Dodaj do ulubionych

Mama, która nie bije-istnieje?

13.04.05, 22:49
Temat ten poruszyłam już w innym wątku ale jakos zaginął pod stosem innych
listów. Więc jeszcze raz. Ostatnio często myślę o "klapsach" i o
tym jaki maja wpływ na dzieci.
Jako dziecko czasem dostawalam od rodzicow w tyłek(dwa-trzy razy nawet
pasem). Nie było to dla mnie nic dziwnego i nikt się nigdy tym nie gorszył -
"Jestesmy pokoleniem dzieci, które raczej były bite" - jak to już ktoś
gdzieś słusznie zauważył w innym wątku. Pomimo tego, albo właśnie dlatego, ja
i moje rodzeństwo zostaliśmy całkiem dobrze wychowani i jesteśmy rodzicom za
to bardzo wdzięczni. Poza tym mamy z nimi bardzo dobry kontakt i liczymy się
z ich zdaniem.
Od jakiegoś czasu czytam to forum i widzę coraz więcej osób zgorszonych tym,
że ktoś śmiał dziecku dać w pupę. Nie jestem zwolenniczką bicia dzieci co nie
znaczy że jestem kategoryczną przeciwniczką. Zastanawiam się tylko, czy to
nie jest jakaś PARANOJA - czy obecne pokolenie mam nie wpada w drugą
skrajność - np.straszy się policją matkę, która dała klapsa.
Rozmawiałam z psychologiem dziecięcym i usłyszałam, że czasem klaps nie
zaszkodzi a pomóc może i że bardziej szkodliwe mogą być inne metody wych.
Podsumowując: znam osoby, które w dzieciństwie dostawały klapsy i na złe im
to nie wyszło a także znam rodziców, którzy klapsy dawali i złych ludzi nie
wychowali. Chciałabym teraz usłyszeć coś więcej od osób, które nigdy nie
uderzyły swoich dzieci. Istnieją takie? A więc:

Czy są tu jakieś mamy które mają najlepiej więcej niż jedno (bo wtedy chyba
łatwiej stracic cierpliwość) dziecko, nie dały nigdy klapsa a dzieci są już
obecnie starsze i szanują, słuchają rodziców i liczą się z ich zdaniem?

Jakie stosować środki wychowawcze, gdy już nic nie skutkuje? Jakie były Wasze
dzieci - może z natury były grzeczne. Pokażcie drugą stronę medalu. A może
takich mam nie ma? A może są takie, które żałują, że wczesniej nie dawały
klapsów?
Obserwuj wątek
    • klarak Re: Mama, która nie bije-istnieje? 13.04.05, 23:15
      nie daje, nie zaluje. dzieci - jedno ma 9 lat, drugie dopiero 2 i raczej sa
      trudne. czemu mialabym je bic? czego to je nauczy? mnie mama bila, owszem. moze
      i "dobrze" mnie wychowala, w taki sensie, ze mowie prosze i dziekuje wink, ale nie
      ma za grosz u mnie autorytetu i powiedzialabym, ze nawet jej nie lubie... a moj
      syn jest wyjatkowo rozwiniety spolecznie, wszyscy go lubia, chociaz w domu daje
      popalic czasami wink ale powiedzcie: kto z nas jest zawsze w super dobrym nastroju
      i mily? mysle, ze bija osoby, ktore nie uwazaja dzieci za ludzi, tylko - jak to
      ktos ujal - "kandydatow na ludzi". i glownie po to, zeby wymusic posluszenstwo.
      a czy posluszenstwo to znowuz taka pozadana cecha? mysle, ze wazniejsza jest
      zdolnosc samodzielnego myslenia, a bijac nauczymy dziecko co najwyzej kombinowac...
      • mmmammma Re: Mama, która nie bije-istnieje? 13.04.05, 23:53
        > mnie mama bila, owszem. moze
        > i "dobrze" mnie wychowala, w taki sensie, ze mowie prosze i dziekuje wink, ale
        nie
        > ma za grosz u mnie autorytetu i powiedzialabym, ze nawet jej nie lubie...

        ja mimo wszystko uważam swoich rodziców za autorytet - nie tylko ich lubię ale
        nawet kocham

        > a czy posluszenstwo to znowuz taka pozadana cecha? mysle, ze wazniejsza jest
        > zdolnosc samodzielnego myslenia, a bijac nauczymy dziecko co najwyzej
        kombinowa
        > c...

        byłam bita i nie kombinuję; potrafię samodzielnie myśleć ale też raczej nie
        sprzeciwiałam się rodzicom - na złe mi to nie wyszło; czy dobrze rozumiem, że w
        pewnym stopniu godzisz się z tym, że może być Ci nieposłuszny i sprzeciwiać Ci
        się? Często mu się to zdarza? I co robisz, jeśli nie udaje Ci się go przekonać
        do swojego zdania?
        • matuszek1 Re: Mama, która nie bije-istnieje? 14.04.05, 12:27
          Droga mmmaaammmo
          Mysle ze nie ma złotej recepty na to czy dawać klapsy czy nie .
          Każdy z nas jest innym czlowiekim , ma inna osobowość. Są dzieci z natury
          grzeczne i takie z ogromnym temperamentem , własnymi pomysłami. Uważam zatem ,
          ze skuteczna metoda u jednych nie jest ta słuszną w przypadku innych.
          Bardzo rzadko stosuje kary cielesne i moze ta rzadkość powoduje ze sa skuteczne.
          Jestem odpowiedzialna za wychowanie dziecka i nie moge pozwolic na to aby
          wymuszał na mnie realizacje swoich kaprysów swoimi krzykami i obrazami .
          Klaps a nie bicie przywraca syna do pionu .
        • sylwiksylwik istnieje 14.04.05, 16:56
          moja corcia - 20 miesiecy - potrafi byc glosnym uparciuchem
          czasami ledwo wytrzymuje
          mam ochote dac jej klapsa
          jednoczesnie wiem ze byloby to dla mnie wyladowanie moich emocji i zlosci (na mala
          bo np rzuca sie na ziemie bo chce cos czego nie moze)
          dlatego uwazam ze klaps w takim przypadku bylby porazka dla mnie jako rodzica -
          wychowawcy (ze mozna na kims wyladowuwac emocje)
          na spokojnie bym malej nie udezyla bo nie przychodzi mi do glowy bic kogokolwiek

          Ja czasami czuje ze starsze pokolenie (moi rodzice, ciotki)
          probuja "wymuszac" (nie dokonca to slowo) na mnie bice dziecka
          jak widza jak czyjse albo moje dziecko sie rzuca w sklepie albo gdziekolwiek
          bo chce cos.
          Slysze teksty w stylu ja to bym sobie nie pozwolila na takie zachowanie dziecka
          zeby mna rzadzilo !!!!! Pare pachow bym dala to by sie nauczylo!
          Takim tonem jakbym wszystkie rozumy pozjadali..........
    • lola211 Re: Mama, która nie bije-istnieje? 14.04.05, 09:06
      Ja bylam bita, szturchana, targana przez matke, do dzis mam do niej o to wielki
      zal, a slowo "kocham" przez gardlo mi przejsc nie moze.
      Corka ma obecnie 6,5 roku, 2-3 razy w ciagu tego czasu zdarzylo mi sie stracic
      nad soba panowanie i zachowac sie jak moja matka kiedys, mala miala wtedy
      jakies 3 lata.Od tego czasu radze sobie z nia bez takich metod i zamierzam
      nigdy wiecej nie stosowac tej formy "wychowania".A dziecko nie jest przez to
      nieusluchane, rozbestwione.Owszem, czesto testuje moja cierpliwosc, ale ja
      jestem konsekwentna.Tam, gdzie chodzi o blahostki- odpuszczam(np. kwestia
      ubierania sie- tu pozostawiam duze pole manewru dla niej, bo sama pamietam do
      jakich scen dochodzilo, gdy matka kategorycznie kazala mi zakladac to, czego
      nie cierpilalam), w kwestiach zasadniczych zas nie ulegam, egzekwuje , ale bez
      uciekania sie do klapsów, to naprawde jest mozliwe.
      • maja45 Re: Mama, która nie bije-istnieje? 14.04.05, 09:12
        Nigdy nie uderzyłam dziecka, a mimo to jest bardzo grzeczne i posłuszne.
        Jeśli zdarza się jej "gorszy dzien" wystarczy, że ją skarcę ostrym głosem i
        wystarczy.Z drugiej strony nie oczekuję , zeby dziecko było chodzacym aniołem-
        jest człowiekiem, ma prawo do swobodnego wyrażanie swoich uczuć i emocji, takze
        tych negatywnych.Zasada której ja uczę jest taka-jej emocje nie mogą szkodzić
        ani jej , ani nikomu innemu.
        Marta
    • granna Re: Mama, która nie bije-istnieje? 14.04.05, 09:29
      W pełni zgadzam sie z Klara i Mają45.
      NIgdy dziecka nie uderzyłam bo pamietam jak sie czułam kiedy ja dostałam
      klapsa, choc w zasadzie byłam podobno grzecznym dzieckiem. I to nie chodzi o
      to, ze małe klaspy dziecku nie zaszkodzą i CI co je kiedys dostawali wyrośli na
      porządnych ludzi. Czemu większośc z tych ludzi nie chce pamiętać lub nie
      pamieta jak sie czuli w tym momencie? BO to tak przykre przezycie, ze sie je
      spycha do podświadomosci... wiele osób wypracowuje sobie taki mechanizm obronny
      czy tego chce czy nie, niezależnie od wieku.
      A poza tym to problem rodzica, ze nie umie sobie poradzic i bije. Jego czy
      bito czy nie, nie nauczono radzic sobie z negatywnymi emocjami. A dziecko to
      człowiek, tylko mały wink)
    • karanissa Re: Mama, która nie bije-istnieje? 14.04.05, 09:47
      Ja tez z tych, co to w dziecinstwie bylam karana klapsami, szarpaniem,
      popychaniem i wrzaskami. Rodzice mieli chyba bardzo slabe nerwy, bo doslownie
      wszystko potrafilo wyprowadzac ich z rownowagi. Matka - despotyczna i lubiaca
      stawiac na swoim, niesprzatniety ze stolu kubek urastal do rangi mega problemu.
      Ciagle przepychanki, kto postawi na swoim - oczywiscie ja bylam strona
      przegrana. I co w tego wyniklo? Absolutnie nie moge porozumiec sie z rodzicami,
      mam do nich zal za ten brak poszanowania, za brak checi jakiegokolwiek dialogu
      z dzieckiem.

      Synek moj jest jeszcze malutki, ma 1,5 roku, ja sobie po prostu nie wyobrazam
      jak moglabym go uderzyc. Pewnie, nie jestem swieta, moze jak bedzie starszy i
      wylezie z niego w jakiejs tam sytuacji "diabelek" poleci mi reka i... Ale zbyt
      dobrze pamietam sceny z dziecinstwa zeby wlaczac bicie (nawet "niewinnego"
      klapsa) do repertuaru srodkow wychowawczych. Po prostu istnieja inne metody, a
      juz kompletnie slepa uliczka jest mnozenie zakazow i proba bezwzglednego
      egzekwowania kazdego polecenia. Pstrykasz, synku, przyciskami od wiezy? No to
      zastawiamy wieze fotelem, tak, zebys nie mogl dosiegnac, a nie zdzieramy gardlo
      do roczniaka, a potem denerwujemy sie, ze "taki niegrzeczny i nie slucha". U
      mnie na razie to zdaje egzamin, odkrylam w sobie niebywale poklady
      cierpliwosci, synek juz zaczyna czasami pokladac sie na spacerze na ziemi, jak
      nie chce isc do domu - a lez sobie na zdrowie, ja poczekam!
    • izunia6 Re: Mama, która nie bije-istnieje? 14.04.05, 10:24
      Ja nigdy nie byłam "uderzana" przez rodziców, o biciu to wogóle by mi do głowy
      nie przyszło. Mam ogromny szacunek do moich rodziców, w tej chwili bardziej
      przyjaciół niż rodziców, pomagamy sobie wzajemnie i wspieramy się. Jeśli
      miałabym mieć o coś żal, to chyba o zbyt duże zaufanie, jakim mnie dażyli, a co
      za tym idzie zbyt duże poczucie odpowiedzialności. Dzieci mam w wieku
      gimnazjalnym, siłą rzeczy klapsa dać nie potrafiłam nigdy - niby jak to się
      robi? Dzieciom nie każę, tylko je proszę, żeby coś zrobiły, nie ma w domu żadnej
      listy obowiązków, żadnych szlabanów i zakazów. Po prostu żyjemy sobie miło i
      szczęśliwie, każdy robi to co do niego należy, każdy na każdego może zawsze
      liczyć i każdy każdemu pomaga jak potrzeba. Usmiechu na codzień życzę wszystkim
      znerwicowanym Mamom. A jak was dzieci wyprowadzą z równowagi, to pomyślcie jak
      to dobrze, że wogóle są, że są zdrowe i że za dwa miesiące będą wakacje!
    • makowapanienka2 Re: Mama, która nie bije-istnieje? 14.04.05, 10:34
      Ja też byłam bita i swojego dziecka nie bije, bo sama dobrze pamiętam że u mnie
      nie przyniosło to rezultatów i dalej robiłam to za co dostawałam lanie. Jedyny
      efekt jaki to przyniosło to to że kłamałam, bo bałam się kary. Do tej pory boje
      się się że ktoś może na mnie podnieść głos i będzie się na mnie złościć. Córce
      dałam klapsa tylko raz i więcej tego nie zrobie bo to jest rozwiązanie
      tymczasowe. Chcę zeby córka zachowywała się dobrze bo wie że tak powinna, a nie
      dla tego, ze boi się klapsa.
      Denerwuje mnie określenie ,,z natury grzeczne" bo z tego wynikałoby że rodzice
      nie musieli się wogóle starać bo im się udało że mają dziecko grzeczne a ci
      których dzieci są niegrzeczne mogą powiedzieć ,,bo moje dziecko już jest takie
      niegrzeczne" a nikt nie pomyśli że to zasługa wychowania rodziców. Owszem są
      dzieci którym trzeba poświęcić więcej uwagi innym mniej, ale największe
      znaczenie ma wychowanie.
      • leli1 Re: Mama, która nie bije-istnieje? 14.04.05, 11:23
        wychowanie jak najbardziej ma znaczenie, ale nie da sie ukryc, ze kazdy ma jakis tam charakter/charakterek. W tej samej rodzinie, stosujacej te same metody wych. na np. dwojce dzieci, jedno z nich moze byc aniołkiem a drugie diabełkiem smile. Mówie to, patrząc na rodzinę mojej siostry.....coreczka do rany przyłóż, zaś synuś to prawdziwy demon smile)).
        Ciągle mam wrażenie ze jednak trudno jest rozróżnic bicie w formie znęcania się (tzn bez powodu, o byle co, zeby wyładowac swoje emocje) od nazwijmy to moralizatorskiego klapsa. Tak ja pisałam w innym wątku też byłam karana klapsem i naprawde nie odbiło się to na mojej psychice (no chyba ze o czyms nie wiem smile ), zaś do rodzicow mialam i bede miec szacunek. Nie wyobrazam sobie zeby mogło byc inaczej.
        Pewnie ze dostając tego klapsa radosci na pewno nie czułam, ale nie mialam jej czuć!.
        Jak w takim razie każecie dzieci za jakies tam przewinienia. Stawiacie do kąta, robicie "wykład", zabraniacie czegos.....i niby jak one sie wtedy czują??!! Kara to kara, taka czy inna na pewno nie ucieszy dziecka.
        Ja z kolei pamietam ze czasem wolałam dostac klapsa niz jakby mieli mi robic wykład lub czegoś zabronić.


