Stoimy właśnie przed takim problemem, który mnie przyprawia o ból głowy.
Rejonowe gimnazjum jest słabe, zarówno pod względem poziomu nauki, jak i
towarzystwa. Ponieważ syn wart jest dobrego gimnazjum, chcialibyśmy go wysłać
poza rejon. Tylko jako pozarejonowy musi mieć oczywiście wysoką średnią na
świadectwie, co wymaga z jego strony trochę wysiłku i "podciągnięcia" ocen z
kilku przedmiotów. Ale on wolałby iść do gimnazjum rejonowego, bo tam idzie
większość jego kolegów, a poza tym obawia się, że w dobrym gimnazjum nie da
sobie rady, czytaj- będzie się musiał więcej uczyć. Wymyślił sobie, że jak
sobie nie poprawi ocen, to będzie miał słabą średnią i damy mu spokój, bo
stwierdzimy, że i tak się nigdzie poza rejon nie dostanie.
Tyle tytułem wstępu. Sedno problemu jest takie- czy mu ustąpić? Czy gimnazjum
jest ważne? Czy już rozpocząć "wyścig szczurów" (chociaż ja tego tak nie
traktuję, chciałabym po prostu, żeby się w szkole nie nudził i aby
wykorzystano jego możliwości), czy przyjaźń jest ważniejsza? Jak go
przekonać, że ja mam rację? Pamiętam ze swojej młodości, że po podstawówce
chciałam iść do technikum odzieżowego (pragnąc zostać projektantką mody

)
ale rodzice mi to wyperswadowali i poszłam do liceum. Oczywiście teraz, z
perspektywy lat widzę, że mieli rację. Mam tylko żal, że zrobili to trochę
brutalnie (bez przemocy, po prostu k a z a l i mi złożyć papiery do LO, a
ja byłam posłusznym dzieckiem...).