Tak pod wpływem wątku o szpitalach, moich osobistych poszukiwań mam pytanie do
dziewczyn, które mają za sobą poród siłami natury:
Po urodzeniu się Kamiśki miałam straszną dziurę mentalną wokół siebie -
brakowało mi tych dwóch miesięcy których nie było, a cesarka do tej pory
sprawia, że o porodzie nie mam pojęcia i nie mam poczucia że tu cokolwiek
miało miejsce z moim udziałem.
Teraz może być inaczej

Tylko pod wpływem forów, gazet i/lub czasopism oraz
różnej literatury mniej czy bardziej fachowej wyrobiłam sobie mniej więcej
wizję tego co bym chciała. Moja wizja z obiektywnych przyczyn moze nie mieć
sensu, bo jest to tylko zlepek przypuszczeń na podstawie tego co przeczytane
lub usłyszane, a wiadomo - każda kobieta przeżywa poród w swój własny
indywidualny sposób i nawet sprowadzając wszystkie opowieści do wspólnego
mianownika nie mam gwarancji, ze to w ogóle będą okolice mojego przypadku.
O ile oczywiście stan naszego zdrowia na to pozwoli miałabym życzenie przeżyć
poród jak najbardziej naturalny, a jak najmniej zmedykalizowany. W przyjaznej
atmosferze wśród ludzi, którzy znają się na tym co robią. Zatem
podziękowałabym za pomoc lekarzowi, na rzecz doświadczonej położnej, oraz
zrezygnowałabym z farmakologicznych form znieczulenia, na rzecz tych
naturalnych (osoba towarzysząca do której po pierwsze można otworzyć buzię, a
po kolejne będzie wsparciem psychicznym i psychicznym; dobór pozycji według
własnych preferencji; wybór pozycji w ostatniej fazie porodu; czy o czymś
zapomniałam? hmm, w miarę możliwości prysznic o którym opowiadają, że działa
cuda lub na przykład podkład muzyczny

Bardzo bym chciała mieć możliwość wcześniejszego przygotowania się aby
zminimalizować konieczność nacięcia i uniknięcia go. Następnie skoro jeśli
bezpośrednio po porodzie położenie dziecka na brzuchu u mamy (+ podkarmienie?)
tak ładnie wpływa na głowę mamie, dziecku i na odklejenie łożyska, to ja też
poproszę.
Może te pytania powinnam zadać mojej pani doktor, albo położnej, ale jakoś
boję się, że jak będę miała na to okazję, to będzie już za późno, no i w ogóle
ja lubię być przygotowana do zajęć

Postanowiłam wybrać szpital w którym
wszystkie moje wizje mają w ogóle szanse się spełnić i jedna koleżanka na moje
równie długie wywody powiedziała tak: "to nie ma zadnego sensu. Jak przyjdzie
co do czego to wszystko będzie Ci idealnie obojętne, nacięcia, pozycje, cała
reszta..."
No to jak to do jasnej anieli jest?! Obojętne czy nie obojętne? Przy cesarce
wszystko było lekko łatwo i przyjemnie. Wróciłam do domu wyspałam się, doszłam
do siebie jak się patrzy, pokarm to w ogóle chałka z masłem. Jak młoda
przyjechała do domu po trzech tygodniach to ja się czułam już jak młody bóg i
w ogóle zwarta i gotowa. Ale tu nie będzie tak lekko i ja nie bardzo chcę
tracić chociaż odrobinę formy przez jakieś zabiegi okołoporodowe?
I niech mi ktoś mądry powie, czy to moja głowa funduje sobie jakieś
niepotrzebne problemy i to na prawdę jest obojętne to wszystko?
Sękju za uwagę, ktoś w ogóle ma podobne problemy?