        • makowapanienka2 Re: Mama, która nie bije-istnieje? 14.04.05, 20:54
          Może dziewczynka była wychowywana jak dziewczynka czyli ma być cicha spokojna i
          opiekuńcza, a chłopcu pozwalano na dużo więcej? Ale oczywiście pewne różnice są
          i napisałam wcześniej że w wychowanie niektórych dzieci trzeba włożyć trochę
          więcej pracy. Nie mówie tutaj też o dzieciach np. z ADHD, których rodzice muszą
          się wykazać ogromną cierpliwośią poświęcić dużo więcej czasu swoim dzieciom.
    • boolva Re: Mama, która nie bije-istnieje? 14.04.05, 11:12
      Chyba każdy z nas co innego rozumie przez bicie. Ja biję synka, ale nie daję mu
      lania. Większość mam, które nie biją była jako dzieci szarpana, poszturchiwana,
      nawrzeszczana itp. a to nie jest bicie, które coś wyegzekwuje to brak szacunku
      dla małego człowieka. Dlatego też Wy nie macie szacunku do takich rodziców. Moi
      rodzice tak nie robili. Ja dostawałam klapsy w pupę (chyba raz czy dwa nawet
      kapciem) od ojca, ale wszyscy moi znajomi zazdrościli mi i bratu takiego
      rodzica! I do dzisiaj go szanuję, kocham i zawsze mogę na niego liczyć, a także
      każdy z naszych przyjaciół. On sam jako dziecko nigdy nie był bity, bo jak
      opowiadali mi dziadkowie -zawsze był grzeczny jako dziecko. A ja byłam urwisem,
      np. przyszła babcia odebrać mnie z przedszkola, a ja uciekłam i sama wróciłam do
      domu (to była odległość 3 przystanków tramwajowych), wkładałam druty do kontaktu
      itp. Lepiej dziecku dać klapsa niż zrobi sobie czy innym krzywdę. Mój synek ma
      młodszą siostrę i cały czas obmyśla co by tu jej zróbić. Nie pomaga tłumaczenie,
      ani przytrzymywanie, ani chwilowe odizolowanie w innym pokoju, ani odbieranie
      zabawek za karę czy też brak bajki -i co mamy nie bijące by tu poradziły??
      • maja45 Re: Mama, która nie bije-istnieje? 14.04.05, 11:23
        Poradziłabym Ci, zebys zastanowiła sie dlaczego twój synek tak postępuje w
        stosunku do siostry?Zazdrosc, brak zaintereswania ze strony rodziców?
        No i co to znaczy " bije synka ale nie daję mu lania"To jakiś absurd jest.Dla
        mnie każda podniesienie reki na dziecko, nawet pojedynczy klaps jest juz
        biciem.a bicie jest porazką rodzica, który nie radzi sobie głownie sam ze soba,
        a frustracje przenosi na dziecko, które nie może mu oddac.
        Marta
        • boolva do maja45 14.04.05, 12:35
          Oczywiście, że jest zazdrosny to jest normalne w momencie pojawienia sie rodzeństwa.
          I tak jak pisałam -nie zrozumiemy się i nasze metody pozostaną odmienne; Ty
          będziesz klaps nazywać laniem a ja nie. Nie jestem frustratem, ani nie traktuje
          dawania klapsów jako swoją porażkę. To mój świadomy wybór, a nie moje
          niopanowanie czy "puszczanie nerwów".
          A przy okazji, nie podałaś mi swojej metody na zachowanie mojego dziecka, bo
          zastanowienie tu nie wystarczy, wszystko jest jasne, ta zazdrość to fizjologia.
          Kiedyś w jakimś stopniu minie.
          • matuszek1 Re: do maja45 14.04.05, 12:50
            Zgadzam sie z Tobą . Klaps, a lanie czy bicie czy potzrąsanie szturchanie to
            nie jest to samo jak uogólniaja mamy które nie biją.
            Nie kazda mam ktora raz na pół roku skarci dziecko jest frustratem i
            choleryczka.
            Poza tym uwazam ,ze dziecko tez musi miec swiadomość , ze nie jestesmy
            matronami które cierpliwie znoszą kazdy wybryk matronami po ktorych mozna
            skakac, wymuszać i tylko słowa słowa slowa. Kiedy widze ze synek ma gorszy
            dzień unikam wtedy - generalnych porządków rozkazów pomysłów na sprzatanie
            itd.. ale tego samego oczekuje w zamian , kiedy mama ma gorszy dzień dziecko
            rowniez musi uszanowac moje potzreby, a jesli rozmowy i prosby nie skutkuja to
            czasami klaps pomaga.
            • makowapanienka2 Re: do maja45 14.04.05, 21:05
              Ja wcale mojej córce nie pozwalam na wszystko i nic na mnie nie wymusza, ale nie
              osągnęłam tego biciem. ŧo że się dziecka nie bije nie znaczy że się mu na
              wszystko pozwala. Moja koleżanka swojej córce pozwala na prawie wszystko np
              jazde bez zapięcia pasów, albo pójście do przedszkola z anginą bo córka tak chce
              a jeśli nie to urządza histerie i ona swojemu dziecku daje klapsy bo sobie po
              prostu nie radzi. Inaczej by było jeśli by była konsekwentna i dziecko miało
              wytyczone granice co wolno a co nie.
            • katse Re: do maja45 16.04.05, 22:33
              mam nadzieje ze nigdy nie uderze mojego dziecka
              bede sie starac
              juz prawie dwa lata sie udalo

              ale nie wiem czy jak bedzie mialo nascie lat i bedzie mi pyskowalo to
              wytrzymam. tego okresu sie najbardziej boje.

              bo to ze dwulatek psoci, nieslucha - to jego natura.

              koszmarnie boje sie psyskujacego, niesluchajacego sie nastolatka

              K
          • maja45 Re: do maja45 14.04.05, 12:55
            Podałam, pośrednio-spędzać wiecej czasu z synkiem, angażować go do zajeć
            związanych z młodsza siostrą.Nagradzać drobnymi prezentami za dobre zachowanie.
            Marta
      • leli1 Re: Mama, która nie bije-istnieje? 14.04.05, 11:26
        boolva-rozminęłysmy sie z mailami, dokładnie to samo mam na mysli smile
    • kartoflanka Re: Mama, która nie bije-istnieje? 14.04.05, 11:15
      Dałam mojej córce klapsa 2 razy, bardzo głupio mi potem było, przeprosiłam i
      przestałam o tym myslec. Staram sie tego juz nie robić, na razie mi wychodzi.
      Kiedy nic nie skutkuje odstawiam mała do jej pokoju i nie pozwalam wychodzic,
      to jest najgorsza dla niej kara...a i mnie sie wydaje dosc okropna, mimo, ze
      drzwi wtedy nie sa zamkniete. Zauwazylam tez ze kiedy jestem w dosc dobrej
      formie psycho-fizycznej to udaje mi sie zpobiec zlemu, albo wrecz nie mam(nie
      widze) powodow do karania Marysi, calkiem inaczej jest kiedy mam zly dzien.
      Mysle, ze nie sam klaps jest problemem, bo tez spotkałam sie z opinia
      psychologa, ze takiej strasznej krzywdy tym dziecku sie nie zrobi. Gorsza
      według mnie jest atmosfera jak temu towarzyszy. Ta złość, nerwy, szarpanina,
      wyzwiska, bezradnośc rodziców...Moim zdaniem nie z samymi klapsami należy
      walczyć, chociaz naprawde jestem przeciw, tylko z brakiem szacunku i jak ktoś
      tu już napisał nieumiejetnością radzenia sobie z negatywnymi emocjami.
      I może troche odbiegam od tematu, ale barzdo podobało mi się to co napisała
      Klarak na temat posłuszeństwa, dlaczego tak niektórym zależy na tym żeby
      dziecko było posłuszne? o co tu chodzi? przyznam, ze nie do końca rozumiem
      pozdr.
      • maja45 Re: Mama, która nie bije-istnieje? 14.04.05, 11:26
        Ja myslę, ze niektórzy rodzice potrzebują poczuć swoja władzę nad kimś-w tym
        przypadku nad dzieckiem.Jestem pionkiem w pracy, to przynajmniej będę "kimś" w
        stosunku do wasnego dziecka.Poprawiaja sobie samopoczucie.
        Marta
        • pas_ya Re: Mama, która nie bije-istnieje? 14.04.05, 12:43
          Rodzic, który bije to człowiek słaby psychicznie.
          Człowiek, który chce przy pomocy strachu i bólu wychować swoje dziecko.
          Taki człowiek zawsze znajdzie jakieś usprawiedliwienie na poparcie tego co robi.
          Zobaczy wszystko wokół tylko nie uczucia swego dziecka.
          To jest człowiek dla którego własne uczucia, własne "widzimisię" jest
          ważniejsze iż uczucia dziecka. Nie zadaje się bólu z miłości. Nawet jak to
          piszecie "małego" i "czasami" w imię "wyższych celów".
          Wychowanie przez klapsy to nie wychowanie to tresura oparta na strachu przed
          bólem.
          Która z was chce aby dziecko się jej bało?Przynajmniej tak świadomie?

          I czasami kiedy wasze dzieci są nieznośne przypomnijcie sobie jak wy się
          zachowujecie kiedy macie zły dzień.Odpowiem-jesteście niznośne.

          Czy chciałybyście żeby ktoś dał Wam wtedy klapsa(matka,mąż, szefowa...)???
          Czy raczej chciałybyście aby ktoś przytulił, wysłuchał, zrozumiał?
          Dzieci chcą tego samego od Was. I często po to są nieznośne żebyście zwróciły
          na nie uwagę.
          A znacie to :"Nie czyń drugiemu co tobie nie miłe"?...
          • hella100 Re: Mama, która nie bije-istnieje? 14.04.05, 13:52
            Pas_ya, swietnie to napisalas, popieram i podpisuje sie pod Twoim postem.
            Dodam tylko, ze najwazniejsze w wychowaniu [wg.mnie] sa ustalone reguly i
            konsekwencja.
            A biciem nic nie wskoramy, najwyzej dziecko nauczy sie klamac ze strachu przed
            laniem.
          • boolva do pas_ya 14.04.05, 15:43
            A znasz to: "Karci ojciec syna, którego miłuje" ?
            • pas_ya Re: do pas_ya 14.04.05, 16:43
              boolva napisała:

              > A znasz to: "Karci ojciec syna, którego miłuje" ?

              A czy to znaczy, że go bije??
              Ciekawe jest twoje rozumienie.
              Cieszę się, że mam inne.


        • matuszek1 Re: Mama, która nie bije-istnieje? 14.04.05, 12:53
          ojjjjjjjjjjjjjjjjjjjjjjj to juz chyba daleko posunięta ideologia.
          Dominacja ?????
          nie zgadzam sie
    • regata7 Re: Mama, która nie bije-istnieje? 14.04.05, 12:40
      Rozumiem, że chodzi Ci o osoby dorosłe, wychowane z biciem i bez bicia, i co z
      nich wyrosło?

      A więc mam przyjaciółkę, obecnie dorosłą kobietę, która nigdy nie została
      uderzona przez rodziców, podobnie jak jej dwie siostry (z których jedna była
      tzw. trudnym dzieckiem). Przy tym poświęcano im wiele czasu, dużo rozmawiano,
      tłumaczono, wszystko na spokojnie.
      Obecnie są to trzy wspaniałe kobiety, dobre, opanowane, kulturalne, i co
      najważniejsze - bez kompleksów w tym dobrym znaczeniu, tzn. znają swoją
      wartość, a jednocześnie nie są zarozumiałe. Mają też zdrowy system wartości w
      życiu. Umiały też znaleźć równie fajnych partnerów życiowych. I teraz wspaniale
      wychowują swoje dzieci.
      Szanują, kochają swoich starych rodziców i opiekują się nimi naprawdę czule i
      bez przymusu czy poczucia "bo tak trzeba" - to płynie z ich serc.

      Znam też inne siostry - dwie dorosłe kobiety, które z kolei były bite przez
      ojca - pieniacza. Niby też wyrosły na normalne kobiety, ale... nie wierzą w
      siebie (choć są bardzo zdolne), boją się podejmować decyzje, łatwo się
      denerwują, starsza boi się w swoim domu nawet odezwać, bo męża ma podobnego do
      ojca, wyprowadziła się (lepiej powiedzieć - uciekła) zaraz po maturze, bo
      nienawidziła swojego domu.
      Młodsza z sióstr od 12 roku życia nie była już bita (po ucieczce starszej) - w
      efekcie zaczęła się wtedy lepiej uczyć, skończyła studia i ma normalny dom i
      dzieci (i swoich dzieci nie bije). Została jej jednak nerwica - wystarczy
      stuknąć czymś głośniej, to aż podskoczy.
      Obie z chęcią opiekują się tylko swoją mamą (wydaje mi się, że mają jednak i do
      niej żal, że nie reagowała)... ojcia nie szanują.
      • regata7 i jeszcze: 14.04.05, 12:43
        dodam, że ja też nie biję swojego syna, chociaż jest trudnym egzemplarzem.
        Z własnego doświadczenia wiem (też nieraz oberwałam), że bicie nie jest ani
        środkiem profilaktycznym, ani nie powoduje żalu, że coś się zbroiło.
        U mnie powodowało bunt, i wkrótce znów robiłam to, za co oberwałam.
    • gpat Re: Mama, która nie bije-istnieje? 14.04.05, 12:44
      Lepiej chyba nawet nie pytać o te sprawy na tych forach, bo zaraz będą ataki.
      Kiedy pracowałam rozmawiałam z ludzmi, którzy mieli już dzieci studentów i
      bardzo dobry z nimi układ a owe dzieci są porządne, o tym jak te dzieci były
      wychowywane-od małego żłobek, przedszkole(takie czasy), dużo rodzicielskiej
      uwagi, nie ignorowanie ich pytań,zainteresowań, mało zabawek-dużo pragnień,
      świeże powietrze i dużo stanowczośći łącznie z klapsem kiedy w zachowaniu
      posunęło się za daleko. Moich rodziców też cechowała stanowczość, zwłascza mamę
      i też kary wspominam niemile i może właśnie to powstrzymuje mnie przed
      robieniem ludziom przykrośći. Nie wiem, tak jak nie wiem jakim bym była
      człowiekiem gdyby mnie wychowano bezstresowo.
      Moja 5-letnia córeczka każdą karę odbiera boleśnie, obojętnie czy nakrzyczę,
      czy nie dam jej czegoś słodkiego. W pupę dostała jako 3-latka, bo wtedy mało co
      docierało do takiej głowy. Dziś mnie nieraz świerzbi łapa kiedy histeryzuje że
      jej losowanie Totka uciekło. Tłumaczę, że jutro będzie itd a ta wyje i wyje.
      Osobiście wolę widzieć jak rodzic daje klapsa w pupę przez ubranie niż
      szturcha, szarpie, zamyka w ciemnej łazience, ciagnie za ucho itp.Repertuar
      znęcania się nad dzieckiem jest niezliczony, łacznie z totalną ignorancją jego
      złego zachowania, czy w ogóle brakiem zainteresowania.
      Nie wspominam o biciu pasem, kablem za złą ocenę, czy po pijaku bo tu nie ma
      dyskusji, jest złe i już.
      Moje wyobrażenie z czasów ciąży o tym jaką będę wspaniałą matką ,
      systematycznie ulega zmianie wraz z rozwojem moich dzieci i odkryciem, że mają
      rogi oj mają.
      • matuszek1 Re: Mama, która nie bije-istnieje? 14.04.05, 13:07
        Myślę ze wszystko zalezy od tego , czy mamy inny pomysł na przedstawienie
        problemu , na wytłumaczenie na osiągnięcie efektu poza klapsem . Jezeli tak to
        nie uważam zeby incydentalny klaps wyrządzil dziecku krzywde emocjonalną,
        jezeli traktujemy go jako ostatecznośc poprzedzona rozmową.
        Gorzej jezeli to klaps zastepuje wszystkie tłumaczenia i rozmowy.
        a jesli chodzi o bezstresowe wychowanie ..mam inne zdanie. Dla mnie bezstresowo
        to znaczy tak aby moje dziecko nie czuło sie skrępowane i wystraszone
        sytuacjami które spotykaja na codzien , a nie brak kar.
        Jezeli siedzimy w restauracji i chcesz coś specjalnego do picia - prosze poproś
        wlasnie o to i niech ta sytuacja Cie nie stersuje.
        Znam rodziców którzy nie uderzyli dziecka ale zamykaja w pokoju dopóki sie nie
        uspokoisz, idż do kata, jestes taki sam nieznosny jak Twój ojciec..-
        upokorzenie psychiczne czasem bardziej boli niz klaps i pamieta sie o wiele
        dłuzej niz klapsa.
    • magdaaa73 A dlaczego przeciwniczki bicia twierdzą, 14.04.05, 14:30
      że klapsy dawane są w nerwach,złości? Ja jako dziecko dostawałam klapsy-ale
      wiedziałam dlaczego, byłam wcześniej uprzedzana,że dostanę-nie towarzyszyły
      temu żadne wyzwiska, nerwy-wręcz odwrotnie.I karał tata-a dzis to jego darzę
      większym szacunkiem,większą miłością.Jestem osobą, która zna swoja
      wartość,przebojową-nie zaszkodziło mi to na pewno.W domu ważna jest
      atmosfera.Jak widzę koleżankę,która "bezstresowo" zaprowadza dziecko do
      ciemnego pokoju i nie pozwala zapalić światła(taka kara) to dokonale wiem,że
      klap byłby mniejszym stresem dla dziecka niż ciemny pokój.
      Ja swojemu synowi powtarzam zawsze-nie kop taty bo się spocisz -ale on ma
      dopiero 4 m-ce hehe
    • mmmammma Re: Mama, która nie bije-istnieje? 14.04.05, 15:12
      makowapanienka2 napisała:
      >Denerwuje mnie określenie ,,z natury grzeczne" bo z tego wynikałoby że rodzice
      >nie musieli się wogóle starać bo im się udało że mają dziecko grzeczne a ci
      >których dzieci są niegrzeczne mogą powiedzieć ,,bo moje dziecko już jest takie
      >niegrzeczne" a nikt nie pomyśli że to zasługa wychowania rodziców. Owszem są
      >dzieci którym trzeba poświęcić więcej uwagi innym mniej, ale największe
      >znaczenie ma wychowanie.

      nie chciałam Cię zdenerwować tym wyrażeniem - "z natury grzeczne";myślę, że nie
      ma się co czepiać sformułowaniawink sama mam dwoje dzieci i pomimo, że staram
      się je wychowywać podobnie, z jednym z nich nie mam żadnych kłopotów z drugim
      często miewam - właściwie, gdybym miała tylko to pierwsze pewnie do dziś
      myślałabym,że wychowanie dzieci to pestka i nie byłabym w stanie zrozumieć
      innych mam. Pisząc "z natury grzeczne" miałam na myśli właśnie jak to
      określiłaś "dzieci którym trzeba poświęcić więcej uwagi".

