardziej po mojej stronie. Kiedy byłam
w ciąży powiedziałam mu, że nie wyjdę za niego za mąż (zrobiłam to po raz
kolejny w kilkunastoletniej historii naszego związku), a potem upomniałam się
o brakujące kilkadziesiąt złotych do długu, który mi zwracał po kawałku i nie
wtedy kiedy obiecał oddać i robił to w taki sposób, że należało się w ogóle
cieszyć, że w ogóle oddawał te pieniądze. To też było kolejne jego takie
zachowanie, kilku pożyczek nie oddał wcale, a ja cierpiałam męki, jak miałam
się upominać o pożyczone pieniądze. Wiem, że wiele z Was powie, to po co mu w
ogóle pożyczałaś, wiem to, i co mam powiedzieć, źle zrobiłam, stało się i nic
na to nie poradzę. Piszę, bo bezpośrednią jego reakcją na prośbę o zwrot tych
brakujących kilkudziesięciu złotych w chwili, kiedy wiedziałam, że ma
pieniądze, była jego deklaracja, że ze mną zrywa i mam sobie radzić sama
(byłam wtedy w ciąży z nim). Potem było jeszcze kilka stwierdzeń w podobnym
duchu (typu: że jeżeli będę występować o alimenty, to jestem bez honoru, bo
powiedziałam, że będę sobie radzić sama). Potem się pokłóciliśmy (po co ja w
ogóle odzywałam się do niego) i nawyzywał mnie od starych kurew. Potem sobie
radziłam sama przez 15 miesięcy, aż zjawił się u mnie niezapowiedziany (aha,
w międzyczasie, raz chciał się u mnie zjawić (chyba zobaczyć dziecko, bo
trudno było to wywnioskować z treści rozmowy przez telefon) czy mi się to
podoba czy nie, potem (ponieważ go nie wpusiciłam, bo się poczułam nieźle
nastraszona) nagabywał mnie, że może będę chciała do niego zadzwonić (że niby
chce podtrzymywać kontakty jako ojciec) i raz zagadnął mnie jak na siebie
przypadkiem wpaliśmy w sklepie, co słychać? a ja byłam chłodna i nie chciałam
z nim rozmawiać). No więc, jak się w końcu zjawił to go opieprzyłam za to, że
nie zadzwonił wcześniej (na co prawie się obraził), ale w duchu sie
ucieszyłam, bo było mi bardzo ciężko (głównie przez to że jestem sama - w
dosłownym sensie tego słowa - z dzieckiem), i chyba mam pamięć dobrą, ale
krótką. Zjawił się niby po to, żeby mi pomóc (tak wreszcie sformułował takie
pytanie: jak ci pomoć?, zapytał się ile chcę od niego pieniędzy i chciał być
miły. Ja miałam rozmaite obawy i dotąd je mam, do tego doszły niepotrzebne
emocje z powodów, o których nie bardzo chcę pisać, w każdym razie, można tak
powiedzieć, że byłam dosyć nieostrożna (robiłam mu wyrzuty, że raz, jak
bardzo się źle czułam i chciałam, żeby przyjechał chociaż na godzinkę zająć
się małym, a on chłodno odmówił i nawet potem nie zadzwonił, zapytać jak się
czuję, a potem przez telefon poruszyłam sprawę tych pieniędzy na dziecko, bo
zorientowałam się, że wyliczyłam sobie za małą kwotę) i nastąpiło ochłodzenie
stosunków. No i w ramach tego ochłodzenia dowiedziałam się, że to wszystko
moja wina, bo się nie wyskrobałam (dodam, że nie miał podstaw do tego, żeby
poczuć się "wrobiony", wybaczcie, że szerzej tego wyjaśniać nie będę), a on
miał prawo nazwać mnie wtedy kurwą, bo wydzwaniałam do niego wtedy (jak się
dowiedziałam, że jestem w ciąży) nahalnie i trochę mu tym w jego życiu
osobistym namieszałam (nie przeczę, że wtedy do niego wydzwaniałam nahalnie).
Teraz chciałam wyjaśnić, powody dla których piszę ten post. Mam wyrzuty
sumienia wobec dziecka. Że jego ojciec go nie kocha (chyba nie), a to moja
wina, bo go nie zna. Że facet miał dobre chęci i ja przez niepotrzebne emocje
spowodowałam taką wymianę zdań i już tych dobrych chęci nie ma. Ja w tej
chwili nie mam ochoty na kontakty z nim, zwłaszcza, że do tej pory było mi
wprawdzie ciężko i nierzadko nie byłam w dobrym humorze, ale był spokój. Od
kiedy on się pojawił wciąż się kłócimy przez telefon, a dziecko jest tego
świadkiem. Ponadto, jak mam przejść do porządku dziennego nad tym co on
powiedział? Jeżeli tak zrobię, to te wyzwiska się będą powtarzać, i co sobie
o tym dziecko pomyśli? Mam ochotę nie kontaktować się z nim wcale i podjąć to
ryzyko, że może nie będę mogła się utrzymać sama tak jak dotychczas, albo że
za jakiś czas synek zapyta o tatę.

