No i stało się, wróciłam wczoraj do pracy. Po raz pierwszy od 8 miesięcy
zostawiłam synka na 8 godzin. Został z tatusiem (ma urlop, potem będzie z
nianią, ktorej szukamy). Poradzili sobie świetnie, mały nie płakał, chociaz
rozglądał się za mamusią, jadł, spał, bawił się... Ja tez czułam sie nieźle
choc bylo mi strasznie "dziwnie". Ale jak weszłam do domu i zobaczyłam
takiego kruszynka-odrobinka w kojcu... Az sie przewrócił jak mnie zobaczył.
No i ryczę od wczoraj zaraz po przyjściu do domu

Nie moge sobie dac rady
chociaż mały znosi to lepiej ode mnie. Mam wyrzuty sumienia, przecież
niemowlak powinien byc z matką , do cholery! Z drugiej strony po 8 miesiącach
w domu byłam tak zmęczona że w ramach samoobrony potrafiłam zdobyć się na
dystans (w domu), tzn. mały wiedział, że trzeba iść spac i kropka, że
powinien troszkę sam sie pobawić, że mama jest obok ale tez ma prawo zjeść
śniadanie itp. Teraz po przyjściu z pracy nie wypuszczam go z rąk, cycus,
czytanie, zabawa, noszenie. No i boję sie, że go trochę zepsuję. Wiem, że ta
chwila musiala nadejsc, że lepiej teraz, kiedy mały nie płacze jak wychodzę
że potem byłoby trudniej i jemu i mnie. Ale... Dziewczyny, jak maluchy
znoszą takie rozłąki, jak kształtuje się ich psychika gdy zostają bez mamy
cały dzień? ? Czy można się do tego przyzwyczaić? Mały był spokojny ale może
to była niepewność a nie spokój? Czuję się jak wyrodny babon, podle...