      Fajnie, izunia6, że napisałaś w jakim wieku są Twoje dzieci. Takie fakty
      szybciej do mnie przemawiają. Może inne mamy, które się wypowiadały napiszą w
      jakim wieku są ich pociechy. Czy pas_ya, maja45, granna (te które najbardziej
      krytycznie wypowiadały się o biciu)mają starsze dzieci? Gdy moje dzieci były
      malutkie też się zarzekałam, że nigdy nie dam klapsa. Potem, gdy inne metody
      nie skutkowały zmieniło się to.

      Kartoflanka napisała:
      >I może troche odbiegam od tematu, ale barzdo podobało mi się to co napisała
      >Klarak na temat posłuszeństwa, dlaczego tak niektórym zależy na tym żeby
      >dziecko było posłuszne? o co tu chodzi? przyznam, ze nie do końca rozumiem

      Na pewno nie jest dobre, żeby dziecko było bezwzględnie posłuszne wszystkim
      wkoło i nie potrafiło samodzielnie myśleć. Ale potrafię sobie wyobrazić
      sytuacje, w których posłuszeństwo wobec rodziców się przydaje - np. gdy małe
      dziecko wybiega na ulicę, czasem lepiej krzyknąć niż czekać aż się zastanowi
      (posłuszne się zatrzyma). Tak samo przy starszych dzieciach - emocje często
      biorą górę nad rozumem (mimo, że dziecko samodzielnie potrafi myśleć) i w
      takich momentach posłuszeństwo rodzicom się przydaje. Teraz ja nie rozumiem,
      kartoflanka, czy zawsze przytakujesz swojemu dziecku jak ma inne zdanie niż
      Twoje? Tak zawsze bez słowa przyjmujesz gdy nie chce Cię słuchac?

      • maksimum Re: Mama, która nie bije-istnieje? 14.04.05, 16:21
        pas_ya napisała:

        > Rodzic, który bije to człowiek słaby psychicznie.

        A ja myslalem,ze ci co nie pala,nie pija i maja osiagniecia w zyciu sa mocni
        psychicznie.

        > Człowiek, który chce przy pomocy strachu i bólu wychować swoje dziecko.
        > Taki człowiek zawsze znajdzie jakieś usprawiedliwienie na poparcie tego co
        robi.
        > Zobaczy wszystko wokół tylko nie uczucia swego dziecka.
        > To jest człowiek dla którego własne uczucia, własne "widzimisię" jest
        > ważniejsze iż uczucia dziecka. Nie zadaje się bólu z miłości.

        A czy milosc nie powinna byc obustronna,czyli dziecko tez powinno kochac
        rodzicow i zachowywac sie zgodnie z wymaganiami?

        > Nawet jak to
        > piszecie "małego" i "czasami" w imię "wyższych celów".
        > Wychowanie przez klapsy to nie wychowanie to tresura oparta na strachu przed
        > bólem.

        Nikt nie zaczyna od bicia,przeciez o wlasnym dziecku mowimy.
        Zaczyna sie od dawania dobrego przykladu,nastepnie sa tlumaczenia,pozniej znowu
        tlumaczenia a klaps przychodzi na koncu jak tlumaczenia nie skutkuja.

        > Która z was chce aby dziecko się jej bało?Przynajmniej tak świadomie?

        A co z respektem dla rodzicow?

        > I czasami kiedy wasze dzieci są nieznośne przypomnijcie sobie jak wy się
        > zachowujecie kiedy macie zły dzień.Odpowiem-jesteście niznośne.
        >
        > Czy chciałybyście żeby ktoś dał Wam wtedy klapsa(matka,mąż, szefowa...)???
        > Czy raczej chciałybyście aby ktoś przytulił, wysłuchał, zrozumiał?
        > Dzieci chcą tego samego od Was. I często po to są nieznośne żebyście zwróciły
        > na nie uwagę.

        To zachowanie spotyka sie rowniez u doroslych kobiet,ze sa nieznosne wlasnie po
        to by zwrocic na siebie uwage i czy powinnismy na dorosle kobiety zwraca uwage
        gdy sa nieznosne???
        Niektorzy to lubia,ale to jest mentalnosc trzecioswiatowa.

        > A znacie to :"Nie czyń drugiemu co tobie nie miłe"?...

        O ta nieznosnosc Ci chodzi?
        • maja45 Re: Mama, która nie bije-istnieje? 14.04.05, 16:25
          Maksimum, Ty piszesz w tak dziwny sposób,zę trudno zrozumieć o co Ci chodzi.To
          raz.A dwa wydajesz się byc strasznie smutnym i toksycznym człowiekiem.I
          bynajmniej nie chodzi tu o to ze mam inne zdanie.
          Marta
        • pas_ya Re: Mama, która nie bije-istnieje? 14.04.05, 17:01
          maksimum napisał:

          > pas_ya napisała:
          >
          > > Rodzic, który bije to człowiek słaby psychicznie.
          >
          > A ja myslalem,ze ci co nie pala,nie pija i maja osiagniecia w zyciu sa mocni
          > psychicznie.
          >
          > > Człowiek, który chce przy pomocy strachu i bólu wychować swoje dziecko.
          > > Taki człowiek zawsze znajdzie jakieś usprawiedliwienie na poparcie tego c
          > o
          > robi.
          > > Zobaczy wszystko wokół tylko nie uczucia swego dziecka.
          > > To jest człowiek dla którego własne uczucia, własne "widzimisię" jest
          > > ważniejsze iż uczucia dziecka. Nie zadaje się bólu z miłości.
          >
          > A czy milosc nie powinna byc obustronna,czyli dziecko tez powinno kochac
          > rodzicow i zachowywac sie zgodnie z wymaganiami?

          A czy ty znasz dziecko, które nie kocha rodziców?
          I jakie ty masz doświadczenia człowieku własne dziecko cię skrzywdziło jak
          miało trzy lata czy co???
          Czy w/g ciebie wyznaczenie granic dziecku jest równoznaczne z biciem?

          > > Nawet jak to
          > > piszecie "małego" i "czasami" w imię "wyższych celów".
          > > Wychowanie przez klapsy to nie wychowanie to tresura oparta na strachu pr
          > zed
          > > bólem.

          > Nikt nie zaczyna od bicia,przeciez o wlasnym dziecku mowimy.
          > Zaczyna sie od dawania dobrego przykladu,nastepnie sa tlumaczenia,pozniej
          znowu
          >
          > tlumaczenia a klaps przychodzi na koncu jak tlumaczenia nie skutkuja.


          Zapewniam że nie raz widziałam matki zaczynające od klapsa.
          A przecież zawsze na klapsie można skończyć jak pomysłu na rozwiązanie problemu
          zabraknie prawda?
          Przecież jest się "wielkim" autorytetem ,RODZICEM

          > > Która z was chce aby dziecko się jej bało?Przynajmniej tak świadomie?
          >
          > A co z respektem dla rodzicow?


          Respektem? hmmm... A co z pruskim wychowaniem?
          Dziecko szanuje rodziców i bez przemocy. Jeśli są tego w jego oczach warci. A
          czego są warci sami go uczą i mu pokazują. Od narodzin.


          > > I czasami kiedy wasze dzieci są nieznośne przypomnijcie sobie jak wy się
          > > zachowujecie kiedy macie zły dzień.Odpowiem-jesteście niznośne.
          > >
          > > Czy chciałybyście żeby ktoś dał Wam wtedy klapsa(matka,mąż, szefowa...)??
          > ?
          > > Czy raczej chciałybyście aby ktoś przytulił, wysłuchał, zrozumiał?
          > > Dzieci chcą tego samego od Was. I często po to są nieznośne żebyście zwró
          > ciły
          > > na nie uwagę.
          >
          > To zachowanie spotyka sie rowniez u doroslych kobiet,ze sa nieznosne wlasnie
          po
          >
          > to by zwrocic na siebie uwage i czy powinnismy na dorosle kobiety zwraca
          uwage
          > gdy sa nieznosne???
          > Niektorzy to lubia,ale to jest mentalnosc trzecioswiatowa.

          Znam wielu facetów o których powiedzieć, że są nieznośni to komplement.

          >
          > > A znacie to :"Nie czyń drugiemu co tobie nie miłe"?...
          >
          > O ta nieznosnosc Ci chodzi?

          Sam sobie odpowiedz.
      • maja45 Re: Mama, która nie bije-istnieje? 14.04.05, 16:22
        Moja córka ma 5 lat.Szanuję jej zdanie i indywidualnośc.Gdy jest niegrzeczna
        karcę ję podniesionym głosem i wyjasniam dlaczego nie akceptuje jej zachowania.
        Moje dziecko widzi ze jestem niezadowolona i to,że sprawila mi przykrość jest
        dla niej najwięksża karą.
        Marta
        • maksimum Re: Mama, która nie bije-istnieje? 14.04.05, 22:25
          maja45 napisała:

          > Moja córka ma 5 lat.Szanuję jej zdanie i indywidualnośc.Gdy jest niegrzeczna
          > karcę ję podniesionym głosem i wyjasniam dlaczego nie akceptuje jej
          zachowania.
          > Moje dziecko widzi ze jestem niezadowolona i to,że sprawila mi przykrość jest
          > dla niej najwięksża karą.

          Ty to mnie potrafisz niezle rozsmieszyc.

          > Marta
      • makowapanienka2 Re: Mama, która nie bije-istnieje? 14.04.05, 21:42
        mmmammma napisała:

        > makowapanienka2 napisała:
        > >Denerwuje mnie określenie ,,z natury grzeczne" bo z tego wynikałoby że rod
        > zice
        > >nie musieli się wogóle starać bo im się udało że mają dziecko grzeczne a c
        > i
        > >których dzieci są niegrzeczne mogą powiedzieć ,,bo moje dziecko już jest t
        > akie
        > >niegrzeczne" a nikt nie pomyśli że to zasługa wychowania rodziców. Owszem
        > są
        > >dzieci którym trzeba poświęcić więcej uwagi innym mniej, ale największe
        > >znaczenie ma wychowanie.
        >
        > nie chciałam Cię zdenerwować tym wyrażeniem - "z natury grzeczne";myślę, że nie
        >
        > ma się co czepiać sformułowaniawink sama mam dwoje dzieci i pomimo, że staram
        > się je wychowywać podobnie, z jednym z nich nie mam żadnych kłopotów z drugim
        > często miewam - właściwie, gdybym miała tylko to pierwsze pewnie do dziś
        > myślałabym,że wychowanie dzieci to pestka i nie byłabym w stanie zrozumieć
        > innych mam. Pisząc "z natury grzeczne" miałam na myśli właśnie jak to
        > określiłaś "dzieci którym trzeba poświęcić więcej uwagi

        Aż tak bardzo to się nie zdenerwowałamsmile A moja córcia ma 7 lat.
        Było też troche o dorosłych którzy byli bici jako dzieci więc napisze o sobie. W
        dzieciństwie byłam często bita bywało że nawet codziennie często też na mnie
        krzyczano a byłam raczej spokojnym dzieckiem. Moja mama była schorowana, często
        żle się czuła i pewnie dla tego często puszczały jaj nerwy i z byle powodu
        dostawałam lanie. Rodziców kocham i szanuje ale do dzisiaj pamiętam za co
        niesprawiedliwie dostałam. Jestem osobą zalęknioną, wydaje mi się że nikt mnie
        nie lubi, że jestem do niczego. Pewności nie mam że to jest skutek tego że
        obrywałam w dzieciństwie, ale na pewno miało to jakiś wpływ na to jaka teraz
        jestem.
      • kartoflanka Re: Mama, która nie bije-istnieje? 15.04.05, 11:20
        Teraz ja nie rozumiem,
        kartoflanka, czy zawsze przytakujesz swojemu dziecku jak ma inne zdanie niż
        Twoje? Tak zawsze bez słowa przyjmujesz gdy nie chce Cię słuchac?

        nie przytakuje, po prostu sie nie zgadzam...np. marysia upiera sie zeby w upal
        isc w czapce(welnianej) na plac zabaw, mowie jej ze to mi sie wydaje
        nierozsądne ale jej sprawa(marysuia ma 2,5 roku).
        Nie myslałam o posłuszenstwie i jego braku kiedy chodzi o zapewnienie dziecku
        bezpieczenstwa, bo to jest dla mnie oczywiste.
        Ale np. czesto spotykam sie z sytuacjami kiedy dziecko w niczym nie moze braku
        posluszenstwa okazac, bo rodzic zawsze wie lepiej: w co sie bawic, jaka zabawke
        kupic, kiedy isc na spacer i na ktory plac zabaw, ile razy wolno zjechac ze
        zjezdzalni itd
        moze zreszta bardziej chodzi mi o to reakcje na roznice poglądów, niz o
        posluszenstwo jako takie. chociaz to moim zdaniem troche sie zazebia.
    • chwilka9 Re: Mama, która nie bije-istnieje? 14.04.05, 16:34
      Mam dwóch synów. Nie jestem przeciwniczka klapsów. Znam mnóstwo rodziców
      podzielających moje zdanie i mają bardzo grzeczne i pogodne dzieci. Często się
      zastanawiałam czy moje problemy ze starszym synem nie są spowodowane tym że za
      mało dostaje klapsow. Pozatym ja nie znam nikogo kto by nie dał dziecku klapsa.
      I naprawdę nie wierzę że większość osób odwiedzających to forum to "silnie
      psychicznie" osoby-bo (wybaczcie) za takie się uważacie, nigdy nie dały klapsa.
      Jestem tylko człowiekiem. Nie mam stresującej pracy, mam wspaniałego męża i
      nikt mi nie zarzuci że odreagowuję. Rzadko mi się zdarza bo ostatnio z pół roku
      temu starszego ale młodszemu niedawno się dostało.
      • aka10 Re: Mama, która nie bije-istnieje? 14.04.05, 22:41
        Chwilka9:
        "Często się
        zastanawiałam czy moje problemy ze starszym synem nie są spowodowane tym że za
        mało dostaje klapsow. Pozatym ja nie znam nikogo kto by nie dał dziecku klapsa."

        Moze nie jestes zwolenniczka klapsow,ale tymi zdaniami zupelnie mnie
        powalilas...
    • klarak Re: Mama, która nie bije-istnieje? 14.04.05, 16:50
      ktos mnie pytal, w jaki sposob karze dziecko. szczerze powiem, ze byl taki czas,
      kiedy probowalam za rozne tam przewinienia stosowac szlabany a to na zakup
      jakichs komiksow, a to telewizje. doprowadzilo to do tego, ze w domu byla ciagla
      awantura, plakanie po katach itp. bylam potwornie sfrustrowana, bo nie tak
      chcialm, zeby wygladalo nasze zycie z dzieckiem. zmienilismy to. teraz kara musi
      miec zwiazek z przewinieniem, nawet wiec nie nazwalabym tego kara, tylko
      zadoscuczynieniem. dodam, ze nasze problemy z synem nie sa wielkiego kalibru -
      biora sie z tego glownie, ze jest bardzo roztrzepany. nie widzialam, zeby robil
      cos zlego z premedytacja, czasem sklamie zaaferowany czyms innym, a potem w
      spokojnej rozmowie przyzna sie, ze tylko tak powiedzial na odczep sie. jesli cos
      zniszczy - naprawia lub odkupuje z kieszonkowego, jesli zrobi dziki balagan -
      sprzata itd. staramy sie mu tez (czasem cos sie wymknie wink nie mowic, ze jest
      beznadzieny, zapominalski, leniuch czy cokolwiek, tylko opisujemy, co zrobil i
      mowimy, co czujemy (bylo mi przykro; to mnie irytuje). czasem zdarza sie
      podniesc glos niestety (zwlaszcza, ze oboje pracujemy w domu, gdzie kotluje sie
      dwoje dzieci i nie mamy nawet babci do pomocy, wiec nerwy czasem zawioda jak
      jest za duzo biegania i krzyku), ale widze, ze to go bardzo unieszczesliwia i ze
      duzo lepszy efekt jest, jesli policze do trzech i spokojnie tlumacze. bynamniej
      nie nazwalam bym tego bezstresowym wychowaniem, bezstresowe to jest wedlug mnie
      wtedy, kiedy sie dzieciom nie zwraca uwagi, nawet jak zjadaja babci kapelusz smile
      po prostu nie rzucamy sie wtedy na dziecko z wrzaskiem ryczac "ty idioto" tylko
      prosimy, zeby oddalo kapelusz, a jak nie chce, stanowczo odbieramy smile)
    • edytka73 Re: Mama, która nie bije-istnieje? 14.04.05, 21:36
      Zdarzyło mi się uderzyć, czułam się potem podle, teraz tego nie robię i jest
      nam o wiele lepiej. Mały ma 3;3 i ma swoje różne humorki, ale od tego jestem
      dorosła, żeby sobie z tym radzić bez przemocy.

