No i chyba mojego 2-latka dopadł słynny "bunt", czyli wszystko na "nie", dobrze jest tylko jak jest tak jak on chce. OK, taki etap, rozumiemy i staramy się nie wyjść z siebie i nie zwariować.

Ale dziwi mnie, że Syn nigdy nie mówi, że jest zły, zawsze stwierdza że Mu smutno i powiem szczerze - generuje to we mnie poczucie winy (smutno Mu, czyli czuje się skrzywdzony). Przesadzam? Bo może tylko nie umie jeszcze nazwać wszystkich uczuć, które Nim z taką intensywnością targają. Przytulam, tłumacze, czasem ulegam (M. twierdzi nawet, że często) i non stop mam poczucie, że coś zawalę w wychowaniu Młodego. Pewnie ta moja niepewność wcale nie pomaga. Jak pomóc Synkowi i sobie?