Dodaj do ulubionych

Wakacje 14- sto latki

15.07.11, 11:46
Na ile pozwalacie swoim dzieciom w tym wieku a konkretnie moja córka ma czas do godziny 20 i ciągle słysze, że to jej najgorsze wakacje bo jak była młodsza to mogła dłużej być na dworze. Dodam , że jest to spowodowane tym, iż są z nią problemy wychowawcze ( papierosy , alkohol ) Właściwie to cały dzień jest poza domem dlatego taki ograniczony czas.
Obserwuj wątek
    • naana26 Re: Wakacje 14- sto latki 15.07.11, 12:34
      A dlaczego dziecko cały dzień jest poza domem?

      Ja mam w parku taką ekipkę dzieciaków które często widuje. Zaczynają pić wina o 10, o 14 są zgony i wymioty, o 19 - trzeźwi udają sie ku domom, a rodzicom sie pewnie wydaje że spić to sie trzeba pod osłoną ciemnej nocy, a jak dziecina wraca o 20 to cały dzień trzeźwa była smile

      Ja bym proponowała wyjście o 18 ale do 21.30 na przykład, bo co ona właściwie calusieńki dzień porabia, z kim, co, gdzie?
      • katharsisss Re: Wakacje 14- sto latki 15.07.11, 13:07
        U mnie to samo, dzieciaki piją od 10.00. O 20.00 już nikogo nie ma. Telefony na policję/ straż miejską nic nie dają, bo na podwórko są cztery wejścia, policja wchodzi jednym, dzieciarnia ucieka drugimsmile
      • sasan-ka21 Re: Wakacje 14- sto latki 15.07.11, 13:33
        Poprostu córka nie usiedzi w domu ciągle gdzieś wychodzi z koleżanką moje argumenty do niej nie przemawiają jak prosze żeby została w domu np. do 15 a po obiedzie wyszła . Lamentuje co ona ma w domu robić i oczywiście na obiad przychodzi aale zaraz potem znowu wychodzi i wraca przed 20 wściekła, że tak szybko a jej koleżanki do 21-szej mogą ja jej wtedy tłumacze, że jakby w dzień przebywała więcej w domu to mogłaby być dłużej wieczorem ale to nic nie daje.
        • tijgertje Re: Wakacje 14- sto latki 15.07.11, 19:13
          Moze faktycznie nudzi sie w domu? Co ma do roboty? 14-latke mozna zagonic do roznych zajec. okien nie macie ? lubia sie czest brudzicwink W tym wieku moze pomoc przy obiedzie (nawet samodzielnie go przygotowac! moj brat gotowal zupy w wieku 7 lat, babcia mu tylko gaz zapalala, reszte robil sam), mozesz zagonic do jakiegos sprzatania, prasowania itp. Nie musi to byc bardzo duzo i nie wiadomo co, ale kilka ray w tygodniu godzine czy 2 mozesz wymagac. Im szybciej (i dokladnie) zrobi to, co ma zroic, to mozesz jej troche isc na reke, ale dokladnie ustal granice.
        • jakw Re: Wakacje 14- sto latki 16.07.11, 17:16
          sasan-ka21 napisała:

          > ja jej wtedy tłumacze, że jakby w dzień przebywała w
          > ięcej w domu to mogłaby być dłużej wieczorem ale to nic nie daje.
          A dlaczego takie tłumaczenie miałoby coś dawać? Przecież ten argument jest bez sensu...
        • amandaas Re: Wakacje 14- sto latki 17.07.11, 14:29
          Ty mi wytłumacz po jaką cholerę 14latka ma siedziec w tym domu do 15.00? Po długiej zimie i 10 miesiącach zapieprzania do szkoły dziewczyna ma nareszcie upały i wolne a Ty chcesz zeby w domu siedziała? Skwar się z nieba leje a Ty chcesz ja dopiero po obiadku wypuścić, z jakiej racji Ty mi powiedz? Co Ty jej ciekawego i atrakcyjnego proponujesz zeby ona chciała zostać w tym domu? Bo narazie widzę areszt domowy bez zadnego powodu. Jeśli chodzi Ci o czas spędzony z dzieckiem to wyjedź z nią na 2-3 dni pełne atrakcji albo przynajmniej na 1dniową wycieczkę np do parku linowego. A jak martwisz się co robi z rówieśnikami to może podsuń ciekawe pomysły zamiast zamykać ją w domu? Wyślij ją z koleżankami na basen, albo na pobliską plażę żeby się upiększały opalenizną, zakup porządne scrabble albo inne grzybobranie i wręcz dziewczynom, może podsuń ciekawe, smieszne filmy, zróbcie kanapki popcorn i zaproście towarzystwo- jak je poznasz może będziesz się mniej bała.
          Pomysł namawiania 14latki żeby w wakacje przy 30stopniowym upale siedziała w domu nie mieści mi się w głowie.
          • sasan-ka21 Re: Wakacje 14- sto latki 18.07.11, 21:54
            Nie chodzi mi o to żeby siedziała w domu do 15 codziennie , wiadomo , że jak ładna pogoda to sama wyganiam nad wode ale jak jest deszcz to też poza domem potrafi być cały dzień. A skrable są dla niej nudne i tyle w ogóle wszystko jest nudne , na wakacje ją wziełam do turcji ale tam jakoś też nudno jej było mimo , że dwie kuzynki miała.
    • scher Re: Wakacje 14- sto latki 15.07.11, 14:00
      sasan-ka21 napisała:

      > jest to spowodowane tym, iż są z nią problemy wychowawcze (papierosy , alkohol)

      Tyle wolności, ile mądrości. Ja bym jej jeszcze bardziej śrubę w takim przypadku przykręcił, oczywiście uzasadniając wszystko bardzo dokładnie.
      Inna sprawa, że ograniczenia wolności i kary to nie powinny być wasze jedyne działania. Muszą temu towarzyszyć rozmowy, uświadamianie konsekwencji, okazywanie miłości dziecku... Twardym trza być - ale z szacunkiem dla młodej damy. Mamy wtedy prawo wymagać, żeby rzeczywiście zachowywała się jak dama.
      • joa66 Re: Wakacje 14- sto latki 15.07.11, 15:42
        Problemem chyba nie jest to czy to będzie godzina 20.00, 21.00 czy 19.30...

        Problemem jest to co ona robi w czasie nieobecności w domu, czy ty o tym wiesz i czy ty to akceptujesz. I na tym się koncentruj.

        Zresztą nawet gdyby zaakceptowała tę 20.00 , ale bez zmian w swoim zachowaniu, co by to dało? Co za różnica czy będzie piła do 20.00 czy do 21.00?
        • sasan-ka21 Re: Wakacje 14- sto latki 15.07.11, 21:59
          Dokładnie chodzi o to , że tak do końca nie wiem co robi i oczywiście daje jej jakieś domowe roboty typu odkurzanie, obieranie ziemniaków itd. problem jest tego typu, że w żaden sposób nie mogę ją namówić na spędzanie chociażby trochę czasu z nami nawet przy graniu w karty nie potrafi się skupić i po trzech rundach idzie do siebie i siedzi na kompie do nocy, myśle, że już nigdy nie będzie inaczej.
          • scher Re: Wakacje 14- sto latki 16.07.11, 08:23
            sasan-ka21 napisała:

            > po trzech rundach idzie do siebie i siedzi na kompie do nocy

            Aha, fajnie, pozwalaj jej tak dalej.
            • jakw Re: Wakacje 14- sto latki 16.07.11, 17:10
              scher napisał:

              > sasan-ka21 napisała:
              >
              > > po trzech rundach idzie do siebie i siedzi na kompie do nocy
              >
              > Aha, fajnie, pozwalaj jej tak dalej.
              Pewnie, należy ją przywiązać do nogi od stołu i zmusić do grania w karty. Może jednak lepiej znaleźć jakiś inną ogólnorodzinną rozrywkę? Może panna sama zaproponowałaby co zechciałaby robić razem z rodzinką?
          • kepp Re: Wakacje 14- sto latki 16.07.11, 13:58
            Może granie z Wami w karty nie jest dla niej atrakcyjne...?
            Ja z rodzicami chciałam tylko grać w Scrabble. Inne gry były zarezerwowane dla znajomych, bo z rodzicami mnie po prostu nudziły.

            Niech sama zaproponuje co by chciała z Wami robić. Może poza domem- jeśli pracujecie i w tygodniu nie macie czasu, to przeznaczcie sobotę na to co ona wymyśli. Niech zaplanuje wszystko od początku do końca, zarezerwuje bilety itp (14latki już zazwyczaj są w stanie takie rzeczy robić). Nawet jeśli miałoby to oznaczać, że spędzicie czas nie do końca tak jakbyście to sami zaplanowali.
            • sasan-ka21 Re: Wakacje 14- sto latki 18.07.11, 21:59
              Niestety jak ja pytam co chciałaby robić np. w wekend to nic nigdy jeszcze nie wymyśliła , rozmowy kończą się zawsze tak samo ona chce poprostu dłużej przebywać na dworze a na pytanie co robi zawsze odpowiada , że chodzi z koleżanką - jak dla mnie to mało wyczerpująca odpowiedż. Dziękuje za wszystkie odpowiedzi jakoś trzeba ten trudny okres przetrwać.
              • scher Re: Wakacje 14- sto latki 18.07.11, 22:38
                sasan-ka21 napisała:

                > na pytanie co robi zawsze odpowiada , że chodzi z koleżanką - jak dla mnie to mało
                > wyczerpująca odpowiedż.

                To trzeba poprosić dziecko, żeby dokładnie opowiedziało, gdzie chodzi, z kim i co robi.
                Chyba dziecko w tym wieku jest w stanie dokładnie się matce wyspowiadać od czasu do czasu, a jak nie jest w stanie, to znaczy, że kręci.
              • berdebul Re: Wakacje 14- sto latki 18.07.11, 23:09
                sasan-ka21 napisała:

                > Niestety jak ja pytam co chciałaby robić np. w wekend to nic nigdy jeszcze nie
                > wymyśliła , rozmowy kończą się zawsze tak samo ona chce poprostu dłużej przebyw
                > ać na dworze
                Bo może nie chce tego robić z Wami? Taki wiek, że znajomi są ważni i chce się z nimi przebywać dłużej na dworze.
                >a na pytanie co robi zawsze odpowiada , że chodzi z koleżanką - ja
                > k dla mnie to mało wyczerpująca odpowiedż.
                Bo może faktycznie chodzą i rozmawiają? Jakiej odpowiedzi oczekujesz, bo jeżeli dokładnego "wyspowiadania" się o czym rozmawiały, dlaczego, co mówiła koleżanka i co o tym córka myśli to nie przejdzie.

                A siedzi długo na komputerze bo w ten sposób kontaktuje się ze znajomymi, z którymi nie może wyjść bo ma siedzieć w domu w imię jakiś tajemniczych wyższych idei. 20 to bardzo wcześnie, zwłaszcza w w wakacje i zwłaszcza jak ma się 14 lat.
                • joa66 Re: Wakacje 14- sto latki 18.07.11, 23:55
                  Ale nie mozna zapomnieć, że ta nastolatka pije i pali. Trudno się dziwic rodzicom, że reagują, chociaz ich sposób wydaje mi sie bez sensu.

                  Ani gra w scrabble, ani przymykanie oczu na wielogodzinne spacery i "rozmawianie" z kolezankami to chyba nie jest wyjście.

                  Sama nie potrafię niczego zaproponować, bo nie znam ani dziewczyny ani rodziny. Nie wiem czy pije z nudów, z ciekawości, czy dlatego, że ma ze soba jakieś problemy. Nie wiem w jakim towarzystwie się obraca i jezeli "złym" to dlaczego. Nie wiem czy rodzice w ogóle znaja jej kolegów i koleżanki. Nie wiem czy bywaja u niej w somu. Nie wiem czy alkohol i papierosy to był incydent czy to problem, który się powtarza. Nie wiem czy miała jakieś ograniczenia w domu zanim pojawił sie problem, czy dopiero teraz rodzice próbują odzyskać jakąś kontrole nad sytuacją.

