basiarach2
15.02.15, 21:55
Bardzo was proszę o radę. Mój młodszy syn ma jeszcze 11 lat. Zawsze b. grzeczny, wzorowy uczeń, poza domem idealny, w domu czasem trochę zgrzytów, ale nie za dużo.
Od dawna widzę, że ma mocny charakter, wie czego chce, domaga się wyraźnie swoich praw. Myślałam, że nad tym panuję, trochę pozwalałam, dużo tłumaczylam.Mąż najczęściej pracuje, więc to głównie ja musiałam decydować co z dziećmi.
Od jakiegoś czasu problem narasta, syn mówi jak nakręcony, że ma prawo wyrażać swoje argumenty, wchodzi w dyskusje, z których trudno wyjść, rozmawia z nauczycielami o np.błędzie w ocenie ze sprawdzianu ( chociaż często ma rację), ale robi to niegrzecznie. Kiedy proszę, żeby powiedział np.wydaje mi się, ze tu brakuje mi punktu on mówi: nie będę tak mówił bo ja o tym wiem.
Przeczytałam o tym zaburzeniu i że powinno się pójść z dzieckiem na terapię.
Póki co od tygodnia wprowadzam zwiększoną konsekwencję i dyscyplinę, chociaż łatwo nie jest.
Syn na szczęście jest dziecinny i jeszcze sporo mu do dojrzewania.Mój starszy, dorosły już syn wyraził na to wszystko opinię : to jest tylko rozpuszczony smarkacz i wystarczy mu przetrzepać tyłek a nie prowadzić na terapię.
Czy macie może podobne doświadczenia?