      Zakazy i nakazy w ilosci niezbędnej - im mniej tym lepiej, bo bym nie wyrobiła
      z egzekwowaniem.
      Każdy ma czasem gorszy dzień, dziecko też. Staram się rozumieć, jak się czuje i
      dlaczego MUSI sie tak a nie inaczej zachować.
      Daję ponieść konsekwencje: rozlałeś - ścierasz, ubrudziłeś się - myjesz się,
      obrażasz mnie - nie rozmawiam z tobą, bijesz dzieci w piaskownicy (w tym
      sezonie już się zdarza) - wychodzimy z piasku, nie umyłeś rąk - nie dostajesz
      jedzenia. Grunt to konsekwencja, dzieci naprawde szybko to łapią i potem jest z
      górki.

      Mam natomaist pytanie do tych, którzy "klapią": a co, jesli klaps nie działa???
      I dziecko nadal nie zmienia swojego zachowania??? Drugi, trzeci, dziesiąty
      klaps???
      • chwilka9 Re: Mama, która nie bije-istnieje? 14.04.05, 22:12
        A co jeśli nie działa: rozlałeś-wycieraj? Mozna zadać podobne pytanie. Ktoś mi
        kiedyś powidział że jego zdaniem lepiej jest dać klapsa niż znecać się
        psychicznie. Nakazy, zakazy...przecież to też przemoc tylko psychiczna, to też
        wymuszenie posłuszeństwa, to też stawianie nas dorosłych "ponad" dzieci-nie
        zapominajmy o tym. Nie jestem wielką zwolenniczką klapsów ale uważam że nie
        można w niczym przesadzać ani w jedną ani w drugą stronę. Znam również
        dziecko "bez klapsów" które nigdy nie mogło się brudzić ani bawić swoimi
        zabawkami "bo bałagan"-jest zamknięte w sobie, nie ma kolegów (10 lat).
      • maksimum Re: Mama, która nie bije-istnieje? 14.04.05, 22:45
        edytka73 napisała:

        > Daję ponieść konsekwencje: rozlałeś - ścierasz, ubrudziłeś się - myjesz się,
        > obrażasz mnie - nie rozmawiam z tobą, bijesz dzieci w piaskownicy (w tym
        > sezonie już się zdarza) - wychodzimy z piasku, nie umyłeś rąk - nie dostajesz
        > jedzenia. Grunt to konsekwencja, dzieci naprawde szybko to łapią i potem jest
        >z górki.

        To rzeczywiscie najlepsze wyjscie.

        > Mam natomaist pytanie do tych, którzy "klapią": a co, jesli klaps nie
        >działa???

        Wlasnie o tym chcialem powiedziec,ze na jednych dziala,a na innych nie.
        Na syna lepiej dziala jak na niego krzykne.
        No ale wczoraj znowu sie bawili w te swoje kung-fu i zapasy i tak przylozyl
        corce w zeby,ze krew jej przez kilka minut leciala.nie bede juz wspominal,ze
        siniak na czole przykrywa od tygodnia grzywka.Obejrzalem ja,czy ma zeby na
        miejscu,bo to juz nie pierwszy raz w zeby od niego dostala.Oczywiscie oni sie
        tak bawia,ale raz na pare miesiecy krew sie poleje,no wiec juz mu chcialem kopa
        przylozyc,ale byl szybszy i uciekl z domu.

        > I dziecko nadal nie zmienia swojego zachowania??? Drugi, trzeci, dziesiąty
        > klaps???

        Zakazalem im tych roznych dzu-jitsu i na razie jak corke zeby bola,to sie nie
        bawia ze soba.

        • jagawi Re: Mama, która nie bije-istnieje? 15.04.05, 17:06
          > No ale wczoraj znowu sie bawili w te swoje kung-fu i zapasy i tak przylozyl
          > corce w zeby,ze krew jej przez kilka minut leciala.nie bede juz wspominal,ze
          > siniak na czole przykrywa od tygodnia grzywka.Obejrzalem ja,czy ma zeby na
          > miejscu,bo to juz nie pierwszy raz w zeby od niego dostala.Oczywiscie oni sie
          > tak bawia,ale raz na pare miesiecy krew sie poleje,no wiec juz mu chcialem kopa
          > przylozyc,ale byl szybszy i uciekl z domu.

          Agresja rodzi agresje, to oczywiste. Jezeli kopami wychowujesz dzieci, nic dziwnego, ze krew sie leje, a
          syn ucieka przed Toba z domu.
          • matka8 Re: Mama, która nie bije-istnieje? 15.04.05, 18:23
            > No ale wczoraj znowu sie bawili w te swoje kung-fu i zapasy i tak przyloz
            > yl
            > > corce w zeby,ze krew jej przez kilka minut leciala.nie bede juz wspominal
            > ,ze
            > > siniak na czole przykrywa od tygodnia grzywka.Obejrzalem ja,czy ma zeby n
            > a
            > > miejscu,bo to juz nie pierwszy raz w zeby od niego dostala.Oczywiscie oni
            > sie
            > > tak bawia,ale raz na pare miesiecy krew sie poleje,no wiec juz mu chciale
            > m kopa
            > > przylozyc,ale byl szybszy i uciekl z domu.
            Gdyby mój syn zrobił cos takiego mojej córce, to bym chyba go tak sprała, że nie
            mógłby siedzieć przez tydziń.I nie przejmowałabym się gadaniem jakiś kabiet,
            które po swiom dachem wychowują kolejne pokojenie przestępców.A jak by uciekł z
            domu to bym na niego poczekała i go zlała paskiem na goły tyłek bez względu na
            to ile ma lat.
          • maksimum Re: Mama, która nie bije-istnieje? 15.04.05, 22:00
            jagawi napisała:

            > > No ale wczoraj znowu sie bawili w te swoje kung-fu i zapasy i tak przyloz
            > yl corce w zeby,ze krew jej przez kilka minut leciala.nie bede juz wspominal
            > ,ze siniak na czole przykrywa od tygodnia grzywka.Obejrzalem ja,czy ma zeby n
            > a miejscu,bo to juz nie pierwszy raz w zeby od niego dostala.Oczywiscie oni
            > sie tak bawia,ale raz na pare miesiecy krew sie poleje,no wiec juz mu chciale
            > m kopa przylozyc,ale byl szybszy i uciekl z domu.
            >
            > Agresja rodzi agresje, to oczywiste. Jezeli kopami wychowujesz dzieci,

            Nie zdarzylem bo uciekl ale mialem szczera chec.

            > nic dziwnego, ze krew sie leje, a syn ucieka przed Toba z domu.

            Pierwszy raz uciekl jak mial 5 lat i zabral ze soba recznik,ale za pare minut
            wrocil.
            Moje dzieci sa hyperactive i caly czas cos robia,poza tym bardzo dobrze sie
            ucza i sa spokojne w szkole,szczegolnie syn,bo corka lubi gadac na lekcjach.
            Chodze z nimi codziennie do parku i gramy w kosza ale to nie wystarcza.
    • rrhadane Moja mama nigdy mnie nie uderzyła 14.04.05, 22:44
      a ja bylam bardzo spokojnym, pogodnym, grzecznym dzieckiem. Wychowanie bez
      klapsow wcale mi nie zaszkodziło. Nie wiem, jak to robiła - jakoś
      tak,naturalnie, mowiła mi, co mam robić, a czego nie, albo ze coś źle zrobiłam -
      nawet na mnie nie krzyczała specjalnie. Pamietam kiedy raz odezwałam się do
      niej niegrzecznie, wtedy powiedziała spokojnie: Czy ja sie kiedyś tak do ciebie
      odezwałam? Boże, jak mi wstyd było. Ona po prostu zawsze traktowała mnie z
      szacunkiem. I zawsze była (i jest) bardzo ciepła, spokojna, wyrozumiała. Od
      bycia z nia człowiek staje sie lepszy. Bez bicia.
      Ja nie jestem aż taka i swoje dziecko dwa razy zlalam - ostatni, kiedy miało 4
      lata. Od tamtego czasu nie ukaralam córki ani razu, mogę policzyć na palcach
      jednej ręki, ile razy na nia serio nawrzeszczałam. Ale to był zawsze mój
      problem, mój strach lub moja bezradność.
      No więc poza dwoma laniami chyba nigdy nie była karana, i też jakos jej to nie
      szkodzi, wprost przeciwnie. Teraz ma prawie 14.
    • matka8 Re: Mama, która nie bije-istnieje? 15.04.05, 17:32
      Zgadzam się z ,,mmmammma''.Ja też swoim dziecią daję klapsy.I uważam, że wcale
      im przez to psychiki nie łamię.Mam dwójkę dzieci:8- letnią Karolinę i 4-
      letniego Filipa.Karolcia mimo, że ma już 8 lat też czasem dostanie klapsa, a
      nawet lanie paskiem.Filip jest bardzo rozbrykany i od czasu do czasu dostaje w
      tyłek.
      Bo powiedzcie jak wytłumaczyć cztero latkowi, że nie wolno wbiegać pod
      samochody, ani na ulice.Mój synek gdfy rok temu wbiegł na ulice i prawie go
      samochód nie rozjechał, dostał od moijego męża w domu porządne lanie paskiem na
      goły tyłek. I jakoś poskutkowało.
      • matka8 Re: Mama, która nie bije-istnieje? 15.04.05, 18:01
        Jeszcze jedno.Mi się wydaje, że mówimy o klapsie, a nie o maltretowniu i
        znencaniu się nad dzieckiem.
        • maja45 Re: Mama, która nie bije-istnieje? 15.04.05, 18:05
          A bicie 4-latka paskiem to według Ciebie jest co-masaż relaksacyjny?
          Bo jak dla mnie to juz jest maltretowanie, ale jak widać ludzie maja do tego
          rózny stosunek.
          M.
          • matka8 Re: Mama, która nie bije-istnieje? 15.04.05, 18:18
            A bicie 4-latka paskiem to według Ciebie jest co-masaż relaksacyjny?
            > Bo jak dla mnie to juz jest maltretowanie, ale jak widać ludzie maja do tego
            > rózny stosunek.
            > M.
            To może miałam Mu pozwolić, żeby sobie wskoczył pod samochód???A póżniej
            najlepiej, żeby w trumnie wyciągał z tego wnioski.
            Ja nie powiedziałam, że Bartka bije paskiem od rana do nocy, tylko w
            wyjątkowych sytuacjach, a ta sytuacja była wyjątkowa.
            • maja45 Re: Mama, która nie bije-istnieje? 15.04.05, 18:20
              Wiesz-4 latek to już spore, rozumne dziecko.naprawdę myśle,że można
              wytłumaczyc mu takie rzeczy werbalnie , a nie za pomocą siły.
              M.
              • matka8 Re: Mama, która nie bije-istnieje? 15.04.05, 18:29
                maja45 napisała:

                > Wiesz-4 latek to już spore, rozumne dziecko.naprawdę myśle,że można
                > wytłumaczyc mu takie rzeczy werbalnie , a nie za pomocą siły.
                > M.
                Tak tylko mój syn miał wtedy trzy lata.I nie każde dziecko jest takie
                samo.Filip dostał w tyłek za to, że wybiegł na ulice.To nie jest byle
                przewinienie.Są rzeczy, których za pomocą rozowy nie do się wytłumaczyć, a są,
                które się da.A Filipowi tak się składa mąż wiele razy tłumaczył, że nie wolno
                wybiegać na ulice.I dopiero po laniu przestał uprawiać tego typu praktyki.
                A po zatym jedno dobre lanie jeszcze nikomu nie zaszkodziło i nie złamało psychiki.
                • aka10 Re: Mama, która nie bije-istnieje? 15.04.05, 19:44
                  A blad byl Twoj,bo TY mialas dziecko za reke trzymac i nie dac mu wybiec pod
                  ten samochod.Najpierw go przypilnowac nie potrafisz,a potem zwalasz na
                  wyjatkowa sytuacje i pasem lejesz.Wlos sie na glowie jezy,jak cos takiego
                  czytam.
                  • matka8 Re: Mama, która nie bije-istnieje? 15.04.05, 20:44
                    > A blad byl Twoj,bo TY mialas dziecko za reke trzymac i nie dac mu wybiec pod
                    > ten samochod.Najpierw go przypilnowac nie potrafisz,a potem zwalasz na
                    > wyjatkowa sytuacje i pasem lejesz.Wlos sie na glowie jezy,jak cos takiego
                    > czytam.
                    Taka jesteś mądra???Ciekawe jak ty byś trzymała dziecko za rękę, gdybyś miała
                    jeszcze tone zakupów.Ja na spacer wtedy nie poszłam sobie.
                    I wogóle masz dzieci???Mi się wydaje, że nie, bo jakbyś miała to byś
                    wiedziała, że dzieci trzy letnie są bardzo ruchliwe.
                    • aka10 Re: Mama, która nie bije-istnieje? 15.04.05, 21:08
                      Wlasnie dlatego,ze mam dzieci,uwazam,ze wina byla Twoja.3-latki tez mialam,ale
                      zaden pas ani reka nie byly mi do wychowania potrzebne.Pozdrawiam.
                      • matka8 Re: Mama, która nie bije-istnieje? 15.04.05, 21:49
                        > Wlasnie dlatego,ze mam dzieci,uwazam,ze wina byla Twoja.3-latki tez mialam,ale
                        > zaden pas ani reka nie byly mi do wychowania potrzebne.Pozdrawiam.
                        Wiesz co???Wez sie lepiej zastanów co ty mówisz.Są różni ludzie, bo tyle ile
                        jest ludzi tyle jest najprzeróżniejszych technik wychowania.Ja akurat wybrałam
                        tę tzw,,staroświecką''I właśnie w ten sposób będę wychowywać i wychowuje moje
                        dzieci.Bo wyobraż sobie Karolina ma juz 8 lat i na tej metodzie została
                        wychowana.I jakoś jeszcze żyje, jej psychika też nieżle się trzyma.A teraz
                        jakiegos potwora ze mnie zrobicie co swoje dzieci maltretuje jednym laniem albo
                        klapsami
                        • hella100 Łomatko8!!!!!!! 16.04.05, 13:29
                          Jestem wstrzasnieta tym, co napisalas! Gdybym mogla to zglosilabym to gdzie
                          trzeba, to podchodzi pod znecanie sie nad dzieckiem, do tego malym dzieckiem.
                          Tak, mam dzieci, moj 9cio letni syn ma ADHD, wiec nie nalezy do spokojnych,
                          grzecznych dzieci ale NIE WYOBRAZAM sobie, ze moglabym go bic pasem!!!
                          Przyznam, ze zdazylo mi sie dac mu klapsa, ale pozniej czulam sie podle. Jak
                          mozna bic kogos slabszego i w 100% zaleznego od siebie. MAKABRA.
                          pozdrawiam i zycze Twoim dzieciom, zebys sobie przemyslala to co robisz.
                • lola211 Re: Mama, która nie bije-istnieje? 16.04.05, 23:08
                  To Tobie powinien ktos tylek zlac paskiem, moze by do Ciebie dotarlo, ze
                  zachowujesz sie karygodnie.
                  Ja widzialam rodziców, ktorzy publicznie bili pasem i policzkowali syna,
                  zapewne tez dla jego dobra.Tacy ludzie sa pokrzywieni.
                  A po zatym jedno dobre lanie jeszcze nikomu nie zaszkodziło i nie złamało psych
                  > iki.

                  A na czym opierasz to twierdzenie? Skutki lania ciagna sie za czlowiekiem cale
                  zycie.

                  • matka8 Re: Mama, która nie bije-istnieje? 17.04.05, 18:42
                    Nigdy nie biłam swoich dzieci paskiem na ulicy.Jak już to raz tylko dałam
                    klapsa synowi, za złe zachowanie w sklepie.I to wszystko!!I po raz enty mówi nie
                    rób ze mnie psychopatki.Pozdrawiam
                    • lola211 Re: Mama, która nie bije-istnieje? 17.04.05, 20:11
                      Nie napisalam, ze Ty równiez robisz to publicznie, przytoczylam tylko fakt,
                      ktory mialam okazje zaobserwowac a propos tematu ,gdyby ci durni rodzice byli
                      bardziej dyskretni oczywiscie nie wiedzialabym o tym, ze bija to dziecko.

                      Oceniajac Twoje zachowanie nie mialam na mysli publicznego wymierzania kary,
                      tylko sam fakt bicia dzieci, zwlaszcza pasem.Karygodne- dowodzi, ze nie
                      potrafisz w inny sposób zapanowac nad wlasnymi dziecmi, moze popracuj nad tym,
                      zanim po raz kolejny uzyjesz paska.

                      Nie wiem, czemu piszesz "po raz enty", wydaje mi sie, ze tylko raz odnioslam
                      sie do Twojej wypowiedzi.
                      • matka8 Re: Mama, która nie bije-istnieje? 17.04.05, 22:47
                        > Nie wiem, czemu piszesz "po raz enty", wydaje mi sie, ze tylko raz odnioslam
                        > sie do Twojej wypowiedzi.
                        Pisze poraz enty dlatego, że mam dość udowadniania, że nie jestem przysłowiowym
                        wielbłądem.Niektórzy z was robią ze mnie psychopatke i jakąś wariatke, która
                        maltretuje swoje dzieci.A opisałam tylko jedną sytuacje ze swojego życia, która
                        już nigdy się nie zdarzyła.I chyba napisałam wyrażnie, że mój syn dostał lanie
                        tylko JEDEN RAZ w życiu(i zapewne na tym się skończy)
            • pas_ya Re: Mama, która nie bije-istnieje? 15.04.05, 19:13
              matka8 napisała:

              > A bicie 4-latka paskiem to według Ciebie jest co-masaż relaksacyjny?
              > > Bo jak dla mnie to juz jest maltretowanie, ale jak widać ludzie maja do t
              > ego
              > > rózny stosunek.
              > > M.
              > To może miałam Mu pozwolić, żeby sobie wskoczył pod samochód???A póżniej
              > najlepiej, żeby w trumnie wyciągał z tego wnioski.
              > Ja nie powiedziałam, że Bartka bije paskiem od rana do nocy, tylko w
              > wyjątkowych sytuacjach, a ta sytuacja była wyjątkowa.