                  Od odpowiedzi na te pytania chyba nalezy zacząć.
                  • berdebul Re: Wakacje 14- sto latki 19.07.11, 01:08
                    joa66 napisała:

                    > Ale nie mozna zapomnieć, że ta nastolatka pije i pali. Trudno się dziwic rodzic
                    > om, że reagują, chociaz ich sposób wydaje mi sie bez sensu.
                    Większość nastolatków próbuje jak to jest zapalić, czy wypić piwo. Darcie szat za przypalenie papierosa, czy spróbowanie piwa kontaktu nie poprawi.
                    > Ani gra w scrabble, ani przymykanie oczu na wielogodzinne spacery i "rozmawiani
                    > e" z kolezankami to chyba nie jest wyjście.
                    Wielogodzinnymi spacerami zaczynała się przyjaźń, która trwa już ponad 9 lat i rozmawiałyśmy o wszystkim wtedy, niekoniecznie dzieląc się tym później z rodzicami.
                    Może jednak nie dzieje się nic tak złego, jak wydaje się rodzicom?
                    Upić się i palić można w domu, nie trzeba wychodzić. Zamykanie na siłę jeszcze niczego nie zmieniło, po za dalszym psuciem relacji.
                    • joa66 Re: Wakacje 14- sto latki 19.07.11, 06:39
                      Darcie szat za przypalenie papierosa, czy spróbowanie piwa kontaktu nie poprawi.


                      A to na pewno tylko o to chodzi? Ja inaczej zrozumiałam problem z alkoholem i papierosami. Nie mówiąc o tym, że ja nie proponuję "darcia szat" (nic nie proponuję wink z powodów, o których pisałam), nie proponuje ich też autorka. Autorka proponuje "kosmetyczną" poprawkę bez znaczenia i bez sensu.

                      Wielogodzinnymi spacerami zaczynała się przyjaźń, która trwa już ponad 9 lat i
                      > rozmawiałyśmy o wszystkim wtedy, niekoniecznie dzieląc się tym później z rodzic
                      > ami
                      .


                      I moja też się tak zaczynała a trwa juz 30 lat. Tylko, że ja rozmawiałam ( w podobnym wieku) bez alkoholu i papierosów.

          • mama303 Re: Wakacje 14- sto latki 16.07.11, 16:02
            sasan-ka21 napisała:

            > po trzech rundach
            > idzie do siebie i siedzi na kompie do nocy, myśle, że już nigdy nie będzie ina
            > czej.

            To nie pozwól na siedzenie do nocy na kompie bo co z tego że wróciła o 20.00, nadal jest "poza domem".
          • a.nancy Re: Wakacje 14- sto latki 16.07.11, 23:47
            > jakieś domowe roboty typu odkurzanie, obieranie ziemniaków itd

            to raczej nie jest atrakcyjna forma spędzania czasu w wakacje dla 14-latki

            > nawet przy graniu w karty nie potrafi się skupić

            może nie lubi grać w karty?

            > myśle, że już nigdy nie będzie inaczej.

            może i nie będzie, jeśli nie jesteście dla niej atrakcyjnym towarzystwem.
            zresztą rodzice rzadko są atrakcyjnym towarzystwem dla nastolatki. zresztą dla dorosłej osoby też często nie. sama wolę spędzać czas ze znajomymi niż z mamusią smile
    • jakw Re: Wakacje 14- sto latki 16.07.11, 17:08
      Twoim problemem to nie jest to, że 14-latka chciałaby siedzieć na dworze do 20:30 czy 21:00 tylko to, że nie wiesz, co córka na tym dworze robi. I jeśli na tym dworze pali i zaprawia się piwem czy jakimś jabolem to równie dobrze może to robić o godzinie 11:45 jak i o 20:45.
      Btw oprócz wątpliwych atrakcji domowych typu granie w karty czy obieranie ziemniaków jest jakiś powód (oprócz kompa, na który i tak się krzywisz) dla którego dziewczę miałoby ochotę posiedzieć w domu?
      • maksimum Re: Wakacje 14- sto latki 17.07.11, 06:35
        A czy u was w domu sie pali i pije,bo skad ona przyklad bierze?
        • sasan-ka21 Re: Wakacje 14- sto latki 18.07.11, 22:03
          No raczej przykład bierze z towarzystwa w jakim sie obraca bo u nas sie nie pije a papierosy pali jedna osoba i to raczej wiele rodziców pali to nie znaczy , że dziecko też powinno w tym wieku . nikt w naszej rodzinie złego przykładu raczej jej nie daje .
          • berdebul Re: Wakacje 14- sto latki 19.07.11, 01:10
            sasan-ka21 napisała:
            >a papierosy pali jedna osoba i to raczej wiele rodziców pali to nie znaczy ,
            > że dziecko też powinno w tym wieku .
            Tylko że dorosły, z papierosem w ręku jest mało wiarygodny mówiąc że palenie jest złe. Może układ - obydwoje rzucamy palenie, tylko wtedy trzeba wytrwać w postanowieniu. wink
            • verdana Re: Wakacje 14- sto latki 19.07.11, 08:31
              Macie problem z 14-latką, ktora pije i pali (za wczesnie, o ile nie załamywałabym rąk przy 16-latce i sporadycznym piwie, to przy 14-latce tak). I dopuszczacie do tego, by dwa miesiące bya całkowicie poza kontrolą. Sa wakacje. Dziewczyna musiałaby być święta, aby spedzić je w domu na obieraniu ziemniaków.
              Dziewczyna nudzi sie z Wami - przy czym jedyną winę widzicie w niej. Bywa, ze nastolatka nudzi się z rodzicami, bo woli towarzystwo kolegow i to normalne, nie ma co się dziwić. Ale bywa i tak, ze 14-latka nudzi się, bo rodzice sa nudni - propponują zajecia , ktore dziewczyny nie bawia, nie rozmawiają, tylko wygłaszają mowy i przesłuchują. Jak dziecko umiera z nudów nawet w Turcji, to może nalezaloby coś zmienić w sobie.
              Poza tym, w takiej sytuacji dwa miesiące bez kontroli to prosta droga do demoralizacji. Jest to akurat ten wypadkek, gdzie warto nawet się zapozyczyć i wyłać dziecko na jak najdłuższy zorganizowany, zdyscyplinowany obóz, a nie liczyc, że grzecznie spedzi lato w domu.
              • mama303 Re: Wakacje 14- sto latki 19.07.11, 19:55
                verdana napisała:

                > Jak dziecko umiera z nudów nawet w Turcji, to może nal
                > ezaloby coś zmienić w sobie.

                Bez przesady z tym zmienianiem siebie. Nie mozna życia całego zmieniac pod niezadowolona wiecznie i spragniona mocnych wrażeń nastolatkę. W tym wieku dzieci w towarzystwie rodziców przeważnie sa znudzone. Nie należy sobie az tak bardzo brac tego do serca i wysilac się jakby tu nie zabawic szanownej księzniczki bo pomimo usilnych starań obawiam sie że tez może sie nie udać.
                Natomiast co do kontroli to sie zgadzam. Dziewczyna albo jest poza domem i niewile o tym opowiada a jak jest w domu to też zamknieta w swoim pokoju.
                Może trzeba wykorzystać czas wspólnego posiłku wieczornego, razem przygotować albo nawet niech ona sama cos upitrasi dla rodziny. Mniej więcej stała godzina.... U nas w domu rodzinnym ten rytuał sie sprawdzał i chociaz czasem sie buntowałyśmy sie z siostrą to mama pilnowała żeby zebrać rodzinę o stałej porze przy kolacji.Będzie niezadowolona, trudno, wazne żeby utrzymywac jakiś kontakt codzinny z dzieciakiem. Nawet na siłę jak inaczej nie można.
                • verdana Re: Wakacje 14- sto latki 19.07.11, 20:25
                  Warto zmieniać nastawienie, aby mieć dobre kontakty z nastolatką. To jedna z najważniejszych rzeczy w zyciu, naprawdę.
                  Wioecznie niezadowolona nastolatka nie zawsze ma fochy, czasem ma powody. Nie zawsze niechęć do bycia z rodzicami, to postawa księżniczki - czasem to postawa jak najbardziej racjonalna, niestety.
                  • mama303 Re: Wakacje 14- sto latki 19.07.11, 20:40
                    verdana napisała:

                    > Wioecznie niezadowolona nastolatka nie zawsze ma fochy, czasem ma powody. Nie z
                    > awsze niechęć do bycia z rodzicami, to postawa księżniczki - czasem to postawa
                    > jak najbardziej racjonalna, niestety.

                    Może czasem tak ale w wiekszosci przypadków jednak nie. Warto przeczekać, robić swoje, byc sobą. To trudny wiek.
                    Akurat niedawno miałam doczynienia z 13 latkiem na wakacjach. Wszystko nieciekawe, nudne, prozaiczne......ogólnie beznadzieja wink Naprawdę podziwiałam matkę za jej stoicki spokój.
                    • verdana Re: Wakacje 14- sto latki 19.07.11, 20:54
                      Niestety, obserwuję jednak, ze rodzice okropnie odnosza się do nastolatków. Ja bym przyjęła proporcje pół na pół.
                      Mam też wrazenie, ze to, co atrakcyjne dla matki naprawde nie musi być atrakcyjne dla 13-latka. Przede wszystkim obserwuję, jak mało rodziców rozmawia zwyczajnie z nastolatkami. Kiedy podsłuchuję rozmowy, a robie to namietnie, mam czasem wrażenie że czytam moralizatorskie pogadanki dla dziatwy, a nie rozmowę z drugim człowiekiem.
                      • mama303 Re: Wakacje 14- sto latki 19.07.11, 21:19
                        verdana napisała:

                        > Mam też wrazenie, ze to, co atrakcyjne dla matki naprawde nie musi być atrakcyj
                        > ne dla 13-latka.

                        No i co z tego? Czy życie to sa ciągłe atrakcje? Czasami jest sie skazanym na swoje towarzystwo. Czy to upowaznia do ciagłego narzekania i "umilania" innym czasu?

                        >Przede wszystkim obserwuję, jak mało rodziców rozmawia zwyczajnie z nastolatkami.

                        Bo to bywają trudne rozmowy z takim delikwentem dla którego matka /jak sama piszesz powyżej/jest kiepska atrakcją.

                        • verdana Re: Wakacje 14- sto latki 19.07.11, 21:29
                          Nie - ale odpoczynek albo jest atrakcyjny, albo nie jest odpoczynkiem. Nie porównujmy calego zycia do wakacji. wakacje, ktore są nudne, nie mają zadnego sensu, ani nie dają zadnych korzyści. Na pewno nie upowaznia to do narzekania, jesli dziecko po prostu trochę się nudzi. natomiast, jesli musi podporządkowac caly wyjazd temu, co jest atrakcyjne tylko dla rodziców, to cóż - nieszczególnie się dziwię.
                          Matka nie musi być kiepską atrakcją, moze byc całkiem dobrą, o ile ma o czym z nastolatkiem pogadać, ma wspólne tematy, zainteresowania, a nie próbuje tylko wychowywać dziecka.
                          Ostatecznie to ona jest dorosła.
                          • mama303 Re: Wakacje 14- sto latki 19.07.11, 21:52
                            verdana napisała:

                            > Na pewno nie upowaznia to do narzekania, jesli
                            > dziecko po prostu trochę się nudzi. natomiast, jesli musi podporządkowac caly
                            > wyjazd temu, co jest atrakcyjne tylko dla rodziców, to cóż - nieszczególnie się
                            > dziwię.