Z drugiej strony może powinnam z nim porozmawiać i wyegzekwować (ciekawe
jak?) przekonanie go, że stwierdzenia typu: że to wszystko moja wina, bo się
nie wyskrobałam, oraz epitety typu stara k... nie mają racji bytu w naszych
wzajemnych stosunkach jak również wygłaszanie jakichkolwiek niepochlebnych
opinii o mnie wobec dziecka (bo tego się bardzo obawiam). Być może
spróbowanie przekonania go o powyższym jest moim pobożnym życzeniem typu jak
przekonanie mojego szefa o tym, żeby płacił mi dwa razy tyle za to co robię
(doskonale wiem, że szefa nie przekonam oraz dlaczego (rozmaite realia)).
Ciekawa jestem co o tym sądzicie.

Czy Wy może miałyście podobną sytuację, albo widzicie sposoby na rozwiązanie
tego problemu.

Serdecznie pozdrawiam,

Joanna
Obserwuj wątek
    • haribo Re: rozterki 01.01.04, 23:55
      Cześć!!! Rozumiem Cię doskonale jeśli chodzi o kwestię finansową, czyli o
      pożyczenie pieniędzy komuś bliskiemu, ale na ten temat raczej nie chcę pisac
      na forum. Dobrze by było, aby dziecko miało kontakty z ojcem, chociaż nie wiem
      jak ta sprawa będzie wyglądac u mnie. Za kilka dni poród, a mój eksmąż w ogóle
      się nie interesuje mną i maleństwem. Może należy dac mu szansę, ale jeśli
      tylko będą kłótnie, wyzwiska i poniżanie to nie męcz się. Dziecko chyba
      najbardziej na tym ucierpi.
      I nie przejmuj się jego gadką, cytuję "że jeżeli będę występować o alimenty,
      to jestem bez honoru, bo powiedziałam, że będę sobie radzić sama". Ty sobie
      będziesz radzić sama i sobie radzisz (przecież nie jesteś z nim), ale jego
      zakichanym obowiązkiem jest łożyć na dziecko. Ja bym nie popuściła. Wiesz
      czemu tak powiedział, bo mu szkoda parę złoty na dziecko - lepiej z kumplami w
      knajpie przepić. To jest kolejny tchórzliwy facet.
      I wiesz co ciekawa jestem czemu sobie teraz o dziecku przypomniał???? I
      dlaczego zaczął nagle być miły???

      Pozdrawiam i trzymam kciuki, będzie dobrze.

      Kasia.
      • andzelina1 Re: rozterki 06.01.04, 14:29
        Słuchaj ja byłam w podobnej sytuacji i też nie wiedziałam co zrobić,strasznie
        mnie to męczyło.Poszłam do psychologa z prośbą o poradę i on doradził mi,żebym
        pozwoliła kontaktować się ojcu z dzieckiem,jeżeli nie chcę być przy tym,to
        żebym pozwoliła mu dziecko zabierać.Na początku było trudno,ale teraz jest
        OK.Jeżeli chodzi o wyzwiska i straszenie to powiedział mi,żeby go uprzedzić,że
        pójdę na policję,jak jeszcze raz to się zdarzy.Ale to jest Twoja
        decyzja,ponieważ Ty go znasz najlepiej,ale nie mieszaj w to swoich uczuć.To
        jest najważniejsze.Nara

Nie masz jeszcze konta? Zarejestruj się


Nakarm Pajacyka