              Ty matka też wyjątkowa jesteś, nie ma co...

    • lila1974 Re: Mama, która nie bije-istnieje? 15.04.05, 17:45
      Tata nigdy mnie nie uderzył, nie było klapsów, a tym bardziej bicia, a jednak
      czułam do niego głęboki szacunek i respekt. Nie znaczy to, że się zawsze
      słuchałam, ale nie pyskowałam i nie stosowałam fochów wobec niego. Mamie
      zdarzało się przetrzepać mi skórę. Jeśli wyciągała pasa, to przewinienie
      musiało być grubsze. Za pyskowanie, czy jakieś fochy dostawałam
      pojedyncze "strzały". Oj, nie lubiłam tego i efekty też były marne, pyskowałam
      nadal - taki charakterek.
      Pamiętając o tym, jak wówczas się czułam i że żadnych porządanych efektów to
      nie dawało, nie biję swoich córek. Owszem zdarzyło mi się w przypływie złości
      dać starszej klapa, ale uważam to za osobistą porażkę. Ten klaps miał na celu
      przywołanie jej do porządku, a co osiągnął? Jeszcze większy żal i złość zarówno
      jej, jak i moją. Niestety, zdarza mi się podnieść głos (i to o wiele decybeli).
      Żenada! Tak samo - nie osiągnę nic więcej, jak tylko chwilowy upust pary w
      gwizdek.
      Widzę jednak światełko nadziei. Odkąd zrobiło się słonecznie, mam w sobie
      więcej ciepła. Nie wpadam w niepohamowaną furię. Sprawy sporne załatwiam
      sposobem, a nie siłą. Szczerze mówiąc, to moje dziecko jest grzeczne, tyle
      tylko, że absorbujące i wcale nie zasługuje na dotkliwe karanie. Coraz
      wyraźniej dostrzegam, że rodzicielska "przemoc" jest prostacką metodą na
      wyładowanie się. Jeszcze do niedawna sądziłam, że czasami bicie jest
      usprawiedliwione, ale dziś dociera do mnie, że NIE!
      • matka8 Re: Mama, która nie bije-istnieje? 15.04.05, 18:15
        Ludzie nie popadajmy w skrajności.Jak juz powiedziałam, my tu nie mówimy o
        maltretowanium, czy znencaniu psychicznym.Mówimy o klapsie, a to już jest co innego.
        Tak się akurat składa, że jak kiedyś były stosowane kary cielesne, to mnie było
        wulgarnej młodzieży.Teraz powiesz coś takiemu smarkaczowi, to tylko ci zacznie
        jechać słownictwem na k...i h...Nawet miejsca nie ustąpi staruszce.
        Ostatnoi jak moja córka opowiadała co się u niej w szkole dzieje to mi sie włos
        na głowie jeżył.Coraz więcej młodzieży pijanej chodzi, nawet 10 czy 12 latkowie.
        Więc nie wydaje mi się, żeby kary cielesne były jakimś maltretowaniem.Solidne
        lanie od czasu do czasu jeszcze nikomu nie zaszkodziło.
        • matka8 Re: Mama, która nie bije-istnieje? 15.04.05, 20:49
          Ludzie jacy wy jesteście dziwni.Oglądaliście film ,,Pręgi''???Tam właśnie było
          maltretowanie.A widzieliście matke dającą klapsa dziecku na ulicy jeśli się
          niestosownie zachowuje???Jeśli tak, to tam właśnie były klapsy wychowawcze(nie
          mylić z maltretowaniem)
          • myszamisiowa Re: Mama, która nie bije-istnieje? 15.04.05, 21:26
            Mamy,które nie biją swoich dzieci istnieją i znam ich całkiem sporo. Jestem
            jedną z nich.Mój syn ma 5lat i jest bardzo "rozbrykanym" dzieckiem, ale moim
            zdaniem cecha ta nie ma nic wspólnego z posłuszeństwem a tym bardziej z biciem,
            czy jak niektóre piszecie "z klapsem".Może różnic tkwi w sile wymierzonej
            kary , ale upokorzenie dla dziecka jest takie samo. Ja nie pozwoliłabym aby
            mnie ktoś uderzył ,obojętnie czy mocno czy lekko,więc nie mogę zrozumieć czemu
            miałabym to zrobić mojemu dziecku...Co do sytuacji ,o których piszecie np.o
            egzekwowaniu posłuszeństwa przy przechodzeniu przez ulicę, to przecież chyba
            każdy tłumaczy dziecku od samego prawie początku jak na ulicy trzeba się
            zachować a oprócz tego trzyma za rękę ( ja tak robię) i to przynosi efekty po
            pewnym czasie( mój syn już wie jak należy się zachowywać w tej sytuacji i
            grzecznie sam podaje rączkę). I tak jest chyba w każdej innej sytuacji.
            Dlaczego bić zamiast nauczyć?
          • edytka73 Re: Mama, która nie bije-istnieje? 15.04.05, 21:41
            Matka8, szukasz różnych usprawiedliwień na swoje bicie dzieci...
            Powiedz mi, proszę, czego się tak naprawdę nauczy 4-latek, który po próbie
            wbiegnięcia na ulice dostanie lanie pasem (dla mnie to przestepswto: lanie
            pasem 4-latka, po powrocie do domu, na zimno, z wyrachowaniem kata)?
            Że po bieganiu na ulicy boli tyłek? A jaki tu związek przyczynowo-skutkowy i
            logika? I tak, jak juz ktoś napisał - to Ty jesteś dorosła, Twoim obowiżakiem
            jest zadbac o to, żeby dziecko - idące z Tobą - przeszło przez ulice
            bezpiecznie. I pzreciez nie był to pierwszy raz, kiedy pzrechodziłas z Małym
            przez ulicę. I wiem, co mówię, bo nie raz odbierając Małego z przedszkola
            robiłam zakupy, niosłam 4-5 reklamówek, torebkę, czasem jeszcze parasol. Ale
            ulica to jest ulica i dziecko wtedy już wiedziało, że samemu pzrechodzić nie
            moze. W ostateczności poprosiłam kiedyś przechodżąca kobietę, zeby go
            przeprowadziła, bo mi "brakło rąk". Wszystko da się załtwić bez bicia.
            • matka8 Re: Mama, która nie bije-istnieje? 15.04.05, 21:55
              > Matka8, szukasz różnych usprawiedliwień na swoje bicie dzieci...
              > Powiedz mi, proszę, czego się tak naprawdę nauczy 4-latek, który po próbie
              > wbiegnięcia na ulice dostanie lanie pasem (dla mnie to przestepswto: lanie
              > pasem 4-latka, po powrocie do domu, na zimno, z wyrachowaniem kata)?
              > Że po bieganiu na ulicy boli tyłek? A jaki tu związek przyczynowo-skutkowy i
              > logika? I tak, jak juz ktoś napisał - to Ty jesteś dorosła, Twoim obowiżakiem
              > jest zadbac o to, żeby dziecko - idące z Tobą - przeszło przez ulice
              > bezpiecznie. I pzreciez nie był to pierwszy raz, kiedy pzrechodziłas z Małym
              > przez ulicę. I wiem, co mówię, bo nie raz odbierając Małego z przedszkola
              > robiłam zakupy, niosłam 4-5 reklamówek, torebkę, czasem jeszcze parasol. Ale
              > ulica to jest ulica i dziecko wtedy już wiedziało, że samemu pzrechodzić nie
              > moze. W ostateczności poprosiłam kiedyś przechodżąca kobietę, zeby go
              > przeprowadziła, bo mi "brakło rąk". Wszystko da się załtwić bez bicia.
              >
              Może i masz racje.Ale jak juz wspomniałam wiele razy tłumaczyłam małemu, że nie
              wolno wbiegać na ulice.Bo on sam sobie nie przechodził przez jezdnie, tylko na
              nią wbiegł wprost pod jadący samochód.I co pózniej w trumnie miał wyciągać
              konsekwencje z tego co zrobił????A konsekwencje chyba jakieś wyciągnął, bo od
              tamtego zdarzenia ani razu nie wbiegł na jezdnie.
              A lanie było raz w zyciu i prosze was nie róbcie ze mnie jakiejś psychopatki,
              która maltretuje swoje dziecko.Każdy ma inny pogląd na wychowanie dzieci.
        • kuba-and-twins Re: Mama, która nie bije-istnieje? 15.04.05, 21:29
          Bije - to zła mama, nie bije - cacy i w ogóle SUPER-MAMA!
          Zaraz, zaraz... A co zamiast bicia? Może syczy przez zęby do dziecka? Może
          mamrocze pod nosem? Może zrobi "minę" , że nie wiadomo, o co chodzi i chodzi
          cały dzień naburmuszona? Obraża się na dziecko? Może wrzeszczy jak opętana? ...
          I co, uważacie, że takie zachowanie jest lepsze od przysłowiowego klapsa?
          Uważam, że skoro nie bijecie, to jakoś ta frustracja i złość musi z was
          wyjść... No, chyba że każda z was jest anielskiego usposobienia. Zazdroszczę!
          Byłam bita, paskiem, nie "w afekcie" tylko jakiś czas po, zebym przemyślała.
          Koszmar!!! Tego nigdy nie powtórzę. Mojego nieznośnego 3,5 latka zdarza mi się
          klepnąć w odpowiednie do tego miejsce. Mea culpa. Nigdy więcej. Wyrzuty
          sumienia, obiecanki na przyszłość... Do nastepnego razu. Ale niezmiernie
          rzadko, co poczytuję sobie za niezłe osiagnięcie. Jestem człowiekiem li i
          tylko. Ale nim nie pomiatam, nie poniżam. Wie, ze jestem wściekła, ale wie też,
          że mi przejdzie za chwilę...
          ALe tak baaaardzo szczerze: wolałabym go w ogóle nigdy nie uderzyć!!!
          • rendziak Re: Mama, która nie bije-istnieje? 15.04.05, 21:38
            ja pamiętam, że lanie paskiem dostałam jeden jedyny raz w życiu ( raptem dwa
            strzałysmile - miałam pięć lat i uciekłam z kolegami( straszymi) bawić sie w
            podchody po całej dzielnicy....efekt był taki , że już nie opuszczałam swojego
            podwórka na kroksmile
            zdarzały sie też klapsy czasami......i wiecie co????
            wyobraźcie sobie że żyje i mam się świetnie:smile))
            mało tego kocham swoich rodziców i mam do nich ogromny szacunek
            mój Kacperek ma dopiero 5 miesięcy ale wiem że bede mamą , która w
            ostateczności gdy juz żadne tłumaczenia ani sposoby nie pomogą da dziecku
            klapsa w tyłek........i uwierzcie mi nie będzie to żadna zbrodnia
            sporadyczny klaps w tyłek jeszcze żadnemu dziecku nie zaszkodziłsmile
            klaps - czyt lekkie pacnięcie w pośladek dłonią - bez rozmachusmile
            - co by mnie nie posądzano o maltretowaniesmile
            • matka8 Re: Mama, która nie bije-istnieje? 15.04.05, 21:44
              No nareszcie ktos normalnie myslący, ktoś kto nie będzie chował po swoim domem
              kolejnego przestępce.Ludzie, którzy się tutaj opowiadają za nie dawaniem w
              skóre, mylą chyba klapsy z maltretowaniem.
              Zastanówcie się lepiej, zanim znów nie wychowacie kolejnego młodocianego bandyte.
    • merrlin Re: Mama, która nie bije-istnieje? 15.04.05, 21:50
      Nie byłam bita (oj jakież to wizje roztaczano przed moimi rodzicami co to z nas
      wyrośnie. Nie wiem co czułabym do rodziców, jakie bylyby nasze relacje gdybym
      bita była. Kocham ich do szleństwa smile)))))))) To strasznie fajni ludzie po
      prostu. Ja nie wierzę w to "wyrosłem na ludzi bo byłem bity" chyba
      raczej "mimo iż... Ogólnie -nie bijam ludzi w tym swoich młodych, ani innych -
      no nie wiem pani w sklepie, ze mi reszty źle wydała albo pana który mi nie
      ustapił miejsca w autobusie. Jakbym uderzyła takiego pana pewnie policję by
      wezwał. A dziecko jest ludziem innym tylko malutkim -tym bardziej nie można go
      bić. Co do rodziców...nie wiem...nie chciałabym za częśto sie spotykać z ludźmi
      którzy mnie biją/bili. Dlatego omijam ciemne ulice na przykład smile Ale moze z
      rodzicami byłoby inaczej. Byłabym złamana na tyle, ze czuła do nich "szacunek".
      Na szczęście nie było mi dane sprawdzić. Moim dzieciom, dołożę do tego
      wszelkich starań, też nie będzie to dane smile A ze wkurzą czasami takie stwory
      człowieka do białości. Fakt! Ale to ja jestem ta "duża" -10 głebokich oddechów,
      chwila zastanowienia. Trudne nie jest ...
      • edytka73 Re: Mama, która nie bije-istnieje? 15.04.05, 23:48
        Merrlin - bardzo mi się podoba, co napisałaś smile))
    • mmmammma Re: Mama, która nie bije-istnieje? 16.04.05, 01:28
      aka10 napisała:
      >A blad byl Twoj,bo TY mialas dziecko za reke trzymac i nie dac mu wybiec pod
      >ten samochod.Najpierw go przypilnowac nie potrafisz,a potem zwalasz na
      >wyjatkowa sytuacje i pasem lejesz.Wlos sie na glowie jezy,jak cos takiego
      >czytam.
      edytka73 napisała:
      >I tak, jak juz ktoś napisał - to Ty jesteś dorosła, Twoim obowiżakiem
      >jest zadbac o to, żeby dziecko - idące z Tobą - przeszło przez ulice
      >bezpiecznie. I pzreciez nie był to pierwszy raz, kiedy pzrechodziłas z Małym
      >przez ulicę. I wiem, co mówię, bo nie raz odbierając Małego z przedszkola
      >robiłam zakupy, niosłam 4-5 reklamówek, torebkę, czasem jeszcze parasol. Ale
      >ulica to jest ulica i dziecko wtedy już wiedziało, że samemu pzrechodzić nie
      >moze. W ostateczności poprosiłam kiedyś przechodżąca kobietę, zeby go
      >przeprowadziła, bo mi "brakło rąk".

      Po prostu świetnie! Gratuluję edytka73, że tak fantastycznie sobie radzisz we
      wszystkich sytuacjach i że jesteś taka zaradna. Niestety nie każda mama jest
      taka idealna. I jestem pewna, że jakby zrobić jakiś sondaż, to nie jednej z nas
      dziecko się wyrwało i miało chęć/udalo mu się wyskoczyć na ulicę. Wśród tych
      mam zapewne są te, które szły z dwójką (lub większą ilością) dzieci,
      przemęczone i pochłonięte wieloma problemami. Ja mam dwójkę dzieciaczków (małe,
      niewielka różnica wieku) i jak zbliżamy się do ulicy to często nie wiem,
      którego maluszka mam łapać za ręce. Mam szczęście, że to jedno jest bardzo
      zdyscyplinowane więc samo mnie łapie, ale nie wyobrażam sobie już dwójki
      takich "diabełków" - a co mówić o trójce. Wracając do tematu wypadki zdarzają
      się dzieciom często i to nie zawsze tym niedopilnowanym (a może nawet takim
      rzadziej, bo są zwykle bardziej zaradne życiowo). Nie róbcie więc z matki8
      wyrodnej matki, nie uogólniajcie, że nie potrafi dopilnować własnego dziecka.
      Dziewczyna dała 1 przykład ze swojego życia a tu już jej wystawiają ocenę za
      opiekę nad dzieckiem. Nie przesadzacie trochę? To strach coś tu napisać, bo od
      razu napadną na człowieka i wmówią, że nie umie się nawet zająć własnym
      dzieckiem....

      edytka 73:
      >Powiedz mi, proszę, czego się tak naprawdę nauczy 4-latek, który po próbie
      >wbiegnięcia na ulice dostanie lanie pasem (dla mnie to przestepswto: lanie
      >pasem 4-latka, po powrocie do domu, na zimno, z wyrachowaniem kata)?
      >Że po bieganiu na ulicy boli tyłek? A jaki tu związek przyczynowo-skutkowy i
      >logika?
      Jeśli dostaje pasem na codzień (ale nie o takich przypadkach tu mówimy), to
      napewno nic się nie nauczy. Ale jeśli dostaje sporadycznie, wyjątkowo to
      sytuacje, uwierz mi zapamięta sobie na całe życie i będzie miał taki odruch, że
      na drugi raz się zatrzyma przed jezdnią. Jaki tu związek przyczynowo-skutkowy?
      Chyba bylaś blisko - "po wtargnięciu na ulicę może boleć tyłek". Nie jestem
      psychologiem ale to podobne do odruchu jakie dzieci odczuwają gdy dajemy im
      odczuć nieprzyjemne konsekwencje ich zachowania (np. zleci ze schodów, rozwali
      głowę, tak szybko nie będzie biegać po schodach). Tylko w przypadku wtargnięcia
      na ulicę żadna mama nie chce żeby jej dziecko doznało naturalnych konsekwencji
      swojego zachowania, więc konsekwencje w postaci paska zastępują go. Co prawda
      można dyskutować czy kara "opóźniona" w stosunku do przyczyny (wtargnięcia)
      daje oczekiwane rezultaty - u mnie dawała-choć zwykle nie była długo odwlekana.

      merrlin:
      >Nie byłam bita (oj jakież to wizje roztaczano przed moimi rodzicami co to z
      nas
      >wyrośnie. Nie wiem co czułabym do rodziców, jakie bylyby nasze relacje gdybym
      >bita była. Kocham ich do szleństwa smile))))))))

      Nie będziemy się licytować kto kocha swoich rodziców bardziej i czyi są
      fajniejsi, jestem już na to za dorosła smile))))

      >To strasznie fajni ludzie po
      >prostu. Ja nie wierzę w to "wyrosłem na ludzi bo byłem bity" chyba
      >raczej "mimo iż...
      >Ogólnie -nie bijam ludzi w tym swoich młodych, ani innych -
      >no nie wiem pani w sklepie, ze mi reszty źle wydała albo pana który mi nie
      >ustapił miejsca w autobusie. Jakbym uderzyła takiego pana pewnie policję by
      >wezwał. A dziecko jest ludziem innym tylko malutkim -tym bardziej nie można go
      >bić. Co do rodziców...nie wiem...nie chciałabym za częśto sie spotykać z
      >ludźmi
      >którzy mnie biją/bili. Dlatego omijam ciemne ulice na przykład smile Ale moze z
      >rodzicami byłoby inaczej.