                            Ależ sobie dośpiewujesz. Owszem ten chłopiec o którym piszę troche sie nudził ale nie był do niczego zmuszany, raczej zachęcany. A te "nieatrakcyjne" dla niego wakacje były krótkie i potem czekał go super ciekawy obóz z kolegami, za który nuuuudna matka zapłaciła całkiem pokaźną kwotę. Matka to przemiła ciepła osoba której moim zdaniem należał się choćby uśmiech raz dziennie wink





                            • verdana Re: Wakacje 14- sto latki 19.07.11, 22:10
                              Nudne dla dziecka mogą być wakacje z matką, gdziekolwiek by były. Przykre, ale prawdziwe. Bycie ciepłą kobietą, z ogromną cierpliwoscią nie wyklucza tego,z ę nie jest się atrakcyjnym towarzystwem dla dziecka. Czasem dlatyego własnie,że jest się "cieplym" w wieku, gdy dziecko juz nie potrzebuje ciepła i wyrozumiałości, tylko uznania za mniej-więcej równorzednego uczestnika wakacji.
                              Znam mnostwo przemilych, ciepłych osób, ktore są nie do zniesienia dla dzieci i wredne suki, które sa doskonałym towarzystwem nastolatka.
                              Dlaczego we konflikcie matka-nastolatek dorośli automatycznie uwazają, ze wina lezy po stronie dziecka, a nie dorosłej osoby? To jest rzecz, która zawsze mnie dziwi. jak dzieciak nie dogaduje się z rodzicem to winny jest on, a nie dorosła, doświadczona osoba, ktorta powinna pamiętac, jak to jest byc nastolatkiem.
                              Jesli nie znasz rodziny bardzo dobrze, to trudno ocenić, dlaczego dziecko z matką się nudzi. I dlaczego matka wychowała dziecko, dla ktorego nic nie jest atrakcyjne...
                              • mama303 Re: Wakacje 14- sto latki 19.07.11, 22:51
                                verdana napisała:

                                > Nudne dla dziecka mogą być wakacje z matką, gdziekolwiek by były. Przykre, ale
                                > prawdziwe.

                                To właśnie nie jest przykre, to jest norma nawet. Ja temu wcale nie przeczę smile twierdze natomiast że nawet pomimo to że dzieciak może i troche się nudzi to jakies minimum przyzwoitości powinien zachować i ten tydzień wytrzymać. Przeciez nikt mu tam krzywdy nie robił, nikt go nie męczył. Wiedział co go tam czeka. Dlaczego koniecznie chciał byc taki upierdliwy?

                                >Bycie ciepłą kobietą, z ogromną cierpliwoscią nie wyklucza tego,z ę
                                > nie jest się atrakcyjnym towarzystwem dla dziecka.

                                Co Ty z tą atrakcją? Ty jesteś taka straszną atrakcją dla swoich dzieci? zawsze i wszędzie?


                                > Dlaczego we konflikcie matka-nastolatek dorośli automatycznie uwazają, ze wina
                                > lezy po stronie dziecka, a nie dorosłej osoby?

                                Dlaczego Ty natomiast twierdzisz usilnie że napewno wszystkiemu winny jest rodzic bo nie dośc atrakcyjny? Cały czas jakoś sie układało a tu nagle dziecko staje się nastolatkiem i jego rodzic zmienia sie diametralnie? Wydaje mi sie że to raczej dziecko sie zmienia, wchodzi w trudny czas i czesto trudno z nim wytrzymać nawet najlepszemu rodzicowi. Ja uważam że to trzeba przeczekać.

                                >To jest rzecz, która zawsze mnie
                                > dziwi. jak dzieciak nie dogaduje się z rodzicem to winny jest on

                                Tu nie chodzi nawet o winę.

                                > I dlaczego matka wychowała dziecko, dla ktorego nic nie jest atrakcyjne...

                                Znam rodzinę, nawet gadałam z chłopakiem. sam sie przyznał, że robi to trochę z przekory, troche wbrew sobie. Taki jest, hormony mu mózg zalewają - jego słowa.
                                • verdana Re: Wakacje 14- sto latki 19.07.11, 23:09
                                  Nie wiem czy norma - ja lubiłam, mąż lubił, moje dzieci też lubią. Obawiam się nieskromnie, że jestem jakąś atrakcją dla swoich dzieci, albo po prostu lubimy to samo. cały rok nie ma czasu po prostu porozmawiać o niczym, poplotkować, podyskutować o wszystkim - wakacje to jedna z niewielu okazji, kiedy spokojnie, bez obowiązków na głowie można porozmawiać.
                                  Oczywiscie,z ę nie jestem atrakcją zawsze iw szędzie, oznaczałoby to jakąś klęske wychowawczą. Ale na wakacjach tak.
                                  Tak, gdy dziecko jest nastolatkiem rodzic własnie czesto NIE zmienia się diametralnie. Ciągle wydaje mu się, ze ma pod opieką dziecko, a nie niemal dorosłego. I w tym problem. Bo, żeby utrzymać dobry kontakt z dorastającym dzieckiem trzeba przestać być ciepłą mamusią dla synka - a to bywa nie do przeskoczenia dla wielu osób. problem też w tym,z ę wielu rodziców mlodszych dzieci nastawia się od razu źle do okresu nastolatkowego - ze dziecko bedzie pyskować, nudzic - i ze trzeba przeczekać. I potem interpretuje dorastanie i jego przejawy jako bunt, a nie szukanie niezaleznosci. Obserwowałam rodziców nastolatków przed obozem - przekazywali pielęgniarkom wszystkie informacje o swoich pociechach, jakby miały po pięć lat, a nie piętnaście.
                                  Z samoswiadomym dzieckiem da się pogadać. Ale obawiam się,z ę dla wielu dzieci usprawiedliwienie rodziców "to hormony, trudno", stalo sie doskonałym pretekstem do tego, by byc nieuprzejmym.
                                  • mama303 Re: Wakacje 14- sto latki 20.07.11, 20:02
                                    Ciesze się że jednak przyznajesz, że to nastolatek potrafi byc wyjatkowo nieuprzejmy i niegrzeczny a nie że zawsze rodzice tacy okropni dla biednego nastolatka. Tylko pewnie zaraz i tak napiszesz że to także wina rodziców bo nie do końca atrakcyjni dla młodzieńca i powinni sie bardziej postarać wink.
                                    pamiętam wątek matki, która usilnie starała sie być atrakcją dla córki nastoletniej i zapisała się na jazdy konne. Raczej spotkała się z krytyką na forum.
                                    • verdana Re: Wakacje 14- sto latki 20.07.11, 20:39
                                      Nastolatek - nie kazdy zresztą - potrafi być nieuprzejmy. Rodzice - tez nie wszyscy, ale sporo - potrafia byc wobec dziecka chamscy. I jednego i drugiego bym nie usprawiedliwiała.
                                      Tak, rodzice powinni sie bardzo, bardzo starać, aby być atrakcyjni dla swoich dzieci. powiedziałabym, ze jeśli się o to nie staraja, to ich wysiłki wychowawcze są skazane na niepowodzenie - kto chciałby sluchać rodzica, ktory nie jest byc osobą interesującą, z ktorą warto pogadać?
                                      Gdybym miała dać podstawę, na ktorej opiera się fundament wychowania, to powiedziałabym własnie - bądżi interesujący dla własnego dziecka.
                                      Tyle, ze bycie atrakcyjnm nie polega ani na byciu kuplem, ani na rywalizacji z własnym dzieckiem. Stąd zapisywanie się na te same zajęcia to nieporozumienie.
                                      • mama303 Re: Wakacje 14- sto latki 20.07.11, 21:02
                                        verdana napisała:

                                        > Tak, rodzice powinni sie bardzo, bardzo starać, aby być atrakcyjni dla swoich d
                                        > zieci.
                                        Nie zgodze się absolutnie. Nigdy bym nikomu nie doradzała żeby na siłe starał się być dla innej osoby atrakcyjny, nawet dla dziecka. To jest tak: albo jesteś atrakcyjny dla kogoś, albo nie. Na siłe sie nie da byc atrakcyjnym. Każdy wyczuje fałsz i grę, dziecko też. Matka która na siłę stara sie byc atrakcyjna dla dziecka jest żałosna. Bądź sobą, nawet jak nie stanowisz szczególnej atrakcji. Rodzice sa rodzicami a nie atrakcją!

                                        > Tyle, ze bycie atrakcyjnm nie polega ani na byciu kuplem, ani na rywalizacji z
                                        > własnym dzieckiem. Stąd zapisywanie się na te same zajęcia to nieporozumienie.

                                        Zapisywanie sie na wspólne zajecia nie jest nieporozumieniem jeśli matka zrobi to bo chce, bo lubi a nie po to żeby byc na siłę atrakcyjna dla córki.

                                        • verdana Re: Wakacje 14- sto latki 20.07.11, 21:19
                                          Tak, najlepiej jak rodzice są nieciekawi i nudni... tacy mają autorytet i potrafią przekazywać swój system wartości - dziecko na pewno przejmie chętnie rady od nudnych, nieinteresujących i nieatrakcyjnych ludzi. Aby stać się takie samo. Nudna, nieciekawa matka, która się nie stara, aby widzieć w niej cos atrakcyjnego, na pewno wiele nauczy dziecko - kazdy chce z kogoś takiego brać przykład i wierzy, ze chce być podobny do niej, jak dorosnie.
                                          Atrakcyjny nie oznacza rodzica robiacego cyrkowe pokazy, szpanującego kasą, czy ubranego zawsze w ciuchy z najwyższej półki. Atrakcyjny to taki, który jest interesujący i godny podziwu dla własnego dziecka. taki, z ktorym warto pogadać, czy wierzy się w to,z e doradzi w miarę dobrze.
                                          Zapisywanie sie na wspólne zajęcia musi być uzgodnione z drugą osobą - niezaleznie czy matka zapisuje się tam , gdziecórka, czy odwrotnie.
                                          -
                                          Mops i kot

                                          img443.imageshack.us/my.php?image=znudzonyfh5.jpg
                                          • mama303 Re: Wakacje 14- sto latki 20.07.11, 21:38
                                            verdana napisała:

                                            > Tak, najlepiej jak rodzice są nieciekawi i nudni... tacy mają autorytet i potra
                                            > fią przekazywać swój system wartości

                                            Nie no nie da sie ukryc że najlepiej jak rodzie są: interesujący, bogaci, piękni, maja rozległą wiedzę na każdy temat, mnóstwo pomysłów na minutę, sa nie za starzy i nie za młodzi, maja dobrą kondycję, końskie zdrowie itd, itp. żeby tylko dziecie się kompleksów nie nabawiło jak im nigdy nie dorówna.

                                            - dziecko na pewno przejmie chętnie rady od nudnych, nieinteresujących i nieatrakcyjnych ludzi. Aby stać się takie samo.

                                            Nie tylko rodzice daja rady dziecku w życiu, dziecko musi korzystać z róznych źródeł.

                                            matka zbyt atrakcyjna i przesadnie interesująca bywa zmorą dzieciństwa.


                                            • verdana Re: Wakacje 14- sto latki 20.07.11, 21:55
                                              Mam wrazenie, nieodparte, ze bycie interesujacym, nie zalezy od zdrowia, urody, a juz na pewno nie od pieniędzy. Być moze dla Ciebie tylko tacy sa interesujacy, dla dzieci własny rodzic moze byc równie interesujący, jesli ma mu coś do powiedzenia oprócz morałów i wymowek.
                                              Matka atrakcyjna to nie diva filmowa, tylko kobieta, z którą da się pogadać.
                                              • mama303 Re: Wakacje 14- sto latki 20.07.11, 22:37
                                                verdana napisała:

                                                > Matka atrakcyjna to nie diva filmowa, tylko kobieta, z którą da się pogadać.

