jomi81
01.01.14, 18:05
Moja córka nigdy nie była wielką fanką wózka. Pierwszy poważny kryzys wózkowy miał miejsce w wakacje gdy miała koło 5 miesięcy i praktycznie wszystkie letnie miesiące wózek stał nieużywany. Tyle, że wtedy kładłyśmy koc przed domem i cały dzień była zabawa na powietrzu. Poza tym mała ważyła też sporo mniej, więc sporo ją nosiłam. Gdy usiadła samodzielnie nagle polubiła wózek i jesienią codziennie po 2-3 godziny spacerowałyśmy.
Teraz niestety mamy kolejny kryzys wózkowy i to naprawdę poważny. Po 5 minutach spaceru córka zaczyna się wkurzać, prężyć, wyginać, po kolejnych 5 załącza syrenę i drze się do momentu wyjęcia z wózka. Przez ostatni tydzień każdy nasz spacer tak się kończy i to naprawdę po góra 10 minutach od wyjścia z domu. Nie wiem zupełnie co zrobić, bo przecież dziecko powinno być codziennie na dworze, ale nosić jej nie dam rady (waży niemal 12kg), chodzić sama jeszcze nie umie (chciałaby być prowadzana, ale po 5 minutach mi dla odmiany kręgosłup odmawia posłuszeństwa), koca na tej zimnej i wilgotnej ziemi też nie położę. Staram się porządnie wietrzyć mieszkanie, w szczególności jej pokój przed drzemką, ale boję się czy przez to kiszenie się w domu nie spadnie jej odporność.
Jak myślicie, czy taka czasowa przerwa w spacerach może mieć jakieś poważniejsze konsekwencje?