      Czy na tych ciemnych ulicach to dają w tyłek z miłości? Dla Twojego dobra? Nie
      widzisz różnicy w motywacjach? Jakoś nie za mocno biją u Ciebie na tych
      ciemnych ulicach i tylko w tyłek? Dodam jeszcze, że bicie nie wyklucza długich
      rozmów. Zawsze byłam uświadamiana za co dostałam - rodzice mi tłumaczyli co
      złego zrobiłam. Oczywiście w momencie gdy oberwałam byłam na nich zła. Ale
      szybko mi przechodziło bo miałam świadomość - wiedziałam, że mnie kochają.
      • rendziak Re: Mama, która nie bije-istnieje? 16.04.05, 09:31

      • matka8 Re: Mama, która nie bije-istnieje? 16.04.05, 22:05
        I znowu popieram mmmammma.Po prostu nie rozumiem czemu ze mnie robicie jakąś
        wariatke, która maltretuje swoje dzieci.Między maltretowaniem, a sporadycznym
        klapsem jest jakaś zasadnicza różnica.Jak już powiedziałam, każdy jest inny i
        nie każdy jest tak opanowany, żeby dziecku,po raz enty, które dopiero co
        uniknęło śmierci(tak, bo mój syn prawie by został rozjechany), że nie wolno
        wybiegać na ulice.I zastanówcie się nad tym, a także pomyślcie co piszecie.
        Niedługo będą takie czasy, że za danie klapsa dziecku, które jest niegrzeczne
        w parku będą wzywać do sądu
      • bea.bea Re: Mama, która nie bije-istnieje? 16.04.05, 22:42
        zgadzam się z toba w 100%

    • migotka2000 Re: istnieje 16.04.05, 15:27
      Mam zasady - nie biję, nie daję klapsów, nie szarpię i nie popycham.
      Są jednak takie sytuacje, że dzecko trzeba "przywrócić do pionu" - wtedy bez
      słów biorę syna na ręce, chwytam pod pachę i niosę "wierzgający worek kartofli"
      ( słynne sytacje powrotów z piaskownicy). Inaczej się czasem nie da i mam w
      nosie jak to wygląda z zewnątrz.
      Twierdzę,że nie da się zapanować nad dzieckiem bez kontaktu fizycznego, aby
      skłonić je do odpowiedniego lub wymaganego zachowania. Uważam tylko,że nie
      powinno to być bicie ani wyzywanie.
      • aka10 Re: istnieje 17.04.05, 18:49
        www.pismo.niebieskalinia.pl/index.php?id=101 Polecam.
        A tu cytat z tekstu:
        "Skoro więc zależy nam na eliminowaniu przemocy wobec dzieci, powinniśmy - jak
        dotychczas zrobiło to już osiem państw europejskich - zapisać w Kodeksie
        rodzinnym, iż zakazane jest wobec dzieci stosowanie kar cielesnych i innych
        poniżających metod. Prekursorem tego prawa była Szwecja. 1 lipca 1979 roku w
        kraju tym zaczęło obowiązywać prawo zakazujące fizycznego karcenia dzieci.
        Wprowadzone do kodeksu rodzinnego (Föräldrabalken) stanowi, że: Dzieci mają
        prawo do opieki, bezpieczeństwa i dobrego, właściwego wychowania. Dzieci
        traktuje się z respektem należnym każdej jednostce. Zakazane jest stosowanie
        wobec dzieci kar cielesnych i innych poniżających metod (§1, rozdz. 6; tłum.
        M.P.).
        Przepis ten pozostaje w logicznym związku z §5 rozdz. szwedzkiego kodeksu
        karnego, który stanowi, iż sprawianie bólu i zadawanie krzywdy winno być karane
        tak jak naruszenie nietykalności cielesnej lub obraza."
        "Nie można skutecznie prawem nakazać, by dziecko kochać i okazywać mu miłość.
        Próby takiego zapisu zostały na szczęście zarzucone. Na szczęście, bowiem dobre
        prawo powinno być wolne od tzw. martwych przepisów, w stosunku do których brak
        skutecznych procedur egzekucyjnych. Możemy jednak pokusić się o zakaz
        fizycznego karcenia i innych form poniżania dzieci. Nie chcemy nikogo wsadzać
        za kratki. Chcemy spowodować, by bicie dzieci uważane było za nieobyczajne,
        nieprzyzwoite, niegodne." Pozdrawiam.
        • boolva do aka10 17.04.05, 21:25
          Nie będzie mi się państwo (tzn. kodeksy etc.) wtrącało do klapsów -a tak robi
          Szwecja! Niech się zajmują MALTRETOWANIEM, a klaps nim nie jest. Ale i tak
          widzę, że większość tu uogólnia.
          • bea.bea Re: do aka10 17.04.05, 21:43
            no własnie...kiedy napisze , że dake klapsa to od razu zarzuca mi sie że katuje,
            poniżam itd....ze mam okropne metody wychowawcze....ale tak naprawde nikt nie
            wie jakie te metody wychowawczesą...ile razy w ciagu życia mojego dziecka on te
            klapsy dostal...
            czytając dziewczyny czuje się jak matka która tylko jak się przebudz , ryczy
            wyzywa i katuje swoje dziecko.....

            a ja jeszcze raz powrarzam ...uważam , że lepszy klaps w pupe niz porażenie
            prądem , krwawa plama na chodniku ....czy przywalenie telewizorem ...

            jeszcze jedno ....nikt nie napisał....choć przy tym drugim wątku podałam
            konkretne przykłady...
            nikt nie napisał...' słuchaj bea...moze w tym przypadku należało by spróbowac
            zrobic tak , albo tak...u mnie sie to sprawdza....

            może i u mnie by sie sprawdziło...ale najłatwiej wieszać psy...
            pozdrawiam ...katująca matka smile))


            katowanego dziecka...smile))
            forum.gazeta.pl/forum/72,2.html?f=621&w=10022049&a=22756827
            • boolva Re: do aka10 17.04.05, 21:49
              Podoba mi się to: katująca matka katowanego dziecka! Tak nas widzą...
            • matka8 Re: do aka10 17.04.05, 22:59
              bea.bea napisała:

              > no własnie...kiedy napisze , że dake klapsa to od razu zarzuca mi sie że katuje
              > ,
              > poniżam itd....ze mam okropne metody wychowawcze....ale tak naprawde nikt nie
              > wie jakie te metody wychowawczesą...ile razy w ciagu życia mojego dziecka on te
              > klapsy dostal...
              > czytając dziewczyny czuje się jak matka która tylko jak się przebudz , ryczy
              > wyzywa i katuje swoje dziecko.....
              >
              > a ja jeszcze raz powrarzam ...uważam , że lepszy klaps w pupe niz porażenie
              > prądem , krwawa plama na chodniku ....czy przywalenie telewizorem ...
              >
              > jeszcze jedno ....nikt nie napisał....choć przy tym drugim wątku podałam
              > konkretne przykłady...
              > nikt nie napisał...' słuchaj bea...moze w tym przypadku należało by spróbowac
              > zrobic tak , albo tak...u mnie sie to sprawdza....
              >
              > może i u mnie by sie sprawdziło...ale najłatwiej wieszać psy...
              > pozdrawiam ...katująca matka smile))
              >
              >
              > katowanego dziecka...smile))
              Wiem co czujesz.Ja napisałam tylko, że mój syn dostał raz w życiu lanie
              paskiem, to zaraz nasze koleżanki oskarżyły mnie o znęcanie.Albo jak napisałam,
              że moja córka która od czasu do czasu dostała klapsa, a nawet lanie(chyba tylko
              dwa razy)(teraz ma 8 lat)i psychike ma w normie, to jedna pani napisała, że by
              mnie do sądu pozwała.
              Jejku nie wiem czy oni nie odróżniają klapsa od maltretowania???
              Teraz podpisujmy sie...katująca matka
              katowanego dziecka
              • maksimum Re: do aka 10 BICIE PASKIEM ,TO ZNECANIE SIE 17.04.05, 23:05
                matka8 napisała:

                > bea.bea napisała:
                >
                > > no własnie...kiedy napisze , że dake klapsa to od razu zarzuca mi sie że
                > katuje,
                > > poniżam itd....ze mam okropne metody wychowawcze....ale tak naprawde nikt
                > nie wie jakie te metody wychowawczesą...ile razy w ciagu życia mojego dziecka
                > on te klapsy dostal...
                > > czytając dziewczyny czuje się jak matka która tylko jak się przebudz , ry
                > czy wyzywa i katuje swoje dziecko.....
                > >
                > > a ja jeszcze raz powrarzam ...uważam , że lepszy klaps w pupe niz porażen
                > ie prądem , krwawa plama na chodniku ....czy przywalenie telewizorem ...
                > >
                > > jeszcze jedno ....nikt nie napisał....choć przy tym drugim wątku podałam
                > > konkretne przykłady...
                > > nikt nie napisał...' słuchaj bea...moze w tym przypadku należało by sprób
                > owac zrobic tak , albo tak...u mnie sie to sprawdza....

                Bo u jednych sie cos sprawdza,co u innych sie nie sprawdza.

                > > może i u mnie by sie sprawdziło...ale najłatwiej wieszać psy...
                > > pozdrawiam ...katująca matka smile))
                > >
                > > katowanego dziecka...smile))

                > Wiem co czujesz.Ja napisałam tylko, że mój syn dostał raz w życiu lanie
                > paskiem, to zaraz nasze koleżanki oskarżyły mnie o znęcanie.

                Zgadza sie i w Stanach ostrzegaja,ze bicie paskiem to znecanie sie,bo Cie reka
                nie zaboli.
                A jak dajesz klapsy,to czasami Ciebie tez reka zaboli i wtedy pomyslisz,ze
                malego tez musi bolec.


                > Albo jak napisałam,
                > że moja córka która od czasu do czasu dostała klapsa, a nawet lanie(chyba
                tylko
                > dwa razy)(teraz ma 8 lat)i psychike ma w normie, to jedna pani napisała, że by
                > mnie do sądu pozwała.
                > Jejku nie wiem czy oni nie odróżniają klapsa od maltretowania???
                > Teraz podpisujmy sie...katująca matka
                > katowanego dziecka
                • maksimum Re: do aka 10 BICIE PASKIEM ,TO ZNECANIE SIE 17.04.05, 23:07
                  Widzialas chyba mecz hokeja.
                  Jak dwoch zawodnikow bije sie piesciami,to dostana po 5 minut kary i po
                  krzyku,ale jak jeden by drugiego bil kijem,to juz dluuuuuuuuuugie zawieszenie.
                  • bea.bea Re: do aka 10 BICIE PASKIEM ,TO ZNECANIE SIE 17.04.05, 23:15
                    no chyba cie lubie ...smile))


                    to kiedy móje słodkie maleństwo rozbiło mi talez na nosie....krew sie
                    lała.....mnie oczywiście...( do twojej wiadomości ...lania nie byłosmile)

                    to kara...czy zawieszenie...a może dyskwalifikacja smile))))
                    • maksimum Re: do aka 10 BICIE PASKIEM ,TO ZNECANIE SIE 17.04.05, 23:24
                      bea.bea napisała:

                      > no chyba cie lubie ...smile))
                      >
                      >
                      > to kiedy móje słodkie maleństwo rozbiło mi talez na nosie....krew sie
                      > lała.....mnie oczywiście...( do twojej wiadomości ...lania nie byłosmile)

                      Jakas kare zdecydowanie powinnas wymyslec,choc nie uwazam,ze malec zrobil to
                      specjalnie.
                      Moze papierowe lub plastikowe talerze mu podawac?

                      > to kara...czy zawieszenie...a może dyskwalifikacja smile))))

                      5 minut!!!!!!
                      A stac Cie na talerze,by maly mogl je tak rozbijac?
                      Plastikowe sa bardzo tanie i zmywalne.
          • matka8 Re: do aka10 17.04.05, 22:52
            boolva napisała:

            > Nie będzie mi się państwo (tzn. kodeksy etc.) wtrącało do klapsów -a tak robi
            > Szwecja! Niech się zajmują MALTRETOWANIEM, a klaps nim nie jest. Ale i tak
            > widzę, że większość tu uogólnia
            Jejku jak ja się cieszę wkońcu ktoś myśli tak jak ja!!!!!Masz racje ludzie tu
            strasznie wszystko uogólniają i tak dzieńki ich pomocy zostaliśmy, tzn.osoby,
            które sporadycznie dają dzuiecku klapsa, wrzucone do worka z napisem,,SADYSTKI''
        • hella100 Aka10, dziekuje :))) 17.04.05, 22:18

        • mmmammma Re: istnieje 18.04.05, 00:41
          Fajnie, aka10, że nam napisałaś jakie przepisy w sprawie bicia ma Szwecja i 8
          (o ile dobrze pamiętam) innych krajów Europy. Ale o czym to świadczy? Sam ten
          fragment jeszcze mnie osobiście do niczego nie przekonuje. To że pewne państwa
          wprowadziły u siebie takie a nie inne przepisy nie świadczy jeszcze o
          słuszności tych praw. To tak jakby na dyskusje np. czy pozwalać na adopcję
          dzieci przez pary homoseksualne dać argument, że tak bo jakieś tam państwo
          takie przepisy wprowadziło? Dlaczego niby uważać że prawo regulujące sprawę
          bicia dzieci jest lepsze w Szwecji a nie u nas? Myślę natomiast że przekonałoby
          mnie i pewnie inne mamy, jakbyś podała jakies statystyki ukazujące, że dzieci z
          tamtych krajów częściej 'wychodzą' na ludzi itd. A i to pewnie nie byłoby
          jednoznaczne z tym, że akurat jest to dzięki zrezygnowaniu z bicia, bo na
          wychowanie jak wszyscy wiemy wpływ ma wiele czynników (np. historia, status
          materialny państwa....).
          Więc może jeśli rzeczywiście zamierzasz kogoś przekonać lub 'uratować' jakieś
          dziecko przed biciem, napisz konkretnie odpowiedź np. bei, która o to prosiła:
          >jeszcze jedno ....nikt nie napisał....choć przy tym drugim wątku podałam
          >konkretne przykłady...
          >nikt nie napisał...' słuchaj bea...moze w tym przypadku należało by spróbowac
          >zrobic tak , albo tak...u mnie sie to sprawdza....