                                                No wiesz to akurat wzgledne jest co dla kogo bedzie atrakcyjne w drugim człowieku.
                                              • scher Re: Wakacje 14- sto latki 21.07.11, 09:19
                                                verdana napisała:

                                                > Mam wrazenie, nieodparte, ze bycie interesujacym, nie zalezy od zdrowia, urody,
                                                > a juz na pewno nie od pieniędzy.

                                                Ale nie odmawiasz ludziom nieinteresującym, ludziom przeciętnym, szarym myszkom prawa do posiadania i wychowywania dzieci? Nie kwestionujesz, że rodzica nieinteresującego też trzeba kochać i szanować?

                                                Czy jednak odmawiasz i kwestionujesz? wink
                                                • verdana Re: Wakacje 14- sto latki 21.07.11, 10:11
                                                  Kochać nie może być trzeba - albo się kocha, albo się nie kocha, nakazać tego nie sposób. Szanować rodxica trzeba, jeśli zasługuje, co akurat z byciem interesującym ma zero wspólnego - można być interesującym sq.. i nieinteresującym przyzwoitym człowiekiem.
                                                  Natomiast przekazywanie własnego, nieinteresującego systemu wartości nastolatkom jest powaznym problemem. Człowiek nudny, nie mający nic kompletnie do przekazania będzie miał kłopoty wychowawcze.
                                                  • scher Re: Wakacje 14- sto latki 21.07.11, 10:33
                                                    A co jeśli rodzice są nieinteresującymi przyzwoitymi ludźmi? Ma prawo nastolatek im utruwać życie, domagając się natrętnie, aby byli jednak interesujący? wink
                                                  • verdana Re: Wakacje 14- sto latki 21.07.11, 10:37
                                                    Nie. Ale ma prawo nie chcieć z nimi spędzać czasu na wakacjach. A rodzice, jako dorosli, powinni zastanowić się, co jest ich celem - wychowanie dziecka, czy święty spokój i marazm.
                                                  • scher Re: Wakacje 14- sto latki 21.07.11, 10:48
                                                    verdana napisała:

                                                    > Nie. Ale ma prawo nie chcieć z nimi spędzać czasu na wakacjach.

                                                    No dobrze, w tej kwestii muszę uznać się za przekonanego smile
                                                  • mama303 Re: Wakacje 14- sto latki 21.07.11, 20:04
                                                    verdana napisała:

                                                    > Nie. Ale ma prawo nie chcieć z nimi spędzać czasu na wakacjach.
                                                    A dlaczego tylko na wakacjach? Może odrazu niech się wyprowadzi od nieinteresujacych rodziców. Ma prawo nie chcieć z nimi mieszkać tongue_out
                                                  • verdana Re: Wakacje 14- sto latki 21.07.11, 20:08
                                                    W ten sposób nie da się dyskutować.
                                                    Wakacje to ma być czas dla przyjemnosci. Dla wypoczynku. Dziecko moze kochać rodziców i nudzić się z nimi. Dlaczego zatem ma obowiązkowo z nimi spędzać wakacje?
                                                    I niestety, bywa tak, ze od nudnych i upierdliwych rodziców dzieci wyprowadzają się jak najpredzej, starając się nie podtrzymywać kontaktów. To nie jest chyba dokladnie to, do czego powinni rodzice dążyć, bo im się nie chce nic zmienić.
                                                  • mama303 Re: Wakacje 14- sto latki 21.07.11, 19:55
                                                    Zrozum jedna rzecz: że nie ma uniwersalnego pojęcia INTERESUJĄCY CZŁOWIEK. Możesz byc dla jednego interesująca a dla innego nieinteresująca. Mało tego możesz byc dla jednego swojego dziecka interesujaca a dla drugiego nieinteresujaca. Nie ma jednej recepty na to jak być interesujacą osobą.


                                                  • verdana Re: Wakacje 14- sto latki 21.07.11, 20:05
                                                    Nie, nie ma. Ale gdy się wie, co własne dziecko lubi, czym jest zainteresowane, czym się pasjonuje - mozna starać sie byc dla niego interesującym.
                                                    Dla własnego męża czy zony też nie warto się starać?
                                                  • mama303 Re: Wakacje 14- sto latki 21.07.11, 20:20
                                                    verdana napisała:

                                                    > Dla własnego męża czy zony też nie warto się starać?

                                                    Starać sie zawsze warto ale nie za cene rezygnacji z siebie /własnych upodobań i włąsnych wartosci/.Raczej warto poszukiwac kompromisu.
                                                    Poza tym ludzie w pary dobieraja się własnie pod kątem tego że sa dla siebie interesujacy. Rodzice z dziećmi tak sie dobrać nie mogą, bywa i to czesto że sa zupełnie różni.

                                                  • verdana Re: Wakacje 14- sto latki 21.07.11, 20:31
                                                    Jak się nie chce rezygnować z własnych upodobań, to nie nalezy w ogóle decydować się na dziecko. Wiadomo, ze dziecko to odrebna istota i nie ma siły - często trzeba z czegos zrezygnować, coż zmienić we własnym zyciu - właśnie dla dziecka.
                                                    Dlaczego też, przyjmujac Twoją optykę - dziecko miałoby w jakikolwiek sposób rezygnować z siebie o swoich wartości i upodobań? Nie chce - to nie musi, ma prawo się nie zgadzać i marudzić w imię tychże upodobań.
                                                    O kompromisie piszę tu cały czas. Tyle, ze kompromis to kompromis, a nie wyjazd tam , gdzie lubią rodzice, a kompromis polega na tym, ze dziecko ma nie marudzić.
                                                  • mama303 Re: Wakacje 14- sto latki 21.07.11, 21:00
                                                    verdana napisała:

                                                    > Jak się nie chce rezygnować z własnych upodobań, to nie nalezy w ogóle decydowa
                                                    > ć się na dziecko.

                                                    Nie odwracaj kota ogonem: zapytałaś mnie o staraniu sie dla małżonka smile


                                                    > O kompromisie piszę tu cały czas. Tyle, ze kompromis to kompromis, a nie wyjazd
                                                    > tam , gdzie lubią rodzice.

                                                    Nie, kompromis może także dotyczyc miejsca: najpierw pojedziemy tam gdzie chce jechac reszta rodziny /jest też czesto inne dziecko w rodzinie/ a potem kochane dziecko spędzisz czas tak jak Ty chcesz.
                                            • lila1974 mama303 20.07.11, 22:49
                                              Przeczytałam z dużym zainteresowaniem Rozmowę pomiędzy Tobą a Verdaną i muszę (inaczej się uduszę smile ) napisać, że odnoszę wrażenie, że kompletnie nie rozumiesz, o czym Verdana do Ciebie pisze.

                                              Swego czasu chodziłam na zajęcia dla rodziców, na które zapisałam się, by zmienić swój sposób rozmawiania z córkami (jak się potem okazało, dzięki nim lepiej dogaduję się również z dorosłymi). Na tych zajęciach była również mama pewnej nastolatki, z którą miała ogromne problemy wychowawcze. Córka jej nie szanowała (główny zarzut matki), wagarowała, "olała" sport w którym osiągała dotychczas świetne wyniki, kłamała jak najęta, włóczyła się z jakimiś "typami" obu płci ... ta mama szukałą na tych zajęciach recepty jak naprawić to dziewcze. Co mnie uderzało z zajęć na zajęcia bardziej, to fakt, że ta mama zupełnie nie dostrzegała w tej sytuacji swoich błędów. Mówiła o miłości, trosce ... ale co z tego, skoro całą sobą negowała córkę. Nie rozmawiała z nią w duchu wzajemnego zrozumienia, tylko truła kazania. Działała wyłącznie nakazami i zakazami. Kiedy tak opowiadała o ich wspólnym życiu i uskarżała się, że "metody", jakimi próbuje się "naprawić" jej córkę są nieskuteczne, to miało się ochotę podejść do niej, złapać ją za ramiona i wstrząsnąć z całych sił oraz wrzasnąć "kobieto, obudź się i najpierw nauczyć się szanować swoje dziecko i to siebie i swoje życie najpierw napraw".

                                              Problemy z tą nastolatką były na tyle poważne, że panie prowadzące te zajęcia, jako pracownice poradni pedagoigicznej, postanowiły zadziałać również z urzędu. Poznały więc dziewczynę. Okazało się, że to fajna nastolatka, tylko totalnie zagubiona w swojej rodzinie, któej potrzeba było nie nakazów i zakazów a zwyczajnego zrozumienia, pogadania jak z czlowiekiem a tego w osobie swojej mamy nie miała (o ojcu nie wspominam, bo to osobna para kaloszy). Rodzice byli dla niej niewiarygodni, właśnie nieatrakcyjni i bez życia.

                                              I niestety takich rodziców jest cala masa. Rodziców, którzy są dla swoich dzieciaków zbiorem znaków zakazu i nakazu ... kaznodziejami, zamiast być ludźmi z pasją do życia, wyrozumiałością dla dziecięcych uchybień i zwykłą życzliwością.
                                              • mama303 Re: mama303 21.07.11, 20:52
                                                lila1974 napisała:

                                                > I niestety takich rodziców jest cala masa. Rodziców, którzy są dla swoich dziec
                                                > iaków zbiorem znaków zakazu i nakazu ... kaznodziejami, zamiast być ludźmi z pa
                                                > sją do życia, wyrozumiałością dla dziecięcych uchybień i zwykłą życzliwością.


                                                Jest tez cała masa wspaniałych rodziców, którzy robia co tylko mogą, daja z siebie wszystko od narodzin dziecka. I napotykaja na duże trudności kiedy dziecko wchodzi w ten trudny wiek wczesnego nastolatka.
                                                • jakw Re: mama303 25.07.11, 11:20
                                                  mama303 napisała:

                                                  > Jest tez cała masa wspaniałych rodziców, którzy robia co tylko mogą, daja z sie
                                                  > bie wszystko od narodzin dziecka. I napotykaja na duże trudności kiedy dziecko
                                                  > wchodzi w ten trudny wiek wczesnego nastolatka.
                                                  Bo imho to nie trzeba dawać wszystkiego, co wpadnie rodzicowi do głowy, tylko to co akurat trzeba. A to, "co akurat trzeba" to da się ustalić tylko za pomocą dialogu, a nie monologu typu: "to ja ustalam zasady".
                                                  • mama303 Re: mama303 25.07.11, 18:51
                                                    jakw napisała:

                                                    > Bo imho to nie trzeba dawać wszystkiego, co wpadnie rodzicowi do głowy, tylko t
                                                    > o co akurat trzeba.

                                                    Właśnie o to mi chodziło: ROBIĄ WSZYSTKO CO AKURAT TRZEBA a pomimo to napotykaja na mur.
                                                    Dopuszczasz taka mozliwość że to nie musi być wina rodziców?
                                    • jakw Re: Wakacje 14- sto latki 20.07.11, 22:34
                                      mama303 napisała:

                                      > Ciesze się że jednak przyznajesz, że to nastolatek potrafi byc wyjatkowo nieupr
                                      > zejmy i niegrzeczny
                                      Dorosły też potrafi...
                              • scher Jasne, wszystko wina rodziców 20.07.11, 11:40
                                verdana napisała:

                                > Nudne dla dziecka mogą być wakacje z matką, gdziekolwiek by były.

                                Dziecko, jak każdy człowiek, powinno mieć nawyk szukania jasnych stron życia i zalet każdej sytuacji, w jakiej się znajdzie. Podczas wakacji z matką dziecko powinno się odwoływać do takich wartości jak miłość, przywiązanie, lojalność, wyrozumiałość, cierpliwość, długomyślność, altruizm, optymizm, posłuszeństwo, radość życia, empatia, życzliwość, wdzięczność, dobro - można by wymieniać dalej.

                                > Dlaczego we konflikcie matka-nastolatek dorośli automatycznie uwazają, ze wina
                                > lezy po stronie dziecka, a nie dorosłej osoby?

                                A czemu w ogóle używasz słowa "wina"?

                                > I dlaczego matka wychowała dziecko, dla którego nic nie jest atrakcyjne...

