Dodaj do ulubionych

padam na twarz.....

21.02.09, 22:04
wiem, że rzadko się udzielam ale wiadomo jak człowiek wyżalić się
chce, to nie ma bata.
Pewnie wiele z was będzie mogło podpisać się pod tym postem ale i
tak napiszę bo potrzebuję: padam na twarz......jestem mega zmęczona,
rozdrażniona, wypluta maksymalnie.
Jestem w domu z dwójką - maluszkiem i starszakiem prawie
czterolatkiem. Tak jak na początku jakoś to szło, to teraz jest mi
strasznie ciężko. Ze starszego synka wychodzi zawoalowana zazdrość i
inne uczucia i emocje. Potrzebuje mnie, domaga się, jest
niegrzeczny, chce na sobie skupić uwagę. Hałasuje, budzi młodszego,
ejst bardzo nieposłuszny. Młodszy ząbkuje, więc drzemki krótkie,
najlepiej spał by tylko przy piersi, w nocy budzi się często,
właściwie śpi z nami. Mam po prostu wrażenie, że nie ma takiej
chwili w ciągu doby żebym psychicznie mogła się od nich oderwać. A
najgorsze jest to, że czuję się w tym wszystkim zagubiona, nie
potrafię jakoś zorganizować tej rzeczywistości, choć jeszcze miesiąc
czy dwa temu było o wiele łatwiej i byłam dumna z siebie że jakoś
wszystko ogarniam. Teraz cokolwiek robię jest źle, nie mogę się
rozdwoić, roztroić.... - jeśli bawię się ze starszym (a on by chciał
non stop) młodszy traci cierpliwość i zaczyna płakać. Jeśli bawię
się z młodszym, starszy od razu pokazuje różki (z resztą robi to i
tak, bo wiadomo karmię, przewijam, usypiam itp..) Jeśli zajmuję się
którymkolwiek z nich, nie mogę w tym samym czasie gotować, sprzątać,
prać, prasować, odbierać telefonów, robić tłumaczeń... Spacery to
dla mnie teraz fizyczna gehenna. Jednego pcham w wózku drugiego
ciągnę na sankach, aż ludzie mnie zaczepiają, że współczują albo
podziwiają, ale czemu niby ten starszy ma cierpieć i na sanki nie
móc iść.... Mieszkamy na 3 piętrze bez windy jak z nimi zejdę a
potem wejdę to po takim specerze jestem padnięta - a nie mam wzykle
nawet czasu się wysikać za przeproszeniem. Na męża niestety za wiele
liczyć nie mogę bo on do 17 w pracy a potem zwykle na budowie,
przyjeżdza na smą kąpiel chłopców więc w tych oblucjach wiezornych
oczywiście pomaga, ale tak mało czasu spędza z chłopcami, że starszy
cały czs tylko chce żebym ja go myła i mu czytała, a młodszy
potwornie płacze jak mąż go usypia (choć to bardzo rzadko się zdarza
bo zwykle Michaś bez problemu zasypia kiedy ja go kładę, mąż wkracza
tylko, kiedy mały usnąć nie może a ja już siły nie mam (ząbkuje
teraz). Ja czuję się jakoś okropnie, między młotem a kowadłem,
chciałabym każdemu z nich dogodzić, nikogo nie skrzywdzić, każdemu
dać to czego potrzebuje, ale nie jestem po prostu w stanie. Przez to
wszystko nawzajem z mężem jesteśmy na siebie podenerwowani. Ja
spodziewam się, że skoro tyle nie ma go w domu to przynajmniej
kwestie budowlane jakoś pociągnie a za przeproszeniem ciągnie się to
jak krwe z nosa a ja o niczym innym nie marzę jak wyprowadzić się z
tego 3. piętra. On też zmęczony. A najgorsze w ogóle jest to, że w
tym całym zamieszaniu nie ma totalnie miejsca na mnie - Ewę.... W
ciągu doby zwykle wygospodaruję czas na kawę, chwilę w necie (zwykle
kiedy muszę pracować wieczorem albo raczej w nocy). Nigdzie nie
wychodzę raczej w sumie nie dlatego że nie mogę ale jakoś przytłacza
się poczucie obowiązku i odpowiedzialności wobec chłopców,
że "muszę", że "powinnam". W grudniu na imienieny dostałam od
rodziców karnet do spa - taki podarunek piękności, do tej pory nie
miałam kiedy z niego skorzystać. Mam pomoc rodziny bo
niesprawiedliwie byłoby powiedzieć że nie. Dziadkowie i kuzynka
jedna biorą czasem Matinka na cały dzień prawie, wtedy ja pakuje
młodszego i jadę na budowę - sprzatać, robi to czy tamto, często z
małym w chuście bo spać nie chce..... A rodzinka u której jest Mati
niestety tylko wzmacnia jego przekonanie, że jest pepkiem świata
więc niby to pomoc ale potem znów prostować go muszę.. starszak do
przedszkola nei chodzi bo cały czas chorował i małego zarażał.
Pójdzie znów od marca zobaczymy.... Jednym słowem mam dość, wiem że
to minie, że ta wstrętna zima też minie, że będzie słońce i zacznie
się wiosna, że wreszcie uda nam się przeprowadzić do wymarzonego
domu, że kurs franka spadnie smile a mój starszy syn z potwornego
czterolatka zacznie zmieniać się w prawdziwego przedszkolaka (no,
oby...) ale nie wiem czy doczekam tego czy zwariuję wcześniej......
Uff, to ulżyłam sobie, sorry że w tak wielu słowach.
Obserwuj wątek
    • medialenaok Re: padam na twarz..... 21.02.09, 22:30
      kochana!
      Nie mam drugiego dziecka, ale mam kolezanke w sytuacji podobnej do
      Twojej i wiem jedno...nie jest lekko. Teraz gdy sama jestem mama
      dopiero moge docenic caly ten wysilek naszych rodzicow. Jesli jakims
      pocieszenim jest ze wszystko mija to niech cie to pocieszy. I jak
      mowia wszystkie znajome mamy: dzieci tak szybko rosna! Acha no i
      pamietaj ze kiedys Twoich trzech mezczyzn ma cie nosic na rekach wink
      Trzymaj sie dzielnie!
      m