          Myślę, że niejedna mama chętnie poczyta i czegoś się nauczy. Ja np chętnie
          przeczytałam list od klarak. Przemawia do mnie, bo dziewczyna nie próbuje się
          wymądrzać (pokazuje, jak sama bładziła i nie wszystkie jej metody od razu
          trafiały) a jednocześnie wskazuje różne metody wych. To prawda co napisał
          maksimum "Bo u jednych sie cos sprawdza,co u innych sie nie sprawdza" , ale
          uważam, że wszystkiego trzeba popróbować. Nie uważam się, podobnie jak bea ( o
          czym świadczy jej powyższa wypowiedź) za wszechwiedzącą i chętnie poslucham rad
          bardziej doświadczonych/mądrzejszych mam. Tylko niech to będą rady a nie
          wymądrzanie się, moralizowanie i dowartościowanie kosztem innych (patrz kosztem
          matka8). Myślę, że żadna z piszących tu mam nie lubi "bić" swoich dzieci (nie
          wiem czy nie przezywam klapsów bardziej niz moje maluchy) i chętnie zastąpi to
          czymś innym. Niestety w szkole uczyło się nas wielu mądrych rzeczy a nie było
          żadnego tematu dot. wychowania dzieci. A może tak zamiast P.O.? Wiem, że są
          ciekawe książki (np. Jak mówić, żeby dzieci... A. Faber)... a właśnie może ktoś
          zna fajną książkę, jak przestać bić, albo co zamiast bicia (oprócz tej Faber)
          albo coś podobnego?
          • data_imienin Re: nie wiem 18.04.05, 21:26
            Sama mam dwójkę dzieci:10- letniego Kamila i 3-letniego Marcinka.Nie jestem
            zwolenniczką klapsów, a juz napewno nie lania pasem, ale nie wykluczam jednego
            klapsa,raz w życiu na otrzezwienie badz kilku w metodzie wychowawczej.
            Starszy syn-Kamil dostał kilka porządnych klapsów na tyłek w wieku trzech
            lat.Od tamtego zdarzenia nie musiałam już więcej używać ręki, ani nawet paska
            jako metody wychowawczej.Mój mąż twierdzi, że rozpieszczam dzieciaki, ale tak
            nie jest.Kamil ma jasno postawione co wolno, a co nie.Są oczywiście kary, w
            postaci zakazów na komputer, telewizor, obcinanie kieszonkowego, i
            rozmowy:dlaczego tak zrobił, po co, co chciał tym osiągnąć.
            Młodszy syn Marcin narazie nie sprawia problemów.Oprócz tego, że zaczął się u
            niego tzw.bunt trzylatka.Raz tylko dostał od męża porządnego klapsa, za to że
            wskoczył do kałuży mimo, że mąż go ostrzegał.Raczej nie zamierzamy stosować kar
            cielesnych w wychowaniu naszych dzieci.Rozmowy całkowicie wystarczą i jakieś zakazy.
            Aż niedobrze mi się robi jak patrzę na moje sąsiadki, które mają dzieci w
            wieku mojego młodszego syna.Za każdą nie taką odzywkę dostają albo paskiem, albo
            rózgą i nie warzne czy to jest na ulicy w parku czy u znajomych.
            Nie wiem może jakaś inna jestem.
            • matka8 Re:niewiem 19.04.05, 17:18
              data_imienin napisała: Nie jestem
              > zwolenniczką klapsów, a juz napewno nie lania pasem, ale nie wykluczam jednego
              > klapsa,raz w życiu na otrzezwienie badz kilku w metodzie wychowawczej.Starszy
              syn-Kamil dostał kilka porządnych klapsów na tyłek w wieku trzech
              > lat.Raz tylko dostał od męża porządnego klapsa, za to że
              > wskoczył do kałuży mimo, że mąż go ostrzegał.Aż niedobrze mi się robi jak
              patrzę na moje sąsiadki, które mają dzieci w
              > wieku mojego młodszego syna.Za każdą nie taką odzywkę dostają albo paskiem, alb
              > o
              > rózgą i nie warzne czy to jest na ulicy w parku czy u znajomych.
              To powiedz jestes w końcu przeciwniczką tych klapsów czy nie????Raz piszesz że
              nie jesteś zwolenniczką dawania klapsów i lania, a pózniej mówisz że nie
              wykluczasz ich jako metody wychowawczej.
              Nie rozumiem.A tak wogóle kilka porządnych klapsów na tyłek podchodzi już pod
              lanie.
              I jeszcze jedno daj mi recepte na wychowanie pociech bez klapsów, bo jak
              narazie tu wszyscy się mądrzą.Ja też mam syna 4 letniego i córe 8 letnią.I jak
              narazie zwykłe rozowy nie wystarczają.
              Wczoraj mój synek użądził cyrk na ulicy.Nie chciałam mu kupić loda więc zaczął
              się płacz, lament, kucanie na chodniku, ciągnięcie mnie w strone budki z lodami,
              wkońcu usiadł na chodniku i powiedział, że nigdzie nie idzie.Żadne tłumaczenia
              do niego nie docierały, że ma chore gardło i jest po chorobie.Wzięłam go pod
              pache, dałam jednego, ale porządnego klapsa i zanoiosłam do domu(cały czas
              trzymając po pachom)a w domu mnie ładnie przeprosił, więc może te klapsy nie są
              takie złe????I wiecie co wam powiem???Możecie mnie teraz oskarżać o sadyzm, ale
              ja wole dać dziecku porządnego klapsa na otrzezwienie, niż patrzyć jak odprawia
              cyrki na ulicy!!!
              • data_imienin Re:niewiem 19.04.05, 17:45
                matka8 napisała: > To powiedz jestes w końcu przeciwniczką tych klapsów czy
                nie????Raz piszesz ż
                > e
                > nie jesteś zwolenniczką dawania klapsów i lania, a pózniej mówisz że nie
                > wykluczasz ich jako metody wychowawczej.
                > Nie rozumiem.A tak wogóle kilka porządnych klapsów na tyłek podchodzi już pod
                > lanie.
                > I jeszcze jedno daj mi recepte na wychowanie pociech bez klapsów, bo jak
                > narazie tu wszyscy się mądrzą.Ja też mam syna 4 letniego i córe 8 letnią.I jak
                > narazie zwykłe rozowy nie wystarczają.
                > Wczoraj mój synek użądził cyrk na ulicy.Nie chciałam mu kupić loda więc zaczął
                > się płacz, lament, kucanie na chodniku, ciągnięcie mnie w strone budki z lodami
                > ,
                > wkońcu usiadł na chodniku i powiedział, że nigdzie nie idzie.Żadne tłumaczenia
                > do niego nie docierały, że ma chore gardło i jest po chorobie.Wzięłam go pod
                > pache, dałam jednego, ale porządnego klapsa i zanoiosłam do domu(cały czas
                > trzymając po pachom)a w domu mnie ładnie przeprosił, więc może te klapsy nie są
                > takie złe????I wiecie co wam powiem???Możecie mnie teraz oskarżać o sadyzm, ale
                > ja wole dać dziecku porządnego klapsa na otrzezwienie, niż patrzyć jak odprawia
                > cyrki na ulicy!!!
                Nie o to mi chodziło.Po prostu nie uznaję dawania klapsa dziecku za byle co,
                np.za to, że zwalił talerz ze stołu, nie chce wyjść ze sklepu, albo z
                piaskownicy.Wtedy wystarczy wziąść dziecko pod pache(bez klapsów)zanieść do domu
                i nie zwracać na niego uwagi, dopuki cie nie przeprosi.A dlaczego na przykład po
                prostu nie wzięłaś synka pod pache, bez dawania mu klapsa???
                Powiem ci jaka jest ta złota matoda.Bez wymądrzania się, bo też zauważyłam, że
                niektóre matki ciągle krytykują, a te co muwią, że nigdy nie dały dziecku
                klapsa...nie wierze.Moi dwaj synowi też dostali odemnie po klapsie, mimo, że nie
                uznaje tego typu metod wychowawczych.Chociaż masz rację matko8 że lepszy jeden,
                ale porządny klaps na otzezwienie, niż znoszenie humorów.No więc powracając do
                tematu, mój starszy syn-Kamil, gdy tylko coś zbroił to dostawał ostra reprymende
                od swojego ojca, a za kare zależy ile miał lat(jak np.5 to nie mógł oglądać
                swoich ulubionych bajek),i oczywiście rozmowy, długie rozmowy, pytania dlaczego,
                po co.A jak miał 8 lat, miał zakaz wychodzenia z pokoju przez kilka godzin i
                również romowy, póżniej były przeprosiny, a jak to jeszcze raz się powtórzyło to
                dostawał szlaban na wychodzenie na ogród, albo do kolegów.Teraz jak ma 10 lat to
                najczęściej szlaban na kieszonkowe, kino, gre w piłke, rower i ostra reprymenda
                od ojca, a póżniej rozmowy.
                Marcin jest jeszcze mały i nie wiem czy takie same metody wychowawcze będę
                stosować jak u Kamila.Jest on bardziej rozbrykany(nawet kamil w jego wieku nie
                psocił tyle co Marcin)i skutkują na niego nawet reprymendy od męża.Wczoraj znowu
                mąż mósiał dać cztery porządne klapsy Marcinowi, za tzw.pyskówke(może to
                śmieszne, że w jego wieku...ale takie żeczy wczoraj powiedział, że mąż o mało co
                nie spuścił by mo lania paskiem).Sprzeciwiłam się i powiedziałam że łagodniejsza
                kara jak już.Póżniej Marcin przeprosił, ale zakaz bawienia się zabawkami ma do
                jutra.
                • matka8 Re:niewiem 19.04.05, 17:50
                  wiesz co ja jestem raczej zwolenniczką klapsów.Wczorajsze przeprosiny Filipa
                  świadczą chyba o tym, że jak narazie nie szkodzi mu taka forma kary.I będę ją
                  stosować dalej, a co do rozmów...może spróbuję, nie jestem przekonana co do
                  szlabanów, bo wkońcu kara jest karą tak czy inaczej trzeba ją wymierzyć.
                  • data_imienin Re:niewiem 19.04.05, 17:53
                    matka8 napisała:

                    > wiesz co ja jestem raczej zwolenniczką klapsów
                    Jestes zwolenniczka klapsów.Tak więc gdy twoja starsza córka nabroi to co
                    wtedy robisz???Bo nie wierze, że przekładasz ją przez kolano.
                    • matka8 Re:niewiem 19.04.05, 18:01
                      data_imienin napisała: > Jestes zwolenniczka klapsów.Tak więc gdy twoja starsza
                      córka nabroi to co
                      > wtedy robisz???Bo nie wierze, że przekładasz ją przez kolano.

                      To musisz uwierzyć!!!!Jak moja Karolina(ma 8 lat)odpyskuje to daję jej trzy,
                      albo cztery porządne klapsy, a póżniej idzie do swojego pokoju przemyśleć swoje
                      zachowanie.Jak mnie wkońcu przeprosi to może wyjść.Córka dostała lanie narazie
                      trzy razy w życiu.Jak miała 3 lata, dostała odemnie na goły tyłek ręką, pózniej
                      w wieku 5 lat, od męża(w tym wypadku paskiem, bo mąż inaczej nie uznaje)za
                      samowolne opuszczenie ogrodu(nie było jej aż do 22), i teraz tydzień temu(od
                      męża, ale tym razem przez majtki, ale paskiem)za palenie papierosów(tak,
                      Karolina została tydzień temu przyłapana na paleniu papaierosów w parku, akurat
                      mąż ją zauważył)Śmię przypuszczać, że kilka klapsów wlepił jej już w parku, bo
                      do domu weszła cała zapłakana.I w tych wszystkich przypadkach została przełożona
                      przez kolano.
                      • tygrysiaczek2 Re do matki8 20.04.05, 20:02
                        Niestety, ale tak głupich kobiet jest wiele. Szczerze mam nadzieje, że kiedyś
                        ktoś cię (z małej litery!)przełozy przez kolano i porządnie cię zleje pasem,
                        żebyś wiecej dzieci nie rodziła i nie krzywdziła!
                      • kartoflanka Re:niewiem 21.04.05, 11:01
                        > To musisz uwierzyć!!!!Jak moja Karolina(ma 8 lat)odpyskuje to daję jej trzy,
                        > albo cztery porządne klapsy, a póżniej idzie do swojego pokoju przemyśleć
                        swoje
                        > zachowanie.Jak mnie wkońcu przeprosi to może wyjść.Córka dostała lanie narazie
                        > trzy razy w życiu.Jak miała 3 lata, dostała odemnie na goły tyłek ręką,
                        pózniej
                        > w wieku 5 lat, od męża(w tym wypadku paskiem, bo mąż inaczej nie uznaje)za
                        > samowolne opuszczenie ogrodu(nie było jej aż do 22), i teraz tydzień temu(od
                        > męża, ale tym razem przez majtki, ale paskiem)za palenie papierosów(tak,
                        > Karolina została tydzień temu przyłapana na paleniu papaierosów w parku,
                        akurat
                        > mąż ją zauważył)Śmię przypuszczać, że kilka klapsów wlepił jej już w parku, bo
                        > do domu weszła cała zapłakana.I w tych wszystkich przypadkach została
                        przełożon
                        > a
                        > przez kolano.
                        "
                        A jak myślisz dlaczego skoro masz takie "doskonałe" metody wychowawcze twoja 8
                        letnia córka paliła papierosy?...normalnie masz problem kobieto, albo z
                        wrażliwością albo z inteligencja...
              • wieczna-gosia Re:niewiem 21.04.05, 02:25
                > Wczoraj mój synek użądził cyrk na ulicy.Nie chciałam mu kupić loda więc zaczął
                > się płacz, lament, kucanie na chodniku, ciągnięcie mnie w strone budki z lodami
                > ,
                > wkońcu usiadł na chodniku i powiedział, że nigdzie nie idzie.Żadne tłumaczenia
                > do niego nie docierały, że ma chore gardło i jest po chorobie.Wzięłam go pod
                > pache, dałam jednego, ale porządnego klapsa i zanoiosłam do domu(cały czas
                > trzymając po pachom)a w domu mnie ładnie przeprosił, więc może te klapsy nie są
                > takie złe????I wiecie co wam powiem???Możecie mnie teraz oskarżać o sadyzm, ale
                > ja wole dać dziecku porządnego klapsa na otrzezwienie, niż patrzyć jak odprawia
                > cyrki na ulicy!!!

                no i wlasnie i po co ten klaps???
                Bo ja robie dokladnie tak samo jak ty- czyi jakas tam przemoc fizyczna uprawiam
                Pod pache i juz nie mozna to nie mozna, i koniec. Ale po co ten klap?
          • bea.bea Re: istnieje 19.04.05, 22:03
            dziękuje ci za wsparcie....smile))
            ale naprawde zauwazyłam, ze dziewczyny barzdzo aktywnie biorą udział w
            dyskusjach , które tak naprawde do niczego nie prowadzą...co najwyżej mozna
            jednej , czy drugiej dopiec....ale przecież chyba w tym wszystkim nie o to chodzi,,

            osobiscie szanuje staram sie szanowac zdanie innych , choc moze zupełnie sie z
            nim nie zgadzam , ale uważam sie za osobe otwartą i bardzo chetnie skorzystam z
            rad , czy doswiadczeń innych mam...

            wydawało mi sie , że burza mózgów zawsze przynosi korzyści dla wielu osób...to
            forum ma za zadanie wymiane doswiadczeń , a nie ocenianie postępowania tej czy
            innej mamy....

            zwróciłam uwage , że konkretne problemy pozostaja bez specjalnego odzewu...ale
            za to...tematy ....same widzicie..smile)

            zauważyłam , ale moze tylko mi sie wydaje , że niektóre mamy sa tak zapatrzone w
            swoje dzieci , że nie przyjma , zadnej krytyki pod adresem swojego dziecka...nie
            wiem dlaczego....
            a przecież zawsze warto się zastanowić , moze ktos ma racje , moze nie...ale....

            wczoraj kiedy oddawałam młodego do przedszkola przyszła mama zapisać swojego
            syna.....
            mama tata dziecko....
            w ciagu 10 ciu minut to dziecko zdązylo obleciec całe przedszkole łącznie z
            kuchnia i miejscami dla niego nie dozwolonymi...jaka była reakcja mamy...

            powiedziała...oj , bo moje dziecko jest takie żywe.....i to wszystko....

            teraz tak...mnie sie to nie podobało ..uważam , ze mogła złapać facecika za reke
            i troche go pohamowac , albo wytłumaczyć , ze należy sie tak i tak zachować
            ...ale mówie to moje zdanie....

            czy o takie wychowanie dzieci chodzi....patrząc na niektóre mamy jestem
            przerazona, ale jest wiele mam które darzę ogromnym szcunkiem i z ich uwag i rad
            chętnie kozystam ....
            dziękuje wam dziewczynysmile))

            i jeszcze jedno..... data imienin...smile nie gniewj się , ale twoje zdanie
            przypomina mi zdanie byłego prezydenta....
            jestem za , a nawet przeciwsmile)smile

            fajne smile))

            a to maluch w przedszkolu....

            forum.gazeta.pl/forum/72,2.html?f=621&w=10022049&a=22878808

            ale sie rozpisałam ...czy aby na temat smile))))???
            • klarak Re: istnieje 19.04.05, 22:18
              ja troche obok tematu, bo mysle, ze w kwestii "bic albo nie bic" juz sie
              wszystkie opcje wypowiedzialy i nie ma co bic... piany dalej wink

              ktos napisal, ze sie nie madrze (dzieki!), to teraz sie wymadrze smile

              zauwazylam, ze pojawiala sie kilkakrotnie w dyskusji taka teza, ze "wole bic niz
              chowac kolejnego przestepce". mysle, ze moze nalezaloby najpierw siegnac po
              jakies wyniki badan. z tego co mi wiadomo, dzieci wychowywane bezstresowo
              (czego,zeby nie bylo watpliwosci, nie popieram) wyrastaja na niezbyt dobrze
              radzacych sobie w zyciu malo sympatycznych egoistow, ale nie slyszalam, zeby
              wyrastali z nich masowo przestepcy. natomiast, owszem, przestepcy wyrastaja z
              dzieci ostro bitych przez rodzicow alkoholikow, ktorzy ich nie kochaja i znecaja
              sie psychicznie i fizycznie. to pierwsza sprawa.