                                Ty pytasz, czemu ludzie szukają winy w dziecku... Tendencja dzisiaj, na co wskazuje cytat, jest dokładnie odwrotna. Uważa się, że za każde zachowanie dziecka, za każdą jego krzywą gębę i każdy przejaw życiowego malkontenctwa odpowiadają rodzice, którzy widać nie potrafili go wychować. Zdejmuje się z dziecka jakąkolwiek odpowiedzialność za swoje własne szczęście, za swoje wybory moralne, za kontrolowanie swoich emocji wreszcie.

                                Jest to obrzydliwa tendencja, powód, dla którego rosną nam pokolenia zapatrzonych w siebie "asertywnych" młodych egocentryków.
                                • amandaas Re: Jasne, wszystko wina rodziców 20.07.11, 13:48
                                  > Dziecko, jak każdy człowiek, powinno mieć nawyk szukania jasnych stron życia i
                                  > zalet każdej sytuacji, w jakiej się znajdzie. Podczas wakacji z matką dziecko p
                                  > owinno się odwoływać do takich wartości jak miłość, przywiązanie, lojalność, wy
                                  > rozumiałość, cierpliwość, długomyślność, altruizm, optymizm, posłuszeństwo, rad
                                  > ość życia, empatia, życzliwość, wdzięczność, dobro - można by wymieniać dalej.

                                  O Boże, Scher, skąd Ty się urwałaś? Mówimy o zbuntowanej 14latce, a nie o prezesie katolickiej organizacji charytatywnej!

                                  Poza tym, nie pierwszy raz już, zgadzam się z Verdaną. Wakacje są po to aby było dla dziecka PEŁNE ATRAKCJI. I ich organizacją powinien się zająć dobry rodzic. Jeśli rodzic organizuje wakacje atrakcyjne dla siebie a nie dla dziecka (bo też ma prawdo do swoich przyjemności) to niech dziecka nie zabiera ze sobą na wieczne znudzenie tylko zorganizuje w tym czasie coś innego, ciekawego. A jeśli już ciągnie 14latka na tydzień poszukiwania chronionych roślinek w górach to niech się nie dziwi że dziecko szlag trafia drugiego dnia i jest opryskliwe. Gdybym ja w świętym okresie 2 wolnych miesięcy w roku musiała robić coś czego nienawidzę to nie byłoby we mnie ani krztyny tych cudownych emocji które wymieniła scher.

                                  Co do wakacji w Turcji córki autorki wątku. Jeśli dziewczyna nienawidzi się np opalać, a Ty chciałaś leżeć plackiem na słonku cały tydzien to co się dziwisz że jej nudno było? Ona jest w takim wieku że nie puscisz jej samej na zwiedzanie miasta czy nawet spacer w obcym kraju. Może dziewczyna z tych co wolą pojeździć po wybrzeżu, zaliczyć modny w Turcji rafting, a mamusia koniecznie chciała się opalać. Wtedy nawet w Turcji może być smiertelnie nudno.
                                  Nie mówie że rodzić ma się poświęcić bez reszty, ale 3 dni opalania, 4 dni zwiedzanie/aquapark/rafting/wycieczka uważam za sprawiedliwe.
                                  • scher Re: Jasne, wszystko wina rodziców 20.07.11, 15:32
                                    amandaas napisała:

                                    > > Dziecko, jak każdy człowiek, powinno mieć nawyk szukania jasnych stron życia i
                                    > > zalet każdej sytuacji, w jakiej się znajdzie. Podczas wakacji z matką dziecko p owinno się
                                    > > odwoływać do takich wartości jak miłość, przywiązanie, lojalność, wy rozumiałość, cierpliwość,
                                    > > długomyślność, altruizm, optymizm, posłuszeństwo, radość życia, empatia, życzliwość,
                                    > > wdzięczność, dobro - można by wymieniać dalej.
                                    > O Boże, Scher, skąd Ty się urwałaś? Mówimy o zbuntowanej 14latce

                                    Demonizujesz ten wiek. Skoro są na świecie normalne czternastolatki, wyznające ww. wartości i żyjące bez wiecznie krzywej gęby, to chyba mam prawo wymagać, aby moje dziecko też takie było?
                                    • verdana Re: Jasne, wszystko wina rodziców 20.07.11, 16:48
                                      Nie. Możesz najwyżej mieć ochotę, aby Twoje dziecko takie było. Wymagać uczuć, ktorych dziecko nie żywi, po prostu nie można. Chyba, ze zalezy Ci wyłacznie na tym, aby dziecko zadnych uczuć rodzicom nie pokazywało, było wobec nich zawsze idealne i uśmiechnięte, a co czuje i myśli zachowalo tylko dla siebie. Czyli - możesz wymagać od dziecka, aby zachowywało sie idealnie, nie mozesz wymagać, aby czulo to, co udaje.
                                      Niebezpieczna postawa. Po paru latach moze się okazać, ze demonstrujący wredotę 13-latek ma znacznie lepszy kontakt z rodzicami i znacznie lepszy charakter niż 13-latek, ktory z milym usmiechem zgadza się na wszystko i czeka tylko, kiedy wreszcie bedzie wolny.
                                      • scher Re: Jasne, wszystko wina rodziców 21.07.11, 09:15
                                        verdana napisała:

                                        > Nie. Możesz najwyżej mieć ochotę, aby Twoje dziecko takie było. Wymagać uczuć,
                                        > ktorych dziecko nie żywi, po prostu nie można.

                                        Ale wymagać zachowań typowych dla dobrego człowieka jak najbardziej należy.
                                        • verdana Re: Jasne, wszystko wina rodziców 21.07.11, 10:12
                                          Tak, zachowań, ale już nie wyrazania opinii i poglądów. Spora część "marudzenia" może należeć do tej drugiej kategorii.
                                          • scher Re: Jasne, wszystko wina rodziców 21.07.11, 10:30
                                            verdana napisała:

                                            > Tak, zachowań, ale już nie wyrażania opinii i poglądów.

                                            Dlaczego? Jeżeli niewłaściwe zachowanie mojego dziecka polega na marudzeniu, malkontenctwie i demonstracyjnym okazywaniu swojego znudzenia, przywołuję dziecko do porządku.

                                            Kto powiedział, że moje dziecko ma mieć absolutną swobodę w wyrażaniu swoich opinii i poglądów? Jeszcze nie zwariowałem, żeby ideologiczne zidiocenie o lewicowych korzeniach wpuszczać do własnej rodziny.
                                            • verdana Re: Jasne, wszystko wina rodziców 21.07.11, 10:36
                                              Nie, najpierw zastanawiam się, dlaczego marudzi i czy przypadkiem nie ma racji. Przy czym dobrze wychowany nastolatek, nie "dobrze" bo dobrze wychowany, tylko "dobrze", bo rozsadnie ma zazwyczaj uczucia i nie szaleje za psuciem rodzinie wakacji. Marudzący nieustannie nastolatek (a nie sporadycznie, gdy jest rzeczywiście niezadowolony) to efekt jakiegoś horrendalnego błędu wychowawczego. Ktoś chyba zapomniał przez pierwszych trzynaście lat życia nauczyć go, ze nie jest najwazniejszy i ze inni też mają prawa.
                                              A tego się już IMO nie odrobi. A na pewno nie zakazem marudzenia.
                                              Dziecko, które nie wyraza swoich poglądów, których rodzic ma oczywiście prawo nie uwzględniać, to dziecko, o którym rodzice nie wiedzą nic. Takie z serii "pacz pani, taki dobry dzieciak był, grzeczny, zawsze się kłaniał, a staruszkę zarąbał siekierą".
                                              • scher Re: Jasne, wszystko wina rodziców 21.07.11, 10:46
                                                verdana napisała:

                                                > Marudzący nieustannie nastolatek (a nie sporadycznie, gdy jest rzeczywiście niezadowolony)
                                                > to efekt jakiegoś horrendalnego błędu wychowawczego. Ktoś chyba zapomniał przez
                                                > pierwszych trzynaście lat życia nauczyć go, ze nie jest najwazniejszy

                                                Pewnie racja w tym jest. Jednak znam przypadki dzieci o tak silnej woli, że trzeba z nimi prowadzić niemalże nieustanną socjalizacyjną "wojnę" wink
                                                Do trzynastego roku życia trzeba je często przywoływać do porządku, a potem to kontynuować. Mogą w dzieciństwie rodzice robić, co należy, a efektów w wieku nastoletnim jeszcze nie widać.

                                                > A tego się już IMO nie odrobi. A na pewno nie zakazem marudzenia.

                                                Nie zawsze. Nastolatki to jeszcze dzieci i często zadziwiająco dobrze reagują na jasno i zdecydowanie wyrażony zakaz. Problem w tym, że wielu rodziców tych zakazów jasno nie komunikuje, bo ulegli ideologii, zgodnie z którą zakazami się dziecka nie wychowa wink

                                                > Dziecko, które nie wyraża swoich poglądów, których rodzic ma oczywiście prawo nie
                                                > uwzględniać, to dziecko, o którym rodzice nie wiedzą nic. Takie z serii "pacz pani, taki dobry
                                                > dzieciak był, grzeczny, zawsze się kłaniał, a staruszkę zarąbał siekierą".

