Witam. Forum podczytuję od dawna, dotąd nie udzielałam ale teraz już muszę, inaczej się uduszę

W przyszłym tygodniu mój synek kończy 6 miesięcy, ja za 8 tygodni wracam do pracy. Od tygodnia coś tam próbujemy kombinować z jedzeniem. Ale po tym co się naczytałam o zdradliwych marchewkach mam tak że i chciałabym i boję się.
Powiedzcie, jest sens rozpoczynać przygodę z blw jeśli mam tylko tyle czasu? Bo przydałoby się żeby za te 8 tygodni mały jadł coś poza moim mlekiem - nie będzie mnie w domu przez 8 godzin.
Póki co warzywa głównie zrzuca na podłogę i rozsmarowuje po blacie. Próbowaliśmy z ziemniakiem, dynią, cukinią, brokułem, fasolką i ogórkiem kiszonym. Z tego tak naprawdę tylko ziemniak wylądował w buzi, i to tylko trzymany przeze mnie w ręce (nawet nie wiem czy przełknął bo najpierw pchał do buzi a potem pluł). No i jeszcze ssał ogórka.
Poza tym zjadł odrobinę jaglanki (potem też pluł), chyba lubi chrupki kukurydziane i raz ugryzł wafla ryżowego (pluł i kaszlał, trochę się przestraszyłam).
Raz jak jadłam banana dałam mu possać no ale przecież się naczytałam o podstępnej trójcy i wymiękłam. Panicznie boję się zakrztuszenia. Siedzę w domu sama z małym, na wsi i o tym że ktoś by nam pomógł mogę zapomnieć. Zapisałam się na kurs pierwszej pomocy, ale dopiero na 20 lutego były miejsca.
Wiem, że taka postawa "i chciałabym i boję się" jest bez sensu i pewnie mały jakoś ta moją niepewność odbiera. Muszę się na coś zdecydować. Powiedzcie czy jest sens trzymać się blw czy może w mojej sytuacji rozsądniej byłoby wprowadzić rozdrobnione zupki równolegle do jedzenia ręką? Serce mówi blw ale rozsądek wątpi czy mamy tyle czasu żeby na luzie czekać na rozwój wypadków. Mały jest na kp, waży prawie 8 i pół kilo, mleko je chętnie i często.