asiula1987
06.01.10, 12:22
witam, moj synek ma skonczone 13 miesiecy ale jest wczesniakiem czyli licze go
troszke ponad miesiac do tylu, czyli niecale 12 miesiecy
od okolo 2 tyg zrobil sie z niego straszny tyranek,
przewijanie, ubieranie, karmienie to istny horror
moge w sumie zrozumiec ze to nie jest mile ale kurde zeby tak sie wydzierac?
ostatnio jak chcialam go przewinac to myslalam ze mi sie dziecko udusi, pewnie
dlatego ze nie lubi byc juz na pleckach bo raczkuje i woli sie ruszac, ale nie
wyobrazam sobie zeby przewijac z kupki raczkujacego mlodego ktory wszystko
paskudzi tylkiem;/ wiec musze robic to na sile bo inaczej sie nie da a wtedy
jest jeszcze gorzej, zabawki, herbatka gadanie spiewanie nic juz nie pomaga,
ubieranie to tez masakra a ja przez to ciagle lapie dola ze jestem
beznadziejna matka ze pewnie gdyby robil to ktokolwiek inny maly bylby
ucieszony i by nie plakal
kolejna sprawa to taka ze zaczal troszke wymuszac wiele rzeczy raczkuje do
mnie wspina sie na race i chce zeby go nosic (ok nie ma problemu) i ma
upatrzone kilka swoich ulubionych rzeczy typu mikrofalowka (otwieranie i
zamykanie drzwiczek) tapeta komputera (jego zdjecie) radio na parapecie
grzejnik itp itd, lubi tez lazienke pokoj gdzie jest komputer i czasami jezeli
mam go na rekach ipojde w inna strone to jest istna histeria, jezeli nie
dostanie tego co chce (upodobal sobie np moja szczoteczke do zebow) to jest
sajgon taki ze az mi sie plakac chce
noi najgorsze ze jest taki tylko w stosunku do mnie, w sumie nie powinnam sie
dziwic bo to ja sie nim wiekszosc czasu zajmuje,prawie wszystko kolo niego
robie ja, jezeli trzyma go na rekach ktos inny to maly jest spokojny ajak chce
znowu gdzies tam sobie pojsc to zawsze chce do mnie na rece, poza tym jezeli
jest marudny a przyjdzie jakas "nowa" osoba (mieszkamy z moimi rodzicami) to
od razu mijaja wszystkie smutki wszystko wtedy jest cacy, przez co mam jeszcze
wiekszego dola...;/(chodzi o to ze moja obecnosc go nie uspokaja tylko kogos
innego...cos w tym stylu)
wszyscy mi wymawiaja ze rozpuscilam synka i ze zawsze mu na wszystko
pozwalalam, i to prawda ale jak moglam zabronic dziecku kiedy np chcialo
czegos dotknac a nie bylo to nic co mogloby mu zrobic krzywde, chcialo gdzies
tam sobie isc to nie zabranialam, moze dlatego tak mnie zaczyna terroryzowac
bo wie ze moze sobie ze mna pozwolic na co chce? bo wie ze wszyscy inni mu
wszystkiego zabraniaja i nic nie wskora? dlatego ode mnie tyle wymaga?
czy to normalne ze dziecko tak sie zachowuje w stosunku do osoby z ktora
spedza najwiecej czasu? nie chce miec typowego "sklepowego" synka
pokladajacego sie na ziemi ryczacego i tupiacego nogami, ale nie potrafie byc
asertywna bo nie robi nic az takiego zlego czego musialabym mu koniecznie
zabraniac,a zabraniac po to zeby tylko zabraniac czy to ma sens?
noi czy ten maly bunt przechodzi wogole?