                                                Jestem skłonny się zgodzić. Z zastrzeżeniem, że moje dzieci mogą swoje poglądy wyrażać nie zawsze jednak i nie w każdy sposób.
                                                • verdana Re: Jasne, wszystko wina rodziców 21.07.11, 11:34
                                                  Dzieci o silnej woli raczej nie marudza beznadziejnie, tylko się awanturują, a to może być lepszesmile
                                                  Przywoływanie do porzadku nastolatka jest zadaniem raczej beznadziejnym - natomiast nie beznadziejne bywają rzeczowe argumenty, albo odwołanie się do jego przyzwoitosci. O ile 13-latek nie został wychowany jako "pępek świata". Na nastolatka często nie działa kara, nie działa marudzenie, nie działa moralizowanie, ale zdanie "wiesz, przykro mi, cieszylam się na te wakacje, a teraz nie bawie się dobrze" moze podziałać znakomicie.
                                                  Pewne efekty w wieku nastoletnim widać - nawet zbuntowany, niegrzeczny i wsciekły nastolatek, poza wypadkami demoralizacji, ma uczucia.
                                                  Oczywiście, ze dobrze wychowany nastolatek po stanowczym zakazie marudzenia moze więcej nie marudzić. Tylko moze także nie chcieć więcej nigdzie z rodzicami wyjść czy wyjechać. A rodzice nawet nie będą wiedzieli, co lubi, a czego nie znosi. Można zakazać marudzenia, gdy nastolatek marudzi w konkretnej sprawie, np. ze obiady są obrzydliwe, ale nie zakazywać marudzenia w ogóle, bo wtedy odbieramy sobie mozliwość dowiedzenia się czegoś o własnym dziecku.
                                                  A z tym, ze nie w kazdy sposób można wyrazać poglądy zgodzę się całkowicie. Za formę marudzenia mogę opieprzyć bez wyrzutów sumieniasmile Nie zawsze -też zgoda. Nie marudzi się u babci, ze zupa niesmaczna - ale można się potem rodzicom pożalić.
                                              • regli Re: Jasne, wszystko wina rodziców 21.07.11, 11:26
                                                scher napisał:
                                                Jeżeli niewłaściwe zachowanie mojego dziecka polega na marudzeniu, ma
                                                > lkontenctwie i demonstracyjnym okazywaniu swojego znudzenia, przywołuję dziecko
                                                > do porządku.
                                                Kompletnie się z Tobą nie zgadzam. Dziecko od niemowlęctwa marudzi, gdy jest mu źle i zadaniem rodziców jest tak wychowywać dziecko, by z czasem potrafiło sobie samo radzić w sytuacjach niewygodnych dla niego. I inaczej postępuje się z dzieckiem półrocznym, inaczej z 3-latkiem, 6-latkiem czy 10-latkiem. Natomiast jeżeli przez pierwsze 10 lat życia naszego dziecka zawsze rodzice organizowali mu czas, wymyślali zabawy i spełniali każde zachcianki, to trudno się dziwić, że 13-latek nadal wymaga, by to rodzice te atrakcje zapewniali. Do tego dochodzi fakt, że nikt dziecka przez te 13 lat nie nauczył, że marudzenie i malkontenctwo to nie jest dobry sposób na życie i czerpanie z niego korzyści. I zakaz marudzenia w wieku 13 lat żadnych cudów nie zdziała. I należy od dziecka wymagać zachowań kulturalnego, dobrze wychowanego człowieka, ale nie zaczynamy w wieku 13 lat, tylko od chwili narodzin. Wówczas za kilkanaście lat mamy w domu kulturalnego nastolatka.
                                                scher napisał:
                                                > Kto powiedział, że moje dziecko ma mieć absolutną swobodę w wyrażaniu swoich op
                                                > inii i poglądów? Jeszcze nie zwariowałem, żeby ideologiczne zidiocenie o lewico
                                                > wych korzeniach wpuszczać do własnej rodziny.
                                                >
                                                Dziecko ma mieć prawo do swobodnego wyrażania swoich opinii i poglądów w domu. Z bardzo wielu powodów. Słuchając poglądów innych - poznajemy ich, w tym również nasze dziecko. A poglądy naszego dziecka nie kształtujemy tylko my, ale również szkoła, koledzy, media. Jeżeli będzie z nami rozmawiało swobodnie, to mamy szansę na korygowanie tych poglądów, tłumaczenie, gdy są one sprzeczne z naszym systemem wartości. Tylko nie może taka rozmowa wyglądać w ten sposób, że dziecko wygłasza jakiś pogląd i jest za ten pogląd rąbane na funty, bo więcej żadnego poglądu na forum rodzinnym nie wygłosi. Jeżeli dziecko ma inne zdanie niż Ty, to jest to świetny czas na nauczenie go rozsądnej dyskusji, wyszukiwania argumentów i ich obrony, przyznawanie innym racji i przyznawania się, do tego, że jednak nie miało się racji. I niekoniecznie dziecko musi rezygnować ze swojego zdania, czasem rodzic powinien przyznać rację dziecku. Sztuka spokojnej, rzeczowej dyskusji, to trudna sztuka i warto uczyć jej dzieci od najmłodszych lat. I jeszcze jedno; jeżeli Twoje dziecko nie będzie mogło w pełni i swobodnie wyrażać siebie i swoich poglądów we własnym domu, to zaręczam Ci, że będzie z tego domu uciekać i będzie szukać środowiska, w którym nie będzie mu to zabronione.
                                  • verdana Re: Jasne, wszystko wina rodziców 20.07.11, 15:36
                                    Wakacje z nastolatkiem powinny byc atrakcyjne i dla rodziców i dla nastolatka. Jeśli nie da się tak zorganizować, by obie strony robily to co lubią, trzeba albo nie jezdzić razem, albo znaleźć kompromis. Tymczasem, wg. wielu osób nastolatek powinien być wdzięczny, ze w ogole ma wakacje, ze rodzice łaskawie płacą - tymczasem to tak, jakby wymagać, aby nastolatek byż wdzięczny, ze rodzice mu dają codziennie obiad. Jesli rodziców stać na wakacje dla siebie, to mają obowiązek załatwić wyjazd i dziecku.
                                    Wakacje z rodzicami nie mają być okazja, aby ich dziecko dziękowało im na każdym kroku i robil;o z uśmiechem to, co rodzice lubią najbardziej (i odwrotnie też...). Mają być przyjemnoscią i tyle.
                                    Większość nastolatków nie znosi wakacji stacjonarnych, bez cienia szaleństwa. Nie do końca bezpieczne wycieczki, jechanie na stopa autem rozwiożącym po wioskach butle z gazem, znalezienie się w miejscu, gdzie najbliższy autobus odchodzi niewiadomokiedy, zgubienie drogi i konieczność czterogodzinnego powrotu po własnych śladach ( i nauczenie się kilku zupełnie nowych wyrazeń, wyglaszanych głośno i dobitnie przez róznych członków rodziny) , oglądanie wyłącznie filmów nie dla mlodziezy, jedzenie najbardziej niezdrowych rzeczy, których w domu się nie podaje - i cżesto okazuje się,że rodzic, choćby i w wieku zgredowatym jest atrakcyjniejszy od obozu.
                                    • scher A to racja 20.07.11, 15:46
                                      Oprócz tych filmów nie dla młodzieży (bo niby dlaczego?) jak najbardziej jestem za zafundowaniem dziecku sporej dozy wakacyjnego szaleństwa smile
                                      • verdana Re: A to racja 20.07.11, 16:05
                                        Bo ciekawe? Bo ogladane z rodzicem są potem doskonałym materiałem do dyskusji?
                                  • mama303 Re: Jasne, wszystko wina rodziców 20.07.11, 20:34
                                    amandaas napisała:

                                    > Poza tym, nie pierwszy raz już, zgadzam się z Verdaną. Wakacje są po to aby był
                                    > o dla dziecka PEŁNE ATRAKCJI. I ich organizacją powinien się zająć dobry rodzic

                                    Trzeba te z wziąć pod uwagę że możliwosci w zapewnieniu pełnej gamy atrakcji dla spragnionego mocnych wrażeń nastolatka bywa czasem ograniczona. Choćby z powodów finansowych. I mysle też że nie trzeba się na siłe dostosowywać wszystkich członków rodziny do jednego nastolatka a raczej snaleźc kompromis ale do tego to musi byc chęć z obu stron a nie wiecznie skwaszona mina i niezadowolenie.

                                    >Może dziewczyna z tych co wolą pojeździ
                                    > ć po wybrzeżu, zaliczyć modny w Turcji rafting, a mamusia koniecznie chciała się opalać.

                                    A jak to nastolatka chce leżeć plackiem na plaży godzinami ze skwaszoną i znudzoną miną i nic więcej jej nie interesuje? wink
                                    • verdana Re: Jasne, wszystko wina rodziców 20.07.11, 20:43
                                      Naprawdę, atrakcji nie nalezy kojarzyć tylko z finansami...
                                      A dostosowanie do obu stron powinno być nie na wakacjach, ale przed - przy znalezieniu miejsca odpowiedzniego dla wszystkich.
                                      Jak nastolatka chce leżeć na plaży i rodzina jej na to pozwoli, to zapewne nie będzie miała skwaszonej miny. Natomiast, jesli rodzina co chwila będzie kazała jej sie ruszać, bo zdrowo, poczytać lekturę, bo zadana, nie spędzać wakacji jak leń, tylko podążać dziarsko za rodzicami - to pewnie, zę nie będzie szczęśliwa. Nie moze sobie ona polezeć, a reszta rodziny biegać godzinami wzdłuż morza?
                                      Albo odwrotnie?
                                      • mama303 Re: Jasne, wszystko wina rodziców 20.07.11, 21:10
                                        verdana napisała:

                                        > Naprawdę, atrakcji nie nalezy kojarzyć tylko z finansami...

                                        Tak? Zalezy co dla kogo jest atrakcją bo młodzież miewa kosztowne pomysły na ulubione atrakcje. Te mniej kosztowne przeważnie sa dla nich nuuuuudne.

                                        > A dostosowanie do obu stron powinno być nie na wakacjach, ale przed - przy znal
                                        > ezieniu miejsca odpowiedzniego dla wszystkich.

                                        Jak najbardziej tylko chęć musi byc z obu stron w ogóle do szukania wink

                                        > Jak nastolatka chce leżeć na plaży i rodzina jej na to pozwoli, to zapewne nie
                                        > będzie miała skwaszonej miny.

                                        Pewna jesteś?skwaszona mina na wakacjach z rodzicami jest trendi wink chłopiec o którym pisałam był wiecznie skwaszony

                                        > . Nie moze sobie ona polezeć, a reszta rodziny biegać godzinami wzdłuż morza?

                                        alez może sobie leżeć byleby nie miała pretensji że jej sie samej na tej plaży nudzi tongue_out


                                        • verdana Re: Jasne, wszystko wina rodziców 20.07.11, 21:23
                                          Wyjątkowo nie lubisz młodzieży. Tak, jakby brała się z powietrza, a nie była przez kilkanąście lat wychowywana przez rodziców. Jesli kocha pieniądze, bezczynność, jest chamska i arogancka - to trudno machnąć ręką i powiedzieć "ja, jako rodzic nie mam z tym nic wspólnego, przecież trudno oczekiwać, aby jakiekolwiek wychowanie działało. Cokoleiek zrobię, otrzymam w rezultacie wrednego, nieprzychylnego, pazrnego człowieka".
                                          Tymczaem - nei zawsze oczywiście, ale w bardzo wielu wypadkach - nastolatek jest w dużym stopniu produktem wychowania. Moze mieć odpały, bo wiek, bo hormony - ale nie będzie z dnia na dzień człowiekiem, na którego dotychczasowe wychowanie w ogóle nie miało wpływu.
                                          Nie uogólniaj jednego chłopca na wakacjach, nie zauważyłaś naprawdę zadnego uśmiechniętego nastolatka z rodziną?
                                          • mama303 Re: Jasne, wszystko wina rodziców 20.07.11, 21:50
                                            verdana napisała:

                                            > Wyjątkowo nie lubisz młodzieży. Tak, jakby brała się z powietrza, a nie była pr
                                            > zez kilkanąście lat wychowywana przez rodziców.

                                            Mylisz się, bardzo lubie młodzież i umiem znaleźć z młodymi ludźmi niezły kontakt. Mam także spory dystans do ich "trudnych" charakterków.

                                            >Jesli kocha pieniądze, bezczynn
                                            > ość, jest chamska i arogancka - to trudno machnąć ręką i powiedzieć "ja, jako r
                                            > odzic nie mam z tym nic wspólnego, przecież trudno oczekiwać, aby jakiekolwiek
                                            > wychowanie działało.

                                            wiem że często to jest modna maniera, którą młodzi ludzie epatują. W gruncie rzeczy czesto tacy nie są.

                                            >Cokoleiek zrobię, otrzymam w rezultacie wrednego, nieprzyc
                                            > hylnego, pazrnego człowieka".

                                            owszem i tak bywa, człowiek to nie biała karta, rodzi się z pewnymmi predyspozycjami. Na szczescie ten trudny i przykry czas mija i warto przeczekac bo z wiekszosci paskudnych nastolatków wyrastaja wartosciowi ludzie.

                                            > Tymczaem - nei zawsze oczywiście, ale w bardzo wielu wypadkach - nastolatek jes
                                            > t w dużym stopniu produktem wychowania.

                                            Człowiek jest produktem wychowania tylko w połowie. Człowiek, nie nastolatek. Nascie lat to taki trudny okres w życiu, i dla otoczenia i dla samego nastolatka.


                                            > Nie uogólniaj jednego chłopca na wakacjach, nie zauważyłaś naprawdę zadnego uśm
                                            > iechniętego nastolatka z rodziną?