    • konefka29 Re: padam na twarz..... 22.02.09, 08:09
      Wiem, co mowiesz. Moja strasza mimo, ze bardzo kocha braciszka, to tez rozki
      pokazuje, czasem tak bardzo, ze mam dosc. Najgorzej jest jak choruje i musze
      siedzec z dwojka w domu. Wtedy czulam to sam co Ty. Jednak zauwazylam, ze czy
      ona chodzi do przedszkola czy nie to Maly i tak ciagle choruje. Lekarka mowi, ze
      to reakcja poszczepienna, bo to juz prawie 3 miesiace jak Maly choruje.
      Antybiotykow nie chca mu wiecej dawac, to musialam sie nauczyc stawiac banki.

      Dlatego starsza chodzi do przedszkola i maz ja odbiera. Ja mam czas pzrez caly
      dzien dla dzidziusia, zdaze ugotowac, posprzatac, uprac i nawet troche odpoczac.
      Tez juz pracuje, ale w domu przez internet, wiec sama gospodaruje czasem.
      Niekiedy mam wyrzuty sumienia, ze starsza siedzi caly dzien w przedzkolu, ale
      gdybym miala siedziec caly czas z dwojka w domu, to chyba zwariowalabym.
    • catalina81 Re: padam na twarz..... 22.02.09, 09:30
      głowa do góry w końcu będzie lepiej. mi na takiego doła pomogło wyjście na parę
      godzin bez dziecka, dziecko zostało z tatą a ja miałam czas dla siebie -
      wypoczęłam psychicznie, polecam smile
    • e_rubi Re: padam na twarz..... 22.02.09, 11:06
      Ewcia, przytulam mocno - dobrze, ze sie wygadalas. Mam nadzieje, ze choc troche ulzylo.

