ixik
20.11.11, 16:11
Mam potwornego doła... Moja 4 tygodniowa córka ma mnóstwo krost na całym ciele, zaczęło się od twarzy (jeszcze w szpitalu tuż po urodzeniu zanim w ogóle przystawiłam ją do piersi - bo było po cesarce) położne stwierdziły że to pokrzywka niemowlęca. Zaczęłam więc karmić piersią bo pokarmu miałam nawał, dziecko jadło spało robiło zdrowe kupy. Przyszłam do domu i powoli zaczynało się pogarszać, coraz więcej krost, wodniste i śluzowate kupy (dodam że starałam się zachować dietę, wiem jak, bo karmiłam piersią pierwsze dziecko i było ok) wzdęcia bóle brzuszka. Pediatra zarządziła odstawić na kilka dni od piersi i dać nutramigen. I się zaczęło... Krosty z twarzy zeszły na klatkę i brzuszek, kupy zrobily się zielone i śmierdzące, jest jeszcze gorzej. Na dodatek z tego stresu mój pokarm zaczął zanikać i teraz nie jestem w stanie nakarmić dziecka nawet raz piersią bo płacze z głodu jak skończy jeść. Nie mogę trzymać jej cały dzień przy piersi, żeby rozkręcić laktację na nowo, bo drugie dziecko 2 letnie dostaje szaleństwa w tym czasie a jestem sama cały dzień z dwiema. Ściągam laktatorem ale jest tego coraz mniej.
Mam potwornego doła że mogłam karmić dziecko piersią i to zmarnowałam na rzecz paskudnego mleczka które jeszcze pogorszyło sytuację. Nawet nie wiem co jest mojemu dziecku bo każda pediatra mówi co innego, ale wszystkie zgadzają się że piersią nie powinnam karmić. No jak nie powinnam jak czuję że powinnam!