czy reagujecie natychmiast na każde 'zawołanie' dziecka? jeśli nie, to ile czasu zdaża Wam się czekać i z jakim skutkiem? ja przyznaję, że przyzwyczaiłam Małą do reakcji natychmiastowej i mam wrażenie, że w ten sposób pozbawiłam ją umiejętności uspokjenia się samej, na wszystko reaguje coraz bardziej płaczliwie i błyskawicznie przechodzi od kwękania do ryku a wtedy to i mnie trudno ją uspokoić. przyjaciółka powiedziała mi, że ona nie biegała do córki od razu i dzięki temu jej Mała jest spokojna, sama zasypia, potrafi długo bawić się samodzielnie a u nas coraz częściej tylko rączki i rączki

. co o tym sądzicie? jak postępujecie w takich sytuacjach (zakałdając, że dzecko jest zdrowe, przewinięte i nakarmione oczywiście); dodam, że Pola ma 3,5 miesiąca. a może to po prostu taki etap i będzie wyrastać? dzięki za rady