                                            To widok rzadki smile
                                            • verdana Re: Jasne, wszystko wina rodziców 20.07.11, 22:00
                                              Otóż to - nie są.
                                              Jesli masz dobry kontakt z młodzieżą, to dlaczego jesteś przekonana, ze to grupa, która jest zawsze niegrzeczna, odęta, nic im się nigdy nie podoba i trudną z nią znaleźć jakiekolwiek porozumienie? Że nastolatek z definicji jest wredny i nieprzyjemny, trzeba to tylko przeczekać? znam bardzo wiel bardzo sympatycznych nastolatków. Znam też trochę nastolatków, którzy musza się zbuntować, aby zdobyć choć odrobinę wolnosci. Zmam też trochę niesympatycznych, w proporcji tylko nieco wyższej od reszty społeczeństwa.
                                              Nie wiem, gdzie się obracasz, ale ja widuję bardzo dużo usmiechniętych nastolatkow na wakacjach. czasem przestają się uśmiechać - zazwyczaj po szóstej, nieprzyjemnej, acz bardzo wychowawczej uwadze rodziców.
                                              • mama303 Re: Jasne, wszystko wina rodziców 20.07.11, 22:29
                                                verdana napisała:


                                                > Jesli masz dobry kontakt z młodzieżą, to dlaczego jesteś przekonana, ze to grup
                                                > a, która jest zawsze niegrzeczna, odęta, nic im się nigdy nie podoba i trudną
                                                > z nią znaleźć jakiekolwiek porozumienie?

                                                Owszem z moich obserwacji to wynika że trudno z nimi znaleźć porozumienie ale nie obcej pani tylko bliskim . Pomimo to nie przestawałabym na poszukiwaniu choćby odrobiny porozumienia newet troche na siłę. Stąd np. uważam, że trud wspólnego wyjazdu z nastolatkiem nawet strasznie znudzonym i nieprzyjemnym nalezy podjąć a nie wysyłać ochoczo na obóz, jak Ty zalecałas.

                                                >Że nastolatek z definicji jest wredny
                                                > i nieprzyjemny, trzeba to tylko przeczekać?

                                                warto przeczekac zamiast wchodzic w otwarty konflikt i nie uważam wcale że jest wredny tylko miewa sam ze soba problemy, które manifestuja sie często w sposób trudny dla bliskich.

                                                >znam bardzo wiel bardzo sympatyczny
                                                > ch nastolatków.

                                                Ja tez znam całkiem duża grupkę ale wielu z nich skrzetnie ukrywa tę swoja sympatycznośc.

                                                > Nie wiem, gdzie się obracasz, ale ja widuję bardzo dużo usmiechniętych nastolat
                                                > kow na wakacjach.

                                                Z rodzicami rzadko, z rówieśnikami częsciej.

                                • jakw Pewnie, że wina rodziców... 20.07.11, 18:15
                                  scher napisał:

                                  >
                                  > Dziecko, jak każdy człowiek, powinno mieć nawyk szukania jasnych stron życia i
                                  > zalet każdej sytuacji, w jakiej się znajdzie. Podczas wakacji z matką dziecko p
                                  > owinno się odwoływać do takich wartości jak miłość, przywiązanie, lojalność, wy
                                  > rozumiałość, cierpliwość, długomyślność, altruizm, optymizm, posłuszeństwo, rad
                                  > ość życia, empatia, życzliwość, wdzięczność, dobro - można by wymieniać dalej
                                  Ale takich nawyków to powinni chyba rodzice uczyć? Więc jak małolat nie szuka jasnych stron życia to to i tak wina rodziców wink)
                                  • scher Re: Pewnie, że wina rodziców... 21.07.11, 09:24
                                    jakw napisała:

                                    > > Dziecko, jak każdy człowiek, powinno mieć nawyk szukania jasnych stron życia i
                                    > > zalet każdej sytuacji, w jakiej się znajdzie. Podczas wakacji z matką dziecko powinno się
                                    > > odwoływać do takich wartości jak miłość, przywiązanie, lojalność, wyrozumiałość, cierpliwość,
                                    > > długomyślność, altruizm, optymizm, posłuszeństwo, radość życia, empatia, życzliwość,
                                    > > wdzięczność, dobro - można by wymieniać dalej
                                    > Ale takich nawyków to powinni chyba rodzice uczyć?

                                    Uczyć to również wymagać. I opieprzyć za krzywą gębę, kiedy trzeba. I do roboty posłać, żeby poznało, co to życie i ile kosztują niektóre pożądane przez nastolatka atrakcje.
                                    • verdana Re: Pewnie, że wina rodziców... 21.07.11, 10:14
                                      Co Wy z tymi pieniędzmi?
                                      Nastolatek, który pójdzie do roboty tylko dlatego, ze celem jego zycia jest nabycie jakiegoś gadżetu - to zdecydowanie nie jest mój ideał wychowawczy.
                                      Nauka też zycie.
                                    • amandaas Re: Pewnie, że wina rodziców... 21.07.11, 12:58
                                      Czyli wg Ciebie dziecko nie ma prawa być niezadowolone i broń Boże nie ma prawa tego niezadowolenia okazać?! Wtedy natychmiast trzeba je opieprzyć za to że śmiało mieć krzywą gębę. Dziecko ma święty obowiązek być zachwycone wszystkim co mu jaśnie rodzic zaproponuje. A jak mu się nie podoba to niech idzie doły kopać żeby zobaczył że może być gorzej i docenił jaśnie rodzica. Śmierdzi to reżimem na kilometr. Biedne te Twoje dzieci Scher.
                                      • scher Re: Pewnie, że wina rodziców... 21.07.11, 13:03
                                        amandaas napisała:

                                        > Czyli wg Ciebie dziecko nie ma prawa być niezadowolone i broń Boże nie ma prawa
                                        > tego niezadowolenia okazać?! Wtedy natychmiast trzeba je opieprzyć za to że śmiało mieć
                                        > krzywą gębę. Dziecko ma święty obowiązek być zachwycone wszystkim co mu jaśnie rodzic
                                        > zaproponuje. A jak mu się nie podoba to niech idzie doły kopać żeby zobaczył że może być
                                        > gorzej i docenił jaśnie rodzica.

                                        Ależ ty koncertowo potrafisz...
                                    • jakw Re: Pewnie, że wina rodziców... 25.07.11, 11:26
                                      scher napisał:
                                      >
                                      > Uczyć to również wymagać. I opieprzyć za krzywą gębę, kiedy trzeba.
                                      Co niewątpliwie wpłynie na poszukiwanie przez małolata jasnych stron życia...

                                      > I do roboty posłać, żeby poznało, co to życie i ile kosztują niektóre pożądane przez nasto
                                      > latka atrakcje.
                                      Gwoli ścisłości to 14-latkom raczej trudno znaleźć legalne zatrudnienie, na dokładkę obowiązek szkolny istnieje do 18-tki...
                                • mama303 Re: Jasne, wszystko wina rodziców 20.07.11, 20:14
                                  scher napisał:


                                  > Dziecko, jak każdy człowiek, powinno mieć nawyk szukania jasnych stron życia i
                                  > zalet każdej sytuacji, w jakiej się znajdzie.

                                  powinno, powinno tylko praktyka pokazuje, że nastoletnie dziecko ma skłonnośc do wyszukiwania ciemnych stron i do stawania okoniem choćby dla zasad, narzekania, "umilania rodzinie życia" a rodzice uważają że ma prawo bo np. strasznie się nudzi, nie ma odpowiednich atrakcji zapewnionych i doszukuja sie winy w sobie.




                                  • verdana Re: Jasne, wszystko wina rodziców 20.07.11, 20:34
                                    I, być może, słusznie. Rodzice, którzy kompletnie nie wiedzą, co na wakacjach zainteresuje ich dziecko widocznie nie znają go najlepiej, a to juz jest problemem. Rodzice, ktorzy wiedzą,z e dziecko nie lubi takich wakacji jak oni - a biorą dziecko ze soba, sami się proszą o kłopoty. Mogli je wysłać w czasie swego urlopu na obóz o obie strony mialby przyjemność.
                                    Jak rodzice nudza się na wakacjach z dzieckiem - to z powodu dziecka. jak dziecko nudzi się na wakacjach z rodzicami - to takze winne jest dziecko.
                                    • mama303 Re: Jasne, wszystko wina rodziców 20.07.11, 21:26
                                      verdana napisała:

                                      > I, być może, słusznie. Rodzice, którzy kompletnie nie wiedzą, co na wakacjach z
                                      > ainteresuje ich dziecko widocznie nie znają go najlepiej, a to juz jest problem
                                      > em.

                                      Albo go bardzo dobrze znają i wiedzą że wszedł w taki wiek że nic go nie interesuje a nawet jak go cos zainteresuje to się nie przyzna do tego.

                                      >Rodzice, ktorzy wiedzą,z e dziecko nie lubi takich wakacji jak oni - a bior
                                      > ą dziecko ze soba, sami się proszą o kłopoty. Mogli je wysłać w czasie swego ur
                                      > lopu na obóz o obie strony mialby przyjemność.

                                      ale może rodzice wiedza że te fochy to taka głupia maniera. Dorośli są.

                                      > Jak rodzice nudza się na wakacjach z dzieckiem - to z powodu dziecka. jak dziec
                                      > ko nudzi się na wakacjach z rodzicami - to takze winne jest dziecko.

                                      Nie ma winy, jest trudny wiek, który nie upoważnia do zrywania kontaktów rodzinnych.
                                      • verdana Re: Jasne, wszystko wina rodziców 20.07.11, 21:53
                                        Przepraszam Cię bardzo, ale czy ty wychowywałas już jakiegoś nastolatka? To nie są wściekli kosmici, to te same dzieci, ktore byly naszymi syneczkami i córeczkami przez ostatnie 12 lat. Wcale tak bardzo nie zmienione.
                                        Wiesz, o czym marzyła większość moich uczniów 15-18 letnich, w anonimowej ankiecie, którą zrobilam raz w szkole? Aby rodzice mieli dla nich więcej czasu, aby z nimi rozmawiali, chodzili na spacery i oglądali filmy. Nie, aby spadali na drzewo i dali święty spokój.
                                        Masz takie wyobrazenie o nastolatkach, jak niektóre - a zdecydowanie nie wszystkie- nastolatki o dorosłych. Nie warto z nimi rozmawiać, szukać porozumienia, bo i tak to OBCY, z ktorymi nie da się żyć.
                                        • mama303 Re: Jasne, wszystko wina rodziców 20.07.11, 22:34
                                          verdana napisała:

                                          > Przepraszam Cię bardzo, ale czy ty wychowywałas już jakiegoś nastolatka?

                                          Można tak powiedzieć, chociaż moje własne dziecko jeszcze w ten wiek nie weszło.

                                          >to te same dzieci, ktore byly naszymi syneczkami i córecz
                                          > kami przez ostatnie 12 lat. Wcale tak bardzo nie zmienione.

                                          Oj tylko ignorat chyba nie widzi zmian.

                                          > Wiesz, o czym marzyła większość moich uczniów 15-18 letnich, w anonimowej ankie
                                          > cie, którą zrobilam raz w szkole? Aby rodzice mieli dla nich więcej czasu, aby
                                          > z nimi rozmawiali, chodzili na spacery i oglądali filmy.

                                          No popatrz a tymczasem jak znajda juz ten czas to tez źle bo nuda i mało dla nich atrakcji tongue_out
                                          >
                                          • verdana Re: Jasne, wszystko wina rodziców 20.07.11, 23:07
                                            Zmiany zachodzą w człowieku zawsze. Ale tylo ignorant nie widzi,z ę ma stale do czynienia z tym samym człowiekiem.
                                            Cóż, pewnie,z e nie znajdzie się kontaktu z nastolatkiem, jak się przyjmuje, ze kazde juch niezadowolenie to tylko foch, ze na pewno nie mają na myśli tego, co pisdzą - dorosly przeciez lepiej wie, jaki jest nastolatek i co zrobi, nie ma o czym z nastolatkami rozmawiać, bo nie ma co się wspłuchiwac w to co mówia - to tylko taka poza i maniera, a jak są z czegoś niezadowolone to bez przyczyny - a juz na pewno nie z przyczynny doroslych. No i oczywiscie zaden nastolatek nie interesuje się niczym, nie ma dla niego żadnych atrakcji, wszystko olewa.
                                            Ciekawe, gdzie Ty widzisz te nastolatki, bo ja raczej widzę cięzko zapracowanych ludzi, którzy zyją w nieustannym stresie i ktorych jak widać część dorosłych nie ma nawet ochoty zrozumieć.
                                            • mama303 Re: Jasne, wszystko wina rodziców 21.07.11, 20:37
                                              verdana napisała:

                                              > Zmiany zachodzą w człowieku zawsze. Ale tylo ignorant nie widzi,z ę ma stale do
                                              > czynienia z tym samym człowiekiem.

