Cześć,
Opowiem Wam moją historię z wózkiem. Moja dzidzia od jakiegoś 3 miesiąca
życia nie lubi jeździć w wózku (pierwsze oznaki niechęci już w drugim
miesiącu). Początkowo przetrzymywałam ją, sądząc, że w ten sposób się nauczy.
Nieraz się bidula spłakała i zanęła. ale w piątym misiącu mój stoicki
spacerowy spokój się skończył i nie mogłam już sluchać ciągłego "darcia"
wózkowego, no a poza tym spacer z dzieckiem ma być przyjemnością a nie
udręką. z zazdrością patrzę na wszystkie mamy w parku, ktorych dzidzie
smacznie spią w wózkach. No i w końcu kupiłam nosidlo i spacer wyglądał tak:
wózek- 5-10 minut i bek, nosidło -1/2-1 h - zmęczyła sie i usnęła, wózek-
20min - 1h śpi i jak sie obudzi w dobrym humorze to jeszcze poleży do 20
minut. A ostatnio to i w nosidle nie chciała usnąć więc jak zaczynała już
marudzić w nosidle to wtedy usypiałam przy cycu. Ale to było lato więc mogła
sobie siedzieć i w nosidle i na rękach i przy cycu, a teraz zimno i co?? Od
tygodnia podnoszę jej oparcie i jest ciut lepiej, ale po pierwsze musi być
wyspana i po drugie najlepiej przy ulicy albo w markecie (i jak tu oddychać
świeżym powietrzem???), w parku nudy, na podwórku też. no i w zależności od
dnia i nastroju posiedzi w tym wózku do godziny. Trochę mnie to martwi bo
wszyscy mówili że jak posadze dzidzię to problemy z wózkiem się skończą a tu
jak widać nie bardzo

( i boję sie że tak zostanie, a zimą to nie oddalę
sie od domu dalej niż niż do sklepu. Aha, dzisiaj kończy 6 miesięcy
Czy któraś z Was też ma taki problem?? i czy jest na to rada??
Monika i Agatka