stresujący spacer

03.02.09, 00:45
Ostatnio zaczepiają mnie dojrzałe panie ze swoimi radami, kiedy
słyszą jak moje dziecko płacze podczas spaceru, a ja biorę je na
rączki, żeby się uspokoiło.
I tak:
1. Nie brać na rączki. Przyzwyczai się i nie da sobie Pani rady!
2. Nie bawić się z dzieckiem, niech się sam zabawi na macie. Bo jak
się przyzwyczai do ciągłej obecności mamy, to nie da sobie Pani z
nim rady!
3. Nie zasypiać z dzieckiem w łóżku rodziców, bo jak sie
przyzwyczai, to nie da sobie Pani z nim rady!
4. Nie jezdzic wozkiem podczas spaceru, bo jak sie przyzwyczai, to
nie da sobie Pani z nim rady i bedzie chcial, zeby go ciagle wozić!

Czy Wy tez tak macie?

To moje dziecko, ja sie o porady nie prosze, jezeli mam sile i sie
nie skarze, to bede nosic moje dziecko, kiedy uznam za stosowne i
dobre dla niego.

Mysle, ze na podstawie obserwacji kilku minut, nie mozna udzielic
super trafnej rady, jak sie nie zna dobrze dziecka, jego zwyczajow i
relacji jego z rodzicami.

Mam wrażenie, że zgodnie z powyzszymi radami powinnam dziecko
odseparować i niech sam sobie życie układa...



    • eli81 Re: stresujący spacer 03.02.09, 08:07
      Ja tylko raz miałam taką sytuację - facet! starszy z wózkiem mijał mnie i miał
      czelność zwrócić mi uwagę, że jadę w złym kierunku, bo strasznie wieje i dziecku
      zimno, wkurzyłam się niesamowicie i powiedziałam, że to moje dziecko i wiem
      lepiej czy coś w tym stylu. Jak znów ktoś będzie mi się wymądrzał, to bez
      skrupułów użyję ostrych słów, bo nerwus jestem i nie znoszę takich rad smile
      Oczywiście można zignorować - nic nie odpowiedzieć, ale wtedy ci ludzie znów
      komuś będą zatruwać życie, a tak to może się zastanowią dwa razy zanim coś
      powiedzą smile
    • matysiaczek.0 Re: stresujący spacer 03.02.09, 08:30
      eee tam...na porządku dziennym dobre rady....ale były, już się skończyły! U nas małe miasteczko, wystarczyło paru powiedzieć co myślę i cicho siedzą, tylko złym wzrokiem odprowadzają...Jak np , że w mróz na spacer idę...ja na to, że jak przyjdzie i posiedzi z dzieckiem, to ja pójdę sama sprawy załatwiać, ona pyta ile zapłacę...ja: pani chce pieniądze brać za zdrowie dziecka? nieładnie!! Potem już nie zaczepiała
    • mama_frania Re: stresujący spacer 03.02.09, 09:10
      Uwielbiam ludzi wsadzających nos w wózek i udzielających "mądrych" rad. jak mój
      synek się rozbeczał na spacerze zimą (-8 stopni) to od razu mądre grono orzekło:
      - że pewnie ma mokro ( w pampersie! zresztą mojemu to nawet kupa nie
      przeszkadzała w niczym do 12 m-ca zycia)
      - pewnie jest glodny (10 minut wczesniej jadł przez godzinę z obu piersi)
      - smoczek trzeba dać (moje dziecko na włożonego do paszczy smoczka reagowało
      odruchem wymiotnym
      A poza tym uwielbiałam uwagi latem: że nia ma czapki i skarpet (temperatura plus
      30 stopni) i nie jest przykryty tylko w samym bodziaku z krótkim rękawem- takie
      rady zwykle płyną z ust wydekoltowanych babć wożących swoje wnuki w pełnym
      rynsztunku i śpiworku przy 30 stopniowym upale.
      Ja tam zasadniczo zlewam wszystkie rady zyczliwych obcych osób. Kiedyś jednej
      babie powiedziałam, ze moje dziecko płacze bo boi się czarownic podchodzących do
      wózka. jakoś pojęła aluzję i mrucząc coś o niewychowaniu sobie polazła.
      Ludzie zawsze interweniują i wtrącają się wtedy kiedy nie ma takiej potrzeby.
      Jak potrzeba jest to każdy udaje że nie słyszy.
      Co do brania na ręce- bierz jak najczęściej, tul, bujaj, baw się- to jest zapas
      na całe życie dla dziecka. I nie przejmuj się że się przyzwyczai. Z
      doświadczenia ze starszym synkiem wiem, ze jak przyszła pora to się odzwyczaił
      od wspólnego spania, zasypiania przy piersi i noszenia.
      • matysiaczek.0 i jeszcze 03.02.09, 09:15
        Tak mi przyszło do głowy, że te "czarownice" uważają się za bardziej doświadczone mamy, babcie. Ile to one odchowały dzieci, wnucząt i przecież mają monopol na udzielanie "mondrych" rad dla takiej niedoświadczonej mamuśki, nawet dwójki czy trójki dziecki. ONA swoje przeszła i wie, czy dziecko ma być w skarpetce (+30) czy w domu (-5)
      • izat7307 Re: stresujący spacer 03.02.09, 13:55
        Z
        doświadczenia ze starszym synkiem wiem, ze jak przyszła pora to się odzwyczaił
        od wspólnego spania, zasypiania przy piersi i noszenia.