                                              Tym samym tym samym ale rozwój dzieci zachodzi czesto dosc burzliwie szczególnie w pewnym wieku. Już wczesne dzieciństwo przynosi rozmaite okresu wzmożonych buntów i zmian małego człowieka.


                                              > Cóż, pewnie,z e nie znajdzie się kontaktu z nastolatkiem, jak się przyjmuje, ze
                                              > kazde juch niezadowolenie to tylko foch.


                                              Nie każde, rodzice znają swoje dzieci i czesto potrafią odróznić prawdziwe niezadowolenie od fochu i negatywnej demonstracji.


                                      • jakw Re: Jasne, wszystko wina rodziców 20.07.11, 22:29
                                        mama303 napisała:

                                        >
                                        > Albo go bardzo dobrze znają i wiedzą że wszedł w taki wiek że nic go nie intere
                                        > suje a nawet jak go cos zainteresuje to się nie przyzna do tego.
                                        Wszystkie znajome nastolatki mają jakieś zainteresowania. A że te zainteresowania są średnio interesujące dla mnie to zupełnie inna sprawa.

                                        > ale może rodzice wiedza że te fochy to taka głupia maniera. Dorośli są.
                                        "Te fochy" to raczej nie głupia maniera a próba powiedzenia: "A po cholerę mnie tu ciągnęliście".

                                        > Nie ma winy, jest trudny wiek, który nie upoważnia do zrywania kontaktów rodzin
                                        > nych.
                                        Ale kto zrywa? Chyba dorośli wogóle z dziećmi nie rozmawiając?
                                        • regli Re: Jasne, wszystko wina rodziców 21.07.11, 00:09
                                          Verdana, zgadzam się że rodzic powinien być "atrakcyjny" dla własnego dziecka (napisałam w cudzysłowiu, bo nie chodzi o wygląd, kasę itp.), ale myślę, że ta atrakcyjność chyba może płynąć również z tego, że to dziecko, nastolatek staje się atrakcją dla rodzica. Ja mam trzech synów (16 lat, 9 lat i 4 lata) i uwierzcie mi, że w najfajniejszym, najbardziej ciekawym i atrakcyjnym wieku jest najstarszy. Wreszcie możemy wspólnie robić rzeczy, które naprawdę nas interesują, czytać te same książki, oglądać te same filmy, pograć w gry, bez dawania forów dziecku. Wreszcie możemy podyskutować i porozmawiać na normalne dorosłe tematy. Dla mnie dojrzewanie mojego syna, to okres fascynujący, gdy widzę, jak z mojego malutkiego synusia wyrasta dorosły facet. I wcale nie mówię, że jest super idealny, ale jest fajnym, sympatycznym nastolatkiem ze swoimi wadami i "odbiciami" typowymi dla wieku. Czasem ja nawrzeszczę na niego, on się na mnie "nabzdyczy", a potem nam przejdzie i pogadamy sobie na spokojnie co nam na wątrobie zaległo i zapominamy. Nie wypominamy sobie naszych grzechów w nieskończoność, czasem tylko wróci jakiś, ale już w formie żartu. Myślę, że najważniejsze to polubić swojego nastolatka i dostrzec w nim partnera a nie wroga. Zrozumieć hormony i zrozumieć nastoletnie problemy, spojrzeć czasem na dorastanie z przymrużeniem oka i przypomnieć sobie, jak samemu było się w tym okresie.
                                          I jakoś nie mogę uwierzyć (może za małe mam doświadczenie), że dziecko z dnia na dzień staje się diametralnie inną osobą, bo właśnie wkroczyło w okres dojrzewania. I nie wierzę, że ten znudzony 13-latek na wakacjach nagle taki się stał, nawet śmiem podejrzewać, że zawsze taki był, a co najwyżej mu się nasiliło. Znam całą masę rodziców, którzy nie zwracają uwagi na to jak dziecko się zachowuje, bo tłumaczą, że jeszcze jest małe i z czasem wyrośnie. A potem narzekają na swoje nastolatki, bo zrzędzą, bo pyskują, bo nie potrafią zachować się w gościach czy przy stole. Tyle, że te nastolatki zawsze tak się zachowywały, tylko inaczej, gdy zrzędzi 5-latek, a inaczej, gdy zrzędzi 15-latek.
                                          • verdana Re: Jasne, wszystko wina rodziców 21.07.11, 08:48
                                            Świete słowa. Tak, o to własnie mi chodzi - nastolatek staje się atrakcją dla rodzica, a nie kimś, o kim już parę lat wczesniej wie się, ze będzie okropny, marudny i ze nie trzeba jego fochów brać na serio.
                                            Ja też mam 16-latka, trzeciego z kolei - i też uwazam, ze to wspaniały wiek. Nie trzeba się juz troszczyć o wszystko, zastanawiać "w co się bawić", na wycieczce można liczyć na pomoc, a nie tylko jej udzielać, można oplotkować wrednie znajomych.
                                            Owszem, czasem trzeba zwrócić uwagę, ale coraz rzadziej, a i coraz częściej na zwróconą uwagę otrzymuje się rzeczową odpowiedź, a nie płacz. Co więcej od nastolatka można się samemu coraz więcej nauczyć, szczególnie, gdy ma trochę inne zainteresowania niż rodzice.
                                            • mama303 Re: Jasne, wszystko wina rodziców 21.07.11, 20:42
                                              verdana napisała:

                                              > Ja też mam 16-latka, trzeciego z kolei - i też uwazam, ze to wspaniały wiek.

                                              16 latem to może być całkiem inna bajka wink
                                              • verdana Re: Jasne, wszystko wina rodziców 21.07.11, 20:56
                                                Wiesz, jak się ma trzeciego 16-latka, to nieuchronnie się miało też trzech 13-latków.
                                                I wakacje z nimi były swietne. W ogóle fajni byli jako 13-latkowie.
                                                • mama303 Re: Jasne, wszystko wina rodziców 21.07.11, 21:02
                                                  No to super że zawsze u Was tak świetnie smile
                                                  • verdana Re: Jasne, wszystko wina rodziców 21.07.11, 22:05
                                                    Nie zawsze.
                                                    Ale nie oznacza to, ze jak nie jest swietnie to to jest zawsze wina wrednych, marudzacych i niezainteresowanych niczym nastolatków.
                                                  • mama303 Re: Jasne, wszystko wina rodziców 22.07.11, 18:55
                                                    verdana napisała:

                                                    > Ale nie oznacza to, ze jak nie jest swietnie to to jest zawsze wina wrednych, m
                                                    > arudzacych i niezainteresowanych niczym nastolatków.

                                                    NIE ZAWSZE, zgadza się.
                                                  • joa66 Re: Jasne, wszystko wina rodziców 24.07.11, 11:24
                                                    Hmmmm.. ja najczęsciej planuje wakacje pod kątem swojego nastolatka (m.in. dlatego, że mam tez swoje osobne) i to nie zaocznie tylko w porozumieniu z nim.

                                                    I niestety moim zdaniem prawda jest taka, że nawet najbardziej "atrakcyjni" rodzice na najbardziej aktrakycjnych wakacjach nie są atrakcyjni dla nastolatka 24 godziny na dobę dlużej niz kilka dni. Fakt, nie odkrywam żadnych swoich nieznanych dziecku twarzy i moze jestem przewidywalna smile, ale raczej wynika to z tego, że nie jestem w stanie przez tyle czasu nie zrobić czegoś co zirytuje lekko/"zkwasi" mojego nastolatka. Nie mam na mysli różnicy zdań, bo to jest normalne i to nie jest problemem, tylko wzdychanie do nieba, przewracanie oczami w rytm "o rany" na niewinne pytania typu " a może wrócisz do pokoju po kurtkę" . Tak, wiem czasami to durne pytania, ale sie zdarzają raz na kilka dni i moim zdaniem wystarczy np powiedzieć "nie" a nie robic minę męczennika.

                                                    Co nie zmienia faktu, że wspólne wyjazdy uznajemy za bardzo udane i często sobie je wspominamy/odwołujemy do konkretnych zdarzeń.

                                                    p.s. warto pamiętać, że to co jest powszechnie uznane za atrakcyjne, albo to co było atrakcyjne dla nas kiedy bylismy natsolatkami, niekoniecznie jest atrakcyjne dla nastolatka. Przypuszczam, że np dla mojego syna o niebo atrakcyjniejsze byłyby wakacje na działce pod miastem, ale z kolegami niż turecka plaża ze mną.
                                                  • azjaodkuchni Re: Jasne, wszystko wina rodziców 10.08.11, 05:54
                                                    Jak czytam, ze nastolatce matka proponuje siedzenie w domu zamiast wyjścia do atrakcyjnego dla niej towarzystwa to wcale się nie dziwię, że z tym dzieckiem są problemy i niestety będą coraz większe. Wyślij dziecko na kolonie, obóz cokolwiek niech ma czas zorganizowany i dbaj o to aby spedzac z nią chociaż jeden dzień w weekend w sposób dla niej atrakcyjny.
                                                • sasan-ka21 Re: Jasne, wszystko wina rodziców 08.09.11, 11:12
                                                  Tak myślałam ,że na wsparcie nie moźna liczyć na tym forum bo zazwyczaj matki , które mają takie same problemy jak ja sie nie udzielają. Moźe i nie jestę atrakcyjna dla córki ale atrakcyjna dla każdego znaczyć może wiele. Wychowuję córke i utrzymuje nigdy niczego jej nie brakowało , kiedy poznała coraz to " atrakcyjniejsze " towarzystwo zaczęły sie problemy do tego stopnia , że została umieszczona w Ośrodku Wychowawczym na wakacje przyjechała podpisując kontrakt, z którego się nie wywiązała dalej piła , znikała na całe dnie spotykała sie z osobami , których nie znam , ciągle kłamała dlatego że zdawała sobie sprawe z tego, że źle postępuje. Ponieważ zabrałam córkę na wakacje żeby odpoczęła i spędziła je jak każda 14 latka a nie jak jakiś lump a jej to nie odpowiadało odwiozłam Ją po miesiącu . Płaczu było co niemiara ale w końcu napisała do mnie list przyznając sie do złego postępowania i przepraszając za to ile krzywdy mi zrobiła. Więc ktoś kto nie przeżył tego co ja to lepiej niech sie nie wypowiada na temat atrakcyjnośći i bóg wie czego jeszcze bo rodzice nie zawsze i nie do końca ponoszą winę za to ,że nastolatki wariują.
                                                  • maksimum Re: Jasne, wszystko wina rodziców 21.09.11, 07:18
                                                    Dobrze zobilas,niech siedzi w tym osrodku wychowawczym az zmadrzeje i przestanie klamac w domu,ze o piciu nie wspomne.
                                                    Nie daj jej sie wymanewrowac na jakies lzy i skomlenia.
                                                • bal.cer Re: Jasne, wszystko wina rodziców 11.10.11, 12:19
                                                  Czyli, że chłopcy nagle stają się bardziej odpowiedzialni czy wrecz przeciwnie? Bo wydaje mi się, że obie macie zupełnie odmienne zdania.

                                                  --
                                                  https://kontodladziecka.info
                                                • bal.cer Re: Jasne, wszystko wina rodziców 11.10.11, 12:19
                                                  Czyli, że chłopcy nagle stają się bardziej odpowiedzialni czy wrecz przeciwnie? Bo wydaje mi się, że obie macie zupełnie odmienne zdania.

                                                  --
                                                  konto dla dziecka
Inne wątki na temat:

Nie masz jeszcze konta? Zarejestruj się


Nakarm Pajacyka