      Koniecznie poslij Matiego do przedszkola, zobaczysz bedzie lepiej. Ty odpoczniesz, a on rozladuje energie gdzie indziej. Widze jak Zoska dostaje swira jak jest dluzej w domu i tez pokazuje rogi. W ferie bylam z nimi w domu non stop (byli chorzy i nigdzie nie wychodzilismy), myslalam, ze oszaleje. Jasko tez zabkuje, w nocy mam pobudki co 45 min, w dzien nie ma mowy o spaniu. A do tego wszystkiego oczywiscie praca. Lekko nie jest.

      Mnie w dalszym ciagu zycie technicznie ulatwia chusta - i w domu i na spacerach. Naprawde to jest dla mnie rewelacja. Z przywiazanym Mlodym nauczylam sie juz robic wszystko - przygotowywac jedzenie, gotowac, sprzatac no i oczywiscie bawic sie z Zoska. A spacery...hmn juz nie pamietam, kiedy uzylam wozka. Mlody w chuscie pod kurtka a my z Zoska na sankach, budowanie balwana, bitwa na sniezki itd. Zreszta nas tak zasypalo, ze wozkiem i tak by sie nigdzie przejechac nie dalo.

      Przyjdzie wiosna, bedzie lepiej. Niestety na chorobska przedszkolne niewiele da sie poradzic, ale mam nadzije, ze Mati szybko sie uodporni. I wtedy na pewno bedzie Ci duzo latwiej wszystko ogarnac. Wiem po sobie, ze te pol dnia, gdy Zoska jest w przedszkolu ogromnie duzo daje. Nasze majowczaki juz naprawde potrzebuja kontaktu z rowiesnikami i zwyczajnie nudzi im sie w domu, dlatego jest ciezko.
      A Ty sie nie rozdwoisz. Cos trzeba odpuscic. Takie zycie.

      Ja staram sie we wszystko wlaczyc Zoske, zeby nie czula sie odrzucona. Wciaz bardzo pomaga przy Mlodym, asystuje, pozwalam jej na rozne rzeczy, angazuje ja rowniez w domowe czynnosci, starajac sie zrobic z tego niezla zabawe. W ostatecznosci ratuje sie bajkami i komputerem, gdy chce np na spokojnie Mlodego uspic albo nakarmic.
      Wiesz, M. przychodzi tez dopiero o 17.30 i czesto tez potem jeszcze musi cos zalatwic w naszych sklepach w CH a jak nie to ja wychodze do biuro nadgonic zaleglosci w papierach, trudno mi znalezc chwile dla siebie. Dodatkowo Jas tylko piersiowy, wiec i tak nie moglabym zniknac na dluzej niz 2 godziny. Marzy mi sie SPA, ale poki co to ledwie znalazlam czas na henne...