        Święte słowa mamo frania. Też tak uważam i też mam takie doświadczenia.. A
        głupim gadaniem nie przejmuję sięsmile
    • anneczka78 Re: stresujący spacer 03.02.09, 09:51
      Ja też ciągle słyszałam: nie nosić, nie bawić, powinien leżeć w łóżeczku...
      Nosiłam, bawiłam, spałam razem z dzieckiem. Dałam sobie radę, a dziecko jest
      teraz takie radosne i uwielbia się przytulać smile
    • tscina Re: stresujący spacer 03.02.09, 09:55
      podczas pierwszych spacerów też miałam kilka takich sytuacji, zawsze spokojnie
      tłumaczyłam, że moje dzieci nie muszą jeździć w czapce gdy na dworze 25 stopni
      Teraz, jak mam ochotę powiedzieć paniom dobre rady kilka mocniejszych słów to
      jak na złość żadna mi się nie trafia Brakuje tego smile
      moja najciekawsza rozmowa, która utwierdziła mnie w tym, że szkoda czasu na
      rozmowy z nimi:
      słoneczny październikowy dzień, 18 stopni, mąż w krótkim rękawku, ja w cienkim
      sweterku Chłopcy w spodenkach i cienkich bluzkach, na spacerze u teściowej,
      spotykamy ich sąsiadki:
      one: jacy śliczni, malutcy, ble ble, matko! Oni bez sweterków?! Jest październik!
      ja: jest ciepło, 18 stopni
      one: no tak tak, bardzo ciepło, ale jest październik

      zapytaj kiedyś dla mojej ciekawości, jak można spacerując z dzieckiem nie
      jeździć wózkiem, bo bardzo mnie nurtuje ta informacja smile
      • anneczka78 Re: stresujący spacer 03.02.09, 11:07
        > zapytaj kiedyś dla mojej ciekawości, jak można spacerując z dzieckiem nie
        > jeździć wózkiem, bo bardzo mnie nurtuje ta informacja smile

        No jak to... przecież spacer jest po to, żeby sobie poplotkować siedząc na
        ławce. Wózek służy do tego, żeby grzeczne, wytresowane dziecko nie leżało na
        gołej ziemi, zwłaszcza w październiku...
        • monpaj77 Re: stresujący spacer 03.02.09, 11:44
          Rad oczywiście dużo, ale kiedy jest potrzeba, żeby np. przepuścić w
          kolejce w sklepie do kasy, to chętnych już nie ma.
          Zdarzyło mi się kilka razy stac w sklepie w długim ogonku, stojaca
          przede mna osoba - ojej Pani z takim małym dzieckiem to powinna bez
          kolejki, na to ja mowie, ze nie wiem co ludzie powiedza, nie chce
          sie prosic sama...itp.
          Ale osoba, ktora to mowi sama nie przepusci i nie powie, to moze
          niech chociaz Pani przede mna stanie ...
          • errmaris Re: stresujący spacer 03.02.09, 11:57
            monpaj77 napisała:

            > Rad oczywiście dużo, ale kiedy jest potrzeba, żeby np. przepuścić
            w
            > kolejce w sklepie do kasy, to chętnych już nie ma.

            tez prawda.
            ale ja "na chama" podchodzilam do kasy pierwszenstwa i jesli byla
            kolejka (szczegolnie ktos z piwem!), to upominalam sie o
            pierwszenstwo!

            Zreszta kiedys awantura byla w takiej kolejce - stojaca przede mna
            pani z dwojka dzieci upomniala kasjerke, ze tez powinna pilnowajc
            kolejnosci, skoro siedzi na takiej a nie innej kasie!
        • tscina Re: stresujący spacer 03.02.09, 12:50
          aaaaaa
          przepraszam, ze wsi jestem i nie mam ławek przed domem uncertain
    • errmaris Re: stresujący spacer 03.02.09, 11:53
      o tak, pomocne rady!!! uwielbiam!!!!!!!!!!!!

      z czysta zgroza wspominam wiyte w Polsce i spacerki: dlaczego
      przykryty folia (bo byl straszny wiatr, a misiek wlasnie skonczyl
      chorowac), czemu nie przykryty folia? czy mu nie za
      cieplo/zimno/mokro?

      nie wiem, moje dziecko sie skarzy, jak cos nie tak, wiec jak
      siedzi/lezy usmiechniety - to chyba mu dobrze??

      Tutaj (Londyn) jakos nie ma czegos takiego... Tutaj ludzie podchodza
      czasem zagadnac do malego, bo on lubi sie i do obcych usmiechnac,
      ale nikt nigdy nie pozwolil sobie cokolwiek skomentowac lub cos
      poradzic.

      A najlepsza rozmowa, jaka mi przychodzi do glowy, to z moja sasiadka
      w Warszawie. Starsza taka babka, samotna i niezmiernie interesujaca
      sie zyciem sasiadow (az do skarg na policje, ze bierzemy prysznic po
      11 wieczor!). Zagaila mnie, jak wychodzilam z mlodym o 17 na spacer.
      Ze jak to - przeciez juz jest ciemno!!!
      Usmialam sie z tego.
    • ciociacesia ja dostaje tylko od rodziny 03.02.09, 12:10
      mama, tesciowa, babcia meza przy kazdej okazji powtarzaja ze rozpuscilam, ze
      teraz to musze kołysac ze to ze siamto. troche mi to gadanie czasami
      przeszkadza. do tego jeszcze maz ktory na kazde dziecka kwekniecie wyrzuca mi ze
      powinnam dac mu smoczek... zdolłowałam sie sad
      • tscina Re: ja dostaje tylko od rodziny 03.02.09, 13:00
        u mnie to rodzina męża rozpuszcza, robią wiele rzeczy wbrew mojej woli Tzn.
        robili, bo od grudnia już do nich nie jeżdżę I mam święty spokój Nie masz się
        czym dołować A co do smoczka bądź twarda Ogólnie bądź twarda Przejdzie im kiedyś
        to ciągłe radzenie, wkoło będą zachwalać Twoje dziecko a ich wnuka, a więc
        jednocześnie poprą podświadomie Twoje wychowanie smile
    • zalka80 Re: stresujący spacer 03.02.09, 13:31
      monpaj77 napisała:

      > Ostatnio zaczepiają mnie dojrzałe panie ze swoimi radami, kiedy
      > słyszą jak moje dziecko płacze podczas spaceru, a ja biorę je na
      > rączki, żeby się uspokoiło.
      > I tak:
      > 1. Nie brać na rączki. Przyzwyczai się i nie da sobie Pani rady!
      > 2. Nie bawić się z dzieckiem, niech się sam zabawi na macie. Bo jak
      > się przyzwyczai do ciągłej obecności mamy, to nie da sobie Pani z
      > nim rady!
      > 3. Nie zasypiać z dzieckiem w łóżku rodziców, bo jak sie
      > przyzwyczai, to nie da sobie Pani z nim rady!
      > 4. Nie jezdzic wozkiem podczas spaceru, bo jak sie przyzwyczai, to
      > nie da sobie Pani z nim rady i bedzie chcial, zeby go ciagle wozić!
      >
      Ostatnio znalazłam ksiązkę "poradnik lekarski" z 1948 roku i są tam porady odnośnie noworodka i niemowlęcia identyczne jak u tej dojrzałej pani.Niezle się uśmiałam jak to przeczytałam :

      " Stanowczo walzyc ze zwyczajem noszenia i huśtania niemowląt. Sprawia to przyjemnośc wyłącznie babkom i dziadkom, zadowolonym, że mogą pobawic się dzieckiem, podczas gdy dziecku wcale to nie idzie na zdrowie"
      A tak poważnie ,to jestem co najmniej ździwiona dawnymi metodami wychowywania dzieci.
      • anneczka78 Re: stresujący spacer 03.02.09, 18:51
        > " Stanowczo walzyc ze zwyczajem noszenia i huśtania niemowląt. Sprawia to przyj
        > emnośc wyłącznie babkom i dziadkom, zadowolonym, że mogą pobawic się dzieckiem,
        > podczas gdy dziecku wcale to nie idzie na zdrowie"
        > A tak poważnie ,to jestem co najmniej ździwiona dawnymi metodami wychowywania d
        > zieci.

        Pewnie przed upowszechnieniem antybiotyków takie rady lekarzy miały swoje
        uzasadnienie. Im mniej osób zbliżało się do dziecka, tym było bezpieczniej - np.
        zapalenie płuc to był wyrok.
    • asix04 Re: stresujący spacer 03.02.09, 21:22
      Czasem trudno wytrzymać z takimi paniami i ich radami. Nie zwracać uwagi,
      ignorować, powiedzieć - że to ja wiem co dla mojego dziecka najlepsze, ja je
      wychowuję, ja jestem jego matką.
      Jestem mamą dwójki dzieci -prawie czterolatka i siedmiomiesięcznej dziewczynki.
      Jestem osobą szczupłą, drobną i wyglądam jak licealistka a nie 34-letnia
      kobieta. bardzo często spotykam sie z takimi uwagami. Zarówno w pierwszej, jak i
      w drugiej ciąży wszyscy mnie brali za malolatę. Komentarze - taka młoda i już
      dziecko, albo lepiej nie wyjmować dziecka z wózka na spacerze, kiedy płacze, nie
      wykarmisz dziecka bo masz małe piersi i inne bzdurne i głupawe komentarze są na
      porządku dziennym do tej pory.
      Staram sie ignorować
      • ziomas.1 Re: stresujący spacer 04.02.09, 21:30
        Ja z kolei jak jeszcze byłam na wolnym i chodziłam na spacery to
        miałam często tak,że Oskarowy w drodze powrotnej budził się w
        autobusie. A jak się budził to po chwili zaczynał marudzić by po
        kilku minutach przejść do potępieńczego wrzasku. Ponieważ wiedziałam
        że nie ma sposobu na uciszenie inaczej niż na rączki,a że autobus
        jechałi bujał, zwykle napchany na maksa,poprzestawałam na kojącym
        klepaniu synka po policzku,a on ew. czasem possał mi palca i na
        chwilę był spokój. Generalnie jednak miałmnie gdzieś i robił swoje
        czyli się darł. Żebyście widzieli te miny pań zwłaszcza starszych i
        ściszone komentarze,jaka to wyrodna matka,że dziecka nie uspokoi!
        Ale ruszyć dupala i ustąpić miejsca to się jakoś nikt nie kwapił.
        Dodam że ryk cichł natychmiast po opuszczeniu autobusu,więc z
        perspektywy myślę że był to ryk nudy...
Inne wątki na temat:
Pełna wersja