karramba29
09.03.15, 19:41
Witam! przejrzałam kilka wątków dot.problemów ze spacerami, ale mój jest trochę inny... Jestem mamą 5-miesięcznego maluszka i od jakiegoś miesiąca jest wielki płacz w gondoli. Mały sie drze tak, że muszę go wyjmować z wózka, bo nic go nie uspokaja. Próbowalam chyba wszystkiego-podnioslam oparcie, powiesilam zabawki, opuszczalam budke, puszczalam szum suszarki. nic nie działa, uspokaja się tylko na rękach a odłożony ponownie do wózka, płacze jeszcze bardziej. Zmuszona jestem z dzieckiem na ręku isc szybko do domu i tyle z naszego spaceru. Wychodze w porze jego drzemek, o stalej porze. Ale do czego zmierzam-ostatnio przyjechala moja mama i to ona z nim wychodzila. Nie zdarzylo sie zeby dziecko nie usnęlo, czasem niemal od razu, czasem po krotkim marudzeniu, ale zasypia i spi 2, 3 h. Bylam w szoku, bo ze mna to nie do pomyslenia, owszem zasypial ladnie, ale ostatni miesiac to koszmar, raz probowalam go przetrzymac z 15 minut takiego placzacego, ale czulam sie jak wyrodna matka, zaczal sie dlawic, krztusic i wiecej na to nie pozwolilam. Dlaczego ze mna na spacerach placze niemal od razu wlozony w wozek? dodam ze w domu usypiam go przy piersi. moze mnie czuje i nie chce spac w wozku tylko przy piersi wlasnie? sama juz nie wiem? moze wychodzic z nim gdy jest wyspany? mam nosidlo tule, ale ono jest dla siedzacych dzieci, takze jeszcze troche. Pomozcie, bo spacery to dla mnie wazna czesc dnia, a dla dziecka tym bardziej