              druga: mam wrazenie, ze czasem przenosimy odpowiedzialnosc na dziecko, a tak
              naprawde to my nie dopelniamy naszych obowiazkow. tyle razy czytamy np., ze
              dzieci do 12 roku zycia nie powinny zostawac same w domu ani bawic sie same na
              ulicy. ile osob tego przestrzega, tak szczerze? a potem pretensje do dziecka, ze
              mu sie cos stalo. a jesli sie idzie z 3-latkiem po ulicy, to trzeba go trzymac
              za reke, a jak rak za malo, to mozna miec wozek, plecak, albo zrobic zakupy,
              kiedy dziecko moze zostac w domu z jakims czlonkiem rodziny. podobnie w domu,
              wydaje mi sie, ze jest to wina nasza, a nie dziecka, jesli oblalo sie wrzatkiem
              lub wsadzilo srubokret do gniazdka, bo po prostu te rzeczy nie powinny byc w
              jego zasiegu.
              • bea.bea Re: istnieje 19.04.05, 22:28
                podpisuje sie pod tym rekami i nogami smile))
              • aka10 Re: istnieje/do Klarak 19.04.05, 22:53
                Tez tak uwazam,co napisalam w jednym z postow wyzej-odpowiedzialnosc nalezy do
                nas i bicie dziecka pasem na goly tylek i do tego po fakcie,czyli po przyjsciu
                do domu (przypadek z wybieganiem na ulice)uwazam i bede uwazac za
                karygodne.Nawet jesli to mialo miejsce tylko raz,to jest o ten jeden raz za
                duzo.Pozdrawiam!
                • andreidy Re: istnieje/do Klarak 19.04.05, 23:20
                  Jestem zdecydowanie po stronie aka10.Matko8 nie wyobrażam sobie jak mozna bić
                  paskiem na goły tyłek i jeszcze przekładając ptrzez kolano, 8 letnia
                  dziewczyne.Przecież to jest upokarzające.I świadczy o bezsilności.Albo dawac
                  klapsy, to dobre dla 3-latków, albo wogóle to nie jest dobre.A gdyby tak mąż dał
                  ci te trzy klapsy za jakąś kłótnie????Jak byś się czuła????Dziecko można
                  wychować za pomocą innych środków...A co do tej sytuacji, która się zdarzyła gdy
                  twój synek wbiegł na ulice.Uważam że bicie paskiem po powrocie do domu to
                  delkatnie mówiąc id*****m.Co z tego przyjdzie???Że dzieciak więcej nie wskoczy
                  na ulice???Może i tak, ale nie dlatego, że się czegoś nauczył po tym laniu, ale
                  dlatego, że będzie się go bał.Wieswz co najlepiej poproś męża żeby cie przewinął
                  przez kolano i na goły tyłek spuścił alnie paskiem!!Zobaczysz jak to boli.
                  Sama mam synka Teodora, 6-letniego.Klepnąć go zdarzyło mi się tylko raz(jak
                  miał 2 lata)I wcale nie jestem z tego dumna.Mimo, że minęło już 4 lata do dziś
                  pamiętam ten jego płacz i wyraz oczu.Nie stosuje wobec niego kar cielesnych.Jak
                  nie chce na przykład wyjść z piaskownicy, albo ze sklepu, to bez żadnych
                  ceregieli biore go pod pache i wynosze(zazwyczaj płacze i się rzuca)po wyjściu
                  stawiam go na ziemi i czekam aż się uspokoi.Bez żadnych klapsów, lania czy
                  innego rodzaju bicia.Po prostu wiem, że mam u Niego autorytet i sznuje mnie, a
                  nie ,,mój pasek''.
                  A na marginesie, za miesiąc Teoś będzie miał siostrzyczke-prawdepodobnie
                  Anastazje!!!!
                  • aka10 Re: istnieje/do Klarak 20.04.05, 19:29
                    forum.gazeta.pl/forum/72,2.html?f=567&w=22881680&a=22948879 Z
                    sasiedniego forum...Pozdrawiam.
              • migotka2000 Re: do klarak 22.04.05, 16:00
                Racja, najważniejsze to nie karać dziecka za własną głupotę i brak
                odpowiedzialności.
    • kasjo3 Re: Mama, która nie bije-istnieje? 21.04.05, 11:54
      Cześć dziewczyny Matka8 to jakiś przygłup bierze udział na wszystkich forach w
      tematach dotyczących bicia emama,samomama i teraz tu w róznej konstelacji raz
      męzem raz bez z dwójką lub trójką dzieci itd. szkoda czasu i nerwów na czytanie
      bzdur tego głupola.Pozdrawiam
      • bukiecia Re: Mama, która nie bije-istnieje? 21.04.05, 12:07
        A ja tez czytalam rozne posty matki8 i nie uwazam ze wystepuje w roznych
        wersjach. Poza tym jest tu konkretny temat na ktory sie wypowiedziala i tak
        samo wypowiedziala sie w innym watku dotyczacym bicia dzieci. Wiec kasjo3 zanim
        kogos tak bezmyslnie obrazisz to sie zastanow, moze zaczniesz wiecej myslec?
        Wiesz pisze tak bo najbardziej denerwuja mnie ci co obrazaja innych dlatego
        tylko ze sami maja inne zdanie. Chyba sami zasluguja na miano przyglupow,
        prawda?
        Jest wiele przeciwniczek i przeciwnikow klapsow dla dzieci, ale skad ta
        nienawisc do osob ktore te klapsy stosuja? Przeciez kazda matka kocha dziecko i
        sama wie jak ma je karac, bo karac przeciez jakos wszyscy musimy. Czy
        zamkniecie w pokoju na kilka godzin jest dla dziecka lepsze niz klaps? Czy moze
        to tylko moda - jestem matka nowoczesna to nie daje klapsow, stosuje nowe
        metody wychowania - zamykam w pokoju, wkladam do lozeczka, zabieram zabawki
        itd... Zgoda, kazdy ma prawo wybrac tez takie metody tylko kto powiedzial ze
        dla dziecka to lepsze niz klaps?
        Kiedys wszyscy bili swoje dzieci (i to bili a nie tylko klapsowali) i chyba
        nasi rodzice i my jestesmy normalni prawda? Jesli ktos uwaza ze klapsy to
        znecanie sie to niech najpierw pojdzie do swoich dziadkow i rodzicow i powie im
        ze sa sadystami, glupolami i powinni isc do wiezienia za to jak wychowywali
        swoje dzieci.
        Moje dziecko jest jeszcze bardzo male i nie wiem jaki sposob karania go wybiore
        w przyszlosci ale na pewno bede sie kierowala milosci i dobrem dziecka, a jaka
        metode wybierze moja kolezanka czy ktokolwiek z otoczenia to jego sprawa. Mowie
        oczywiscie o normalnych rodzicach bo nie mowimy przeciez o dewiacjach...
        pozdrawiam
        • kasjo3 Re: Mama, która nie bije-istnieje? 21.04.05, 12:11
          Nikogo nie obrażam bezmyślnie.Widocznie mam powody ku temu.Najpierw sprawdz o
          czym mówie,a może to ty Matko8 po zmianie nika.
          • bukiecia Re: Mama, która nie bije-istnieje? 21.04.05, 12:27
            no nie, tak pomyslalam ze zaraz stwierdzisz ze ja to tez matka8... Skoro masz
            takie podejrzenia to sprobuj wytropic, ja tego nie bede komentowac.
            Poza tym ja nie staje to po zadnej stronie, po prostu czytalam jej wypowiedzi
            wczesniej i pamietam ze historia z synem Filipem sie zgadza wiec nie ma powodu
            zeby wysuwac takie podejrzenia a juz na pewno zeby kogos nazywac przyglupem.
            Jakbys sie poczula gdyby ciebie ktos tak nazwal?
            Moze jestem na tym punkcie wrazliwa ale jak czytam te posty gdzie zdecydowani
            przeciwnicy klapsow, a wiec ludzie "wrazliwsi" wykazuja zdecydowanie wiecej
            agresji w stosunku do innych forumowiczow to pytam sie gdzie ten ich rozsadek i
            poszanowanie drugiego czlowieka...?
            • kasjo3 Re: Mama, która nie bije-istnieje? 21.04.05, 12:32
              Więc napsze jeszcze raz, temat jest poważny.Ten i pare innych poruszanych na
              forach.Nie lubie jak się okłamuje ludzi i tyle.
              Autor: matka8
              Data: 15.04.2005 17:15 + dodaj do ulubionych wątków

              --------------------------------------------------------------------------------
              Myśle, że dwa razy w miesiącu to stanowczo za mało.Dziecko musi mieć stały
              kontakt z ojcem, nawet jeśli jego rodzice się nie kochają.Ograniczając kontakt
              ojca z dzieckiem zrobisz przede wszystkim krzywdę swojemu maleństwu.Dlaczego tak
              mówie??Bo wiem to po sobie.
              Od 6 lat jestem rowódką i matką trójki dzieci(dwójke z poprzedniego małżeństwa
              i jedno dziecko z drugiego)Karolina najstarsza ma 17 lat, Bartek 7, a najmłodszy
              synek-Kacperek ma 3 lat.Z pierwszym mężem-Sławkiem rowiodłam się jak Bartuś miał
              rok, a Karolinka 11 lat.Bardzo go nie nawidziłam i za wszelką cenę starałam się
              uniemożliwić kontakty ojca z dziećmi, i udało mi się to.Sławek mógł widywać
              dzieciaki raz na miesiąc.
              Dwa lata rozwodzie ożeniłam się po raz drugi, za Jacka, z którym mam syka
              Kacperka.Bartuś miał wtedy trzy lata.Efekt jest teraz taki, że nie chce się
              spotykać ze swoim ojcem-Sławkiem(obecnie Sławek spotyka się z dziećmi raz w
              tygodniu, a ,,tato''mówi do swojego ojczyma, a nie ojca, do Sławka mówi po
              imieniu.Karolina natomiast odwrotnie.Nie nawidzi Jacka, a za to bardzo kocha
              swojego ojca.Wini mnie także, że przeze mnie Bartek nie chce się widywać ze
              Sławkiem i traktuje go jak obcego człowieka.Córka obecnie mieszka z moim byłym
              mężem, bo nie może znieść widoku swojego ojczyma.Do mnie się wogóle nie odzywa.
              I właśnie chciałam zaapelować, żeby pozwoliła Pani na częstsze kontakty ojca z
              synemI żeby nie doprowadziła Pani do takiej sytuacji jak ja
              • bukiecia Re: Mama, która nie bije-istnieje? 21.04.05, 12:46
                He he, niezgodnosc rzeczywiscie istnieje, jesli to ta sama osoba to gdzies
                napisala nieprawde - racja. Zdaje sobie sprawde ze ze wzgledu na anonimowosc
                jak zapewnia internet wiele osob podaje sie za kogos innego niz sa w
                rzeczywistosi, nie pochwalam, ale jestem pewna ze tak jest. Ok tu sie zgodze -
                gdzies klamie.
                Ale jesli chodzi o bicie dzieci (a taki jest tu temat) to wyrazila swoj poglad
                i bez wzgledu na to czy ma 2 czy 3 dzieci czy ma meza czy nie jej poglad
                zapewne jest taki jaki opisala. A nas przeciez interesuje zdanie innych na
                rzucony temat a nie jego tozsamosc. I raczej na tym bym poprzestala.
                pozdr.
                • kasjo3 Re: Mama, która nie bije-istnieje? 21.04.05, 12:49
                  I tu się z Tobą zgadzam można brać udział w dyskusji nie wymyślając sobie męża
                  i dzieci,bo to dyskredytuje taką osobę nawet jakby jej rady były mądre (ale te
                  nie są).Serdecznie pozdrawiam.
            • kasjo3 Re: Mama, która nie bije-istnieje? 21.04.05, 12:33
              Wystarczy?
        • aka10 Re: Mama, która nie bije-istnieje? 21.04.05, 16:08
          Bukiecia:
          "Kiedys wszyscy bili swoje dzieci (i to bili a nie tylko klapsowali) i chyba
          nasi rodzice i my jestesmy normalni prawda? "

          To,ze wszyscy bili,to wcale nie znaczy,ze to bylo dobre.Pozdrawiam.
        • kartoflanka Re: Mama, która nie bije-istnieje? 21.04.05, 23:29
          bukiecia napisała:
          Kiedys wszyscy bili swoje dzieci (i to bili a nie tylko klapsowali) i chyba
          nasi rodzice i my jestesmy normalni prawda?

          a skąd ta pewność?
          podobno 90% polskiego społeczeństwa kwalifikuje się na terapię. Nerwice,
          kompleksy, frustracja, poczucie niższości to jest dla ciebie norma? a jest to
          niestety powszechne. Nie twierdze, ze odpowiedzialne jest za to wylacznie
          bicie, ale jestem pewna ze ma w tym swoj znaczący udzial.
          • rendziak Re: Mama, która nie bije-istnieje? 22.04.05, 09:01
            chyba przesadziłaśsmile
            ja dostałam pare klapsów od rodziców i nie czuje sie jako kwalifikująca sie na
            terapie............
            szkoda gadac......
    • olaborkowska Re: Mama, która nie bije-istnieje? 22.04.05, 09:30
      Chce opisać moje doświadczenie z biciem dzieci. Urodziłam pierwsze dziecko i
      zostalam sama, potem poznałam mojego obecnego męza. Mój mąż miał bardzo
      zdecydowane poglady na temat wychowywania dzieci. Uważał, że kara fizyczna, to
      jedyna kara, jak wchodzi w rachube. Sam tak był wychowywany i takie miał
      przekonanie. Ja nie mialam jakiejś alternatywy i poddałam sie temu, i
      pozwalałam na to, żeby tak było. Potem urodził się młodszy syn, co starszy
      bardzo przeżył (miał 2 i pół roku). Był bardzo agresywny w stosunku do niego,
      ale przede wszystkim w stosunku do mnie. Jak tylko zostawałam z nimi sama,
      zaczynał się horror: syn sie na mnie rzucal, kopał, gryzł. Zupełnie sobie nie
      radziłam. Chodziłam z nim nawet do psychologa, ale nic nie pomagało. W końcu
      sama zaczęłam próbować go karac klapsami, ale czułam się za każdym razem po tym
      strasznie. To nie jest metoda! Zaczęłam rozmawiać z mężem i w ogóle
      wyłączyliśmy klapsy i lanie z naszego repertuaru wychowawczego. Teraz dzieci
      już sa duże (9 i 7 lat). Myślę, ze okres, kiedy stosowaliśmy kary fizyczne nie
      przyczynił się do rozwoju starszego syna. Młodszy nigdy nie był bity i wyszło
      mu to na zdrowie. Starszy nie potrafi bronić swoich przekonań, jest raczej
      lękliwy. Teraz urodziło nam się trzecie dziecko i nigdy nie będziemy go bili.
      Rozumiem rodzica, który uderzy dziecko w emocji, jak ono nie posłucha i prawie
      otrze sie o smierć. Ale jako metoda wychowawcza jest do niczego. Myślę, że
      karanie dzieci biciem jest tylko przejawem bezradności rodziców. Brakiem
      głębszej reflesji na temat wychowania małego człowieka. To z gruntu jest
      upokarzające dla dziecka dostac lanie. Ja nie chcę upokarzać moich dzieci,
      chce, żeby były pewne siebie. Już do tego dorosłam. Żałuje tylko, że mój
      pierworodny był królikiem doświadczalnym młodych i głupich jeszcze rodziców.
      Teraz jesteśmy mądrzejsi. Na pewno popełniamy jakies blędy, ale nie stosujemy
      żadnych metod bez refleksji na temat tego, jakie skutki one mogą wywołać w
      przyszłości. Jestem przeciwniczką bicia, mimo, a może własnie dlatego, że samej
      zdarzyło mi się bicie stosowac.
      • migotka2000 Re: Mama, która nie bije-istnieje? 22.04.05, 16:06
        olaborkowska napisała:

        > Myślę, że
        > karanie dzieci biciem jest tylko przejawem bezradności rodziców. Brakiem
        > głębszej reflesji na temat wychowania małego człowieka. To z gruntu jest
        > upokarzające dla dziecka dostac lanie.

        Podpisuję się pod tym.

        Pozdrawiam
        Mama jednego (jak dotąd!) rozbrykanego Skarba
        • maksimum Re: Mama, która nie bije-istnieje? 22.04.05, 16:21
          migotka2000 napisała:

          > olaborkowska napisała:
          >
          > > Myślę, że
          > > karanie dzieci biciem jest tylko przejawem bezradności rodziców. Brakiem
          > > głębszej reflesji na temat wychowania małego człowieka. To z gruntu jest
          > > upokarzające dla dziecka dostac lanie.
          >
          > Podpisuję się pod tym.
          >
          > Pozdrawiam
          > Mama jednego (jak dotąd!) rozbrykanego Skarba

          Z jednym dzieckiem zycie ,to jak wakacje.
          Jak bedziesz miala dwoje i mlodsze osiagnie 4-5 lat to sie zaczna przeboje.
Inne wątki na temat:

Nie masz jeszcze konta? Zarejestruj się


Nakarm Pajacyka