darry4
20.08.08, 01:26
Moja niunia ma 7 tygodni i spacery sa u nas bardzo problematyczne.
Ona nie cierpi miec mokro - a brudzi pieluchy niekiedy 3 razy na
godzinę. Mała na spacerze natychmiast sie wybudza jak coś zmaluje w
pampersie, nie ma opcji ze to "prześpi". Z tęsknotą patrze na matki,
ojców, babcie, którzy wożą dzieci w gondolach i te dzieci śpią jak
aniołki.
Spacer wygląda tak: chodzimy z reguły 15/20 min i za chwilę ryk - no
to zmieniam pieluchę, idziemy na sygnale do domu bo tez pokazuje, ze
chce jesc, no i koniec spaceru.
Generalnie, jak zaczyna płakac to nic jej nie uspokoi, ta zmiana
pieluch w wózku ja rozdrażnia. Na spacerze krępuję sie karmic (mam
do dyzpozycji przystanki i ławki, gdzie najczęsciej siedza menele),
szybiecj mi wrócic do domu niz szukac ustronego miejsca do karmienia.
I jak wracamy do domu to najczęsciej kolejne siku/kupa już jest w
majtach, plus musi byc natychmiastowe karmienie, bo jest b.
rozdrażniona.
pozostaje mi balkon, bo czy 15 minutowe spacery mają sens?
Ile obie sie napocimy, nadenerwujemy i nawrzeszczymy (ja dre sie w
duchu). Czy któras z WAs miala taki problem?