      Pozdrawiam cieplutko. Trzymaj sie smile
    • edie70 Re: padam na twarz..... 22.02.09, 13:18
      Właśnie się zastanawiałam gdzie zniknęłaś ? stęskniłam się za Twoimi postami smile
      Bidulo .Podziwiam Ciebie i wszystkie mamusie z dwójką i więcej dzieciaczków
      ,NAPRAWDĘ.Albo jestem słabo zorganizowana albo słaba psychicznie ,ale ledwo z
      moją Małą wyrabiam ,a tylko ją mam na głowie.Ledwo wykaraskałam sie z baby
      bluesa , który ciągnął się z 2,5 m-ca to teraz ogarnęło mnie totalne zmęczenie i
      rozdraznienie -delikatnie ujmując !Jedyna rozrywka i ucieczka od codziennosci to
      spacer . Byle do wiosny,3maj się i oby Mały był zdrów i mógł chodzic do
      przedszkola smileJestem z Tobą !
      • kasiaki4 Re: padam na twarz..... 22.02.09, 15:57
        Droga Ewo,chyba wiem o czym piszesz choć teraz moja sytuacja jest
        inna w podobnej byłam 10lat temu kiedy urodziłam drugą córkę a
        starsza miała zaledwie 1.5roku-poprostu myślałam,że oszaleję i będą
        mnie odwiedzać w psychiatryku,mój M też bywał w domu tylko
        wieczorami,ja cały dzień z maluchami na dodatek 4 piętro bez windy-
        masakra,ale na pocieszenie napiszę Tobie,że to wszystko szybko
        przeleci i będziesz miała dwoje rozszalałych nastolatków tak jak ja
        teraz i znowu są problemy,ale już inne.Na szczęście mam jeszcze
        małego Wojtusia pozdrawiam i trzymam kciuki za Ciebie byle do
        wiosnysmile
        • kszymanowska Re: padam na twarz..... 22.02.09, 18:29
          Moja prawie 4-o latka w domu od 2 miesięcy, miała od X 3 razy zapalenie oskrzeli
          !!!!
          Oczywiście załapała mała (8X) i miałam niezlą jazdę domu.
          Jestem tak jak Ty WYKOŃCZONA, bo starsza w domu do końca lutego ma zostać w domu
          bo ma leki wziewne, bo w przedszkolu lekarstw nie podają.
          Jak piszesz o podzieleniu się na 2 żeby dogodzić każdej to jak bym o sobie
          czytała. M przynajmniej wieczorem starszą wykąpie i poczyta przed snem. A ja ?
          Jestem jedynaczką, która zawsze lubiła samemu sobie pomyśleć i pobyć sama ze
          sobą, teraz nie mam na to szans, chyba, że jak już ok 22 obie śpią, ale wtedy to
          i ja jestem śpiąca i za bardzo zmęczona chociażby na poczytanie książki.
          Acha, ale najbardziej mnie denerwuje że wszystko robię na raty w domu. Bo nic
          nie mogę zacząć i skończyć bo jedna albo druga coś ciąąąąąąągle chcą !
          Trzymają mnie przy życiu 2 rzeczy : że niedługo wiosna i że ten cza tak szybko
          leci !
          • frodolong Re: padam na twarz..... 22.02.09, 23:03
            dzięki wam dziewczyny za słowa otychy i rady smile dziś troszkę
            odetchłam bo mąż był w domu smile Wiem że nie ja jedna mam taki sajgon
            i to daje mi poczucie, że dam rady - no bo jak nie my to kto?? nie??
            Co do konkretnych rozwiązań (tu piszę głównie do e-rubi) bo ona o
            tym pisała - to też robię podobnie jak ty, Matinka włączam w prace
            domowe z resztą bardzo to lubi, uwielbia gotować (największa kara
            dla niego to nie odmowa oglądania bajki tylko zakaz gotowania ze
            mną smile, maluszek jest naprawdę stosunkowo spokojny więc właściwie w
            domu chusty nie używam, ale poza domem owszem jest to genialny
            wynalazek, na budowie też używam, uwielbiam ją i mały też. Ostatnio
            robiłam spore gabarytowo zakupy w ikei z nim w chuście smile
            M. jedzie teraz na tydzień zagranicę a od przyszłego tyg. Matinek
            idzie do przedszkola - już codziennie tak może do 14.
            Michaś też często ostatnio się budzi zwykle po prostu biorę go do
            łóżka i śpi z nami i tak jest oki.
            Właściwie w całej tej sytuacji najbardziej martwię się o Matinka -
            wydaje mi się jakiś taki zagubiony, wołający o naszą uwagę.... ale
            już trochę sobie to wszystko przemyślałam, i będzie dobrze smile))
            Dziś pobiliśmy z mężem mistrzostwo świata bo z dwójką dzieci
            zdołaliśmy w ikei zamówić i kupić kuchnię (przy czym część dużych
            paczek musieliśmy sami wziąć z magazynu samoobsługowego smile Matinek
            przez godzinkę bawił się w tym smalandzie i był zachwycony smile jutro
            ciągnę malucha do domku/na budowę (sama nie wiem czy to jeszcze
            budowa czy już dom) żeby czekać na transport mebli. Strasznie się z
            tego cieszę bo ta kuchnia bardzo przybliża nas do przeprowadzki.
            całuję was moje udręczone mamuśki!

Nie masz jeszcze konta? Zarejestruj się


Nakarm Pajacyka