Wiem, że pewnie temat po raz któryś, ale... Właśnie wróciłam ze spaceru.
Ponad 20 stopni. Część dzieci które mijałam ubrane były w:
1. polarki
2. kombinezony
3. Wełniane lub polarowe czapki
Ewentualnie opatulone były kocykiem lub włożone w śpiworki (wolę sobie nie
wyobrażać jakie ciuchy pod tymi kocykami czy śpiworkami).
Dzieci ubrane tylko w spiochy czy lekkie bluzy można było policzyć na palcach.
A oczywiście rodzice zachwyceni sobą w t-shitrach.
Miałam ochotę strzelać

)).
Moja matka opowiadała mi, że w czasach gdy mnie urodziła w szpitalach były
powywieszane plakaty z widocznym słońcem, dzieckiem w lekkich śpiochach i
matką pchającą wózek z potem lejącym się po twarzy ubraną w futro i wełnianą
czapkę z pomponem. Podpis "czy chciałabyś się zamienić z dzieckiem na
ubranie?".
Powiedzcie mi, co trzeba mieć w głowie, żeby przy ponad 20 stopniach i pełnym
słońcu przykrywać dziecko kocem? Albo ubierać je w polar? A później
zdziwienie, że dzieci chorują... I jeszcze cieplejsze ubranie, no bo przecież
to przeziębienie to dowód na jak ten wietrzyk zdradliwy ...

))
Ech mamo... Połóż się sama na trawie pod kocem, z długimi rękawami i zimową
czapką. I pomyśl, że tak właśnie się czuje Twoje dziecko.